Demokracja? Czyli „jak zapewnić wybór swojej kreatury”.
Wszyscy jesteśmy karmieni aksjomatami o tym, że demokracja jest najlepszym z ustrojów, że sprawia, że wszyscy ludzie są równi, że dzięki niej władzę sprawuje większość.
Jednak gdy przyjrzeć się temu wszystkiemu na spokojnie, szczególnie w obecnych czasach, jasno widać, że to wszystko są wierutne kłamstwa.
Europą rządzą ludzie, których poparcie oscyluje wokół kilkunastu procent a dezaprobata społeczna sięga powyżej 60-70 %, co oznacza, że dwie trzecie społeczeństwa nie uważa ich za swoich reprezentantów. Co więcej obecna tzw demokracja liberalna oznacza narzucenie ogromnej większości społeczeństwa, interesów dewiantów seksualnych, ludzi chorych psychicznie lub skorumpowanych do szpiku kości. Rządzący reprezentują jakieś obce interesy i sukcesywnie niszczą własne kraje. Jasno widać, że ktoś inny tym wszystkim kieruje. Emmanuel Todd uważa, że system rządów panujący obecnie na Zachodzie powinniśmy nazywać liberalnymi oligarchiami, gdyż prawdziwa władza na Zachodzie od dawna już należy do wąskiego grona oligarchów.
Pozostaje pytanie, jak udało im się przejąć władzę i jak tak łatwo udaje się ją utrzymywać, w systemie powszechnych wyborów.
Długo tego nie potrafiłem zrozumieć, do chwili, aż czytając książkę Douglasa Reeda odkryłem pana pułkownika Edwarda Mandela House’a.
Słyszeliście o nim? Na sto procent nie. Zaraz wam wyjaśnię dlaczego jego nazwisko zostało całkowicie wyczyszczone z przestrzeni medialnej.
W rzeczywistości nigdy nie był pułkownikiem, pochodził z Teksasu, i sprawował prawdziwą władzę zza kulis, starając się nie pchać w błysk fleszy. Nie znosił popularności. Pisał:
„Komuś nieobarczonemu odpowiedzialnością, łatwo jest zasiąść z cygarem przy szklance wina i decydować, jakie rozwiązanie jest najlepsze”.
Jako pierwszy odkrył siłę sugestii.
„Gdy chciałem zasugerować prezydenta lub kogoś innego, zawsze dawałem mu odczuć, że idee przyjęte ode mnie są jego własnymi. Prawdę mówiąc, zazwyczaj nie były to moje idee. Najtrudniejszą rzeczą na świecie jest dojść do źródła jakiejś idei. Często myślimy, że pochodzi ona od nas, lecz w rzeczywistości przyjęliśmy ją nieświadomie od kogoś.”
Już w wieku 18 lat, podczas wyborów prezydenckich w 1876 r. zrozumiał, że „rządem kieruje kilku senatorów, posłów i sam prezydent. Pozostali są jedynie figurantami. Dlatego też nie mam ambicji ubiegać się o urząd ani wygłaszać przemów.”
Powtórzył to w 1912 r:
„W Waszyngtonie odkryłem, że rządem kieruje kilku ludzi, poza tym kręgiem nikt więcej się nie liczy. Moją ambicją było jak najszybsze przebicie się do tego kręgu - nie tylko wejście do niego, ale kierowanie nim.”
„Nie rozpocząłem od dołu, lecz od razu od góry, przyjąłem zwyczaj wysunięcia kogoś na przewodniczącego, aby swobodnie pracować nad istotnymi sprawami, nie będąc skrępowany obowiązkami prezesa. Przewodniczący kampanii, którymi kierowałem, cieszyli się popularnością i uznaniem prasy i publiki, po kilku miesiącach nikt o nich nie pamiętał , choć przy następnej kampanii publiczność i prasa równie entuzjastycznie witała nowego figuranta.”
Na przełomie wieków House był faktycznym władcą Teksasu, przesiadując w biurze gubernatora, mianował senatorów i kongresmenów. Teksas szybko mu się znudził i w 1910 r zaczął szukać odpowiedniego kandydata demokratycznego na prezydenta. Mając 50 lat stał się producentem prezydentów. Pierwszym z nim był Woodrow Wilson.
„Problem z kandydatem na prezydenta polega na tym, że człowiek najodpowiedniejszy na to stanowisko nie może uzyskać nominacji, a nawet jeśli ją uzyska, nie zostanie wybrany. Naród rzadko wybiera najlepszego kandydata, dlatego też konieczne jest wysunięcie najlepszego z tych, którzy mają szansę na nominację i elekcję. Obecnie takim człowiekiem wydaje się być Wilson.”
Tu przechodzimy do sedna, czyli jak House’owi udawało się kontrolować Partię Demokratyczną?
House był twórcą metody zapewniającej zwycięstwo wyborcze. To dzięki jego strategii Demokraci wygrali wybory z Wilsonem w 1912 i 1916 r, z Rooseveltem w 1932, 1936, 1940, 1944 r i z Trumanem w 1948 r.
Sednem planu było zdobycie dla Demokratów głosów nowych imigrantów przez odwołanie się do ich rasowych instynktów i emocji. Co ciekawe House dokładnie opisał ten plan w 1912 r w powieści „Administrator Philip Dru” w rozdziale „Jak się robi Prezydenta”.
Powieść opisuje wymyślonego senatora Selwyna, którym jest w rzeczywistości House.
Selwyn z „wyższym kapłanem finansów” Johnem Thorem opracowuje plan, zgodnie z którym „zwarta organizacja” ma „zapewnić wybór swojej kreatury na prezydenta”.
Thor wraz z Selwynem opracował listę tysiące milionerów, z których każdy ma wnieść swój udział. Pieniądze „wielkiego korupcyjnego funduszu” są deponowane poprzez sieć banków, w banku zięcia Selwyna, „w rezultacie opinia publiczna nie ma możności sprawdzenia źródeł ani wydatków tego funduszu”.
Następnie Selwyn wybiera swoją „kreaturę” Rocklanda (Wilsona), i przekazuje mu, że rządząc nie może działać niezgodnie z radą przywódców partii i doradców. Rockland akceptuje warunki, ale gdy po wyborach próbuje samodzielnie podejmować decyzje, szybko zostaje przywołany do porządku po ostrych atakach prasy.
„Śmiali się rubasznie, gdy Selwyn relacjonował, jak Rockland próbował uciec spod kontroli i jak go, wijącego się jak robak, przywołał do porządku.”
Ale wracając do sedna sprawy, jak wygrać wybory?
Z założeń obliczeniowych House’a wyszło, że 80% wyborców i tak zawsze głosuje na swoją partię. Co więcej na obydwie partie wyborcy głosują w równej proporcji. Dlatego wszelkie wydatki finansowe i propagandowe nie mają sensu w odniesieniu do tej grupy, lecz muszą być skoncentrowane na grupie niezdecydowanych. Te 20% muszą być dokładnie przeanalizowane i należy z nich wybrać grupę, na której należy się skoncentrować. Cały wysiłek i wydatki kieruje się na wąską grupę, która może przeważyć wynik wyborów.
Selwyn zaczął od eliminacji stanów, w których każda z partii ma gwarantowane zwycięstwo. Pozostało mu 12 niezdecydowanych stanów. Podzielił je na okręgi po 5 tyś wyborców i do każdego przydzielił po dwóch organizatorów. Ich celem było zdobycie jak największej wiedzy o wyborcach, „rasie, religii, zawodzie, przeszłych preferencjach wyborczych”. Następnie celem agentów było dotarcie do tych 1000 niezdecydowanych wyborców.
Ostatecznie wybory wygrał Rockland, dzięki temu, że skoncentrowany apel do „tysiąca niezdecydowanych wyborców” w każdym okręgu odwoływał się do ich „etnicznych, religijnych i rasowych” emocji i te względy decydowały o ich selekcji.
House sprawując prawdziwą władzę z tylnego, niewidocznego miejsca odkrył mechanizm rządzenia demokracjami.
„Większość ludzi w swoich poczynaniach w zbyt wielkim stopniu kieruje się próżnością. Tak się składa, że ja nie. Nie obchodzi mnie, komu przypada uznanie za idee przekazane przeze mnie. Najważniejszą rzeczą jest wprowadzenie ich w życie.”
W przyszłym roku w naszym kraju odbędą się wybory. Jak nałożymy na nie strategię House’a już mogę odpowiedzieć kto nie dostanie od Tuska kompletnie nic. Przede wszystkim emeryci. Ponieważ są wierni aż po grób albo KO albo PISowi i nic nie zmieni ich nastawienia, z punktu widzenia wyborów nie ma sensu tracić na nich pieniędzy i energii. Kolejną grupą, która nie dostanie kompletnie nic są nauczyciele. Ponieważ i tak w swej masie zagłosują na KO, bezsensownym z punktu widzenia Tuska jest marnowanie na nich środków. Również nic nie dostaną młodzi, ponieważ w swej masie mają wywalone na to, co się wokoło nich dzieje, a jak już, to preferują Konfederację, więc nie ma sensu na nich marnować środków. Z tych samych powodów nie otrzymają nic rolnicy, a górali już zaczynają dojeżdzać aktywiści. Kluczowa może być grupa mających już polskie obywatelstwo Ukraińców, co w sumie też już widać. Co do innych grup, to już wkrótce je poznamy.
Jasna staje się również furia zarówno Tuska jak i Kaczyńskiego w stosunku do Konfederacji a przede wszystkim do Korony. Ten bełkot o skrajnej prawicy jest tylko nośnikiem agresji i jej usprawiedliwieniem a nie prawdziwymi zarzutami. Sedno furii tkwi w tym, że zarówno Konfederacja jak i Korona zaburzają schemat, wprowadzają element entropii do idealnego spolaryzowanego przez POPIS modelu społeczeństwa. Z niezdecydowanych 20% pojawiło się nagle około 50%, co znacząco generuje koszty kampanii wyborczej i zmniejsza oddziaływanie skoncentrowanego przekazu. Mentzen, Bosak, Zajączkowska i Braun spowodują astronomiczny wzrost kosztów kampanii wyborczej bez jakiejkowiek gwarancji sukcesu, gdyż przekaz ukierunkowany pod wyborców Konfederacji może być wielokrotnie sprzeczny z przekazem dla wyborców Korony, i odwrotnie.
Wypracowany w Magdalence polityczny duopol, z partiami przystawkami mającymi dać pozór niezależnych wyborów, może się po 36 latach rozsypać. I to jest właśnie sedno furii Tuska i Kaczyńskiego na Konfederację i Konfę. Należy pamiętać o tym, że nie wiemy, kto tak naprawdę jest House’m dla Tuska, Morawieckiego i Kaczyńskiego, i że w gruncie rzeczy oni wszyscy grają do tej samej bramki.
I już na koniec chciałbym ponownie zwrócić uwagę, że ChatGPT o wiele lepiej rozumie co się tak naprawdę dzieje, niż 90% wyborców w tym kraju.
Polecenie było następujące:
"Przedstaw polityków sterowanych przez ludzi stojących w cieniu"





Komentarze