Europa wraca do ustawień fabrycznych, czyli przemyślenia po zwycięstwie AfD w Saksonii - Anhalt.
W Niemczech, w landzie Saksonia Anhalt miażdżące zwycięstwo odniosła AfD. Nastąpiła rzeźnia przede wszystkim CDU, pozostałe partie poza skrajnym BSW zaczęły tonąć.
Co prawda sondaże od dawna wskazywały na taki wynik, ale jak zauważyłem nikt jakoś w to nie chciał uwierzyć.
Oczywiście pojawiło się zaraz milion oderwanych od reality komentarzy oraz święte oburzenie, szczególnie bawi do łez ból dupy ze strony polityków z obozu Tuska Donalda. Jak to czytam, to w sumie mnie to cieszy, gdyż oznacza to, że ci wszyscy ludzie nadal nie rozumieją co się właściwie stało, więc gwarantują, że nic się nie zmieni, co oczywiście przeniesie się na jedyną możliwą opcję, czyli dalszy wzrost popracia dla prawicy w Europie.
O tym co się dzieje, piszę od lat, ale jak widzę 90% Polaków traktuje świat w kategoriach myślenia życzeniowego i nie widzi świata takim jakim jest, lecz takim jakim oni go chcą widzieć.
Zbigniew Brzeziński swojego czasu sformułował teorię konwergencji, czyli upodabniania. Zgodnie z nią ustroje komunistyczny i zachodni liberalny, wraz z upływem czasu na skutek wzajemnych kontaktów miały stawać się coraz bardziej do siebie podobne.
Lata mijały, komunizm upadł i wszystkim umknęła ta teoria. Jednak patrząc na to, co się na Zachodzie dzieje od kilku lat nie sposób Brzezińskiemu nie przyznać racji. Cały czas byliśmy utrzymywani w iluzji wolnych wyborów, tego że możemy wpływać na rządy i ich działanie. Jakoś dziwnym trafem ogromnej większości ludzi umknął fakt, że partie, na które głosujemy w podstawowych, najbardziej kluczowych aspektach w ogóle niczym się od siebie nie różnią. Różnice dotyczą mało istotnych faktów, jednak główna linia zmian przeprowadzanych na całym Zachodzie od lat się nie zmienia. Gdy po wyborach dochodzi do zmiany rządu, nowe rządy nigdy nie wycofują się z decyzji podejmowanych przez swoich rzekomych przeciwników. Stworzono nam de facto dwupartyjny układ kolesiowski dający nam iluzję wyborów i rzekomych konfliktów pomiędzy aktorami. Scena polityczna stała się teatrem, który służy skanalizowaniu i rozładowaniu niezadowolenia ludu, coś na wzór karnawału w średniowieczu, albo misterii dionizyjskich, podczas których znikały wszelkie normy moralne.
Problem w tym, że do tej pory lud tego nie zauważał, wszystko się zmieniło w przeciągu ostatnich dwóch lat. W Polsce pojawiła się Konfederacja, w Niemczech Afd i prawdziwi komuniści, w UK partia Farage, we Francji Ruch Narodowy Le Pen. I nagle system, a właściwie ludzie pociągający za sznurki wpadli w panikę.
Liberalna demokracja się skończyła. Jej jedyna rola to firmowanie tego, kto teraz ma licencję na wsadzenie ryja do koryta.
Niestety koncepcja liberalnych demokracji doprowadziła do całkowitego upadku zaufania społeczeństw do wszystkiego. Zgodnie z danymi Instytutu Gallupa, wyniki badania opinii publicznej w Stanach są miażdżące. Ktoś może oczywiście powiedzieć, że to Stany, jednak moim zdaniem w Europie Zachodniej jest jeszcze gorzej.
Do policji nie ma zaufania 16% społeczeństwa a 51% ma, do uczelni wyższych brak zaufania to 32% a ma 36%. Do systemu opieki medycznej zaufania nie ma 31% a ma 36%. Do Kościoła i innych organizacji religijnych nie ma zaufania 33% a ma 32%. Do Sądu Najwyższego zaufania nie ma 39% a ma jedynie 30%. Do publicznego szkolnictwa zaufania nie ma 34% a ufa mu jedynie 29%. Wielkim korporacjom technologicznym nie ufa 32% a ufa jedynie 27%. Bankom nie ufa 26% a ma zaufanie 27%. Do prezydenta nie ma zaufania aż 51%, a ma jedynie 26%. Gazetom nie wierzy 48% a wierzy jedynie 18%. Do wielkich firm nie ma zaufania 42% a ma zaufanie jedynie 16%. Do telewizji straciło zaufanie 56% społeczeństwa a ufa jedynie 12%. Do Kongresu straciło zaufanie aż 60% społeczeństwa a ma jedynie 9%.
Społeczeństwa Zachodnie straciły i tracą zaufanie dosłownie do wszystkich instytucji demokracji liberalnych. Ludzie zauważyli, że nikt nie ma na względzie ich dobra. Partie polityczne i przywódcy się zmieniają, jednak po przejęciu władzy nic się nie zmienia. Dosłownie w każdym aspekcie czuć zgniliznę i upadek. Świat Zachodni dosłownie gnije z powodu oligarchicznej gangreny. Produktywność w Europie od 20 lat się nie zwiększa i to pomimo tego, ze ludzie coraz więcej i ciężej pracują. Realne płace na całym Zachodzie nie wzrastają od czterdziestu lat, a wręcz przeciwnie, powoli maleją.
Mimo coraz większych kosztów, obywatele otrzymują coraz podlejszą opiekę medyczną, edukację, studia. Środki są dosłownie marnotrawione i wydawane bez sensu i efektów.
Co gorsza rządy ewidentnie nie liczą się z opinią publiczną i działają wprost na niekorzyść społeczeństw, które rzekomo reprezentują. Zielony Ład, opłacanie wojny na Ukrainie, sprowadzanie milionów nieużytecznych imigrantów obcych kulturowo, odgórnie sterowana deprawacja dzieci i młodzieży, walka z rodziną, to wszystko dzieje się wbrew interesom własnej ludności i jest siłą wprowadzane przy wykorzystaniu wąskich grup znajdujących się poza marginesem społeczeństwa.
Zachodnie liberalne demokracje zaczynają się zmieniać w zamknięte systemy oligarchiczno-feudalne.
To wszystko powoduje narastanie frustracji społecznych. Europa znalazła się w tym samym miejscu co sto lat temu. Kwestią czasu i to bliskiego będzie pragnienie aby przyszedł ktoś, kto w końcu z tym całym burdelem zrobi porządek. W starożytnej Grecji, w sytuacji gdy rządy przejmowały oligarchie, zawsze pojawiali się tyrani, którzy w oparciu o biedne warstwy przejmowali władzę. W Europie lat dwudziestych, skutkiem był upadek rządów demokratycznych i wprowadzenie rządów autorytarnych. Zachód powoli zmierza w tym kierunku, kwestią czasu będzie to, że społeczeństwa będą tak zniechęcone rządami liberalnych oligarchii, że albo poprą dyktatorów albo jak w Rosji gdy Lenin przejmował władzę zachowają obojętność. Ponieważ, liberalne a w rzeczywistości neomarksistowskie rządy w sojuszu z oligarchią powoli zamykają wszelkie możliwości ujścia frustracji społecznych a dodatkowo same niszczą iluzję demokracji i wpływu ludzi na władzę i losy państwa, czekają nas mroczne czasy.
Nadchodzi era nowczesnego feudalizmu lub Dyktatorów.
Przez ostatnie lata najpierw System próbował marginalizować zjawisko całkowitej zmiany sceny politycznej w krajach Zachodu. Gdy jednak nie udawało się tego faktu przemilczać nastąpił wściekły atak na partie spoza systemu, oskarżane o skrają prawicowość. Szafowanie na prawo i lewo jednak faszyzmem i Putinem, co jest w ogóle jakąś aberracją umysłową nie przynosi żadnych efektów, co więcej antysystemowców jest coraz więcej i jest ich już na tyle wielu, że System musiał zacząć się z nimi liczyć.
Prawda jest taka, czy to się komuś podoba czy nie, że na Zachodzie mamy do czynienia z ogromnym kryzysem demokracji.
W ostatnim ćwierćwieczu nastąpiło odgórne parcie ku szybkiemu stworzeniu struktur ponadnarodowych opartych o globalizm i przenoszących ciężar władzy do niewybieralnych struktur ponadpaństwowych. W Europie Niemcy budują superpaństwo zarządzane przez komisarzy, których nikt nie wybiera i którzy przed nikim nie są odpowiedzialni. Eurokraci przejmują coraz więcej kompetencji ze strony rządów i zaczynają decydować o coraz bardziej szczegółowych sprawach. Co więcej ich rządy coraz bardziej przypominają swoistą dyktaturę a ich decyzje są niezmienialne.
Drugą ponadpaństwową strukturą jest Światowe Forum Ekonomiczne w Davos, które podejmuje kluczowe decyzje gospodarcze obejmujące cały Zachód, a w ogóle nie dyskutowane w poszczególnych krajach. Do tego mamy jeszcze inne półjawne struktury jak Bildeberg Group, Komisja Trójstronna i inne.
W świecie Zachodu następuje kolejne jasno widoczne zjawisko, coraz większa oligarchizacja i neofeudalizacja systemu władzy. Od szczebla centralnego po szczebel lokalny do władzy dorwali się ludzie, którzy nigdy niczego pożytecznego w życiu nie robili, nie mają żadnych prawdziwych kwalifikacji i nie zamierzają tej władzy oddać. Marzy im się i starają się zbudować neofeudalne struktury dzięki, którym będą mogli tą władzę sprawować bezustannie a po odejściu z polityki przekazać ją w sukcesji członkom swojej rodziny. Coraz częściej okazuje się, że w polityce nie ma ludzi przypadkowych a opanowały ją rodzinne i niemal plemienne klany. Rownolegle do tego powstają struktury oligarchiczne, w każdym kraju Zachodu władza zaczyna być skupiona w rękach niewielkich grupy najbogatszych, którzy wchodzą w bliskie relacje z ludźmi sprawującymi władzę, dzięki czemu uzyskują możliwość dalszego wzbogacania, często niezbyt zgodnie z prawem. Rozwija się również korupcja, uprawiana niemal jawnie i zgodnie z naginanym prawem.
Problem pogłębia to, ze coraz więcej ludzi odczuwa, że żyjemy niejako w dyktaturze skończonych bałwanów. W wyniku wytworzenia się partii wodzowskich z polityki zostały usunięte najzdolniejsze jednostki a ich miejsce zajęły zwykłe półgłówki. Jest to skutkiem rządów liderów, którzy sami nie posiadając jakichś większych walorów umysłowych, bojąc się wytworzenia potencjalnej opozycji wewnątrzpartyjnej mogącej odsunąć ich od władzy, czujnie obserwują co się dzieje wewnątrz ich partii i szybko eliminują zbyt inteligentne i ambitne jednostki. W wyniku takich działań partie zaludniły jednostki niezbyt lotne intelektualnie, niezbyt wykształcone, niezwykle bierne ale za to wierne wszelkim prezesom, przewodniczącym itp. Rządy w państwach skupiły się w rękach pojedynczych osób, często nie rozumiejących otaczającego ich świata, mściwych, zawistnych i co tu ukrywać, zwyczajnie głupich.
Kolejnym problemem jest zwycięstwo neomarksistowskiego długiego marszu przez instytucje, co spowodowało dojście lewaków do władzy w każdym kraju Zachodu. A lewacy z definicji nie potrafią powstrzymać się od meblowania życia innym ludziom. W ciagu ostatnich kliku lat mnożą się lawinowo wszelkie zakazy, nakazy, regulacje na straży których stoją „wolne i niezawisłe” sądy oraz aparat represji. Policje na Zachodzie coraz częściej trudno odróżnić od policji w państwach totalitarnych. Neomarksiści kolejny raz zaczynają budowę nowego człowieka, nowego homo neosovieticus, pozbawionego rodziny, ideałów, kosmopolitę skupionego na realizacji swojego szczęścia, które neomarksiści sprowadzają do zwierzęcej, bezmyślnej kopulacji.
W tej sytuacji w całej Europie postępuje kryzys demokracji. Coraz więcej ludzi popiera partie antysystemowe nie dlatego, że pociąga ich, ich program lecz dlatego, że są spoza systemu. Oskarżanie ich o populizm jest absurdalne z tego powodu, że przecież każda partia z definicji jest populistyczna jeśli chce wygrać wybory. Określanie ich skrajną prawicą również jest absurdalne, bo to co głoszą jeszcze całkiem niedawno głosiła lewica, a próby obrażania określeniem faszyści dowodzi jedynie tego, że rzucający tym epitetem są skończonymi idiotami i nie mają pojęcia czym był faszyzm.
Zmiany w Europie następują i system ich nie powstrzyma, nie pomoże w tym cenzura internetu ani aparat państwowy.
Chciałbym przypomnieć na koniec pierwszą elekcję Trumpa i słowa, które napisał słynny Taibbi.
„Mówił o wyprowadzaniu miejsc pracy za granicę, gwałtownie rosnących cenach leków, o spisku opłaconych bonzów obu partii, dzięki którym mogły zaistnieć te problemy. Często były to miejscowości niemal zupełnie spustoszone, miażdżone bezrobociem, długami, epidemią opioidową. Mieszkali tam ludzie wkurwieni, i to już od dłuższego czasu. Jeden z nich oświadczył, że głosował na Trumpa, bo „chuj z tym i chuj z nimi”. Miałem wrażenie, że głosowanie na „chuj z tym” znacznie przyczyniło się do zwycięstwa Trumpa. Byli to ludzie tak wkurwieni, przygnębieni, wściekli na wszystko - a szczególnie na pajaców w telewizji - że posłali Trumpa do Waszyngtonu z nadzieją, że typ wszystko to rozpieprzy, żeby Ameryka mogła zrobić restart. Na nich nie podziałają nawet całodobowe maratony newsów antytrampowskich, bo układów partyjnych nienawidzą nawet bardziej niż Trumpa.”
Teraz System jest przerażony, Merz nie wie co zrobić, w Polsce obóz Tuska od lat utrzymujący się jedynie dzięki wsparciu Niemiec, Brukseli prawdopodobnie BND wpadł w panikę, sondaże wskazują, że AfD ma coraz większe poparcie w innych landach, Prawica idzie po władzę we Francji, w Wielkiej Brytanii, Holandii. Co fatalne dla Tuska, w Polsce wybory będą w następnym roku, a AfD raz, że ściągnie parasol ochronny nad Herr Tuskiem, a dwa, że wyniki wyborów w Niemczech wpłyną na wzrost poparcie Konfederacji i Korony w Polsce, to może oznaczać koniec władzy o ile nie istnienia niemieckiej agendy w Polsce, tym bardziej, że Tusk i kolesie są na tyle głupi, że kolejny raz popełniają ten sam błąd co z Trumpem, plując jadem na wyniki wyborów, tym razem w Niemczech. AfD im tego nie zapomni.
O co więc może chodzić?
AfD mówi wprost o trzech postulatach: remigracji, to akurat nas dzięki Bogu mało dotyczy, likwidacji strefy Schengen, wiele to nie zmieni, jak ktoś jechał do Niemiec, to doskonale wie, że Niemcy na swojej granicy prowadzą kontrole, to jedynie granica Polski jest otwarta na przestrzał jak stodoła. O wiele większym problemem dla Tuska może być likwidacja eurozony. Tusk i Domański, wraz z Belką zadłużając Polskę prawdopodobnie robili to z premedytacją, sądząc po słowach Belki, mając na celu tak duże zadłużenie Polski aby jedynym wyjściem było wprowadzenie euro. W chwili gdy AfD chce zlikwidować euro, oczywiście nie odbędzie się to nagle, ale zablokuje próbę wejścia do strefy kolejnych krajów, Tusk i reszta uśmiechniętych znajdą się pod ścianą, może się okazać, że Polska rzeczywiście będzie bankrutem. To by tłumaczyło groteskowe zachowanie całego PO czy KO jak kto woli.
Europa skręca nie tyle na prawo, co odwraca się od systemu, ma w tym pełne poparcie wszystkich od Trumpa, przez Muska, Chiny po Rosję. A ponieważ oligarchia zdaje się kompletnie nie rozumieć tego co się dzieje, czekają nas zmiany.





Komentarze