top of page

Neokomunistyczny pasożyt aby przeżyć musi się rozrastać, czyli przemyślenia po referendum w Islandii.

31 sie
3 minut(y) czytania

Unia Europejska to neokomunistyczny twór stworzony w oparciu o wizję trockisty Altiero Spinneli’ego i jego Manifest z Ventotene oraz działania Amerykanów, chcących mieć Europę pod kontrolą. To co różni wizję UE od starego bolszewizmu, to nowa ideologia, czyli marksizm kulturowy, zakładający wykorzystanie jako nośnika rewolucji proletariatu zastępczego w postaci imigrantów, mniejszości seksualnych i dewiantów, jako samą formę rewolucji przejęcie instytucji publicznych, jako cel ataku nie klasy posiadające a rodzinę, chrześcijaństwo i państwa narodowe. Jest jeszcze jedna zasadnicza różnica, czyli wykorzystanie jako przywództwa nie wąskich kadr partyjnych, lecz biurokracji, którą z kolei w tle steruje oligarchia.

W wyniku tych zmian Unia Europejska stała się dziwnym tworem, neokomunistycznym pod względem ideologii a demokracją oligarchiczną pod względem systemu rządów.


Podstawowe cechy Unii jak jej komunistycznego przodka są te same. Jako organizm Unia jest pasożytem i do swojego przetrwania potrzebuje ciągle nowych organizmów do wchłaniania. Największym kłamstwem, które Unii udało się wmówić społeczeństwom to, to, że aby do niej przystąpić trzeba spełnić ściśle określone kryteria. Jedynym kryterium wymaganym do spełnienia przez Unię jest wcześniejszy rozkład gospodarczy, tak aby wchodząca w jej skład gospodarka nie stanowiła zagrożenia dla gospodarek przede wszystkim Niemiec i Francji.

Szczególnie to widać obecnie, gdy do UE bardzo chętnie są zapraszane dwa najbardziej skorumpowane państwa w Europie, czyli Ukraina i Mołdawia, a wcześniej była wabiona skorumpowana do szpiku Gruzja, a jednocześnie jedynym krajem, którego Unia nigdy nie chciała, i który obecnie po dwudziestu latach oczekiwania sam już zrezygnował, jest Turcja. Turcja ze swym potencjałem demograficznym i przemysłowym zmieniłaby układ sił w Europie, przeżarte korupcją Ukraina i Mołdawia natomiast są partnerem idealnym.


Drugim kłamstwem, które udało się Eurokratom wmówić społeczeństwom, to niezwykle rygorystyczne wymagania odnośnie przyjęcia euro. Po tym jak do eurozony przystąpiła Bułgaria, chyba w te wymagania już nikt nie wierzy. W rzeczywistości euro aby się utrzymać potrzebuje drenażu ciagle nowych środków, dlatego strefa euro tak jak i sama Unia aby się nie zawalić potrzebuje ciągłej ekspansji. Wspólna waluta powoduje drenaż bogactwa z biedniejszych krajów do bogatszych, pomijając karłowate republiki nadbałtyckie, w 2009 r przyjęła ją Slowacja, przestając być z dnia na dzień turystycznym rajem na skutek wzrostu cen, w 2023 r Chorwacja, odnotowująca obecnie coraz większy spadek liczby turystów, a w 2026 r Bułgaria, gdzie również nastąpił spadek dochodów z turystyki. Kraje, na które oczekuje się w strefie euro, to Rumunia, Szwecja, Czechy i przede wszystkim Polska. Wszystkie te kraje są duże, o dużym potencjale gospodarczym, więc drenaż ich gospodarek może pozwolić złapać oddech rozsypującej się eurozonie.


Oczywiście największym zagrożeniem dla Unii zawsze było wyjście. Póki co, zrobili to jedynie Anglicy, którzy są dawani ciagle jako przykład, że Brexit nic dobrego im nie przyniósł. Wszystkim jakoś umyka prosty fakt, że co prawda do Brexitu doszło, lecz polityka WB w podstawowych aspektach w niczym się nie zmieniła, i jest lustrzanym odbiciem polityki UE, więc trudno oczekiwać aby Brexit przyniósł jakieś pozytywne efekty. Gdyby w WB rzeczywiście uległa zmianie w stosunku do UE polityka klimatyczna, imigrancka, energetyczna, wtedy wszystko mogłoby wyglądać inaczej i moglibyśmy mieć do czynienia z rozpadem Unii na skutek exitów, ale ponieważ nic się nie zmienia, więc nikt nie widzi żadnej różnicy, więc nie widzi sensu wyjścia.


Sytuację jednak skomplikowała maleńka Islandia.

Islandczycy bowiem w referendum pokazali Unii wyprostowany środkowy palec. Z całej Unii co znamienne, w furię wpadli jedynie Niemcy. I to jest wymowne, bo jasno dowodzi, iż UE jest tak naprawdę projektem niemieckim, który Niemcy traktują jako kolejny etap budowy czwartej Rzeszy Niemieckiej.

Ale dlaczego taka furia? Przecież na Islandii nic nie ma.

Chodzi o to, że Islandczycy odrzucając akces pokazują, że Unia wcale nie jest jakimś atrakcyjnym tworem, o przystąpieniu do którego mają wszyscy marzyć. Wręcz przeciwnie, oni nie widzą żadnych korzyści. I tu pojawia się problem, bo właśnie Islandia może być impulsem wzmacniającym w przyszłości ideę exitów.


Wymowne również było stwierdzenie Niemców, że o akcesie do Unii nie powinni decydować obywatele a same rządy. Jak to powiedział De Gaulle, „Demokracja jest zbyt poważną rzeczą, aby ją oddawać ludziom”.


Niemcy jasno powiedzieli, że Europą obecnie rządzi wąska grupa ludzi, w domyśle chodzi o oligarchię. Neokomunistyczny twór znany jako Unia gdy nie będzie zajmował kolejnych organizmów po prostu się zapadnie tak jak jego przodek, czyli Związek Sowiecki.

Obecna Europa staje się w coraz szybszym tempie i w coraz większym zakresie policyjnym państwem ucisku, w którym powszechne wybory są jedynie fasadą i zaworem bezpieczeństwa dla ujścia negatywnych emocji. W rzeczywistości wszystkie partie mają ten sam program, a sama Europa poprzez nadmierny fiskalizm i neomarksistowskie ideologie zaczyna się w coraz szybszym tempie zapadać.

Dlatego Unia i stojący za nią Niemcy, nie mogą sobie pozwolić na jej odrzucanie w kolejnych krajach.



Komentarze


Kontakt

Thanks for submitting!

© 2023 by Train of Thoughts. Proudly created with Wix.com

bottom of page