„Chłonność wielkich mas jest bardzo ograniczona, ich inteligencja jest niska, lecz siła zapominania jest ogromna. W konsekwencji skuteczna propaganda musi ograniczać się do niewielu punktów, lecz te muszą być powtarzane, aż ostatni członek społeczeństwa zrozumie je tak, jak chcesz, by je rozumiał.” – Adolf Hitler
Jakiś czas temu mój kolega Mariusz zamieścił na FB poniższy tekst:
"Ryba psuje się od głowy"
Czy patrząc na schemat zaangażowania politycznego władz obecnych, ale i minionych, możemy z całą pewnością potwierdzić tą tezę?
Jako człowiek zaangażowany w sprzedaż i marketing od prawie ćwierć wieku pragnę wysnuć śmiałą tezę, że podaż jest wynikiem popytu.
Innymi słowy klientem jest społeczeństwo, a sprzedawcą politycy.
To, jak wielką rolę odegrał marketing polityczny wobec wyników wyborów udowodnił PIS 5 lat temu.
Trzeba przyznać, że obiecali społeczeństwu dokładnie to, co tamto chciało usłyszeć i podali to naprawdę w pięknej oprawie...
Moi drodzy, mamy to co mamy, bo jesteśmy, jacy jesteśmy.
Klasa polityczna jest obrazem społeczeństwa, podobnie jak rzeczywistość jednostki, która go otacza, jest obrazem jego EGO.
Wnętrze odbija się na zewnątrz.
Zdrajcy, złodzieje, wyzyskiwacze, materialiści, szubrawcy, wierutni kłamcy, cynicy i pozerzy w rządzie, to przedstawiciele klas społecznych, którzy poparci zostali przez swoich wyborców.
Wydaje się oczywistym, że niewielu jest dobrych polityków, zaangażowanych w działania na rzecz obywateli, bo niewielu też jest takich ludzi, którzy poświęcają swój czas, energię i pieniądze, aby wspierać bezinteresownie innych, potrzebujących.
Polityk jest niczym innym, jak wypadkową kilku tysięcy głosujących na niego ludzi, którzy wrzucając kartę do urny wyborczej, kierują się swoimi przekonaniami.
Swoją do swego ciągnie, swój swego poprze...
Dlatego nie licz na zmiany u góry, bez zmian na dole.
Nie wskazuj palcem świecznika, bez spojrzenia w lustro.
Zmiany trzeba zacząć oddolnie.
Zmiany musisz zacząć od siebie.
Zmienić musisz się Ty, żeby wymagać zmian na poziomie władzy.
Nikt inny oprócz Ciebie nie zapewni Ci szczęścia, dobrobytu i dobrego życia.
A dobre życie, to życie w zgodzie z sąsiadem, uśmiech i uczciwość i bezinteresowne wsparcie tych, którzy tego potrzebują, szacunek, tolerancja, ale taka szczera, nie na pokaz…”
Oczywiście w pełni się z Mariuszem zgadzam, politycy, rządzący, są obrazem nas samych, naszej inteligencji, wiedzy, postaw, patriotyzmu.
Nic mnie tak nie wkurza jak pierdzielenie, że obowiązkiem wszystkich jest „Marsz na wybory”. Jest to jedna z największych bzdur jakie słyszałem w życiu.
Po pierwsze, jeśli nie mam na kogo głosować, jeżeli żadna partia moim zdaniem nie jest w stanie zaoferować programu politycznego reprezentującego moje oczekiwania, jeżeli żaden z kandydatów nie zasługuje moim zdaniem na to, aby mnie reprezentować, dlaczego mam iść na wybory? Dlaczego do jasnej cholery mam wiecznie wybierać mniejsze zło? Wręcz przeciwnie, gdyby frekwencja wyborcza wyniosła 30% albo mniej, byłby to jasny sygnał upadku demokracji, nie można by było obok tego przejść obojętnie, chcąc nie chcąc musiałyby nastąpić jakieś zmiany.
Po drugie, jaki jest sens w gonieniu ludu na wybory skoro nie ma on najmniejszego pojęcia o programach politycznych, a jego kompetencje wyborcze polegają na tym, że kandydat jest wysoki, jest przystojny, jest fajna, ma fajne nogi, fajnie śpiewa, robił kawę, dawał po lizaku, fajnie się uśmiecha, może i jest idiotą ale ważne, żeby ci drudzy nie wygrali itd. To są właśnie obecne preferencje wyborcze większości Polaków.
Oczywiście sami Polacy również są temu winni, bo jak inaczej wytłumaczyć wybór troglodyty Bolka na prezydenta, jak wytłumaczyć to, że kilka lat po upadku komuny, komuna miała zarówno i prezydenta jak i premiera, jak wytłumaczyć, to że osiem lat po ruinie gospodarczej ponownie obywatel Tusk został premierem, jak wytłumaczyć fakt, że dzieci ubeków, tych co zabijali patriotów teraz nadają ton zarówno debacie publicznej jak i ustalaniu prawa. Tak, Polacy są sobie sami winni tego, że staliśmy się Bantustanem bez najmniejszego znaczenia zarówno w świecie jak i Europie.
Ale umyka nam tutaj jeden ważny fakt. Zidioceniem narodu można sterować. I co gorsza wcale to nie jest takie trudne. Przede wszystkim trzeba doprowadzić do tego aby lud nie był zdolny do logicznego myślenia i samodzielnego wyciągania wniosków.
Jak to zrobić? Nie ma najmniejszego problemu.
Mój ojciec zawsze mówił, że największym błędem komuny było to, że chcieli wykształcić ludzi. Szkoły średnie i studia były elitarne. Pierwszym progiem były egzaminy do szkół średnich, gdzie na jedno miejsce startowało 3-4-5 kandydatów. Nikt się wtedy nie przejmował stresem wśród uczniów i przeładowaniem materiału, trzeba go było zdać i tyle, mało tego zdać na odpowiednio wysoką notę.
Potem był egzamin wstępny na studia. I ponownie, kilku kandydatów na jedno miejsce. Powodowało to, że na studia dostawali się najzdolniejsi a nie jak teraz wszyscy, łącznie z półgłówkami. Na studiach grupy były małe, wymagano dużej pracy własnej, skutkiem tego było to, że kończyli je ludzie z pasją.
Co robią obecne rządy? Studia stały się prawem dla wszystkich, kończą je funkcjonalni analfabeci niezdolni do myślenia przyczynowo - skutkowego, jednocześnie mający niesamowite mniemanie o swojej inteligencji i wiedzy, no bo przecież skończyli jako pierwsi w rodzinie studia.
Jednocześnie kastruje się programy nauczania, stawia nacisk na testowe sprawdzanie wiedzy odmóżdżające uczniów. Logika i filozofia, które kiedyś były głównymi przedmiotami na pierwszym roku każdych studiów teraz stały się zbędne. Efekt, ludzie po studiach nie potrafią wyciągać prostych logicznych wniosków.
Z matematyki wywalono rachunek prawdopodobieństwa, jakie są tego efekty zaobserwowałem ze zgrozą, gdy podczas pracy na korepetycjach, na banalne pytanie jakie jest większe prawdopodobieństwo, że wymrze ród z dwojgiem synów, czy ród z dziewięćdziesięcioma ośmioma, usłyszałem: To zależy. Ręce mi opadły. I to jest obecna wchodząca w życie elita. Jak oni mają cokolwiek zrozumieć?
Okazuje się, że historia jest niepotrzebna. Oczywiście nie całkiem, historia bowiem była zawsze najbardziej politycznym przedmiotem ze wszystkich. Co zauważył każdy totalitaryzm. W UK w ogóle jej nie ma w szkole.
Jak pisze Thierry Wolton o Stalinie:
„Wódz studiuje takie dzieła jak: O naturze absolutyzmu, Państwo, biurokracja i absolutyzm w historii Rosji czy Przeznaczenie władcy. Pociąg do literatury historycznej nie jest bezinteresowny, szuka w niej analogii, recept, studiuje technologię władzy, jej niuanse psychologiczne.”
Historię uwielbiał również Hitler, Napoleon, Lenin.
Dlaczego ? Bo dawała im odpowiedzi na to, co robić. Obecnie robi się wszystko aby historia nie dawała żadnych odpowiedzi, nie skłaniała do myślenia, szatkuje się ją na kawałki, żeby uczniowie broń boże nie zauważali związków przyczynowo skutkowych. Oczywiście cały czas się podkreśla, że celem jest nauczanie praktycznych rzeczy.
Po edukacji, kolejnym narzędziem tresury społeczeństwa jest kontrola informacji. Lud ma być pozbawiony dostępu do informacji. To co mu się przekazuje jest wykastrowane i zmanipulowane. Gdy się poda odpowiednie informacje wpływa się na sposób postrzegania świata. Pomaga temu wszechobecna cenzura. Dlatego obecnie z taką furią elity atakują pozbawiony jej X. Niestety dla elit, w wyniku wyborów w USA, również Zuckenberg drastycznie ograniczył cenzurę na FB.
Następnym narzędziem jest wszechobecna indoktrynacja płynąca z szamba dla niepoznaki nazywanego wolnymi i niezależnymi mediami. Mieliśmy tego przykład podczas plandemii, a później po wybuchu wojny na Ukrainie. Ściek jak w Roku 1984 robi łajno z mózgu ludowi, bombarduje go ciągle spreparowanym przekazem, nie pozwalając mu samodzielnie myśleć. Jest to szczególnie widoczne w tak wierzącym programowaniu telewizyjnemu kraju, jakim jest Polska. Jej efekty mogliśmy zobaczyć kilka lat temu, gdy narody wykazały się bezgraniczną, nieznaną w dziejach głupotą, gdyby rząd nakazał chodzenie w wiadrach na głowie z palcem w tyłku, w celu ochrony przed wirusem, ponad połowa Polaków łaziłaby na drugi dzień z palcem w dupie. Kolejny test przeprowadzono w trakcie wojny na Ukrainie, wmówiono ludowi, że Ukraina jest naszym przyjacielem a jednocześnie zdehumanizowano Rosjan. Przypomniały mi się zaraz Kryształowa Noc w Niemczech i obozy koncentracyjne. Osiemdziesiąt lat po wojnie zaczęli mnie otaczać domorośli naziści.
Kolejnym mechanizmem jest podział społeczeństwa. Już Rzymianie mówili Divide et impera, Dziel i rządź. Sednem jest podział społeczeństwa na da mniej więcej równe obozy i regularne doprowadzanie do tego, aby skakały sobie do gardeł. Udało się to zrealizować w każdym kraju zachodnim, wszędzie mamy polaryzację sceny politycznej na dwa obozy: PIS - PO, CDU - kolorowa koalicja, socjaliści Macrona - Komuniści, Republikanie - Demokraci. Majstersztyk. Można rządzić w nieskończoność na zasadzie raz my raz wy.
Kolejnym mechanizmem jest stosowanie tematów zastępczych, gdy wypływa naprawdę istotny problem, dla odwrócenia uwagi jak w cyrku, na scenę wchodzi klaun. Pojawia się aborcja, Palikot, Czarnecki, Romanowski, obojętnie co, byle doprowadzić plemiona do furii, aby nikt nie zauważył tego co naprawdę się dzieje.
Ostatnim mechanizmem jest odpowiedni dobór kandydatów. Partie bacznie pilnują aby na listę nie dostał się ktoś zbyt inteligenty, ambitny i nieumoczony. Z takim człowiekiem byłby problem, jeszcze by zechciał reformować cały ten chory system. Powoduje to, że tak naprawdę nie ma żadnych prawdziwych wyborów, system już ustawiony, a lud nakręca się swoim rzekomym wpływem na to, kto będzie rządzić.
Wracając do wyborców, Bryan Caplan uważa, że wyborcy kierują się nie faktami lecz emocjami i ideologią. „Gdy ludzie głosują pod wpływem błędnych przekonań, w demokracji zawsze zwyciężają złe programy polityczne” zgodnie z zasadą programistów, GIGO – śmieci na wejściu, śmieci na wyjściu.
„Z naiwnej perspektywy interesu publicznego demokracja działa, ponieważ robi to, czego chcą wyborcy. W opinii większości sceptyków ponosi ona porażkę, ponieważ nie robi tego, czego chcą wyborcy. Natomiast moim zdaniem demokracja ponosi porażkę właśnie dlatego, że robi to, czego chcą wyborcy – ma ona wbudowane efekty zewnętrzne. Nieracjonalny wyborca szkodzi nie tylko sobie, ale i każdemu, kto w wyniku jego nieracjonalności będzie musiał ponosić koszty nietrafionych decyzji politycznych.”
Ludzie posiadają preferencje odnośnie poglądów, co oznacza, że zamiast spojrzeć niezależnie na różne możliwości, preferują swoje ulubione. Zdaniem Locke’a ludzie przypisują swoim przekonaniom prawdopodobieństwo wyższe niż wynikające z dowodów. Dodatkowo zdaniem Locke’a każdy chce uważać, że ceni prawdę samą w sobie ale targają nim pycha, lenistwo, unikanie żmudnego procesu logicznego rozumowania oraz strach, że gdy bezstronnie przyjrzy się sprawie, może to zaprzeczyć ugruntowanym w nim opiniom, uprzedzeniom, światopoglądowi. Wyjaśnia to dlaczego przez ostatnie trzy lata tak trudno dyskutowało się z ludźmi wykształconymi, mimo dostarczania dowodów naukowych, nie były one przyjmowane, ponieważ ludzie podświadomie się bali, że mogłyby zachwiać ich ugruntowanymi poglądami. Jest to podejście bardzo podobne do religii, a jak powiedział Nietzsche „wiara oznacza niechęć poznania prawdy.” Le Bon uważał, że „istnieje ścisły związek pomiędzy wiarą dosłownie religijną a żarliwą wiernością jakiejś doktrynie. Nietolerancja i fanatyzm nieodłącznie towarzyszą uczuciom religijnym.” Zdaniem Hoffera wszystkie ruchy masowe są zamienne, „ruch religijny może zamienić się w rewolucję społeczną albo ruch nacjonalistyczny, rewolucja społeczna w wojujący nacjonalizm albo w ruch religijny, ruch nacjonalistyczny w rewolucją społeczną lub w ruch religijny.”
Wyborcy głosują na programy, o których uważają, że posłużą ich zdaniem interesom ogółu. Nigdy jednak nie idą dalej i nie zastanawiają się krytycznie, czy popierany przez nich program polityczny, skutecznie służy interesowi ogółu. Ważna jest sama wiara.
Również słowa Le Bona nie nastrajają nas optymistycznie: „Masy nigdy nie pragnęły prawdy.
Odwracają się od dowodów, które są im nie w smak, woląc ubóstwiać błąd, jeśli ich on uwiedzie. Ktokolwiek potrafi im dostarczyć iluzji, łatwo staje się ich władcą, ktokolwiek próbuje zniszczyć ich iluzje, jest zawsze ich wrogiem.”
Autor wskazuje, że wbrew wygodnemu wyjaśnieniu, że to brak informacji jest winą wszystkich błędów to winne jest zaangażowanie emocjonalne. „Lojalność wobec umiłowanych przekonań poprawia samopoczucie.” Ludzie broniąc swych przekonań do przeczących tym przekonaniom podchodzą wrogo. To właśnie tłumaczy zachowanie zwolenników szczepionek, zmian klimatycznych i innych nowych świeckich religii na dane zaprzeczające im dogmatom. „W zlaicyzowanych czasach przekonania polityczne i ekonomiczne zastąpiły religię.”
Stwierdzenie Caplana w punkt określa współczesnych zelotów.
„Nie chodzi mi o to, że dowody zaczerpnięte ze świata rzeczywistego są jednostronne (choć często tak jest !). Mam raczej na myśli, że nawet gdyby były, odsetek przekonanych nie wzrósłby do 100%, nawet jeśli przedstawiono by im wszystkie istotne informacje. Emocjonalnie przywiązanie do własnych przekonań jest zbyt silne – woleliby, żeby nie mieszać im w głowie faktami.”
Caplan uważa, że „Podręczniki wiedzy o społeczeństwie przedstawiają piękny obraz demokracji i określają jej wady jako przejściowe aberracje.” Jednak zdaniem ekonomii informacji wady demokracji nie są przypadkowe lecz stanowią jej nieodłączny element. Problem polega na tym, że wyborcy dają się łatwo zwieść propagandzie „wypełniającą głowy osób niedokształconych kłamstwami”. Jednak braki w wykształceniu nie oznaczają podatności na propagandę oraz nie tłumaczą fatalnych wyborów ludzi wykształconych. Zdaniem autora można założyć, „że prawie wszyscy wyborcy nie mają bladego pojęcia o polityce.”.
Wracając do istoty problemu, czy ryba psuje się od głowy, czy od ogona, czyli kto jest winny, politycy czy raczej wyborcy, odpowiedzią jest demokracja, to demokracja jest winna, ponieważ bazuje na równych prawach głosu dosłownie wszystkich. Demokracja bez cenzusów i bez odpowiedzialności ma zaimplikowaną w sobie bombę zegarową i kwestią czasu jest to, że się wynaturzy w pajdokrację czyli rządy dzieci (chodzi o poziom intelektualny), ochlokrację czyli rządy motłochu, ewentualnie w idiokrację, czyli rządy idiotów.
Jesteśmy na rozdrożu, nasza demokracja umiera. Żeby ktokolwiek mógł wykonywać jakikolwiek zawód wymagamy od niego różnego rodzaju certyfikatów, umiejętności poświadczonych egzaminami, ale jednocześnie prawa wyborcze i związane z tym prawo decydowania o losach państwa oddajemy w ręce dosłownie wszystkim. Kiedyś powiedziałbym, że winą jest to, iż zarówno idiota jak i profesor mają ten sam głos, po ostatnich latach jednak widząc ilu profesorów okazało się skorumpowanymi idiotami nie ważyłbym się tego nadal twierdzić.
Jaka wobec tego jest przyszłość demokracji? W Azji będzie to merytokracja, czyli rządy fachowców, właściwie jakieś jej formy są tam cały czas, na Zachodzie czeka nas ostatecznie to co starożytnych Ateńczyków, czyli rządy oligarchii. Demokracja prawdopodobnie pozostanie jako fasada, ale władzę przejmie bardzo wąska grupa najbogatszych. Przyszłość Zachodu to jakaś nowa wynaturzona forma feudalizmu.

Comments