„Wszyscy nienawidzą mediów. Najwyraźniej nikt w mediach nie rozumie czemu tak jest.” - Matt Taibbi
W 2013 roku we Wprost ukazał się artykuł pod tytułem „Jesteśmy intelektualnymi prostytutkami?” napisany przez Sylwestra Latkowskiego.
Autor zaczyna tekst od wspomnienia Johna Swintona.
„W 1880 r. John Swinton, szkocko-amerykański dziennikarz i wydawca, w czasie jednego z bankietów, kiedy zaproponowano wzniesienie toastu za niezależną prasę, nie wytrzymał i wygarnął zebranym: „Każdy z obecnych tutaj wie, że niezależna prasa nie istnieje. Wy to wiecie i ja to wiem: żaden z was nie ośmieliłby się ogłosić na łamach gazety własnych opinii; a gdyby nawet się ośmielił, zdajecie sobie sprawę z tego, że nie zostałyby one nigdy wydrukowane. Dostaję ileś dolarów tygodniowo za to, żebym powstrzymywał się od wyrażania własnych poglądów i opinii w gazecie, w której pracuję. Wielu tu obecnych otrzymuje podobną zapłatę na identycznych zasadach. Gdyby ktoś z was był na tyle szalony, by uczciwie opisać sprawy, znalazłby się natychmiast na bruku. Gdybym dopuścił, by moje prawdziwe opinie zostały opublikowane w którymkolwiek numerze gazety, straciłbym pracę w niecałe 24 godziny. Praca dziennikarza polega na niszczeniu prawdy, łganiu na potęgę, deprawowaniu, zohydzaniu, czołganiu się u stóp mamony, sprzedawaniu siebie, sprzedawaniu swojego kraju i swojego narodu w zamian za chleb swój powszedni, czy też – co się sprowadza do tego samego – za swoją pensję. Wiecie to wy i wiem to ja. Cóż to więc za szaleństwo wznosić toast za niezależną prasę! My, dziennikarze, jesteśmy wasalami, instrumentami w rękach bogaczy, którzy potajemnie spiskują i kierują wszystkim zza kulis! My jesteśmy ich marionetkami! To oni pociągają za sznurki, a my tańczymy! Nasz czas, nasz potencjał i nasze talenty są w rękach tych ludzi. Jesteśmy intelektualnymi prostytutkami”
„Straszne? Prawdziwe i aktualne? Choć stwierdzenie, że wszyscy dziennikarze to prostytutki, jest mocno przesadzone, ostatnio coraz częściej dostrzegam, jak wiele uniwersalnej prawdy zawiera przemówienie Johna Swintona. Nie tylko dlatego, że są w naszym zawodzie jednostki, ba! – całe redakcje – przekupne i bez zasad. Zawsze tak było, jest i pewnie będzie.
Swinton miał rację także dlatego, że coraz częściej całe środowisko dziennikarskie jest postrzegane jak sprzedajne dziwki, które można po prostu kupić. Że zaczyna to działać jako pewna reguła opisująca nasz zawód. Tak na pewno widzą dziennikarzy różnej maści cwaniacy i uzurpatorzy, którym się wydaje, że mogą być naszymi mocodawcami, kiedy zechcą. To ci, którzy myślą, że zlecenie przychylnego tekstu czy zablokowanie krytycznego jest tylko kwestią ceny. Niech próbują, dwa razy im się uda. Za trzecim razem ktoś ich złapie za rękę.”
Latkowski napisał swój artykuł 12 lat temu i podobne słowa wtedy wydawały się przesadą. Ale potem nadszedł czas plandemii, wojny na Ukrainie, klimatyzmu, gender i obecnej faszyzacji Zachodu. I na wszystko zacząłem patrzeć z innej perspektywy.
Zaczęło się od lockdownów, media i dziennikarze przestali dostarczać informacji a zaczęli siać panikę. Codzienne i ciągłe epatowanie strachem, trupami, obrazami ludzi w kombinezonach opanowały całą przestrzeń medialną. To była jedna strona, druga jednak polegała na wściekłym szczuciu na tych, którzy wątpili w ogólnie serwowany shit. Dziennikarskie hieny nawoływały do ograniczania praw człowieka, do zamykania nieszczepionych w obozach do obkładania ich karami i wykluczania ze społeczeństwa. Zaraz mi się przypomniały nazistowskie Niemcy i Ustawy Norymberskie, dziennikarze stali się forpocztą nowego sanitarnego nazizmu.
Najbardziej mnie dziwiło to, że mimo pojawiających się artykułów naukowych i relacji z różnych krajów świata, żąden dziennikarz nigdy nie podjął tego tematu.
Potem największy lekarz wszech czasów, niejaki Putin zakończył zarazę w jednej chwili atakując Ukrainę. Żaden dziennikarz nawet się nie zająknął, że cokolwiek to trochę dziwne, że ogólnoświatowa zaraza przestała być niebezpieczna w ciągu jednego dnia.
Oczywiście zaraz pojawiła się powszechna ukrofilia i skrajna rusofobia, jako jedynie akceptowalne w przestrzeni publicznej poglądy. W jednej chwili z foliarza stałem się ruską onucą. Każda próba dyskusji zmieniała się we wściekłą histerię. Zaczęło się ponownie piętnowanie i nawoływanie do zamykania w obozach. Od świtu do nocy był tylko jeden przekaz, wojna, wojna, wojna. Ponownie informacje krążące w sieci nie były podejmowane przez dziennikarzy i ponownie pojawiała się cenzura. Gdy nas bombardowano zdjęciami rzekomo ostrzeliwanego Kijowa, ze opublikowanie filmu z kamer miejskich na Majdanie, które pokazywały, że nic tam się nie dzieje, dostałem bana na miesiąc. Żaden dziennikarz nawet nie podjął tego tematu jak i innych, które już nawet pojawiały się mediach amerykańskich.
Kolejną kwestią był i jest klimatym. Nowy świecki kult. Dziennikarze serwują tylko jeden obowiązujący przekaz pomijając twarde dane poddające w wątpliwość topnienie lodów na Antarktydzie, albo antropogeniczną teorię globalnego ocieplenia. NIe przeczytałem również nigdzie słowa o cyklach słonecznych, el Nino i ich wpływie na globalny klimat. Oczywiście stałem się jak żeby inaczej płaskoziemcą.
Potem nadszedł czas wyborów prezydenckich w Ameryce. I ponownie jeden wspólny przekaz wieszczący zwycięstwo Harris. Było to o tyle dziwne, że wszystkie niezależne sondażownie wskazywały na miażdżące zwycięstwo Trumpa, co też się stało. A po wyborach zaczęła się furia i stadne opluwanie Trumpa.
Apogeum dziennikarskiej prostytucji mieliśmy i mamy obecnie, gdy Trump dąży do pokoju na Ukrainie. Zamiast się cieszyć, że w końcu przestaną ginąć ludzie, ściek dostał furii. Jak to pokój, przecież ma być wieczna wojna. Na sygnał uprawia tak prymitywną indoktrynację, że Goebbels byłby zawstydzony.
Po tych kilku latach zarówno ja jak i coraz więcej ludzi wie, że chcąc się czegoś dowiedzieć muszą sami poszukać w sieci. Dziennikarze po prostu przestali być dziennikarzami. Dostarczają jedynie odpowiednio spreparowane informacje mające ogłupiać społeczeństwo. W ogóle pomijane są kwestie kluczowe. Długo nie potrafiłem tego zrozumieć, aż wpadła w moje ręce książka Taibbiego „Nienawiść Sp. z. o.o.”
Taibbi jako człowiek z branży wyjaśnia jaka jest obecnie rola dziennikarzy:
„Nie możemy pozwolić, by choć przez chwilę przestali nas obserwować, bo dowody niekompetencji i skorumpowania polityków są wszędzie i nie da się ich podważyć.”
„Obecnie wytwarzamy niezgodę. Tylko tak możemy zapobiec rewolcie ludowej.”
„Od lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych weszliśmy w krainę zupełnie innych komunikatów. Konsumenci wiadomości w przeważającej części nie dostrzegli tej zmiany albo są zbyt młodzi, by ją pojąć. Różnica jest jednak niesamowita, przerażająca dla tych, którzy wiedzą, na co zwracać uwagę.”
„Wyhodowaliśmy sobie widownie niezdolne pojąć sprzeczności, odmienności czy subtelności. Wszystko musi być klarowną walką między dobrymi i złymi.”
Celem obecnego dziennikarstwa nie jest już dostarczanie informacji, celem jest ciągłe ogłupianie i indoktrynowanie społeczeństwa. Mało tego społeczeństwo musi być w stanie wiecznej wojny domowej aby nie było w stanie zauważyć prawdziwych problemów. Dziennikarze są obecnie głównym instrumentem okłamującym społeczeństwa. To co nam oferuje ściek to jedynie fałsz i szczucie ludzi na siebie.
„Istnieje też jednak inny, dodatkowy wymiar. Pragniemy jeszcze odwrócić waszą uwagę od czegoś innego. Myśl o dopuszczeniu do tego, by widzowie myśleli samodzielnie budzi niewidzianą dotąd grozę. Wiecznie jesteśmy na wojnie jedni przeciw drugim”.
„Według oficjalnych statystyk ostatnich parę lat to okres żwawej prosperity, wskaźniki bezrobocia spadały, giełda szła w górę. Wydajność produkcji rośnie bez ustanku. Cóż, kiedy pracujący na własne utrzymanie żadnej poprawy nie widzą. Pensje nie rosną. Medianie dochodów wciąż jeszcze sporo brakuje do poziomu z roku 2007.” - Thomas Frank
Kłótnie, które widzimy w studiach są zwykłym teatrem, ustaloną wcześniej grą na potrzeby ogłupionego społeczeństwa.
„Dyskusja, którą oglądamy, jest wyreżyserowana. Zakres argumentów został sztucznie zawężony na długo przed tym, nim dane nam było ich słuchać.”
Media generują obecnie i podtrzymują nienawiść, podziały i społeczny szowinizm, bo właśnie takie społeczeństwa są niezbędne politykom do utrzymania władzy.
„Pomysł na newsy jest ten sam: straszyć widzów, aż się posrają, po czym dawkować im po kropelce bezpieczeństwo i współczucie.”
„Handlowaliśmy gniewem, a robiliśmy to głównie przez serwowanie widzom tego, co chcieli słyszeć. Najczęściej wiązało się to z tłuczeniem materiałów o ludziach, których nasi odbiorcy uwielbiali nienawidzić. Najczęściej sprzedawaliśmy konflikt. We wczesnych latach dziewięćdziesiątych zaczęliśmy systemowo rozbijać rodziny, nastawiać grupy przeciwko sobie, sprawialiśmy, że konsumpcja wiadomości była pobudzaniem odruchu plucia jadem - konsumencką wersją „dwóch minut nienawiści”.”
„Im bardziej podzieleni jesteśmy jako naród, tym bardziej bezsilni politycznie się stajemy. Nienawiść idzie z ignorancją, a my w mediach staliśmy się już ekspertami w sprzedaży jednej i drugiej.”
„Teraz wiadomości sprzedają jeden zasadniczy produkt: podziały. Sztuka polega na tym, żeby stale zawężać wasze horyzonty umysłowe i nakręcać was bezsilnym gniewem. Zachęcamy do jak największych podziałów. Odkryliśmy, że możemy sprzedawać nienawiść, a im jadowitsza retoryka tym lepiej. Służy to ważniejszym celom politycznym. Dopóki społeczeństwo zajęte jest wzajemną nienawiścią i nie kieruje swego gniewu przeciwko bardziej złożonym procesom finansowym i politycznym dziejącym się dala od obiektywów kamer, ryzyko czegoś w rodzaju powszechnego powstania jest znikome.”
„To nie prawda, to wyrób prawdo-podobny.”
Obecne media i dziennikarze czynnie wspierają szybko posuwający się totalitaryzm, przestały reprezentować interesy społeczeństw a stały się zwykłymi cynglami do wynajęcia.
„Nastrasz ludzi, aż narobią w gacie, a firmy mediowe zarobią ciężkie pieniądze, podczas gdy organy władzy będą miały coraz większe przyzwolenie na autorytarne rozprawiania się z bieżącym „diabłem dla ludu””.
„Staliśmy się najgorszymi wrogami dla siebie nawzajem, a im dłużej trwają te cykle, tym bardziej autorytarna przyszłość nas czeka.”
Media w XXI wieku to już nie zwykła prostytucja, to jakaś cholerna medialna koprofilia.
Jest jednak Czarny Łabędź, czyli zjawisko, które jest z gruntu nieprawdopodobne i pojawia się nagle z nikąd, i to wszystkich dziennikarzy przeraża.
„Problem polega na tym, że nikt w mediach nie wiedział, co się stanie, jeśli ludzie przestaną słuchać naszego rzewnego pierdolenia o wybieralności.”

Comments