Liberalna demokracja droga do zniewolenia.
- Dariusz Zdebel
- 15 gru 2024
- 4 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 17 gru 2024
Zbigniew Brzeziński swojego czasu sformułował teorię konwergencji, czyli upodabniania. Zgodnie z nią ustroje komunistyczny i zachodni liberalny, wraz z upływem czasu na skutek wzajemnych kontaktów miały stawać się coraz bardziej do siebie podobne.
Lata mijały, komunizm upadł i wszystkim umknęła ta teoria. Jednak patrząc na to, co się na Zachodzie dzieje od kilku lat nie sposób Brzezińskiemu nie przyznać racji. Cały czas byliśmy utrzymywani w iluzji wolnych wyborów, tego że możemy wpływać na rządy i ich działanie. Jakoś dziwnym trafem ogromnej większości ludzi umknął fakt, że partie, na które głosujemy w podstawowych, najbardziej kluczowych aspektach w ogóle niczym się od siebie nie różnią. Różnice dotyczą mało istotnych faktów, jednak główna linia zmian przeprowadzanych na całym Zachodzie od lat się nie zmienia. Gdy po wyborach dochodzi do zmiany rządu, nowe rządy nigdy nie wycofują się z decyzji podejmowanych przez swoich rzekomych przeciwników. Stworzono nam de facto dwupartyjny układ kolesiowski dający nam iluzję wyborów i rzekomych konfliktów pomiędzy aktorami. Scena polityczna stała się teatrem, który służy skanalizowaniu i rozładowaniu niezadowolenia ludu, coś na wzór karnawału w średniowieczu, albo misterii dionizyjskich, podczas których znikały wszelkie normy moralne.
Czy w Polsce wybiera się PIS czy PO w kluczowych kwestiach nic się nie zmienia, stosunek do FitFor55, UE, Ukrainy, jest bezimienny, tak samo w Niemczech, nieistotne jest czy głosuje się na CDU, SPD, FDP, Zielonych nic się nie zmienia, we Francji nieistotnym jest czy wygrają socjaliści, czy komuniści, w UK nie ma różnic pomiędzy Konserwatystami i Partią Pracy, nawet w Stanach nie ma większych różnic pomiędzy Demokratami a Republikanami. I tak samo jest w każdym kraju zachodnim. Układ polityczny został dawno temu zabetonowany.
Problem w tym, że do tej pory lud tego nie zauważał, wszystko się zmieniło w przeciągu ostatnich dwóch lat. W Polsce pojawiła się Konfederacja, w Niemczech Afd i prawdziwi komuniści, w UK partia Farage, we Francji Ruch Narodowy Le Pen. I nagle system, a właściwie ludzie pociągający za sznurki wpadli w panikę.
Najpierw zaczęły się działania w świetle prawa. Konfederacja została spacyfikowana w chwili gdy ktoś znalazł dźwignię nacisku na Mentzena i Bosaka, zakładając, że oni rzeczywiście są spoza układu, co budzi poważne wątpliwości. W UK i Francji posłużono się ordynacją wyborczą, która umożliwia przekręcanie niewygodnych partii politycznych mimo ich dużego poparcia społecznego. Jednak problemy zaczęły się pojawiać coraz większe.
Najpierw Gruzja, nie uznanie oficjalnych wyborów i miażdżącego zwycięstwa Gruzińskiego Marzenia. Zaraz zaczął się desant opłacanych przez Zachód NGOsów i unijnych polityków oraz montowanie gruzińskiego Majdanu. Mniejszość chce narzucić zdanie większości. Nieistotne dla mnie jest to, że Gruzińskie Marzenie jest prorosyjskie, jeśli ludzie tego chcą to wara innym od tego. Na tym polega demokracja.
Kolejny kraj to Mołdawia. Głosować mogła diaspora na zachodzie, ale nie mogła na wschodzie. Dlaczego? Ale i tak to nic nie dało, bo wygrywał prorosyjski kandydat, dlatego w ostatniej chwili dosypano głosów i ledwo ledwo wygrała prozachodnia kandydatka.
Rumunia. W pierwszej turze miażdżąco wygrywa kandydat antyzachodni, co robią? Sąd Najwyższy unieważnia wybory mówiąc, że zostały wygrane dzięki tiktokowi. Jakoś umknął wszystkim fakt, że w Polsce uśmiechnięci wygrali dzięki specjalnej aplikacji liczącej wartość głosów, w wyniku czego po raz pierwszy mieliśmy do czynienia z turystyką wyborczą, co nawet nie przeszkadzało Konfederacji, bo dzięki temu Karina Bosak weszła do sejmu. Wracając do Rumunii teraz przeprowadzane są aresztowania polityczne i sekowanie nieprawilnych kandydatów, co niewątpliwie spowoduje, że nowe wybory już będą się demokratycznie rozgrywać pomiędzy swoimi a swoimi. Czym to się różni od metod towarzysza Stalina w demoludach?
Wracamy do Gruzji. Francuska Gruzinka przegrywa wybory prezydenckie, zaraz mówi, że nie ustąpi, bo nie uznaje demokracji, w której nie wygrywa. Co robi Zachód? Popiera to co ona mówi.
Ale już największe kuriozum odbyło się w Syrii. Gdzie Assada obalił dżihadysta Al - Jolani. Co się okazuje? Dla zachodu lepsiejszy jest dżihadysta niż wykształcony na zachodzie Assad.
Tzw. liberalna demokracja zaczęła działać według starego jankeskiego kodu, może to i sukinsyn ale to nasz sukinsyn. Ewidentnie widać, że lud ma głosować tak jak mu pany karzą, a gdy zaczyna poważnie traktować to, że może coś wybrać i nie daj boże zmienić, zaczyna się brutalne przypomnienie, że kmioty mają się słuchać. Najgorsze, że to schodzi na niższe poziomy. U mnie w mieście nawet ostatnio tak ustawiono wybory do czegoś tak nieistotnego i nic nie znaczącego jak opiekun Młodzieżowej Rada Miasta. Otóż smarkateria miała czelność wybrać nie tego opiekuna co miała, i zaraz jej starsi i mądrzejsi uświadomili, że oni wcale nikogo nie wybierali tylko wskazywali, bo wybierać to będą oni, Starsi i Mądrzejsi, bo oni lepiej wiedzą czego młodzież potrzebuje. I w ten sposób niepokorna smarkateria poznała najważniejszą zasadę "demokracji", wybiera się nie tego co chce, ale tego kogo trzeba.
Tak o to u mnie na dzielni pojawiły się stare dobre idee największych demokratów w historii, czyli bolszewików, którzy również walczyli o prawa proletariatu, ale uważali, że proletariat nie ma pojęcia czego tak naprawdę chce, a czego chce proletariat wiedzą tylko bolszewicy, więc to oni powinni jedynie sprawować władzę. Tak oto idee towarzysza Lenina zawitały do takiego zadupia jak Piekary Śląskie.
Ale wracając do meritum sprawy. Liberalna demokracja się skończyła. Jej jedyna rola to firmowanie tego, kto teraz ma licencję na wsadzenie ryja do koryta. Jak kiedyś powiedział Michalkiewicz gdyby wybory mogły coś zmienić, już dawno by ich zakazano. I to właśnie widać w Rumunii, Gruzji i Mołdawii. Gdy lud wybiera „naszych” to jest demokracja, gdy wybiera „swoich”, to jest manipulowanie, ingerowanie albo populizm. Demokracja stała się fikcją, wybory pomiędzy PO a PISem mają takie samo znaczenie jak kiedyś pomiędzy PZPR a ZSL. O zmianach decyduje ktoś o wiele wyżej, pociagający za wszystkie sznurki. Skąd to wiem? Bo zmiany we wszystkich krajach zachodu są takie same i idą w tym samym kierunku, w tym samym czasie, czego prostym przykładem jest reakcja na plandemię, podmianę ludności, komunizacja, transformacja energetyczna. Oczywiście taki układ bardzo podoba się wszystkim którzy chcą się dorwać do większych lub mniejszych koryt.
Nastapiła pełna konwergencja. Nasza demokracja upodobniła się do demokracji Putina, i tych w Azji Środkowej.
O dziwo w pełni to popieram. Lud musi sam zrozumieć, że demokracja to fikcja, scena teatru dla ludu, na której występują z góry zatrudnieni aktorzy, odgrywający przypisane im role.
A gdy lud to w końcu zrozumie, czeka nas wybuch, który albo wszystko zmieni, albo będzie tylko zatrzaśnięciem krat. Demokrację toczy rak i niestety apapem się go nie wyleczy.

Comments