top of page

Partie wodzowskie - krótkie przemyślenia nad końcem demokracji.

Demokracja, z greckiego demos czyli lud i kratos czyli władza. Władza ludu. To właśnie ten system ma być najbliższym doskonałości modelem politycznym, właśnie dzięki temu, że każdy członek społeczeństwa ma mieć realny wpływ na rządzenie swoim krajem. Z punktu widzenia historii jest to jednak ustrój, który jest efemerydą i był najkrócej używany. W porównaniu do innych w swej istocie ma zaprogramowany koniec i chaos. W starożytności demokracja była jedynie stosowana w Grecji oraz w Rzymie, i tu i tam upadła. W Grecji, a właściwie w Atenach obsesja na punkcie równości wszystkich obywateli doprowadziła w końcu do przejęcia władzy przez oligarchię, a ostatecznie do utraty niepodległości. W Rzymie, w bardziej praktycznym narodzie, umarła niejako śmiercią naturalną a władzę również przejęli najbogatsi. Później trzeba było długo poczekać na jej powrót, bo dopiero na początku XVI wieku w Polsce wytworzyła się demokracja szlachecka. Trzeba przyznać, że właśnie Polakom najbardziej udało się zbliżyć do ideału rządów całego społeczeństwa (oczywiście w ramach stanu szlacheckiego, lecz należy pamiętać, że szlachty w Polsce było najwięcej procentowo w całej Europie) i pełnej odpowiedzialności posłów, dzięki instrukcjom poselskim. Niestety właśnie mechanizm, który decydował o wpływie wszystkich obywateli na rządy, czyli liberum veto, został wykorzystany przez państwa ościenne do rozgrywania Polaków przeciw Polakom i ostatecznie doprowadził do upadku Polski. W chwili gdy Polska upadała, demokracja odrodziła się w dwóch miejscach, w USA i Francji.


Traktując państwo jak korporację trzeba się zastanowić co w systemie zarządzania decyduje o sukcesie lub porażce. Problemem w odróżnieniu od korporacji i innych ustrojów jest kadencyjność. Powoduje to, że rządzący bardziej skupiają się na efektach krótkotrwałych niż długotrwałych. Właściwie można powiedzieć, że efektami długotrwałymi nikt za bardzo się nie przejmuje, każdy podejmuje decyzje w perspektywie czteroletniej. Jakie warunki musiałyby być spełnione, aby te cykle czteroletnie sumowały się korzystnie? Przede wszystkim posłowie i rządzący musieliby mieć na głównym względzie nie swoje partykularne interesy lecz dobro państwa. Ale ponieważ wszyscy wiemy, że to science fiction, pozostaje już tylko jedno, sejm powinien być trybuną do prawdziwych dyskusji, wymiany poglądów i wybierania najlepszych rozwiązań. I w tym miejscu dochodzimy do istoty problemu.


Przyglądam się tak tej naszej scenie politycznej na wszelkich poziomach i jestem coraz bardziej tym wszystkim zniesmaczony.


Kiedyś, właściwie całkiem niedawno partie polityczne miały jakieś programy, przed każdymi wyborami starały się do tych programów przekonać jak największą grupę ewentualnych wyborców. Patrząc na obrady sejmu widziałem wystąpienia różnych posłów, jedni byli mądrzejsi, inni głupsi, ale ogólnie mieli jakieś własne zdanie, do którego chcieli przekonywać.

Potem zobaczyłem jakiś film dokumentalny, niestety nie pamiętam już tytułu, ale z okresu kiedy SLD było jedną z dominujących partii w sejmie, na którym zobaczyłem jak posłowie tej formacji przed głosowaniami otrzymują z centrali smsy z dokładnym instruktażem jak mają głosować. Przy okazji sekretarz tej partii powiedział, że tak robią wszystkie partie.


Mimo tego, jeszcze przez kilka lat partie prezentowały jakieś programy na bazie, których można było zobaczyć jakieś różnice pomiędzy nimi. Teraz jednak to wszystko się zmieniło. De facto partie nie mają żadnych programów politycznych, wszystko sprowadza się do jednego, TERAZ MY.


Różnice stały się pozorne i dotyczą nieistotnych lub mało istotnych rzeczy: handlu w niedzielę, aborcji, związków partnerskich, uznania gwary śląskiej za język i itp. W przypadku naprawdę istotnych spraw, takich jak stosunek do lockdownów, do wojny na Ukrainie, do podporządkowania Polski UE, do Fit for 55, do ETS, ETS2, systemu opieki zdrowotnej, pomiędzy partiami nie ma kompletnie żadnych różnic. Wszystkie mają ten sam program. Nasza scena polityczna zamiast gamy barw przedstawia jedną brązową, gównianą breję.


Ostatecznym ciosem dla naszej demokracji jest wytworzenie się partii wodzowskich. Partii, w których o wszystkim decyduje lider. Gdy przychodzi do głosowań w sejmie cała partia głosuje tak samo. Poza Konfederacją i Razem, wszystkie partie mówią jednym głosem lidera. Właściwie można by ten sejm zamknąć, posadzić w nim Kaczyńskiego, Tuska, Czarzastego, Kosiniaka Kamysza, Hołownię, i dać im tyle głosów ile uzyskała ich partia w wyborach i szlus. Byłoby taniej i szybciej, ponieważ z reszty posłów z ich ugrupowań i tak nie ma żadnego, nawet najmniejszego pożytku, bo i tak głosują jak im szef każe. Nikt z tych tzw. najlepszych synów i cór narodu, nawet nie zadaje sobie pytania czy to, co właśnie głosuje jest korzystne czy nie dla Polski i Polaków, po prostu podnosi łapę jak szef każe. Doszło do takiego absurdu, że w poprzedniej kadencji prezes PIS nie pełniąc żadnej oficjalnej funkcji decydował o wszystkim co się dzieje w państwie. Czy naprawdę o to chodzi w demokracji?


Tym bardziej, że nasz system wbrew bzdurom o trójpodziale władzy zakłada dominację władzy ustawodawczej zarówno nad władzą wykonawczą, bo przecież rządzi premier wybierany przez najsilniejsze ugrupowanie w sejmie, a przy rządach obywatela Tuska Donalda okazuje się, ze nawet Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny nie mają żadnej władzy i są całkowicie zależne od premiera. Właściwie Tusk mógł zrobić jak Kaczyński nie pchać się na premiera i rządzić z tyłu, z ławy poselskiej, wtedy doszlibyśmy już do krainy absurdu, że pełna władza wykonawcza, ustawodawcza i sądownicza należałaby do jednego teoretycznie zwykłego posła.


System taki, będący w rzeczywistości krypto dyktaturą może i byłby skuteczny, gdyby dyktatorowi ktoś mógł podsuwać dużo, dobrych pomysłów ale tu pojawiają się kolejne dwa istotne problemy. Nasza demokracja to właściwie gerontokracja a jeszcze ściślej gerontodyktatura. Nie uwłaczając wiekowi, naszym krajem rządzi dwóch ograniczonych starców nie mających ani jednej z zalet swojego wieku a za to obarczonych wszystkimi najgorszymi wadami z niego wynikającymi, obydwaj są uparci jak osły, obydwaj mają w sobie pokłady nienawiści, są niezdolni do przebaczenia, do kompromisu, posiadają nikłą wiedzę na temat ekonomii, nie rozumieją świata w którym działają, nie rozumieją gdzie ten świat zmierza i celem głównym dla jednego i drugiego w tej ich zdaniem wiecznej wojnie jest udowodnienie swojemu przeciwnikowi swojej przewagi.


Drugim problemem jest to, że kadry partyjne są tak podłego sortu, że nic nie są w stanie zmienić. Poniekąd to można zrozumieć, tym że liderzy boją się aby im we własnej feudalnej strukturze nie wyrośli jacyś konkurenci, więc wybierają ludzi, którzy nie będą im w stanie zagrozić. Skutkiem tego, nasz sejm zaludniają odmóżdżone kreatury, bez najmniejszych nawet zdolności, mające predyspozycje intelektualne dwie kategorie niższe niż ich i tak już mało inteligentni wiecznie spiskujący szefowie. Jedyne cechy, które łączą te wszystkie intelektualne niedojdy to ego rozdęte do granic absurdu i równie absurdalne ambicje.


Najgorsze jest to, że ten dziwaczny system kliencki dotyczy wszystkich poziomów władzy, od sejmu po rady miast. Wszędzie mamy do czynienia z liderem, jego najbliższym otoczeniem i klientelą nie najwyższych lotów intelektualnych, przypominającą orwellowskie barany i beczącą na sygnał: „cztery nogi dobrze, dwie nogi źle”.


I już na koniec, odpowiedzcie sobie na pytanie: Gdzie w tym wszystkim jest ta demokracja, ta władza ludu? Jaki mamy wpływ na to co się dzieje od poziomu miasta do poziomu państwa. Cała nasza władza skupia się do postawienia krzyżyka raz na cztery lata i wrzuceniu zgiętej kartki do urny. A przez całe życie jesteśmy całkowicie uzależnieni od aparatu opresji, zwanego państwem.


Serio to jest ten magiczny ustrój będący czymś najlepszym co wymyślił człowiek?




 
 
 

Comments


Kontakt

Thanks for submitting!

© 2023 by Train of Thoughts. Proudly created with Wix.com

bottom of page