Żełeński poderwał swoje wycieńczone oddziały do ostatniej ofensywy. Oczywiście gdy zaraz poczytałem analizy naszych wyższych wojskowych to z wrażenia musiałem usiąść, dwa lata temu podejrzewałem ich o to, że są ukraińskimi agentami wpływu, rok temu jednak zaświtało mi w głowie, że to może jednak niewiedza, ale jak wysoki oficer wykazuje się kolejny, chyba już setny raz skrajną ignorancją, to zaczyna mnie to przerażać.

Po co jest ta ofensywa? Z tego, co widzę tego nikt nie wie. Trudno jednak nie widzieć paraleli pomiędzy nią, o ostatnią ofensywą Hitlera w Ardenach. O ile jednak, w grudniu 1944 roku Hitler miał jakiś plan, udało mu się w tajemnicy zgromadzić masę nowego sprzętu takiego np. jak Tygrysy II, wyszkolonych SS – manów no i niewątpliwie mieć dużo szczęścia z powodu dokładnie określonego załamania pogody, więc zagranie vabank miało jakieś szanse powodzenia, to rachitycznej ofensywy Żełeńskiego nijak nie można wytłumaczyć. Do ataku na Kursk, Żełeński ściągnął rezerwy i jednostki liniowe nawet z najbardziej zagrożonych odcinków frontu, wskutek tego osłabił linie obrony na kluczowych odcinkach, co teraz Ruscy niemiłosiernie wykorzystują. Ofensywa nie ma najmniejszego militarnego ani politycznego sensu, przez co wszyscy sobie zadają to samo pytanie: Po co ona była?
Pepe Escobar zadaje pytanie: Co właściwie wydarzyło się w Kursku?
„Przejdźmy do sedna: co naprawdę wydarzyło się w Kursku? Czy rosyjskie Ministerstwo Obrony zostało przyłapane na drzemce? Czy też przewidziało to i skorzystało na zastawieniu śmiertelnej pułapki na Kijów?
Dobrze poinformowani gracze, którzy chcą podzielić się kilkoma perełkami pod warunkiem zachowania anonimowości, podkreślają ekstremalną wrażliwość tego wszystkiego. Jednak pewien profesjonalista z firmy Intel zaoferował coś, co można interpretować jako cenną wskazówkę: „To dość zaskakujące, że taka koncentracja sił nie została zauważona przez nadzór satelitarny i dronowy w Kursku, ale nie przesadzałbym z jego znaczeniem”.
Inny ekspert od wywiadu woli podkreślać, że „sekcja wywiadu zagranicznego jest słaba, ponieważ była bardzo źle zarządzana”. Jest to bezpośrednie nawiązanie do stanu rzeczy po tym, jak były dowodzący bezpieczeństwem Nikołaj „Joda” Patruszew, podczas rekonstrukcji po inauguracji Putina, został przeniesiony ze stanowiska sekretarza Rady Bezpieczeństwa do specjalnego asystenta prezydenta.
Źródła ostrożnie wskazują na bardzo poważną możliwość: „Wydaje się, że doszło do załamania się informacji wywiadowczych; wydaje się, że nie zauważono gromadzenia się wojsk na granicy kurskiej”.
Inny analityk przedstawił jednak znacznie bardziej szczegółowy scenariusz, zgodnie z którym agresywna frakcja wojskowa, rozproszona po Ministerstwie Obrony i aparacie wywiadu – wrogo nastawiona do nowego ministra obrony Biełousowa, ekonomisty – pozwoliła na ukraińską inwazję, mając na uwadze dwa cele: zastawienie pułapki na czołowych dowódców i wojska wroga Kijowa, które zostały odciągnięte od – upadającego – frontu w Donbasie; oraz wywarcie dodatkowej presji na Putina, aby w końcu podjął decyzję o dopadnięciu węża i zakończeniu wojny.
Ta jastrzębia frakcja, nawiasem mówiąc, uważa szefa sztabu generalnego Gierasimowa za „całkowicie niekompetentnego”, jak powiedział jeden z ekspertów wywiadu.
Jeszcze bardziej kontrowersyjny jest emerytowany ekspert od wywiadu. Skarży się, że „zdrajcy Rosji” faktycznie „okradli trzy regiony z wojsk, aby oddać je Ukraińcom”. Teraz ci „zdrajcy Rosji” będą mogli „wymienić” miasto Suzha na opuszczenie fałszywego państwa Ukrainy i promować je jako nieuniknione rozwiązanie”.
Jastrzębie nie robią z tego tajemnicy, że Gierasimow powinien zostać zwolniony – i zastąpiony przez legendarnego generała Siergieja „Armageddonu” Surowikina. Z entuzjazmem popierają również Aleksandra Bortnikowa z FSB – który de facto rozwiązał niezwykle mroczną sprawę Prigożyna – jako człowieka, który teraz naprawdę nadzoruje The Big Picture w Kursku.
A następny jest Biełgorod...
Cóż, to skomplikowane.
Reakcja prezydenta Putina na inwazję na Kursk była widoczna w jego mowie ciała. Był wściekły: z powodu rażącej porażki militarnej/wywiadowczej; z powodu oczywistej utraty twarzy; i z powodu faktu, że pogrzebało to wszelkie możliwości racjonalnego dialogu na temat zakończenia wojny.
Udało mu się jednak odwrócić sytuację w mgnieniu oka, wyznaczając Kursk jako operację antyterrorystyczną (CTO); nadzorowaną przez Bortnikowa z FSB; i z wbudowanym uzasadnieniem „nie brać jeńców”. Każdy Ukrainiec w Kursku, który nie chce się poddać, jest potencjalnym celem – przeznaczonym do eliminacji. Teraz lub później, bez względu na to, ile to potrwa.
Bortnikov jest specjalistą od praktycznych działań. Następnie jest Nadzorca całej odpowiedzi wojskowo-cywilnej: Aleksiej Dyumin, nowy sekretarz Rady Państwa, który między innymi poprzednimi stanowiskami był zastępcą szefa wydziału operacji specjalnych GRU (wywiad wojskowy). Dyumin nie odpowiada bezpośrednio Ministerstwu Obrony ani FSB: podlega bezpośrednio Prezydentowi.
Tłumaczenie: Gerasimow wydaje się być teraz co najwyżej figurantem w całym dramacie Kurska. Ludźmi odpowiedzialnymi są Bortnikow i Dyumin.
Gambit Kursk PR jest skazany na masową porażkę. Zasadniczo siły ukraińskie oddalają się od swoich linii komunikacyjnych i dostaw na terytorium Rosji. Można to porównać z tym, co stało się z feldmarszałkiem von Paulusem pod Stalingradem, gdy armia niemiecka została nadmiernie rozciągnięta.
Rosjanie są już w trakcie odcinania Ukraińców w Kursku – przerywając ich linie zaopatrzenia. To, co pozostało z elitarnych żołnierzy wysłanych do Kurska, musiałoby zawrócić, stając twarzą w twarz z Rosjanami zarówno z przodu, jak i z tyłu. Katastrofa jest nieunikniona.
Niepowstrzymany dowódca sił specjalnych Akhmat, generał dywizji Apti Alaudinov, potwierdził w telewizji Rossiya-1, że co najmniej 12 000 żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy (UAF) wkroczyło do Kurska, w tym wielu obcokrajowców (Brytyjczycy, Francuzi, Polacy). To okaże się „nie brać jeńców” na masową skalę.
Każdy, kogo iloraz inteligencji jest wyższy niż temperatura pokojowa, wie, że Kursk jest operacją NATO – zaplanowaną z dużym prawdopodobieństwem przez brytyjsko-amerykańską koalicję nadzorującą ukraińskie mięso armatnie.
Wszystko, co robi Kijów, opiera się na amerykańskim wywiadzie, obserwacji i rozpoznaniu (ISR) oraz na natowskich systemach uzbrojenia, oczywiście obsługiwanych przez personel NATO.
Michaił Podolyak, doradca spoconego aktora w zielonej koszulce w Kijowie, przyznał, że Kijów „omówił” atak „z zachodnimi partnerami”. „Zachodni partnerzy” – Waszyngton, Londyn, Berlin –zaprzeczają temu.
Wchodzimy teraz w fazę ostrej walki pozycjonującej, która zniszczy wioski i miasta. Będzie brzydko. Rosyjscy analitycy wojskowi zauważają, że gdyby strefa buforowa została zachowana już w marcu 2022 r., działania artyleryjskie średniego zasięgu byłyby ograniczone do terytorium Ukrainy. Kolejna kontrowersyjna decyzja rosyjskiego Sztabu Generalnego.
Rosja ostatecznie rozwiąże dramat kurski – metodycznie i zabójczo likwidując małe grupy ukraińskie. Jednak bardzo drażliwe pytania o to, jak do tego doszło – i kto na to pozwolił – po prostu nie znikną. Głowy będą musiały – w przenośni – polecieć. Ponieważ to dopiero początek. Kolejna inwazja będzie miała miejsce w Biełgorodzie. Przygotujcie się na więcej krwi na torach.”
To tyle Pepe Escobar, którego analizy zawsze są trafne i oparte na wielu źródłach.
Obecnie Ukraina skupia się na niszczeniu rosyjskich mostów.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski szczegółowo przedstawił swoje deklarowane cele:
„Obecnie naszym głównym zadaniem w operacjach obronnych jest zniszczenie jak największej ilości rosyjskiego potencjału wojennego i przeprowadzenie maksymalnych działań kontrofensywnych. Obejmuje to utworzenie strefy buforowej na terytorium agresora” – powiedział w swoim wieczornym przemówieniu.
„Wyjaśnił także, w jaki sposób setki rosyjskich żołnierzy schwytanych w Kursku od czasu rozpoczęcia zuchwałej operacji transgranicznej 6 sierpnia zostaną wykorzystane do zasilenia krajowego „funduszu wymiany” – odnosząc się do możliwości sprowadzenia Ukraińców z powrotem poprzez wymianę więźniów
RT zauważył, że „prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył w zeszłym miesiącu, że liczba jeńców wojennych po obu stronach wynosi pięć do jednego na korzyść Rosji”, ale teraz „Ukraina twierdzi, że wzięła do niewoli dziesiątki rosyjskich strażników granicznych podczas pierwszej fazy ofensywy na Kursku”.
Ukraińscy urzędnicy ostatnio mówili o priorytetowym potraktowaniu powrotu tych, „którzy bronili Azovstalu” w przyszłych wymianach więźniów. Wielu z nich pochodziło z niesławnego batalionu Azow, znanego z tego, że w jego szeregach służyli neonaziści.
Choć nie można tego potwierdzić, Ukraina twierdzi obecnie, że przejęła 440 mil kwadratowych terytorium Rosji. Mówi również, że operacja Kursk była w stanie odwrócić uwagę Moskwy od linii frontu w Donbasie, chociaż stopień, w jakim oddziały piechoty musiały zostać wycofane i przeniesione do południowych obwodów Rosji w celu obrony, pozostaje niepewny.
Tymczasem Ministerstwo Obrony Rosji (MoD) poinformowało w poniedziałek, że przejęło miasto Artemowo we wschodniej Ukrainie (znane jako Zalizne w pozostałej części Ukrainy), opisując je jako jedno z „głównych centrów populacji” tego obszar.”
Krótko mówiąc, zgodnie z tym co mówi sam Żełeński atak byłby desperacją w celu wymiany jeńców. W tym szaleństwie jest metoda, jednak i oficjalne odkrycie kart, Żełeński bowiem oficjalnie przyznaje się, że zabrakło mięsa armatniego a jedynym wyjściem jest uwolnienie przez Rosjan dobrze wyszkolonych neonazistów z Azowa. Gdyby Putin na to poszedł musiałby być niespełna rozumu, albo wskazywałoby to, że wojna ma drugie o wiele głębsze dno, i wszystkim zależy na jej przedłużeniu.
Pojawił się również wątek, że celem miałby być atak elektrownię atomową w Kursku, poniekąd dowodziłyby tego nieustanne od dwóch lat ataki Ukraińców na swoją własną elektrownię atomową w Zaporożu.
Jak pisze Andrew Korybko:
„Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka ostrzegł w niedzielę w wywiadzie dla wiodących rosyjskich mediów, że :
„Taka eskalacja ze strony Ukrainy ( poprzez inwazję na Kursk ) jest próbą zmuszenia Rosji do działań asymetrycznych. No cóż, powiedzmy, że użyjemy broni jądrowej. Wiem na pewno, że Ukraina byłaby bardzo szczęśliwa, gdybyśmy użyli tam taktycznej broni jądrowej. Będą to oklaskiwać. Wtedy prawdopodobnie nie mielibyśmy już sojuszników. Generalnie nie byłoby nawet krajów, które by nam współczuły”.
Na pierwszy rzut oka brzmi to absurdalnie, ale jeśli ktoś się nad tym głębiej zastanowi, to ma to wiele sensu.
Użycie broni jądrowej jest tematem tabu ze względu na szkody fizyczne i środowiskowe, jakie powoduje.
Istnieją również uzasadnione obawy, że doprowadzą one do tego, że przeciwnicy posiadający broń jądrową odpowiedzą odwetem w stylu „cios za cios”, szybko wspinając się po szczeblach eskalacji na skraj III wojny światowej. Niemniej jednak kilka państw nadal posiada broń jądrową w celach odstraszających zgodnie z ich doktrynami.
Jeśli chodzi o Rosję , można je wykorzystać w przypadku ataku konwencjonalnego na dużą skalę, który zagraża istnieniu państwa, między innymi. W kontekście Kurska jeszcze się to nie zdarzyło, ale hipotetyczny scenariusz całkowitego przejęcia tego regionu lub innego przez Ukrainę może zostać uznany przez niektórych decydentów za spełniający kryterium w zależności od tego, jak szybko załamią się linie frontu. Aby było jasne, nie ma wiarygodnych przesłanek, że cokolwiek takiego się wydarzy.
Niemniej jednak Ukraina może wykorzystać swój atak, uderzając w pobliską elektrownię jądrową. Wybitny rosyjski dziennikarz wojskowy ostrzegł wcześniej , że „[Ukraina] planuje uderzyć w składowiska zużytego paliwa jądrowego elektrowni jądrowej” w Kursku lub Zaporożu. To skłoniło rosyjskie Ministerstwo Obrony do oficjalnego oświadczenia , że „natychmiast zostaną podjęte surowe środki zaradcze wojskowe i wojskowo-techniczne” w tym przypadku.
Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa powiedziała , że takie ataki na te cele „mogą doprowadzić do katastrofy technogenicznej na dużą skalę w Europie”, nie wspominając o sercu Rosji, jeśli w ich następstwie stopi się elektrownia jądrowa Kursk. Te połączone ataki konwencjonalne (inwazja) i niekonwencjonalne (de facto brudna bomba) mogą zbliżyć rosyjskich decydentów do poważnego rozważenia użycia taktycznej broni jądrowej w odpowiedzi jako ostateczności w ramach samoobrony.
Niezależnie od tego, czy zostałyby umieszczone w granicach Rosji czy Ukrainy, wywołałyby polityczny wstrząs na całym świecie, łamiąc wspomniane wcześniej tabu, co rzeczywiście mogłoby doprowadzić do tego, że „nie byłoby już krajów życzliwie nastawionych” do Rosji, z wyjątkiem kilku, takich jak Korea Północna.
Chiny i Indie znalazłyby się pod ogromną presją, aby zdystansować się od Rosji, nie tylko ze strony Zachodu, ale także dla pozoru, ponieważ nie chciałyby, aby ich rywale legitymizowali użycie broni jądrowej.
Pojawiły się również doniesienia , że USA mogą konwencjonalnie odpowiedzieć na rosyjskie siły na terytorium, do którego Ukraina rości sobie prawa, jeśli zostanie tam użyta broń jądrowa, co w przypadku jej użycia na drodze wojny zastępczej doprowadzi bezpośrednio do III wojny światowej. Ukraina nadal przegrywa z Rosją pomimo podstępnego ataku w Kursku, więc jej przywódcy mogliby obliczyć, jakkolwiek „irracjonalnie” mogłoby się to wydawać obiektywnym obserwatorom, jak bardzo sprowokować Rosję do podniesienia stawki do tego poziomu.
Prawdopodobnie Łukaszenka miał na myśli właśnie tę sekwencję eskalacji, ostrzegając, że Ukraina chce, aby Rosja użyła broni jądrowej, co hipotetycznie mogłoby nastąpić, gdyby Ukraina całkowicie opanowała region Rosji i/lub stała się odpowiedzialna za katastrofę nuklearną poprzez ataki na rosyjskie elektrownie jądrowe.
Do pierwszego prawdopodobnie nie dojdzie, ponieważ ofensywa została najwyraźniej wstrzymana, natomiast drugi jest całkowicie w rękach Ukrainy, więc Zachód musi zrobić wszystko, co w jego mocy, aby im w tym przeszkodzić.”
Takie posunięcie dowodziłoby całkowitego szaleństwa Żełeńskiego, co wcale nie jest czymś niezwykłym patrząc na jego działania odkąd został przez Kołomojskiego wystrugany z banana na prezydenta. Jednak w tej kwestii na to posunięcie musiałyby się zgodzić Stany, a nikt póki co nie jest na tyle szalony aby zaryzykować wojnę nuklearną.
Odpowiedzi próbuje udzielić również Big Serge, w artykule „Próba zrozumienia ukraińskiej inwazji na Kursk”
1) Zakładnik atomowy
Sześćdziesiąt kilometrów od granicy z Ukrainą leży małe miasto Kurczatow (nazwane na cześć Igora Kurczatowa, ojca radzieckiej broni jądrowej) i elektrownia jądrowa Kursk. Bliskość tak wyraźnie znaczącej - i potencjalnie niebezpiecznej - instalacji tak blisko miejsca walk sprawiła, że wielu natychmiast założyło, że elektrownia jądrowa jest celem Krepostu . [...]
Historia elektrowni brzmi przerażająco, ale ostatecznie jest zbyt fantasmagoryczna, by traktować ją poważnie. Ukraina nie zamierza celowo wywołać katastrofy radiologicznej w pobliżu własnej granicy, co prawdopodobnie zatrułoby jej własne główne dorzecze i uczyniło z niej najbardziej znienawidzonego wyrzutka międzynarodowego, jakiego kiedykolwiek widziano. Nawet dla kraju na skraju swojej strategicznej liny trudno jest dać wiarę szalonemu planowi, który wykorzystuje krytyczne manewry regularnej armii, by przejąć wrogą elektrownię jądrową i doprowadzić do jej wybuchu.
2) Front dywersyjny
W innym sformułowaniu Krepost jest interpretowany jako próba odciągnięcia rosyjskich zasobów od innych, bardziej krytycznych sektorów frontu. Pomysł „odwrócenia” jako taki jest zawsze atrakcyjny, do tego stopnia, że staje się czymś w rodzaju tropu, ale warto rozważyć, co to może w rzeczywistości oznaczać w kontekście względnej generacji sił w tej wojnie. [...]
Krepost wydaje się znacząco osłabić ukraińską siłę w Donbasie, a jednocześnie mieć niewielki wpływ na Rosjan. Niedawny artykuł w Economist zawierał wywiady z kilkoma ukraińskimi żołnierzami walczącymi w Kursku, z których wszyscy powiedzieli, że ich jednostki zostały „wyciągnięte, bez odpoczynku, z podciśnieniowych linii frontu na wschodzie, zaledwie dzień wcześniej”. W artykule cytowane jest źródło w sztabie generalnym AFU, które zauważa, że rosyjskie jednostki wdzierające się do Kurska pochodzą z północnej grupy armii, a nie z Donbasu. [...]
I to jest problem Ukrainy. Walka z wrogiem o wyższej generacji sił , próby odwrócenia lub przekierowania walki ostatecznie grożą przeistoczeniem się w grę w trzy kubki. Rosja ma około 50 ekwiwalentów dywizji na linii, podczas gdy Ukraina ma ich może 33 - przewaga, która będzie uparcie trwać, niezależnie od tego, jak zostaną rozmieszczone na linii. Dodanie 100 dodatkowych kilometrów frontu w Kursku jest zasadniczo sprzeczne z podstawowymi interesami AFU w tym momencie, które opierają się na oszczędzaniu sił i unikaniu nadmiernego rozciągnięcia.
3) Karta przetargowa
Inny wątek myśli sugeruje, że Krepost może być próbą wzmocnienia pozycji Ukrainy w negocjacjach z Rosją. Anonimowy doradca Zełenskiego rzekomo powiedział Washington Post, że celem operacji było przejęcie terytorium Rosji, aby zachować je jako kartę przetargową , którą można by wymienić w negocjacjach. Pogląd ten został następnie potwierdzony przez starszego doradcę Mychajła Podolaka .
Jeśli przyjmiemy te roszczenia za dobrą monetę, być może dotarliśmy do strategicznego zamiaru Krepostu . Jeśli Ukraina rzeczywiście zamierza zająć pas obwodu kurskiego i wykorzystać go do targowania się o zwrot przedwojennego terytorium ukraińskiego w Donbasie, to musimy zadać oczywiste pytanie: czy stracili rozum?
Taki plan natychmiast rozbiłby się na dwóch nieprzezwyciężalnych problemach. Pierwszym z nich byłoby oczywiste błędne odczytanie względnej wartości żetonów na stole. Donbas - serce celów wojennych Rosji - jest silnie zurbanizowanym regionem liczącym prawie siedem milionów mieszkańców, który - wraz z anektowanymi przez Rosję Zaporożem i Chersoniem - tworzy krytyczne strategiczne połączenie z Krymem i daje Rosji kontrolę nad Morzem Azowskim i znaczną częścią wybrzeża Morza Czarnego. Pomysł, że Kreml rozważałby odejście od swoich celów tutaj, aby bezkrwawo odzyskać kilka małych miasteczek w południowo-zachodnim Kursku, jest, jednym słowem, szaleństwem. Byłoby to, jak ujął to wybitny prezydent Trump, „najgorszą umową handlową w historii umów handlowych”. [...]
4) Czysty spektakl
W końcu dochodzimy do bardziej mglistej opcji - że Krepost został pomyślany wyłącznie po to, by zgorszyć i zawstydzić Kreml. To jest z pewnością sensacyjne rozwiązanie, na które zbiegła się znaczna część komentatorów, z mnóstwem złośliwej radości z odwrócenia losów i spektakularnego odwróconego uno Ukrainy dokonującej inwazji na Rosję.
Ostatecznie musimy przyznać, że Krepost jest bardzo dziwną akcją militarną - przytłoczona siła, już uginająca się pod ciężarem miażdżącego, 700-kilometrowego frontu, dobrowolnie otworzyła nową, niezależną oś walki, która nie ma możliwości operacyjnego współdziałania z krytycznymi teatrami wojny. Można czerpać pewną satysfakcję z przenoszenia wojny do Rosji i skandalizowania Kremla. Być może Kijów ma nadzieję, że samo zakłócenie sytuacji skłoni rosyjskie wojsko do popełnienia błędu lub przegrupowania się z pozycji, ale jak dotąd oś Kurska nie pozbawiła rosyjskiej siły na innych teatrach. Być może naprawdę myślą, że mogą przejąć wystarczająco dużo terenu, aby targować się, ale aby to zrobić, będą musieli go utrzymać. Albo może po prostu przegrywają wojnę, a desperacja rodzi dziwne pomysły .
Historia prawdopodobnie wyciągnie wniosek, że Krepost był pomysłowym, ale ostatecznie nieprawdopodobnym gambitem. Prosta kalkulacja na miejscu pokazuje, że obecna trajektoria wojny po prostu nie działa dla Ukrainy. Postęp Rosji przez linię kontaktu na wschodzie był stały i nieubłagany przez całą wiosnę i lato, a druzgocąca porażka Ukrainy w kontrofensywie w 2023 r. pokazała, że uderzanie w czujne i okopane rosyjskie obrony nie jest dobrą odpowiedzią. W obliczu perspektywy powolnego duszenia na wschodzie Ukraina próbowała odblokować front i wprowadzić bardziej kinetyczne i otwarte tempo.”
Jak nieistotna dla zmiany przebiegu wojny jest ofensywa na Kursk wskazuje to, co obecnie dzieje się na głównym kierunku działań wojennych.
„Władze Ukrainy zaapelowały do mieszkańców miasta Pokrowsk i okolic o ewakuację w ciągu najbliższych dwóch tygodni, ponieważ siły rosyjskie szybko zbliżają się do tego kluczowego węzła logistycznego.
Agencja Associated Press powołała się na lokalnych dowódców, którzy winą za szybkie sukcesy Rosji obarczali słabo wyszkolonych poborowych swojej strony.
Jeden z nich twierdził, że „Niektórzy ludzie nie chcą strzelać. Widzą wroga na pozycji strzeleckiej w okopach, ale nie otwierają ognia. ... Dlatego nasi ludzie umierają... Nie otrzymują nawet najniższego standardu szkolenia wymaganego do naszych (bojowych) działań”. Anonimowy żołnierz również ubolewał, że „Głównym problemem jest instynkt przetrwania nowicjuszy. Wcześniej ludzie mogli stać do ostatniej chwili, aby utrzymać pozycję. Teraz, nawet gdy stanowiska strzeleckie są lekko ostrzeliwane, wycofują się”.
Niska jakość ukraińskich rekrutów podważa to, czy 120 000 żołnierzy, o których prezydent Białorusi Łukaszenka twierdził, że zostali rozmieszczeni wzdłuż jego granicy, mogłoby mieć jakiekolwiek znaczenie, gdyby część z nich została wysłana do Donbasu w desperacji, by powstrzymać postępy Rosji. Najprawdopodobniej uczestniczyliby w „falach mięsa”, takich jak ci przed nimi w Artyomowsku/Bachmucie i Awdiejewce , i tak jak ich poprzednicy, są również przeznaczeni do poświęcenia się na próżno.
Zdobycie Pokrowska przez Rosję, bez względu na to, jak długo by to trwało, mogłoby zmienić dynamikę konfliktu ze względu na strategiczne znaczenie tego miasta dla ukraińskiej logistyki wojskowej. Dalej jest tylko kilka słabo bronionych miasteczek, a następnie rozległe połacie trawiastych terenów, które mogłyby stać się miejscem manewrów wojennych. Wspierana przez USA inwazja Ukrainy na Kursk przypomniała obserwatorom, że manewry wojsk nie umarły , jak niektórzy wcześniej twierdzili, i że wkrótce mogą powrócić na pola za Pokrowskiem.
Sukcesy Ukrainy w Charkowie, Chersoniu i ostatnio w Kursku w ciągu ostatnich dwóch i pół roku były wynikiem błędów ze strony Rosji, a nie przykładów ukraińskiego „geniuszu wojskowego”, jak błędnie przedstawiali ich zwolennicy w mediach. W pierwszych dwóch przypadkach wykorzystano nadmiernie rozciągnięte i niedostatecznie obsadzone łańcuchy dostaw lub wykorzystano słabo bronioną granicę w drugim. Żaden z tych trzech precedensów nie sugeruje, że Ukraina jest w stanie pokonać Rosję w bezpośrednim starciu w wojnie manewrowej.
Dlatego jest możliwe, że Rosja mogłaby szybko przejąć szerokie połacie Donbasu, gdy tylko rozpocznie się wojna manewrowa na tym froncie po zdobyciu Pokrowska, co mogłoby poprawić jej pozycję do ataku na silnie bronioną aglomerację Kramatorsk-Sławiańsk w północnym Donbasie. W takim przypadku Rosja mogłaby również wykorzystać swoje sukcesy w wojnie manewrowej po Pokrowskim (zakładając, że zostaną osiągnięte zgodnie z oczekiwaniami), aby rozgałęzić się w innych kierunkach.
Zdobycie Pokrowska umożliwiłoby Rosji przesunięcie się na północ do południowego Charkowa, na zachód do wschodniego Dniepru (do którego nie ma żadnych roszczeń terytorialnych) i na południowy zachód do Zaporoża (do którego rości sobie prawa). Otwarcie trzeciego frontu w Charkowie, który miałby uzupełnić północny i wschodni front z Biełgorodu i Ługańska, można by uznać za zemstę za Kursk, podobnie jak otwarcie frontu w Dnieprze. Wektor Charkowa mógłby również pomóc odciąć linie zaopatrzeniowe do Kramatorska-Sławiańska, a tym samym ułatwić pełne zdobycie Donbasu.
Przejście do południowo-wschodniego Dniepru mogłoby być skrótem do rozpoczęcia operacji w północnym Zaporożu, więc nie można tego również wykluczyć ze względu na możliwość, że mogłoby to doprowadzić do oblężenia administracyjnego centrum tego ostatniego. Obserwatorzy mogą jedynie spekulować, w które wektory Rosja wkroczy po Pokrowsku i kiedy to może nastąpić, ale sednem sprawy jest to, że wojna manewrowa może odegrać dużą rolę w jej nadchodzących operacjach po zdobyciu holownika.
Słabo wyszkoleni poborowi Ukrainy i słabo bronione miasta za Pokrowskiem zwiększają szanse na częściowe przełamanie przez rosyjską armię aż do kolejnych silnie bronionych miejscowości dalej, a to może doprowadzić do poważnych zmian w sposobie, w jaki Ukraina walczy w tym konflikcie. Może albo utrzymać kurs, podwajając siły w Kursku (i potencjalnie otwierając nowe fronty na Białorusi i/lub innych regionach granicznych Rosji) kosztem Donbasu, albo zdecydowanie wrócić do tego drugiego kosztem tego pierwszego.
Tak czy inaczej, zostanie zmuszona do dylematu, zwłaszcza jeśli Rosja otworzy nowe fronty w Charkowie i/lub Dnieprze równolegle z wywieraniem maksymalnej presji na Kramatorsk-Słowiańsk w Donbasie. Ukraina może więc stracić więcej terenu lub zbadać, czy Rosja byłaby skłonna zamienić to, co Kijów kontroluje w Kursku, na to, co Moskwa kontroluje w Charkowie (i być może także w Dnieprze). Istnieje również możliwość, że Ukraina mogłaby za wszelką cenę przekroczyć nieprzekraczalne czerwone linie Rosji.
Co do tego, mogłoby to przybrać formę prowokacji nuklearnej (takiej, która mogłaby być spowodowana przez paraliżujący atak na elektrownie jądrowe lub składowiska zużytego paliwa jądrowego), zabójstwo na wysokim szczeblu lub atak terrorystyczny nawet gorszy niż ostatni Crocus. Celem byłoby sprowokowanie Rosji do użycia broni jądrowej, tak jak Łukaszenka ostrzegał w zeszłym tygodniu, że Kijów chce to zrobić, co mogłoby następnie posłużyć jako pułapka dla konwencjonalnej interwencji NATO w celu wsparcia Ukrainy.
Podsumowując, zdobycie Pokrowska przez Rosję może jeszcze trochę potrwać, ponieważ Kijów może zdecydować się na przekształcenie tego miasta w kolejny Artyomowsk, ale dynamika konfliktu prawdopodobnie zmieni się, gdy to nastąpi, jeśli Rosja będzie w stanie zastosować manewry wojenne przeciwko słabo bronionym miastom na polach poza nimi. Każdy kolejny przełom zmusiłby Ukrainę do dylematu priorytetyzacji niektórych frontów i kosztu innych, ale zamiast tego mogłaby spróbować przeciąć węzeł gordyjski poprzez serię wymian lub eskalacji.
Nikt nie wie, co zrobiłoby w takim scenariuszu, ale oto trzy najbardziej prawdopodobne opcje: poświęcić jeden front, aby uratować inny; zamienić się ziemią z Rosją; lub spróbować przekroczyć nieprzekraczalne czerwone linie Rosji w ramach niebezpiecznego hazardu, aby „eskalować, aby deeskalować” aż do granicy wywołania III wojny światowej. W każdym razie wszystkie oczy będą zwrócone na Pokrowsk, gdy Rosja będzie zbliżać się do tego kluczowego węzła logistyki wojskowej i nieuchronnie zacznie walczyć o kontrolę nad nim, więc wszyscy ostatecznie zobaczą, co ostatecznie zrobi Kijów.”
Jak więc widać, hurra optymizm naszych wojskowych ignorantów można podsumować, krótko jednym zdaniem Czy stracili rozum?

Commenti