top of page

Chleba, igrzysk i pieniędzy, czyli takie tam po Mundialu.

  • 20 lip
  • 4 minut(y) czytania

Wczoraj zakończył się Mundial. Moim zdaniem najgorszy Mundial w historii, zaprzeczający swojemu duchowi i istocie.


Przede wszystkim wygrały pieniądze. Wszystko w tych Mistrzostwach Świata było nastawione tylko pod jednym kątem, robienia hajsu.

Jak kiedyś powiedział prezes Jarosław, bo pierwsze najważniejsze są pieniądze, po drugie pieniądze i po trzecie pieniądze. I to był taki Mundial, piłka nożna była środkiem do zrobienia pieniędzy.


Ale idąc po kolei, to co nie tylko ja zauważyłem, to sama jakoś transmisji. Przecież to były lata dziewięćdziesiąte, kolory jakieś bure, ostrość nie z tej epoki, przypominało mi to czasy gdy telewizory miały 21 cali. Jak widać w Hameryce, nie mają czegoś takiego jak HDTV. Zresztą sama transmisja pod względem dźwiękowym również była fatalna. Ludzie jest 2026 r, jest Dolby Atmos a ja dostaję przekaz w świecie ciszy. No i praca kamer. To były pierwsze w pełni ocenzurowane mistrzostwa, tam gdzie coś było dyskusyjnego, powtórki następowały dopiero po odgórnym zatwierdzeniu. W ogóle było mało zbliżeń. Powtórzę, halooo, ludzie jest 2026 rok, powinien być dostęp do kilku różnych kamer.


Sama impreza, to przecież śmiech na sali, trzy różne oficjalne rozpoczęcia z jakimiś grajkami, których i tak nie było słychać a poza tym byli w preferowanych na tej imprezie kolorach wyblakło pastelowych, na co już wskazałem powyżej.


Same mecze zostały przekomponowane. Przede wszystkim na początku nowe świeckie rytuały. A potem to już chamskie drenowanie kasy. Pojawiły się tzw przerwy na nawodnienie. Śmiech na sali. Po prostu Jankesi zażądali żeby wydzielić dodatkowy czas na reklamy, a ponieważ połowa w futbolu to 45 minut, więc sztucznie podzielono je na połowy i po raz pierwszy w historii pojawiły się nam kwarty. Spoko. Kolejne mistrzostwa w Hameryce, to z połowy zrobią trzy tercje po 15 minut. Będzie jak na TVN. 15 minutowa przerwa między połowami okazała się rzeczą umowną w zależności od reklam, a mistrzostwem świata był wczorajszy finał, gdzie zaserwowano całemu światu jakieś gówno artystyczne, które zaczęła stara zboczona klempa, a które zakończył przekaz o miłości i pokoju, w chwili kiedy to akurat państwo bombarduje szpitale, szkoły i morduje dzieci. a jego sojusznik sukcesywnie morduje dzieci w Gazie i Libanie. Gdy powiem, że rzygać mi się chce, to nie oddam wszystkiego co czuję.


Jeśli chodzi o drużyny, które się zakwalifikowały, to też fajnie. 48. A ja się pytam dlaczego nie 148? Byłoby 1000 meczów a graliby od stycznia do listopada. A jak. To by dopiero była kasa. Swoją drogą dużo to mówi o naszym dzielnym teamie, który mimo to nie dał rady się zakwalifikować. Ale w sumie to i dobrze, bo tak słabych drużyn mimo wszystko tam nie było, a ja dostaje odruchów wymiotnych słysząc od 1982 roku, wiecznie "Polacy nic się nie stało" Przecież z takim Egiptem dostalibyśmy 10 do jaja.


Ale prawdziwą wisienką na torcie było sędziowanie. W końcu było różnorodnie i inkluzywne. Skutkiem tego mecze ćwierćfinałowe półfinałowe i przede wszystkim finał, sędziowali ludzie, którzy mieliby problem dobrze posędziować na poziomie A klasy. To czy coś jest faulem czy nie, zależało od tego kto fauluje, tutaj ukłon w stronę naszej gwiazdy Marciniaka, który po prostu nie zauważył mimo stu kamer faulu Messiego. Jak widać to już było za grubo nawet na obecne standardy, bo typa nie dopuścili do sędziowania żadnego meczu w nagrodę. Fajne bylo też unieważnianie bramek. To były pierwsze mistrzostwa, na których przez pięć minut była dyskusja czy ta bramka ma być, czy raczej nie ma być.

A najlepsze było unieważnianie bramki bo pół godziny wcześniej był faul, którego matoł dla hecy nazywany sędzią nie odgwizdał. O tym przekonał się Egipt. Faulu nikt nie zauważył, ale po utracie bramki przez Argentynę, nagle sobie wszyscy przypomnieli, że przecież tam był faul i bramka została nieuznana.

Pierwszy raz w życiu, zobaczyłem też, że podczas wykonywania rzutu wolnego, czy rożnego, można sobie tak po prostu złapać w pół bramkarza, lub piłkarza. Dowiedziałem się również, że złapanie za koszulkę jest ciężkim przewinieniem, a walnięcie piłkarza tak, że się przewraca to w sumie spoko gest.


Ale nie można zakończyć podsumowania pomijając tą barbarzyńską hordę, która doszła do finału i ostatecznie zajęła drugie miejsce.

Nie tylko ja odniosłem wrażenie, że zwycięzcę i mistrza świata wskazano jeszcze przed imprezą i miała nim zostać Argentyna, a Messi miał poprawić wszystkie rekordy. Mam już swoje lata ale takie hołoty na boisku to jeszcze nie widziałem. Przecież to była dzicz.


Najlepiej to podsumował Piers Morgan:


„Ohydne zachowanie Argentyńczyków na końcu, zwłaszcza Paredesa. Tylko banda podłych, przemocowych bandytów i hańba dla piłki nożnej. Nigdy nie byłem tak szczęśliwy, widząc, jak drużyna przegrywa.”


Każdy mecz Argentyny to była banda patusów na boisku, co umożliwiało przydzielanie sędziów matołów nie umiejących reagować. Wicemistrzostwo świata akurat dla obecnego składu Argentyny, to najwieksza porażka tego Mundialu, po prostu dzicz została przepchnięta do samego końca, a Messi kończy karierę nie mogąc stanąć obok Maradony, który również święty nie był, Kempesa, Batistuty, Pasareli. Tamte drużyny to była klasa, obecna drużyna to zwykła barbarzyńska horda.

W każdym meczu ten sam mechanizm, chamskie, niebezpieczne faule, przepychanki, uderzenia i pełna bezkarność. Nie było meczu, który nie powinien zakończyć się czerwonymi kartkami dla tej hołoty. W każdym meczu grający z Argentyną mieli przeciw sobie sędziów. Anglicy popełnili błąd, bo zaczęli grać na utrzymanie wyniku i po prostu ostatnią kwartę meczu nic nie robili, gdyby grali do końca finał byłby inny. Zresztą Argentyna powinna przegrać już z Egiptem.


Podsumowując, powtórzę moim zdaniem to był najgorszy Mundial w historii i jeśli FIFA dalej w tym kierunku pójdzie, to już całkiem przegrzeją temat.



Komentarze


Kontakt

Thanks for submitting!

© 2023 by Train of Thoughts. Proudly created with Wix.com

bottom of page