Gdy siedem lat temu pisałem, że kwestią czasu jest nadchodzący kryzys, w komentarzu ktoś napisał „nie sądzę”.
Gdy sześć lat temu pisałem, że PIS zmarnował okres koniunktury w gospodarce światowej i zamiast zlikwidować deficyt i zadłużenie państwa w celu przygotowania się do nadchodzącej recesji, najzwyklej przejadł ten okres na rozbudowane pakiety socjalne, ludzie patrzyli na mnie jak na wariata.
Gdy pięć lat temu pisałem, że lockdowny zarżną gospodarki i są największym kretynizmem, ponieważ nikt nie zdaje sobie sprawy jakie będą ich skutki, gdyż nikt nigdy do tej pory nie zatrzymał gospodarek, ludzie się cieszyli, że nie muszą chodzić do pracy a darmowy hajs leci im na konto. Gdy wtedy pisałem, że nie ma darmowego hajsu, a skutkiem dodruku pieniądza będzie inflacja, nikt mi nie wierzył.
Dwa lata temu wrzuciłem posta o zakazie produkcji samochodów z silnikiem spalinowym i napisałem, że skutkiem będzie likwidacja przemysłu motoryzacyjnego w Europie. W komentarzu wtedy ktoś napisał, że to niemożliwe, przecież Niemcy by nie zamknęli swoich fabryk.
Gdy rok temu pisałem, że w Europie nie ma żadnego wzrostu gospodarczego a słupki rosną jedynie z powodu inflacji, ludzie wierzyli ekspertom.
Gdy teraz wrzucam posty, że wszystko się wali, ktoś napisał, że to są tylko media, a jak jest naprawdę to się dowiemy dopiero za pół roku.
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego statystyczny Kowalski nie jest w stanie przyjąć do wiadomości prostych faktów gospodarczych? Dlaczego jest tak bardzo odklejony od rzeczywistości i ma rak zaburzoną percepcję tego co się dzieje?
Niemal równo rok temu, bo 7 lutego 2024 roku napisałem felieton „Story o długu”
Napisałem w nim:
Podsumowując, w przeciągu zaledwie czterech lat o ile oficjalne zadłużenie wzrosło o 100%, koszty obsługi zadłużenia wzrosły ponad 400%, to wpływy wzrosły jedynie o 38%. Dodatkowo wydatki w tym okresie wzrosły o 40%. W tym samym czasie deficyt budżetowy wzrósł o niemal 700%. Jeżeli ktoś uważa, że wszystko jest pod kontrolą to powinien odstawić alkohol, bo najwyraźniej przesadza.
Trzeba pamiętać, że obsługa zadłużania i koszt kolejnych długów będzie wzrastały, ponieważ o ile kilka lat temu na świecie panowały zerowe stopy procentowe, to obecnie ich czas się zakończył. A Polskę czeka rolowanie długu.
Problem pogłębią zmiany demograficzne, nie dosyć, że będzie wzrastać liczba emerytów, to maleć będzie liczba osób aktywnych zawodowo. Należy również pamiętać o tym, że emeryci ograniczają swoją konsumpcję, co spowoduje spadek wpływów z VAT.
Tak wiem, sytuację uratuje bożek keynesizmu, czyli konsumpcja. Mam złą wiadomość, nie uratuje. Nie uratuje z dwóch powodów. Drugi omówię później. Teraz pierwszy, gospodarstwa domowe są zadłużone po kurek. Jeżeli będą nadal się zadłużać stracą płynność finansową.
Łączne zadłużenie gospodarstw domowych początkowo rosło wolniej, w 2022 roku wyniosło 724 mld, we wrześniu 2023 roku wzrosło do 734,13 mld, ale już w marcu 2024 roku wzrosło do 781 mld złotych. W ciągu pół roku Polacy zadłużyli się niemal o 50 mld złotych.
Problem pogłębiają kredyty hipoteczne. Ich wartość w I kwartale 2024 roku wynosiła 483,98 mld złotych w porównaniu do 478 mld w II kwartale 2023 roku.
Szczególnie toksyczne są kredyty hipoteczne. W chwili gdy nadejdzie recesja, kredytobiorcy stracą płynność finansową i bańka pęknie.
Ale to nie koniec. Będzie nas ciągnąć na dno utrzymywanie na finansowej kroplówce upadłego państwa jakim jest Ukraina.
No i zapomniałem, wymachiwanie szabelkę też kosztuje. Jakieś 400 mld złotych. Bo tyle minimum będzie kosztować zbrojeniowe szaleństwo.
I jest jeszcze jeden problem. Ograniczenie emisji CO2 do zera. Ta chwila ma nastąpić w 2050 roku. Będzie się to wiązało z kosztami wynoszącymi 93 miliardy dolarów rocznie przez 26 lat !!
Czyli lekko licząc przy obecnym kursie dolara 372 miliardy złotych rocznie !!! Żeby było jaśniej, to jest odpowiednik 54% naszych obecnych całkowitych wpływów budżetowych. Zgadnijcie kto za to zapłaci? To będzie całkowita ruina finansowa społeczeństwa. Jak w takiej sytuacji liczyć na to, że konsumpcja będzie stymulować gospodarkę?
Czeka nas całkowity kolaps systemu. W ciągu czterech lat, skończeni kretyni, zwani politykami zarżnęli szybko rozwijającą się gospodarkę i wygenerowali stopniowy upadek gospodarczy.
Serio jest jeszcze ktoś, kto wierzy w to, że jakoś to będzie?
Nie będzie, przypominamy wagonik jadący z góry kolejki górskiej, w której na dole ktoś rozkręcił tory.
Dobrze radzę przygotujcie się na finansową katastrofę.
To napisałem rok temu. W ciągu tego roku deficyt budżetowy znowelizowano z 184 mld na 240 mld, a w tym roku zaplanowano go na 289 mld. ZUSowi zabrakło 70 mld a tym roku ma zabraknąć już 100, koszt obsługi długu publicznego wyniósł 100 mld a w tym ma nadal rosnąć, co gorsza wzrastają koszty obligacji. Jak powiedział Kisielewski to, że jesteśmy w ciemnej dupie to oczywiste, problem w tym, że zaczęliśmy się w niej urządzać.
A mimo to statystyczny Kowalski uważa, że za pół roku wszystko się poprawi.
A dlaczego niby miałoby się cokolwiek poprawić?
Najważniejsze w gospodarce są koszty energii. Likwidujemy sukcesywnie górnictwo, planujemy zamknąć elektrownie węglowe a na ich miejsce postawić wiatraki i panele fotowoltaiczne. Ceny energii do lata nie spadną, mało tego od września ponownie mają iść do góry. Ceny gazu również wzrosły i wzrosną, ponieważ obecnie kupujemy rosyjski gaz za pośrednictwem Amerykanów a ci Hindusów. Podobnie jest z paliwem. Kupujemy nadal rosyjską ropę ale płacimy pośrednikom. Jeśli koszty energii nie spadną, to jak niby mają spaść koszty produkcji, tym bardziej, że za rogiem stoi i czeka kolejny problem, braki wykwalifikowanej siły roboczej. Kształcimy całe pokolenie pretensjonalnych, leniwych i nieużytecznych półanalfabetów, których nie będzie można zatrudnić w przemyśle.
Wracając do energii uzależniamy się od jej drogich i niepewnych źródeł, skąd weźmiemy prąd gdy jak teraz nie będzie słońca i wiatru? Będziemy musieli ją kupować od sąsiadów.
Idąc dalej jak dopniemy budżet? Dopłaty do ZUS będą rosnąć, koszty opieki zdrowotnej również, analogicznie koszty obsługi długu publicznego, do tego dochodzi koszt utrzymywania drugiego państwa czyli Ukrainy oraz największy program zbrojeniowy w dziejach. Skąd na to wszystko państwo weźmie pieniądze?
Ale to nie wszystko, po kosztach związanych z ETS czekają nas koszty ETS2, które uderzą jak cegła w Polaków.
Więc skąd na to wszystko państwo weźmie pieniądze?
Możliwości są jedynie trzy.
Kolejny kredyty i obligacje. Już w tym roku potrzeby kredytowe państwa mają wynieść co najmniej 0,5 biliona złotych, co powoduje kolejny wzrost kosztów obsługi zadłużenia.
Drugą możliwością są podatki. Już całkiem niedługo wszyscy Polacy będą na 32% progu podatkowym, mimo iż będą zarabiać minimalną pensję krajową. Pojawi się coraz więcej absurdalnych podatków jak ten 2% od płotów. Za bardzo to nic nie da, ponieważ obniży konsumpcję, co spowoduje zmniejszenie wpływów z VAT.
Ostatnią możliwością jest inflacja, więc czeka nas jej nieuchronny wzrost. Co również uderzy przeciętnego Kowalskiego.
Obecnie widzimy już pierwsze skutki tego co opisywałem.
Nie ma dnia bez informacji o kolejnych zwolnieniach grupowych. Przemysł polski zaczyna się zwijać i uciekać do Azji i Afryki.
Mam dla Was bardzo złą wiadomość. Powtórzę to, co pisałem rok temu.
Czeka nas całkowity kolaps systemu. W ciągu czterech lat, skończeni kretyni, zwani politykami zarżnęli szybko rozwijającą się gospodarkę i wygenerowali stopniowy upadek gospodarczy.
Serio jest jeszcze ktoś, kto wierzy w to, że jakoś to będzie?
Nie będzie, przypominamy wagonik jadący z góry kolejki górskiej, w której na dole ktoś rozkręcił tory.
Dobrze radzę przygotujcie się na finansową katastrofę.
Jedyne co mogę dodać w tym roku to:
Ludzie, do jasnej cholery obudźcie się, nie będzie lepiej, będzie jedynie gorzej.

Comments