top of page

Dlaczego społeczeństwa Zachodu są coraz bardziej sfrustrowane?

  • 37 minut temu
  • 3 minut(y) czytania

W każdym kraju Zachodu narasta coraz większą frustracja społeczna i następuje radykalizacja do niedawna bardzo spokojnych społeczeństw. Ogólny przekaz tłumaczy to rosnącym „populizmem”. Samo w sobie to stwierdzenie jest kuriozum logicznym, przejawem poważnej aberracji umysłowej.

Przecież istotą każdej demokracji jest skrajny populizm. Programy polityczne zarówno każdej partii jak i każdego polityka są w stu procentach populistyczne. Na populizmie opierają się każde wybory, więc przejawianie na pokaz świetego oburzenia na wyborców, że głosują na kogokolwiek bo jest populistą jest w istocie przejawem albo poważnego zaburzenia psychicznego, albo jeszcze większego populizmu i manipulacji.


Pomińmy więc manipulacyjny bełkot na temat populizmu i skupmy się na radykalizmie. Również i w tym przypadku jest to zafałszowanie rzeczywistości, bo gdy zaczniemy analizować żądania społeczne szybko dojdziemy do wniosku, że jedyne czego chcą miliony ludzi, to tego aby w ich życiu nic się nie zmieniało. Istotą ich żądań nie jest wobec tego, żaden radykalizm a wręcz przeciwnie, ci wszyscy ludzie są na wskroś konserwatystami.


Również oskarżenie ich o to, że popierają skrajną prawicę, nosi znamiona poważnych deficytów umysłowych.

Krótko mówiąc oskarżanie niezadowolonych mas o populizm, radykalność i skrajną prawicowość nosi znamiona poważnych braków intelektualnych i może trafiać jedynie do równie ograniczonego i sfanatyzowanego elektoratu obecnie sprawujących władzę.


Faktem jednak niezaprzeczalnym jest, że społeczeństwa Zachodu coraz bardziej są sfrustrowane.

Należy sobie zadać pytanie, którego nie zadaje nikt z rządzących w żadnym z krajów, co już świadczy o ich niewielkich zdolnościach poznawczych.


Przede wszystkim sam system polityczny. Stało się już dla wszystkich jasnym, że systemowe partie polityczne niczym się od siebie nie różnią. Kiedyś lewica to była lewica z jasno określonym programem politycznym skierowanym do robotników, prawica z kolei reprezentowała interesy przemysłowców i drobnomieszczaństwa. Partie ludowe zajmowały się realizacją interesów chłopów, a chrześcijańska demokracja opierała się na katolicyzmie. Obecnie prawica, lewica, centrum, ruch ludowy, chadecja niczym się od siebie nie różnią. Wszystkie popierają dewiacje seksualne, globalizm, imigrację, wzrost kosztów życia i coraz większy ucisk fiskalny. Przeciętny wyborca wkrótce po wyborach czuje to samo, co zwierzęta w Folwarku zwierzęcym Orwella:


„Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest kim.”


Pomiędzy partiami politycznymi nie ma od dawna żadnych różnic. Właściwie stanowią jedną i tą samą partię. Może rzeczywiście odpowiedzią na to jest koncepcja „kolejnych eszelonów”. Zgodnie z nią władza, czyli układ, wyłania własną opozycję oraz własną prawicę, lewicę i centrum, i w razie kryzysu wysyła do walki kolejne „eszelony”. Stracony, czyli skompromitowany eszelon, natychmiast zastępowany jest następnym.


Społeczeństwa zaczynają zauważać dodatkowo o wiele gorszą rzecz. Rządzący bez względu na partię zdają się reprezentować nie swoich wyborców, a bliżej nieokreślone czynniki zewnętrzne. Tłumaczyłoby to zaskakującą zgodność decyzji podejmowanych przez rządy wszystkich państw Zachodu. Decyzji, które są z gruntu niekorzystne dla państw i narodów, którymi rządzą i ktore teopretycznie reprezentują. Coraz bardziej widać, że sznurki trzyma ktoś z zewnątrz.


Wyborcy czują się coraz bardziej zdradzeni, a ponieważ widzą, że nie mają wpływu na nic i nikt się z nimi nie liczy, a co gorsza decyzje wprowadzane przez kolejne rządy ewidentnie demolują ich życie, zaczynają się odwracać w kierunku partii antysystemowych, przez rządzących określanych jako populistyczne, radykalne, czy skrajnie prawicowe, co jest kompletnym idiotyzmem.


Dopóki te partie miały niskie poparcie, system je tolerował jako metodę kontroli nad najbardziej niezadowolonymi. Jednak gdy ich poparcie zaczęło gwałtownie wzrastać partie systemowe wpadły w panikę.

W celu zmniejszenia ich oddziaływania system zaczął stosować represje. Nagle okazało się, że demokracja jest ok pod warunkiem, że głosuje się na partie z układu, wolność słowa jest ok, pod warunkiem, że propaguje się dewiacje seksualne, pornografię i rozkład społeczny, manifestacje są ok, pod warunkiem, że popierają to co się właśnie popiera.

System oficjalnie zaczął również wprowadzać cenzurę.


Te wszystkie działania spowodowały, że zniknęła możliwość ujścia niezadowolenia społecznego. Gdy brakuje zaworu bezpieczeństwa dla ujścia niezadowolenia społecznego a standard życia nieustannie się pogarsza, frustracja musi cały czas rosnąć. A ponieważ system bojąc się utraty władzy jest niezdolny do jakichkolwiek ustępstw i zaczyna wprowadzać coraz bardziej totalitarne metody - faszystowskie, komunistyczne, jak kto woli, w gruncie rzeczy to przecież to samo - ostatecznie musi dojść do wybuchu. Obrazowo można to pokazać na przykładzie kotła z wodą, która jest doprowadzana do coraz wyższej temperatury a kocioł jest szczelnie zamknięty. Ostatecznie rosnące ciśnienie go rozsadzi.


Osobiście wątpię, aby pozwolono na dojście do władzy Afd w Niemczech, Frontu Narodowego we Francji, Partii Reform w Uk, czy obydwu Konfederacji w Polsce. Czeka nas coraz większe europejskie państwo policyjne, z coraz większą cenzurą i coraz większym zamordyzmem, a jednocześnie z coraz większym napływem obcych kulturowo imigrantów, z coraz wyższymi kosztami życia i spadającym dobrobytem społeczeństw.

Ostatecznie czeka nas albo wybuch niezadowolenia społecznego, do którego dojdzie w chwili gdy system finansowy zacznie się walić, w wyniku czego diametralnie wzrośnie fiskalizm, dewaluacja walut i upadek państwa opiekuńczego, albo nędza i zamordyzm porównywalny z systemem sowieckim.



Komentarze


Kontakt

Thanks for submitting!

© 2023 by Train of Thoughts. Proudly created with Wix.com

bottom of page