„Credo jako źródło władzy” - czyli, gdy nadejdzie wezwane nikt nie się nie stawi.
- 9 maj
- 4 minut(y) czytania
Od czterech lat jesteśmy bombardowani wojenną propagandą. Rząd czyni wszystko co w jego mocy aby doprowadzić do ogólnonarodowej histerii porównywalnej z pierwszymi reakcjami na początek wojny na Ukrainie. Całe szczęście coraz mniej z tego wychodzi a Polacy są coraz bardziej już nie obojętni, co wściekli na tą wojenną histerię. Oczywiście nie dotyczy to jednej trzeciej ludności, czyli wiernego aż po grób elektoratu niejakiego Tuska, z tym, że te wierne 32% nie może się doczekać wojny z Ruskimi, aby wysłać na nią te dwie trzecie, które z Tuskiem, Ukrainą i PO nie chce mieć nic wspólnego.
Bertrand Russel w swojej genialnej analizie systemu władzy, „Władza, nowa analiza społeczna”, jeden z rozdziałów poświęcił zagadnieniu, creda jako źródła władzy.
Zdaniem Russela władza danej społeczności zależy w dużej mierze od przekonań. Im te przekonania są bardziej fanatyczne tym siła społeczności je wyznających jest większa. Ich źródłem może być religia, nacjonalizm, ideologia społeczna.
Powszechnie się uważa, że dla narodowej siły, niezbędną jest doktrynalna jedność, wolność przekonań z kolei stanowi źródło politycznej słabości. Są to poglądy wywodzące się z totalitarnych państw w okresie międzywojennym: Rosji, Japonii, Niemiec, Włoch.
Istotnym dla siły społeczeństwa jest przede wszystkim, fakt iż ludzie o podobnych poglądach są ze sobą w stanie o wiele bardziej współpracować. Gdy spojrzymy na Polskę, nie jest jakąś tajemnicą, że Tusk od początku swej kariery politycznej skutecznie dzieli Polaków, wywlekając na wierzch ich najgorsze cechy i wzmacniając je niczym w pudle rezonansowym, w czym zresztą pomaga mu Kaczyński. To dzięki wygenerowaniu barbarzyńskich podziałów, udało im się utrzymać przy władzy przez ponad trzydzieści lat, jednak skutkiem ubocznym stał się podział Polaków, na dwa wzajemnie nienawidzące się plemiona, co doprowadziło do trwałego rozkładu, który uniemożliwia jakiekolwiek zjednoczenie wokół jakiegokolwiek działania.
Do tego by dać narodowi siłę, zdaniem Russela niezbędna jest jedność. Jak widzimy Polacy nie są już do niej zdolni.
Drugim elementem koniecznym jest to, by społeczeństwo podzielało poglądy, które stoją w zgodzie z faktami. I w tym względzie widzimy poważną sprzeczność. O ile dosyć łatwo POPISowi udało się rozdmuchać rusofobiczną histerię, to w przypadku propagowanej na siłę ukrofili, okazało się to niemożliwe.
Nie dało się wmówić nawet najbardziej zduraczonemu odsetkowi społeczeństwa, że rzeź na Wołyniu to była robota NKWD, a później, że co prawda miała miejsce, ale przecież to było dawno temu, a tak w ogóle, to przecież Ukrainiec - Polak, dwa bratanki. W tym miejscu przekaz całkowicie się rozjechał z faktami, i społeczeństwo tego nie kupiło. Co więcej, rządy POPISu po zauważaniu niskiego oddziaływania propagandy uznały, że widać potrzeba jej jeszcze więcej, co odniosło skutek całkowicie przeciwny.
Nasze rządy, generalicja, politycy zatrzymali się na systemie sprzed stu lat zakładającym, że:
„W powyższych kwestiach tylko decydujący w sprawach polityki oraz działań wojennych muszą mieć prawdziwy ogląd sytuacji; jest nawet pożądane, by ogół miał niezachwiane poczucie zwycięstwa. Fakty musi znać tylko rząd, dowódcy wojskowi i specjaliści techniczni, od wszystkich pozostałych należy raczej wymagać ślepego zaufania i posłuszeństwa”.
Na drodze tego podejścia, stanęły dwie kwestie. Przede wszystkim Polacy nie wierzą Tuskowi, Kosiniakowi, Kamyszowi, poza wiernymi wyznawcami reszta Polaków gremialnie nie wierzy politykom. Co gorsza po czteroletnim bełkocie nieprzystającym do tego, co widać na filmikach, Polacy gremialnie nie wierzą w ani jedno słowo naszych generałów. Polscy generałowie celebryci: Skrzypczak, Polko, Kukuła i cała reszta skompromitowali się do szczętu, powtarzając bezmyślnie banderowską propagandę i wykazując raz za razem swoje braki zarówno wiedzy jak i intelektualne. I tu przechodzimy do drugiej kwestii, mianowicie pojawiło się coś, co umknęło politykom, generałom i ściekowym dziennikarzom, internet. Obecnie większość informacji ludzie czerpią nie z oficjalnych, kontrolowanych kanałów przekazu, lecz z całkowicie zdemokratyzowanych, a wręcz zanarchizowanych, wymykających się wszelkiej kontroli, źródeł internetowych. Czasy zmanipulowanej papki informacyjnej już się skończyły i nigdy nie wrócą.
Russel zwraca uwagę również na inne kwestie. Należy do niej wymuszanie posłuszeństwa poddanych. Jego zdaniem dzieje się to ze szkodą dla ich inteligencji.
„Gdy społeczeństwo musi, przynajmniej zewnętrznie zaakceptować jakąś wyraźnie absurdalną doktrynę, najlepsze jednostki muszą albo ogłupieć, albo znienawidzić reżym. W rezultacie nastąpi obniżenie poziomu umysłowego, co w krótkim czasie musi się ujemnie odbić na postępie technicznym. Niemożliwy jest długotrwały postęp techniczny bez wsparcia nauki ani rozkwit nauki tam, gdzie brak wolności myśli. W konsekwencji nacisk na jednolitość doktryny, nawet w kwestiach bardzo dalekich od wojennych, jest ostatecznie fatalny w skutkach dla militarnej skuteczności.”
Od niemal pięciu lat rządy POPISu próbują na siłę wpoić Polakom, skrajnie absurdalną doktrynę o wiecznej przyjaźni polsko-ukraińskiej. Powoduje ona coraz większą nienawiść dla reżymu. Sceptycyzm przeszedł w niechęć, a ta przechodzi w coraz większą frustrację i nienawiść w stosunku do rządu, który zamiast wycofać się do tyłu, próbuje ignorować fakty, co jedynie spotęguje frustrację. Dla militarnej skuteczności ma to fatalny wpływ.
Russel wskazuje, że ponieważ wierność w stosunku do przywódcy, nie ma już takiej skuteczność jak kiedyś, jako czynnik wiążący „pozostaje poczucie narodowej dumy”. Problem w tym, że to kolejne rządy Tuska najbardziej z tym poczuciem walczą, starając się je na siłę wyrwać z korzeniami, a na jej miejsce zasadzić poczucie „europejskiej” dumy. Tusk i ekipa nie mogą zrozumieć, że nie ma czegoś takiego jak europejska duma, europejska tożsamość, europejska narodowość, dlatego po wyrwaniu poczucia narodowej dumy, pozostanie jedynie wielka, pusta dziura, której żadna europejskość nie wypełni.
Żeby społeczeństwo miało poczucie jedności, musi istnieć określone credo, gdy jednak go nie będzie, „rząd może usiłować osiągnąć to za pomocą cenzury i prześladowań, lecz cenzura i prześladowania, jeśli są srogie, powodują, że ludzie tracą kontakt z rzeczywistością i stają się ignorantami”.
Takie działania rządu mogą doprowadzić jednak zdaniem Russela do rozkładu.
„Ostateczną granicę władzy credo wyznacza znudzenie, zmęczenie i umiłowanie wygody.”
Morawiecki, Duda, Tusk, Nawrocki, Kaczyński, Kosiniak-Kamysz, Czarzasty i reszta tej politcznej degrengolady doprowadzili naród polski do rozkładu, a teraz by chcieli aby ta papka, którą od lat urabiali, nagle stała się silna, zwarta i gotowa do wojny w imię absurdalnych idei związanych z obroną oligrachicznych interesów na Ukrainie i w Unii Europejskiej.





Komentarze