Demokracja, dobra i zła.
- Dariusz Zdebel
- 33 minuty temu
- 5 minut(y) czytania
„Komisja Sądownictwa Izby Reprezentantów USA opublikowała drugi raport poświęcony kwestii cenzury w Europie. Z dokumentu wynika, że od momentu wejścia w życie Aktu o usługach cyfrowych (DSA) w 2023 roku Komisja Europejska miała od lat naciskać na platformy internetowe, by ograniczały publikację określonych treści przed wyborami krajowymi w Słowacji, Holandii, Francji, Mołdawii, Rumunii i Irlandii oraz przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w czerwcu 2024 roku.”
Okazuje się, że Eurokomuna ingeruje już w wybory na pełnej kurtyzanie.
No bo wiecie, demokracja demokracją ale wygrać muszą nasi.
Demokracja jest zbyt poważną sprawą aby lud tak po prostu mógł iść na wybory i głosować na to, co mu się podoba. Bo wiecie, demokracja to co prawda najlepsiejszy z ustrojów, ale ludowi tak do końca wierzyć nie można.
Bo ogólnie demokrację możemy podzielić na dobrą i złą.
Dobra jest wtedy, gdy ciemny lud, który wtedy wcale nie jest ciemny lecz uświadomiony, głosuje tak jak mu mądrzejsi od niego każą, gdy nie zadaje pytań i bezmyślnie, szczerząc zęby uśmiecha się gdy mądrzejsi od niego, leją go na odlew po głupim pysku. Wtedy demokracja jest super. Jest też super gdy lud łyka szopkę z rzekomymi walkami partyjnymi, skacze sobie na sygnał do gardeł, gdy mądrzejsi od niego piją drinki, śmieją się z niego i ewentualnie lecą sobie na jakąś wyspę do jakiegoś pedofilskiego parku rozrywki. Wtedy demokracja jest ok.
Ale demokracja często jest też nie ok. Przestaje być ok przede wszystkim wtedy gdy ciemny lud przestaje być ciemny i zaczyna myśleć. Gdy nie ma już ochoty aby jakieś pasożyty społeczne lały go wiecznie po pysku. Przestaje być też ok, gdy dochodzi do wniosku, że nie potrzebuje tych wszystkich społeczników, polityków, altruistów do życia. A przede wszystkim przestaje być ok, gdy nie skacze sobie oczu na sygnał najlepszych synów i cór narodu. A najgorsze przęstepstwo jakie może popełnić lud, to wysuwać własnych nienamaszczonych przez starszych kandydatów i co gorsza, jeszcze na nich głosować. Wtedy demokracja staje się zła, bardzo zła.
Bo wiecie współczesna demokracja to teatr, teatr dla ludu, aby masy bez oporu dawały się gnoić, łupić, niewolić, będąc jednocześnie przeświadczonymi, że to one same nie dosyć, że tego chciały, to jeszcze same sobą rządzą. Przecież to bzdura. Scenę polityczną dosłownie w każdym kraju okupują dwie główne partie polityczne dzielące się władzą, wokół których wałęsa się kilka kartonowych partyjek bez znaczenia. System jest tak stworzony, że społeczeństwo podzielone jest na niemal dwie równe połowy, co gwarantuje, że dwie główne partie będą rządzić do końca świata. Jeśli chodzi o polityków, którzy są wybierani, to obecnie panuje system wodzowski, w którym niemal dyktatorska władza w partii należy do jakiegoś cwaniaka, otoczonego gronem aintelektualnych ameb, wokół których tłoczy się jeszcze głupszy plankton zapełniający listy wyborcze. Taki system jest genialny, bo nie dosyć, że gwarantuje nienaruszalną ciągłość władzy, to dodatkowo gwarantuje, że nie wyskoczy nagle na scenie ktoś zbyt inteligentny, mogący być zagrożeniem dla lidera. Jak nakazywał ukaz carski Piotra I Wielkiego:
„Podwładny ma mieć wygląd lichy i durnowaty, aby swoim wyglądem i zrozumieniem spraw nie peszył przełożonego.”
I takie mamy obecnie liberalne, praworządne kadry partyjne, a ponieważ wodzowie są w wyniku nieuchronnego prawa entropii coraz głupsi, to i kadry są coraz bardziej liche i durnowate.
I taki to system funkcjonował na Zachodzie od jakichś pięćdziesięciu lat, aż tu nagle zaczęło się coś dziwnego dziać.
Internet spieprzył cały ten misterny plan, a dobiła go srandemia. Lud bowiem zamiast się zesrać ze strachu (co faktycznie bardzo wielu zrobiło, gdy odkryło, że ludzie jednak nie są nieśmiertelni i w okolicach 80 tki zaczynają umierać, no kto by się tego spodziewał), szczepić się jak leci i ratować bankrutujące systemy emerytalne, umierając patriotycznie na raka, zatory lub udary, zaczął nie wiedzieć czemu nagle czytać i zdobywać wiedzę.
To był i jak widzę nadal jest szok.
Przez całe dekady liberalne elity z troski o dobro ludu robiły wszystko aby zgnoić system edukacji i klonować miliony bezmózgich diotów łechtane dyplomami wyższych szkół gotowania na gazie, tak aby wyprać masy ze zdolności jakiegokolwiek samodzielnego myślenia, bo przecież krytyczne myślenie zgodnie z systemem polega na tym, aby bezmyślnie łykać bez popitki każde gówno, które jest serwowane w ścieku, a tu nagle stało się coś wręcz przeciwnego.
Ludzie zaczęli się interesować medycyną, historią, geografią, politologią, ekonomią, i to nie przymuszeni, sami od siebie. I wtedy lud zaczął widzieć to, czego miał nie widzieć, że banda cwaniaków, sterowanych przez bilionerów traktuje go jak rzeźne bydło.
I wtedy demokracja przestała być fajna. Bo lud zaczął głosować na jakieś dziwne partie nie powiązane siecią układów.
I elity się przeraziły.
I nagle się okazało, że w każdym przypadku gdy lud uzyskał świadomość, nagle stał się faszystami, ruskimi onucami, trollami i oczywiście stał się brunatny. A ponieważ elity nie mogły się przyznać do tego, że ten sam lud nagle stracił nieograniczoną wiarę w liberalną demokrację, bo to to oznaczałoby, że albo wbrew Fukuyamie, liberalna demokracja tak jak przed nią komunizm, wcale nie jest końcem historii, czyli kolejnym wcieleniem ateistycznego raju, a jest tylko dogorywającym i gnijącym za życia zdegenerowanym, dekadenckim truchłem, albo lud i demokracja nie kroczą zgodnym krokiem, co z kolei podcinałoby istotę samej demokracji.
Więc system wpadł na pomysł.
Nie musiał się zbytnio wysilać, bo już wcześniej odkryli go inni wielcy demokraci w historii, Robespierre, Lenin, Hitler, Stalin, Mao i inne pomniejsze gadziny. Rozwiązanie jest proste, liberalna demokracja jest szczytem rozwoju struktury społecznej, lud jest dojrzały, no może poza tymi mędrkami, którym się wiecznie coś nie podoba ale od czego są pierdle, a winne są tajemnicze obce wpływy. Póki co padło na Putina, tą poły magiczną istotę nie z tego świata, która jest od pięciu lat odpowiedzialna za wszystko i mającą niewyobrażalny wpływ na cały byt, łącznie z tym, że elity zabawiają się z dziećmi i pies nasrał w przedpokoju.
Widzicie jakie to proste.
I znowu wszystko jest ok. Eurokomuniści dokonali w polityce przełomu porównywalnego z wymyśleniem dialektyki przez Hegla i psychoanalizy przez Freuda.
Została już tylko praktyka, a skądinąd wiecie, że już dziadek obecnej Eurokomuny, niejaki Lenin, stwierdził, że jak praktyka nie zgadza się z teorią, to tym gorzej dla praktyki.
Więc, żeby nieubłagany oligarchiczny model dziejów kręcił się miarowo, towarzysze z Brukseli, zlokalizowali istotę problemu.
Problem w tym, że ciemny lud przestaje być ciemny.
Więc jeśli wszystko ma nadal się gładko kręcić, trzeba mu wybić te samodzielne myślenie z tego durnego łba.
A kiedy nie będzie myśleć?
Wtedy, kiedy nie będzie musiał cierpieć dysonansów poznawczych.
Już wujek Adolf trafnie zauważył, że:
„Dogłębna znajomość kultury, rozległa edukacja na różnych etapach nauczania przytępia zmysły. Zbyt wiele powszechnego nauczania męczy umysł…”
„Ideologia narodowego socjalizmu to święty, nienaruszalny fundament. Nie wolno jej degradować przez szczegółowe wyjaśnienia lub dyskusje. Musi być przekazywana przez nauczycieli, którzy w pełni pojmują prawdziwe znaczenie uświęconych, nietykalnych doktryn”.
„Zbytnie skupianie się na szczegółach, zbyt wiele grzebania się w drobiazgach sprawia, że umysł staje się zbyt krytyczny i analityczny”.
Dlatego przekaz ma być jeden, i tak jest, np w Polsce, die WP, der Onet, Judenrat, TVP, TVN wszyscy podają jeden gówniany przekaz. I super. Lud nie ma niepotrzebnego chaosu pod czerepem. Co by nie włączył, jednakie gówno. I prawidłowo.
Został tylko problem z tym X. On psuje całą robotę. Więc trzeba go zakazać. W imię demokracji. O jak ładnie.
A jak już tak dobrze idzie, to w imię demokracji zakazać samoistnych ruchów politycznych, a najlepiej samodzielnego myślenia.
Co chamy mają myśleć, partia im powie.
I czego tu nie rozumiecie?







Komentarze