top of page

Demonstracje w Warszawie, czyli dlaczego to nie ma najmniejszego sensu.

  • 20 maj
  • 3 minut(y) czytania

Dzisiaj odbyły się antytuskowe manifestacje w Warszawie. Przeszli sobie rolnicy, górnicy, kto jeszcze nie wiem, i nie chcę wiedzieć ponieważ średnio mnie to interesuje.


Moim zdaniem te wszystkie manifestacje nie mają najmniejszego sensu. Ileż to już ich było i to w Polsce, i Brukseli, i Francji, i Bukareszcie. I kompletnie nic z nich nie wynika. Z tego co zauważyłem systemowe rządy już dawno odkryły, że najlepsze co mogą zrobić, to nic nie robić. Lud sobie przyjedzie, sobie pochodzi, popyskuje, podrze ryja, po czym po jakimś czasie krótszym lub dłuższym, zwinie manatki i wróci na kwadrat. Jakakolwiek reakcja powoduje jedynie wydłużenie czasu bezproduktywnej pyskówki, a gdy nic się nie dzieje gniewny lud, zupełnie jak dziecko zaczyna się nudzić, traci zainteresowanie i znudzony po kilku piwkach wraca przeświadczony, że teraz to już na pewno zostanie wysłuchany i dojdzie do zmian. Tyle.


Kompletnie nic z tego nie wynika.


Dlaczego nie wynika? Odpowiedź jest prosta. Wręcz banalnie prosta. Wręcz żenująco prosta. Ten sam lud, jak tylko przyjedzie do siebie zdaje się zapominać, że lokalny senator, poseł, prezydent, radny jest z tego samego układu przeciwko któremu właśnie demonstrował.


Wystarczy, że mu podadzą Zenka, że mu dadzą tandetną torbę za zeta, bułkę z tanią kiełbachą, puszkę coli lub szklane koraliki, a demonstrujący jeszcze wczoraj lud jest przeszczęśliwy. Patrząc na posła, który mu podaje pączka i ciśnie niemożebne kity, lud nie ogarnia, że ten sam poseł dwa dni wcześniej uchwalał prawo, z powodu którego rachunki wzrosły a właśnie z ich powodów ten sam lud dopiero co manifestował.

Mając odwołany zabieg, płatne badania, lud klnie jak szewc, a w chwilę póżniej widząc senatora z tej partii, i tu obojętnie czy to PO czy PIS, lud się kłania w pas, pytając Co tam słychać kierowniku złoty? A lubi mnie pan?


Swojego czasu będąc na imprezie słyszę jak typ narzeka ile to jego mama musi płacić za wizytę u lekarza, a jaką ma niewielką emeryturę. Ponieważ moja tolerancja do bezmyślnych baranów już dawno się skończyła, zadaje proste pytanie: A kto decyduje o służbie zdrowia?

Dostaję odpowiedź: Oczywiście, że politycy. No jest dobrze, myślę sobie, więc drążę temat dalej. A gdzie ci politycy o tym decydują? Pada odpowiedz: Ależ oczywiście, że w Sejmie. No, to w tym miejscu przeszedł czas na pytanie ostateczne: A gdyby jutro były wybory, to na kogo być zagłosował? Momentalnie pada odpowiedź: Oczywiście, że na PO. Patrząc na półgłówka przed sobą, równie szybko odpowiadam: No to twoja mama powinna płacić trzy razy tyle, a ty skończ pieprzyć i narzekać, bo widać ci się to podoba skoro nadal na nich chcesz głosować.


Dopóki lud nie zacznie łączyć kropek i nie pojmie niezwykle skomplikowanych zależności, że ten prezydent, ten radny, ten poseł, którym jest gotów lizać klapki od dołu, są elementem tego samego układu, układu który ładuje mu kopa w dupę raz za razem, to wszelkie demonstracje nie mają najmniejszego sensu.


Zamiast pyskówki na demonstracjach a potem kłaniania się w pas kolejnym kierownikom złotym, lud po każdej uderzającej w niego ustawie powinien iść do lokalnego posła i po prostu wygarnąć mu co o nim myśli, o nim, i o jego pracy. A potem, przy kolejnych wyborach nie łasić się na puszkę coli za dwa zeta, lub starą bułkę - wiem, że to niezwykle trudne, bo Polak jak jest coś za darmo, stałbym pięć dni na mrozie; ale po prostu pozdrowić lokalnego polityka, uśmiechniętym, wyprostowanym, środkowym palcem. Wtedy gdyby jeden kierownik złoty, który całe życie do tej pory, kompletnie nic nie robiąc, przestał dobrze żyć za nasze i musiał się po raz pierwszy w życiu dać do uczciwej pracy, reszta kierowników złotych szybko zaczęłaby traktować spadek poparcia bardzo poważnie i w końcu nastąpiłyby zmiany.


Winnym tego co się dzieje nie są rządy, nie są politycy, winny jest tylko jeden. Winny jest ten wiecznie narzekający lud, który raz za razem wybiera te same łajzy, który się do nich łasi, szczerzy zęby jak tylko dostanie pączka z biedry, albo go ci na których głosuje poklepią po tym poczciwym pysku. Więc dopóki lud nie zrozumie, że to na kogo głosuje jest powiązane z tym jak mu się żyje, to żadne demonstracje nie mają najmniejszego sensu, i zajmowanie się nimi jest kompletną stratą czasu.



Komentarze


Kontakt

Thanks for submitting!

© 2023 by Train of Thoughts. Proudly created with Wix.com

bottom of page