top of page

Dobijamy do ściany… i co łyso wam?

  • 5 sie
  • 8 minut(y) czytania

Niemal równo dwa lata temu napisałem:


Teraz zaboli. Co prawda wiem, że eksperci uważają, że dług nie jest niczym złym, no bo przecież Japonia ma większy, ale ktoś kiedyś powiedział, że gdyby eksperci mieli pojęcie o tym co się dzieje, to nie byliby ekspertami lecz milionerami.

Jak się posłucha ekspertów ekonomicznych to przypominają jasnowidzów, dokładnie wiedzą o tym co się dzieje post factum, a z przewidzeniem tego co się wydarzy przypominają wróżenie z fusów.

Wbrew historycznemu stawianiu Polaków na jakoś, tym razem jakoś to nie będzie. Zbliża się katastrofa, powiedziałbym, że jesteśmy jak Titanic, który zaraz wpadnie na górę lodową, ale niestety nasza gospodarka przypomina stary, zdezelowany kuter, który płynie prosto na skałę, a jego marynarze zalani w sztok, stoją na dziobie i podskakują nie mogąc się doczekać tego aż kuter walnie w tą skałę.


Zacznę od zadłużenia państwa.


Dług publiczny Polski w 2021 roku wynosił 1,15 bln złotych, rok później w 2022 wzrósł do 1,51 bln złotych, w 2023 roku wzrósł do 1,69, ale już w marcu 2024 roku wyniósł 1,77 biliona, a na koniec tego roku ma przebić 2 biliony złotych. Jak widać w przeciągu jedynie czterech lat zadłużenie sektora publicznego wzrosło dwukrotnie. Nasze zadłużenie zaczyna wzrastać w postępie geometrycznym.

Jednak poza długiem oficjalnym, Polska ma jeszcze ukryty dług publiczny, który w połowie 2023 roku wyniósł 4,96 biliona złotych, co wynosi aż 276% PKB Polski.

Z długiem powiązane są koszty jego obsługi w 2021 roku wyniosły 26 mld zł, w 2022 roku wzrosły do 32,7 mld zł, w 2023 roku wzrosły ponad dwukrotnie do 70 mld złotych, a w tym roku optymistycznie się zakłada, że zamkną się kwotą 105 mld złotych. Jak widać w ciągu jedynie czterech lat, koszty obsługi długu wzrosły czterokrotnie.


Wpływy budżetowe w tym okresie kształtowały się następująco: w 2021 roku wyniosły 494,9 mld, w 2022 roku wyniosły 504,9 mld, w 2023 roku wzrosły do 574,1 mld. W 2024 roku zaplanowano 683 mld złotych. Jak widać, o ile zadłużenie, te oficjalne wzrosło o 100%, koszty obsługi zadłużenia ponad czterokrotnie, to wpływy wzrosły jedynie o 38%.


Wydatki budżetowe w tym okresie kształtowały się następująco: w 2021 roku wyniosły 521,3 mld, w 2022 roku wyniosły 517,4 mld, w 2023 roku wzrosły do 659,7 mld. Natomiast w 2024 roku zaplanowano 867 mld złotych. Czyli wydatki w tym okresie wzrosły o 40%. Jasno widać, że następuje coraz większy rozdźwięk pomiędzy wpływami a wydatkami.


Deficyt budżetowy w 2021 wyniósł 26,3 mld, w  2022 roku spadł do 12,43 mld, ale już w 2023 wzrósł do 85,56 mld złotych, a w roku, 2024 zaplanowano go wysokości 184 mld złotych. Czyli deficyt budżetowy w ciągu czterech lat wzrósł siedmiokrotnie.


To nie koniec problemów, ponieważ wzrastają koszty świadczeń emerytalno-rentowych, a nasz ZUS tych pieniędzy fizycznie nie ma.  Koszty świadczeń emerytalno-rentowych w 2021 roku wyniosły 277,3 mld,  w 2022 roku 310,9 mld,  w 2023 roku 319,5 mld złotych a w tym roku są zaplanowane wysokości 327 mld złotych. W ciągu czterech lat wzrosły o 50 miliardów złotych, czyli o 16%.


Ogólnie państwo musi znaleźć pieniądze na nabyte uprawnienia emerytalne, które po drodze przepuściło. Na koniec 2015 roku było to 4,959 biliona, obecnie GUS ani ZUS tej kwoty nie podają ale jej wartość może oscylować od 6 do 7 bilionów złotych.


Idąc dalej przychodzi czas na samorządy. I tutaj świat łatwych rat stał się powszechnością. Zadłużenie samorządów w 2021 roku wyniosło 90 mld, w 2022 roku 90,82 mld, a w 2023 102 mld.


I w tym przypadku rośnie deficyt budżetowy. Deficyt w kasach samorządów o ile jeszcze w 2022 roku wynosił 8,2 mld złotych, to już rok później w 2023 roku wzrósł niemal trzykrotnie do 22,9 mld złotych. Jak widać samorządy również jadą bez trzymanki.

Podsumowując, w przeciągu zaledwie czterech lat o ile oficjalne zadłużenie wzrosło o 100%, koszty obsługi zadłużenia wzrosły ponad 400%, to wpływy wzrosły jedynie o 38%. Dodatkowo wydatki w tym okresie wzrosły o 40%. W tym samym czasie deficyt budżetowy wzrósł o niemal 700%. Jeżeli ktoś uważa, że wszystko jest pod kontrolą to powinien odstawić alkohol, bo najwyraźniej przesadza.


Trzeba pamiętać, że obsługa zadłużania i koszt kolejnych długów będzie wzrastały, ponieważ o ile kilka lat temu na świecie panowały zerowe stopy procentowe, to obecnie ich czas się zakończył. A Polskę czeka rolowanie długu.

Problem pogłębią zmiany demograficzne, nie dosyć, że będzie wzrastać liczba emerytów, to maleć będzie liczba osób aktywnych zawodowo. Należy również pamiętać o tym, że emeryci ograniczają swoją konsumpcję, co spowoduje spadek wpływów z VAT.


Tak wiem, sytuację uratuje bożek keynesizmu, czyli konsumpcja. Mam złą wiadomość, nie uratuje. Nie uratuje z dwóch powodów. Drugi omówię później. Teraz pierwszy, gospodarstwa domowe są zadłużone po kurek. Jeżeli będą nadal się zadłużać stracą płynność finansową.


Łączne zadłużenie gospodarstw domowych początkowo rosło wolniej, w  2022 roku wyniosło 724 mld, we wrześniu 2023 roku  wzrosło  do 734,13 mld, ale już w marcu 2024 roku wzrosło do 781 mld złotych. W ciągu pół roku Polacy zadłużyli się niemal o 50 mld złotych.


Problem pogłębiają kredyty hipoteczne. Ich wartość w I kwartale 2024 roku  wynosiła 483,98 mld złotych w porównaniu do 478 mld w II kwartale 2023 roku.


Szczególnie toksyczne są kredyty hipoteczne. W chwili gdy nadejdzie recesja, kredytobiorcy stracą płynność finansową i bańka pęknie.


I jest jeszcze jeden problem. Ograniczenie emisji CO2 do zera. Ta chwila ma nastąpić w 2050 roku. Będzie się to wiązało z kosztami wynoszącymi  93 miliardy dolarów rocznie przez 26 lat !!


Czyli lekko licząc przy obecnym kursie dolara 372 miliardy złotych rocznie !!! Żeby było jaśniej, to jest odpowiednik 54% naszych obecnych całkowitych wpływów budżetowych. Zgadnijcie kto za to zapłaci? To będzie całkowita ruina finansowa społeczeństwa. Jak w takiej sytuacji liczyć na to, że konsumpcja będzie stymulować gospodarkę?


Czeka nas całkowity kolaps systemu.


No coż, nienawidzę mieć racji. Co prawda nie jestem wysoko opłacanym ekspertem ekonomicznym, ale jak widać wiedza ekspertów polega jedynie na umiejętności mówienia tego czego się od nich w danej chwili oczekuje.


Co się więc zmieniło przez te dwa lata?


Dług publiczny Polski w marcu 2024 roku wynosił 1,77 biliona, obecnie wynosi 2,135 biliona złotych.

Koszty obsługi długu w 2023 roku wyniosły 70 mld złotych, a w tym roku optymistycznie się zakłada, że zamkną się kwotą 115 mld złotych.


Wpływy budżetowe w 2023 roku wyniosły 574,1 mld. W 2026 roku zaplanowano je na 647 mld mld złotych.


Wydatki budżetowe w 2023 roku wyniosły do 659,7 mld. Natomiast w 2026 roku zaplanowano je 920 mld złotych.

Czyli przychody wzrosły o 12,7% a wydatki w tym okresie wzrosły o 39,6%. Jasno widać, że następuje coraz większy i coraz szybciej rosnący rozdźwięk pomiędzy wpływami a wydatkami.


Deficyt budżetowy w 2024 zaplanowano w wysokości 184 mld złotych, natomiast w 2026 r ma wynieść 271,7 mld.


To nie koniec problemów, ponieważ wzrastają koszty świadczeń emerytalno-rentowych, a nasz ZUS tych pieniędzy fizycznie nie ma.  Koszty świadczeń emerytalno-rentowych w 2021 roku wyniosły 277,3 mld,  w 2025 r wyniosły 454,3 mld, a w 2026 r mają wynieść 487,8 mld. W ciągu dwóch lat wzrosły o 70 %.



I teraz uwaga !

Ogólnie państwo musi znaleźć pieniądze na nabyte uprawnienia emerytalne, które po drodze przepuściło. Na koniec 2015 roku było to 4,959 biliona, obecnie polski „implicit pension debt” (ukryty dług emerytalny) jest w badaniach szacowany na około: 10–20 bln zł w dzisiejszych cenach, czyli około 200–400% PKB.


Idąc dalej przychodzi czas na samorządy. I tutaj świat łatwych rat stał się powszechnością. Zadłużenie samorządów w 2021 roku wyniosło 90 mld, po I kwartale 2026 r wynosi 113 mld.


I w tym przypadku rośnie deficyt budżetowy. Deficyt w kasach samorządów o ile jeszcze w 2022 roku wynosił 8,2 mld złotych, obecnie ma wynieść 35,8 mld. Już całkiem niedługo czekają nas bankructwa samorządów.


Powtórzę, trzeba pamiętać, że obsługa zadłużania i koszt kolejnych długów będzie wzrastały, ponieważ o ile kilka lat temu na świecie panowały zerowe stopy procentowe, to obecnie ich czas się zakończył. A Polska cały czas roluje dług.


Ale to nie koniec.


Łączne zadłużenie gospodarstw domowych w 2022 roku wyniosło 724 mld, kwietniu 2026 roku wzrosło do 848,6 mld złotych.


Problem pogłębiają kredyty hipoteczne. Ich wartość w I kwartale 2024 roku  wynosiła 483,98 mld złotych obecnie 556 mld.


Zdajecie sobie sprawę z tego co się stanie jak gospodarka dostanie zadyszki?


Koniec danych. Jeśli ktoś nie ma bielma na oku i ma jakiekolwiek rozeznanie w liczbach jasno widzi, że Polska staje się bankrutem. Przypominamy nieodpowiedzialną patologiczną rodzinę, żyjącą z chwilówek. Nasz deficyt budżetowy zaczyna się rozpędzać, obciążenie obsługą długu publicznego staje się katastrofalne, nasz ZUS utrzymuje się jedynie dzięki budżetowi państwa, bo od dawna już jest bankrutem. Dusi nas utrzymywanie państwa pasożyta jakim jest Ukraina, i gdy wszystko zaczyna się walić, Polska idzie w największy program zbrojeniowy w swojej historii, przeznaczając w trzyletnim okresie na zbrojenia 522 mld złotych, czyli niemal jeden swój roczny budżet z tego trzyletniego okresu. Cale nasze wpływy podatkowe z jednego roku pójdą jedynie na broń. W historii świata był tylko jeden kraj z tak nieodpowiedzialną w tej kwestii polityką finansową - Trzecia Rzesza. Która właśnie w wyniku podporządkowania całego budżetu zbrojeniom była od 1938 roku praktycznie bankrutem, co wymusiło zajęcie Czechosłowacji a następnie przyśpieszenie wybuchu wojny.


Ale to nie wszystko, są jeszcze tzw koszty utraconych korzyści.


Gdy wszystkie rozwinięte i rozwijające się kraje świata zaczynaja pompować ogromne środki w edukację i naukę, rząd warszawski doszedł do wniosku, że inwestycje w edukację i naukę są zbyteczne, co gorsze większość środków jest przeznaczana na bezproduktywne szkolnictwo ogólne i studia humanistyczne, nie wnoszące nic do postępu technicznego.




Jednocześnie na badania naukowe w zakresie studiów technicznych przez trzy lata Polska łącznie przeznaczy 2 mld złotych. Szacunkowo na takie badania w samym tylko 2025 roku USA przeznaczą 180-225 mld dolarów, Chiny 185-225 mld dolarów, Niemcy 40-50 mld dolarów, Francja 14,5-18,5 mld dolarów, Japonia 57-70 mld dolarów i nawet prowadząca wojnę Rosja przeznaczy od 6,5 do 9 mld dolarów. A Polska w tym czasie przeznaczy jedynie 0,6 mld złotych, czyli jakieś 150 milionów złotych. Nawet przegrywająca wojnę Ukraina przeznaczy na badania naukowe w zakresie studiów technicznych większe środki bo 250 milionów dolarów czyli około miliarda złotych. Czyli niemal siedem razy więcej niż Moralne Imperium.


I to jest właśnie sedno kosztu utraconych korzyści. W chwili gdy na świecie trwa czwarta rewolucja przemysłowa, gdy zmienia się cały świat, gdy wszyscy prowadzą badania naukowe nad Sztuczną Inteligencją, robotami, humanoidami, biotechnologią, cybernetyką Polska dosłownie rujnuje swoją gospodarkę, zadłuża się po korek aby prowadzić największy program zbrojeniowy i przygotowywać się do wojny, której nie będzie. Za kilka lat będzie po wszystkim, kluczowe gospodarki nam uciekną, nasz sprzęt wojskowy będzie przestarzały i przypominać będzie pancerne trumny na gąsienicach a aby użyć najnowszego sprzętu będzie wymagana zgoda operatorów amerykańskich. Cały sprzęt może się zmienić, może się zmienić koncepcja jego użycia, może się okazać, że autonomiczne drony przejmą funkcje żołnierzy, a my z tym złomem będziemy przypominać jakiś relikt. To jakie będzie znaczenie krajów za pięć lat nie będzie zależeć od tego ile kto będzie miał rdzewiejących czołgów, lecz od tego, kto będzie miał możliwość szybkiego uruchomienia fabryk, w których pracować będą humanoidy, kto będzie w stanie połączyć operatorów z uzbrojeniem. Istotne nie będzie to, kto pomaga Ukrainie, lecz to, kto ilu będzie miał najwyższej klasy specjalistów, to ile kto będzie miał patentów. To, ile można będzie wygenerować energii elektrycznej, to kto będzie miał reaktory fuzyjne, kto będzie miał komputery kwantowe. Ale to wszystko będzie zależeć od nakładów na edukację, naukę i badania, czyli od tego wszystkiego o czym nasze kolejne rządy nie mają zielonego pojęcia.


To jest właśnie istota kosztu utraconych korzyści. Właśnie tracimy naszą przyszłość, generujemy na własną prośbę zapóźnienie technologiczne co spowoduje, że staniemy się krajem drugiej a być może trzeciej kategorii bez jakiegokolwiek rzeczywistego znaczenia.


Ale jak widać nikt się tym nie przejmuje…

A dlaczego?


Jak chcecie aby w tym kraju ludzie coś zrozumieli, skoro na podstawie Międzynarodowych Badań Umiejętności Dorosłych PIAAC mierzących poziom umiejętności osób dorosłych w wieku 16-65 lat, okazało się, że: 40% Polaków nie rozumie tego co czyta, kolejne 30% rozumie tylko częściowo, w niewielkim stopniu. Krótko mówiąc ponad dwie trzecie Polaków nie jest w stanie zrozumieć prostego tekstu.


W przypadku matematyki około 9 milionów Polaków w wieku 16-65 lat można uznać za funkcjonalnych analfabetów. 38% dorosłych Polaków nie potrafi poradzić sobie z podstawowymi działaniami matematycznymi, takimi jak obsługa pieniędzy.


W panelu rozwiązywania problemów w środowiskach technologicznych przy średniej OECD wynoszącej 29%, aż 48% dorosłych w Polsce nie ma praktycznie żadnych umiejętności cyfrowych, tylko 1% Polaków osiąga poziom 4, czyli rozumienie i adaptację.


A co szósty polski magister jest funkcjonalnym analfabetą i nie przeczytał ani jednej dobrej książki w swoim życiu, a co piąty student rozumie tekst na poziomie 10 latka.


Serio kogoś zaskakuje, że Polacy łykają każdy, nawet największy bullshit serwowany przez polityków i kompletnie nie rozumieją współczesnego świata, mając jednocześnie niewiarygodnie wysokie zdanie o swej wiedzy geopolitycznej? Serio?


Pamiętacie Wyspiańskiego?


„Co tam Panie w polityce? A Chińczyki trzymają się mocno?”



Komentarze


Kontakt

Thanks for submitting!

© 2023 by Train of Thoughts. Proudly created with Wix.com

bottom of page