top of page

Edukacja zdrowotna. Komu i dlaczego zależy na deprawacji dzieci i młodzieży.

Od września do szkół wchodzi nowy przedmiot Edukacja zdrowotna. Waginet Tuska na czele z ministrą edukacji niedouczoną Nowacką tylnymi drzwiami wprowadzi obowiązkową seksualizację dzieci i młodzieży.


Wielu powie, Ale co ci się nie podoba w edukacji zdrowotnej? Przecież dzieci powinny się uczyć jak być zdrowym.

Problem w tym, że nazwa tego przedmiotu nie koreluje z tym co będzie na tym przedmiocie wbijane dzieciom do głów.


„Jak informuje Newsweek, który dotarł do części projektu podstawy programowej nowego przedmiotu – „edukacja zdrowotna”, obejmie również edukację seksualną uczniów. W ramach nowego przedmiotu, uczniowie szkół podstawowych i ponadpodstawowych mają się uczyć m.in. o tym czym jest popęd seksualny, jakie jest jego źródło, co oznacza dojrzewanie płciowe i jak się do niego przygotować, na jakim etapie inicjacja seksualna jest bezpieczna i sensowna oraz jakie są dostępne metody antykoncepcji (w ramach czego, uczniowie siódmych klas szkół podstawowych, mają być m.in. zapoznawani z tym jak bezpiecznie używać prezerwatyw). Na „edukacji zdrowotnej” nie ma również zabraknąć tematów związanych z hetero i nieheteronormatywnością, transpłciowością oraz dotyczących relacji i tworzenia przez ludzi różnych rodzajów związków (w tym również jednopłciowych).”


Jasno widać, że głównym celem działań będzie seksualizacja dzieci i młodzieży. 

Co zresztą podkreślają autorzy podstawy programowej.


„Będzie to dostosowana do wieku ucznia edukacja w zakresie praw człowieka, równości płci, relacji, reprodukcji. Z informacją o ryzykach związanych z życiem seksualnym. Ale prezentująca seks i seksualność w sposób pozytywny. I podkreślająca wartości, jak wzajemny szacunek, równość, empatia i odpowiedzialność”.


Jako rodzic, całe szczęście już dorosłej córki nie uważam, aby gdy chodziła do szkoły była jej niezbędna wiedza na temat masturbacji, inicjacji seksualnej, środków antykoncepcyjnych i odchyleń seksualnych.


Można zadać pytanie czy to przypadek, że ten przedmiot wchodzi do szkół. Niestety nie. Seksualizacja dzieci a właściwie ich deprawacja zawsze była nierozerwalnym elementem budowy nowego człowieka, kiedyś sowieckiego obecnie neomarksistowkiego człowieka brukselskiego, tego mitycznego Europejczyka skupionego tylko i wyłącznie na kopulacji wszędzie, z każdym i wszystkim.


M. Heller pisał „Dwa główne wektory to byt i świadomość. Zgodnie z naukami Marksa aby zmienić byt, należało przede wszystkim skruszyć stary system państwowy, ekonomiczny i społeczny. Jeden z najmocniejszych ciosów wymierzono w społeczeństwo. Obiektem ataku stały się wszelkie więzi między ludźmi, które składają się na tkankę społeczną: religia, rodzina, pamięć historyczna. Społeczeństwo jest systematycznie i planowo rozbijane, jednostki pozbawiane wybranych przez siebie związków, zamiast których mają przyjąć inne, wybrane dla nich przez państwo.”


Oczywiście te słowa dotyczyły Bolszewików, jednak obecni neomarksiści idąc w ich ślady są równie niebezpieczni. Jak widać cele są te same, w celu ulepienia nowego człowieka radzieckiego, tego golema, konieczne jest wyeliminowanie przeszkód w postaci religii, rodziny i pamięci historycznej.

Jeśli chodzi o religię, to cel został osiągnięty i to tak łatwo, że chyba zaskoczył samych neomarksistów, wystarczyło utorować drogę do kariery zdegenerowanym, kontrolowanym przez bezpieki księżom, powpuszczać do kapłaństwa homoseksualistów o ciągotkach pedofilskich i zadbać aby broń boże ktoś tego nie zepsuł jakąś niepotrzebną reformą. I to się udało. Kościół jako instytucja dogorywa, przypominając zdeprawowanego, śliniącego się starca, gmerającego w slipach i gdy w umrze nikt po nim płakać nie będzie.

W przypadku pamięci historycznej równie szybko to poszło, mamy całe hordy Poliniaków z wielką przyjemnością i entuzjazmem plujących na Polskę, wyszukujących gdzie się da wszystkiego co by mogło zohydzić dumę z naszej historii. Historiografia polska od II RP w ogóle się nie liczy na świecie, historycy przyjęli rolę nadwornych kosmetologów skupiających się na zaspokajaniu potrzeb kolejnych zarządców tego kraju. Teraz Nowacka przynajmniej bez owijania w bawełnę, po prostu wzięła i wykastrowała program nauczania historii. Najlepszą puentą jest to, że naród już nawet nie wiem czy jest tak zduraczony czy raczej zsuczony, że przyjął to bez najmniejszego oporu. Szczególnie nie pozdrawiam w tym miejscu nauczycieli historii.


Jak widać do całkowitego rozkładu tkanki społecznej pozostał jedynie jeden ważny element: rodzina. I tu również od lat mamy systemową deprawację społeczeństwa. I w wielu aspektach to się udało, emeryci zamiast zajmować się wnukami stali się kochliwi jak małolaty, dorosłe kobiety zamiast zajmować się rodziną, szwendają się po dyskotekach, robią sobie rewitalizację pochwy i pakują botoks gdzie tylko wejdzie, faceci zamiast dbać o rodzinę uganiają się za babami i wiecznie układają sobie życie na nowo. Ludzie permanentnie mają ruję jak koty w marcu.

MImo jednak tych niezaprzeczalnych sukcesów tam gdzie są tradycyjne rodziny, i dzieci wychowane są w sposób tradycyjny tęczowa neokomuna nie ma do nich dojścia. I to jest problem, który Nowacka postanowiła rozwiązać.


Seksualizacją społeczeństwa jest niezbędnym krokiem prowadzącym do jego rozkładu. Pitirim Sorokin wskazuje na wpływ rozwiązłości seksualnej na dewastację stosunków społecznych. Społeczeństwo staje się w wyniku tego bezbronne na różnego rodzaju ataki.


„Mechanizmem skracania życia rozwiązłej społeczności jest niski wskaźnik urodzeń.” „Populacja społeczności najpierw przestaje rosnąć, a potem spada do momentu, w którym nie jest już w stanie zaspokoić swoich żywotnych potrzeb, zachować tożsamości i bronić się przed naturalnymi i ludzkimi wrogami.”

Pierwszym widocznym skutkiem jest nieproporcjonalny wzrost liczby ludności w podeszłym wieku i spadek liczby ludzi młodych. Społeczeństwo traci wigor, zadziorność, poryw, zmierza ku kresowi swych twórczych sił. Ostatecznie zostaje zastąpione przez inne, młodsze społeczeństwo.


Opanowane anarchią seksualną społeczeństwo staje się niestabilne, raz opanowują je stany euforii i samouwielbienia a zaraz później pogrąża się w lęku i przestrachu.


„Dziś wszyscy szukają i zwalczają czarnych dywersantów, a jutro rzucą się na czerwonych szpiegów.”


Takie społeczeństwo roztrzaskuje na kawałki wszystkie wartości. Jest rozrywane przestępczością, zakłóceniami i buntami.


„Społeczeństwo takie szarga wartości kobiecości i męskości, macierzyństwa i ojcostwa, małżeństwa i rodziny. Pojęcia te mają wydawać się odrażające i niegodziwe. Poniewierane są w pomyjach społecznego rynsztoka, mieszane z jego brudem i nurzane w seksualnym błocie.”


Człowiek w takim społeczeństwie sprowadzany jest „do organizmu poruszanego przez seks i żyjącego dla seksu”.      


„Dobre jest tylko to, co mi przynosi przyjemność i korzyść, co zaś jest nieprzyjemne i bezużyteczne dla mnie – jest złe.”


Skutkiem takiego podejścia jest upadek gospodarczy.


„W nieuporządkowanych okresach psuje się standard materialny, zwalnia gospodarka i kuleje kreatywność ekonomiczna. Gdy nieład nabiera charakteru chronicznego i szerzy się, na zrewolucjonizowane społeczeństwo rzucają się głód i nędza.”


Jeżeli budowa nowego człowieka ma zakończyć się sukcesem System musi mieć wpływ na dzieci. Jako pierwsi zauważyli to narodowi socjaliści. Ich działanie opisuje Gregor Ziemer w swojej książce „Jak wychować Nazistę”.


O czym jest jego książka? „Jest opisem zjawisk sprzyjających złu społecznemu i międzyosobowemu: warunkom, sposobom i skutkom kształtowania psychiki kilku- czy kilkunastoletniego człowieka w duchu fanatyzmu, który uruchamia nienawiść, nie odróżnia prawdy od kłamstwa ani dobra od zła.

Ta książka pozwala Czytelnikom dowiedzieć się, jak można dojść do zarazy, za którą odpowiada człowiek.”


Od czego należy zacząć tworzenie fanatyka?

Od określenia celów. Służył do tego podręcznik metodyczny dla nauczycieli. Poza typowo narodowo socjalistycznymi celami, pojawiają się również inne, powiedziałbym ponadczasowe i całkiem współczesne.


„Dogłębna znajomość kultury, rozległa edukacja na różnych etapach nauczania przytępia zmysły. Zbyt wiele powszechnego nauczania męczy umysł…” – brzmi znajomo?


A to? Jeśli zmienić nazwę ideologii?

„Ideologia narodowego socjalizmu to święty, nienaruszalny fundament. Nie wolno jej degradować przez szczegółowe wyjaśnienia lub dyskusje. Musi być przekazywana przez nauczycieli, którzy w pełni pojmują prawdziwe znaczenie uświęconych, nietykalnych doktryn”.

Serio nie widzicie paraleli do obecnych czasów?


„Zbytnie skupianie się na szczegółach, zbyt wiele grzebania się w drobiazgach sprawia, że umysł staje się zbyt krytyczny i analityczny”.

Serio nie słyszeliście tego stwierdzenia?


Kiedy więc trzeba zacząć?

Przede wszystkim należy zacząć jak najwcześniej, im wcześniej tym lepiej, wtedy kiedy dziecko jest emocjonalnie bezbronne.


„Kiedy partia nazistowska zaczyna się interesować dzieckiem? Zanim zostanie poczęte”

Wszystko zaczynało się od Gesundheimtsamt (Urzędu do spraw Zdrowia) oraz badań w celu zapobiegania urodzeniu dzieci chorych, upośledzonych i słabych.  Po urodzeniu dzieci były regularnie odwiedzane przez położną, która poza sprawdzaniem warunków życia dokładnie kontrolowała zachowanie matki pod kątem ideologicznym i początkowy proces wychowania. Następnym etapem było przedszkole. Wszyscy nauczyciele musieli mieć ukończone specjalne szkoły NSV, gdzie byli uczeni w jaki sposób mają prowadzić lekcje. Maluchy były bezustannie indoktrynowane.

W wieku 6 lat, maluchy były wcielane do organizacji Pimpf. Od tej chwili cały ich rozwój, wszystkie osiągnięcia i porażki były zapisywane w specjalnej książeczce. Były tam pełne informacje na temat rozwoju fizycznego, ideologicznego, aktywności w szkole a nawet w domu. W wieku dziesięciu lat Pimpf przechodził do Jungvolk. Przejście miało charakter egzaminu wytrzymałościowego w postaci kilkudziesięciokilometrowego marszu a następnie uroczystości quazi religijnej, bazującej na emocjach wyczerpanych dzieci. Podczas nauki, w okresie przynależności zarówno do Pimpfów jak i do Jungvolk, chłopcy byli cały czas poddawani indoktrynacji.


Dziewczynki w tym okresie przechodziły analogiczny proces w dedykowanej im organizacji Jungmadel.


Ziemer opisuje lekcję w klasie Jungmadel w chwili gdy partia zaczęła przygotowywać społeczeństwo do wojny z Polską.

„Nazistowska nauczycielka otrzymała rozkaz wprowadzenia do lekcji tematu Polski. Polacy! – krzyczała z obrzydzeniem – Polacy!, Czesi!, Francuzi! Wszyscy równie wstrętni. Wszyscy nienawidzą Niemiec, bo znowu są silne i potężne. Należy ich wszystkich zmieść z powierzchni ziemi. Bestie. Tym dokładnie są. Zwierzętami!

Przez dwadzieścia minut opowiadała dziewczętom straszliwe historie o rabunkach, gwałtach, o morderstwach jakich dopuszczali się polscy żołnierze w niegdyś niemieckim korytarzu polskim. Kiedy lekcja dobiegła końca, w ich sercach płonęła nienawiść do Polaków.”

Brzmi znajomo?


Chłopcy w Jungvolk nie mają najmniejszych szans aby przeciwstawić się ideologii. „Hitler i jego instruktorzy znają psychologię chłopców – wykorzystują każdy instynkt, każdą wykluwającą się emocję, by wlać dusze nazistowskich chłopców w formy, w których zastygną na resztę życia”.


Serio nie widzicie paraleli? Z tym, że o ile stare totalitaryzmy, komunizm i narodowy socjalizm miały jakiś cel w wychowaniu młodzieży, to obecny tęczowy neomarksizm żadnych celów nie ma.


Jak pisze Leszek Kołakowski „szkoła uważała się rewolucyjny ruch intelektualny, głosiła potrzebę całkowitego wyjścia poza istniejące społeczeństwo, przyznając zarazem, że żadnej pozytywnej utopii nie jest w stanie przedłożyć” Innymi słowy, jej przedstawiciele chcieli i chcą podpalić cały świat bez jakiejkolwiek koncepcji na to co dalej. Trzeba przyznać, że jest to ciekawe spojrzenie na rzeczywistość.


Ideolog neomarksizmu Herbert Marcuse idzie w jeszcze innym kierunku, jak pisze Kołakowski „podstawową treść utopii Marcuse’a przekazuje w formie dziecinnej i prymitywnej ideolog amerykańskich hippisów Jerry Rubin, pisząc, że teraz na ludzi będą pracować maszyny, ludzie zaś mają kopulować, kiedy i gdzie im się podoba”.


Celem edukacji zdrowotnej na pewno nie jest zdrowie, to pierwszy etap starej komunistycznej „taktyki salami”, czyli przejmowania krok, po kroku pełnej kontroli nad wychowaniem dzieci i młodzieży przez zdeprawowany aparat państwowy, dla zmylenia nazwany Ministerstwem Edukacji Narodowej, w celu wytworzenia nowego modelu człowieka: niezdolnej do refleksji wiecznie kopulującej ustodupni. Myślicie, że przesadzam?


Człowiek szybko przyzwyczaja się do bodźców, czyli te same bodźce powodują wydzielanie coraz mniejszej ilości dopaminy, w celu wydzielania tej samej ilości dopaminy trzeba intensyfikować bodźce. Właśnie w ten sposób działa uzależnienie od narkotyków. Ten sam mechanizm dotyczy również seksu. Przecież mamy seksoholików. Jeśli dziesięciolatek będzie się regularnie masturbował i będzie dodatkowo słyszał, że właśnie to powinien robić, jako dwunastolatek zacznie eksperymentować z koleżankami, a ponieważ dodatkowo będą mieli wiedzę i dostęp do antykoncepcji, zniknie element strachu przed zajściem w ciążę. Jakich bodźców seksualnych będą wobec tego potrzebować licealiści? A dorośli? Przecież dla nich zwykły, normalny seks nie będzie żadną ekscytacją. To jest otwieranie drzwi wszelkim zboczeniom seksualnym, w tym powiązanym z pedofilią i przemocą.


Serio nie widzicie zagrożenia?

Chcielibyście żyć w społeczeństwie wiecznie zaćpanych narkomanów?

A wizja zboczonych seksoholików wam odpowiada?

Serio myslicie, że na tym się skończy?


 
 
 

Comments


Kontakt

Thanks for submitting!

© 2023 by Train of Thoughts. Proudly created with Wix.com

bottom of page