top of page

Europa, w odmętach szaleństwa.

  • 21 lip
  • 4 minut(y) czytania

Muszę przyznać, iż jest jedna rzecz, której nie jestem w stanie zrozumieć. I nie jest tego w stanie mi wyjaśnić nawet lewicowa irracjonalność.


Europa ewidentnie idzie na wojnę, wojnę w obronie demokracji bez wolności poglądów i skorumpowanej uczciwości.

Niemal trzy dekady rządów ideologii neomarksistowskiej doprowadziły do ruiny demograficznej gospodarczej, finansowej, społecznej i kulturowej całego kontynentu. Teraz gdy zaczyna się wszystko walić, a społeczeństwa zaczynają się powoli budzić i przestają łykać systemowe frazesy, pojawia się niebezpieczeństwo dla neomarksistowskiego systemu, że do władzy dojdą jakieś partie pozasystemowe i rewolucję szlag trafi.

Poniekąd system jest winny sam w sobie. Marksistowska przebudowa społeczeństw i inżynieria społeczna posuwały się tak sprawnie i bez oporów, że elity posłuchały Klausa Schwaba i postanowiły przyspieszyć rewolucję. Mechanizmami, które miały to przyśpieszyć, były covid, kult globalnego ocieplenia i wojna na Ukrainie. Wszystko jednak poszło nie tak.

Przede wszystkim, o czym już wiedzieli Lenin, Trocki i reszta bolszewików, aby rewolucja mogła zakończyć się sukcesem, musi być przeprowadzona we wszystkich krajach, tak żeby społeczeństwa nie mogły zauważyć różnic w standardzie życia. Jeśli tego warunku się nie spełni, rewolucję czeka nieuchronny upadek.


Niestety z Nowego Porządku Świata wyłamała się najpierw Azja z Chinami na czele, a następnie USA po dojściu Trumpa do władzy. Unia Europejska znalazła się z ręką w nocniku. Właściwie wygląda na to, że Chiny z Rosją, przy pomocy korupcji jak i preferowania bezdennej głupoty wystawiły eurokratów.


Teraz gdy zaczyna się wszystko walić, a rządy zaczynają tracić kontrolę nad społeczeństwami, powoli pojawia się już tylko jedno wyjście - wojna. Bo wojna - jak mawiał Morawiecki - zmienia perspektywę. Na razie jeszcze mamy dwie wizje, ci co tym wszystkim kierują, próbują uratować gospodarki zbrojeniami. Oczywiście nie wszystkie, a francuską i niemiecką. Problem w tym, że zbrojenia mogłyby coś poprawić jedynie w jednej sytuacji. Gdyby produkowane uzbrojenie było eksportowane. Czyli czołgi, rakiety, byłyby zwykłym produktem. Jednak europejska broń nie ma szans się przebić na rynkach, jest przestarzała i za droga. Nie ma szansy przebić się w konkurencji z amerykańską, izraelską, chińską a obecnie nawet z rosyjską. Prosty przykład, widzieliście na żywo najnowsze niemieckie bojowe wozy piechoty, czyli Pumy? Przecież one ważą tyle co Tygrysy w II wojnie światowej, wielkie, ciężkie, łatwe do trafienia. A nasze Rosomaki? Co gorsza, Europa nawet gdyby chciała nie jest w stanie niczego poprawić, bo po pierwsze doprowadziła do deindustrializacji, czyli nie ma mocy produkcyjnych, po drugie, zdewastowała edukację, politolodzy i kulturoznawcy, nawet wam śrubki nie przykręcą bo nie potrafią, a trzy straciła potencjał technologiczny, macie cokolwiek w domu, poza czajnikiem, co jest pochodną europejskiej myśli technicznej?

Jeśli więc nie można produktów sprzedać, trzeba je sfinansować samodzielnie. Ponieważ chodzi o ratowanie gospodarek tylko dwóch krajów, więc póki co zaczyna się drenowanie kolonii, takich jak Polska. Daje im się kredyt na zakup swoich towarów. Na dłuższą metę to nie rozwiąże problemów, gdyż bantustany szybko zaczną bankrutować.

Wyjściem wtedy będzie jedynie wojna. Nie jakaś tam III wojna światowa, ale taka ograniczona, lokalna, właściwie kolonialna. Ukraina jest idealna. Problem w tym, że kończą się Ukraińcy, więc trzeba będzie przejść do kolejnego etapu eskalacji.

Pierwszym byli finansowanie, drugim doradcy wojskowi, trzecim ochotnicy, ostatni etap to bezpośrednie wejście do wojny.

Mechanizm zawsze taki sam, od Rewolucji Amerykańskiej, I i II wojnę światową, przez wojnę w Wietnamie i Afganistanie do obecnej wojny na Ukrainie.


I to jest właśnie ta druga wizja, która jest mokrym snem ainteligentnych ameb, niestety w dużej mierze w generalskich mundurach.


I w tym miejscu pojawia się coś czego nie jestem w stanie zrozumieć.

Każdy kraj szykując się do wojny robi wszystko aby wzmocnić armię. Nieważne jaka panuje ideologia, armia była rzeczą świętą. Nikt nie miał prawa jej ruszać.

Pamiętacie Niemcy za Hitlera? Gdy Rhom i SA próbowali kontynuować rewolucję i wziąć się za Reichswehrę, Hitler szybko zrobił z nimi porządek.

Sowiety za Stalina. Cały kraj został zrujnowany aby stworzyć nowoczesną armię. A później za Chruszczowa i Breżniewa? Wszystko się rozsypywało, poza kompleksem militarnym.

A Chiny za Mao? Kiedy nastąpił koniec Rewolucji Kulturalnej? Wtedy kiedy Hunwejbini próbowali w jej tryby wkręcić armię. Mao skończył rewolucję, a smarkaci, czerwoni bandyci stali się nawozem historii.

W żadnym kraju, szczególnie o marksistowskiej proweniencji, szykując się na wojnę, nigdy nie dopuszczono do rozkładu armii. Co więcej, armii była podporządkowana edukacja i wychowanie.


Ale to co się teraz dzieje w Eurokomunie jest zaskakujące.

Do armii wprowadza się tęczową rewolucję. Europa szykując się na wojnę rozkłada własne armie. Zamiast żołnierzy mamy pride parady. Dodatkowo młodzi Europejczycy nie są gotowi na jakąkolwiek wojnę, nie są gotowi do wyrzeczeń. Trzy dekady neomarksistowkich rządów dokonały mentalnej kastracji całego pokolenia. Młodzi Polacy, Niemcy, Francuzi, Szwedzi, Włosi to nie Ukraińcy, Rosjanie. Nie są gotowi na poświęcenie, na oddanie życia, na ból. W przypadku wojny rozsypią się w bardzo krótkim czasie.

Potencjalnym rekrutom od przedszkola wbija się do głów roszczeniowość, brak obowiązków, coraz więcej z nich ma problemy psychiczne. Serio ktoś uważa, że ci ludzie będą w stanie iść na front i gnić w okopach?

Dlatego nie jestem w stanie tego zrozumieć, z jednej strony Europa chce wojny, a z drugiej sama się rozbraja.



Komentarze


Kontakt

Thanks for submitting!

© 2023 by Train of Thoughts. Proudly created with Wix.com

bottom of page