Gdy samodzielne myślenie przeraża. Horror statystycznego Polaka.
- 23 kwi
- 3 minut(y) czytania
Polacy jako naród do tej pory nie stworzyli prawdziwych elit. Nasze elity zostały wymordowane podczas II wojny światowej. Na terenach wcielonych do III Rzeszy było to skutkiem działania Einsatzgruppen w oparciu o wcześniej przygotowaną Sonderfahndungsbuch Polen. W Generalnym Gubernatorstwie były to Intelligentzaktion, Akcja A-B. Do wymordowania reszty cudem ocalałej elity przyczyniło się dowództwo AK, wywołując Powstanie Warszawskie i wysyłając polskie dzieci i młodzież z gołymi rękami na niemieckie bunkry.
Na Wschodzie i Kresach, elitę wyeliminowało NKWD z pomocą miejscowych Żydów zaciągających się masowo do NKWD i sowieckiego aparatu administracyjnego. Przyczynili się do tego rownież Ukraińcy mordujący Polaków już w 1939 roku, a następnie początkowo współpracujący z Sowietami, później z Niemcami, a ostatecznie samodzielnie wyrzynający ludność polską w ramach ludobójstwa przeprowadzanego przez UPA.
Na Litwie polską elitę eksterminowali Litwini.
To co cudem ocalało, zostało już po wojnie dorżnięte przez aparat UB i morderców w sądach, dziwnym trafem o żydowskim pochodzeniu.
I o ile już podczas II wojny światowej, jak pisze Hannah Arendt, Niemcy szacowali, że ocalało jedynie około 5% polskiej inteligencji, to po wojnie z tych niedobitków ocalały pojedyncze osoby.
Powstała próżnia, a ponieważ natura próżni nie lubi, więc została ona wypełniona w miarę szybko, nową tzw elitą, pochodzącą z awansu społecznego, co przyspieszono dzięki polskiemu odpowiednikowi amerykańskiej akcji afirmacyjnej, w ramach którego uczniom pochodzenia robotniczo-chłopskiego, przyznawano specjalne punkty za pochodzenie, aby im ułatwić dostanie się na studia. System ten funkcjonował, o czym się nie mówi, aż do upadku komunizmu w Polsce.
Skutkiem tych działań do dzisiaj nie mamy prawdziwych elit, a wykształcenie często sprowadzane jest nie do prawdziwej wiedzy a do tytułu magistra. A ponieważ, co szósty polski magister w życiu nie przeczytał ani jednej dobrej książki, to mamy wysyp funkcjonalnych analfabetów z wyższym wykształceniem.
Jeśli mamy tak mierne elity, czegóż możemy się spodziewać, po grupach z niższym wykształceniem.
Najlepiej obrazuje to stan czytelnictwa.
59% Polaków w ogóle nie czyta książek, dla porównania w Izraelu takich osób jest 29%.
Regularnie książki w Polsce czyta 7% dorosłych, w Izraelu to 50-55%.
Codziennie książki w Polsce czyta 3-5%, w Izraelu to 21%
30-40% Polaków z wyższym wykształceniem, w ogóle nie czyta książek.
W przypadku średniego to 50-60%, zawodowego to 65-75%, a podstawowego 75-85%.
Już nie będę wspominał o jakości czytanych książek.
W przypadku wykształcenia podstawowego, zawodowego, średniego czytelnictwo sprowadza się do jednej książki rocznie. W przypadku magistrów to od 3 do 7 książek rocznie.
Tylko 7% Polaków czyta 7 lub więcej książek rocznie.
W Izraelu w przypadku wykształcenia wyższego to 5-10 książek, średniego 2-5.
Jak widać jesteśmy narodem funkcjonalnych analfabetów. Statystyczny Polak nie ma żadnej większej wiedzy, świat w którym operuje to świat sloganów, komunałów i zasłyszanego przekazu. Nie czytając książek, nie posiadając wiedzy, próbuje się w otaczającym go świecie odnaleźć.
Świecie dynamicznym, wymagającym określenia się, świecie w którym jesteśmy przez władze i różnego rodzaju lobby bombardowani nieustannie zmanipulowanym przekazem.
I ta sytuacja jest jest dla niego prawdziwą otchłanią.
Powoduje, że największe przerażenie u statystycznego Polaka budzi konieczność samodzielnego myślenia, wyciągania wniosków, podejmowania własnych decyzji. Polacy boją się jak ognia złożonych decyzji, uwielbiają proste myślenie zero jedynkowe, czarny - biały, zły - dobry, lewica - skrajna prawica, dobra Ukraina - zła Rosja itd. A ponieważ nie mają realnej wiedzy mają słabość do oceny w kategoriach moralnych. Umyka im cała złożoność pędzącego świata.
Idąc dalej, ponieważ nie czytają mają ubogi zakres pojęć i słownictwa, a to rzutuje na miałkość intelektualną, i sorry tego nie poprawi czytanie kryminałów, romansideł i erotyków.
Tłumaczy to również zachowania i wybory polityczne Polaków. Ich trybalizm i niemal plemienne więzi, który wytwarzają. Wyjaśnia to również kompletny brak opinii publicznej w Polsce, zamiast której mamy quasi sekty polityczne.
Statystyczny Polak jest przerażony na myśl, że będzie musiał poznać różne punkty widzenia i samodzielnie podjąć decyzję. Dlatego woli poczekać, aż zostanie mu ona podana w TV, gdzie dowie się bez większego wysiłku co dzisiaj jest dobre a co złe, kogo ma dzisiaj kochać a kogo nienawidzieć, co dzisiaj jest zdrowe a co niezdrowe.
Statystyczny Polak kocha, gdy ktoś myśli za niego.





Komentarze