Hanys na równiku - czyli Indonezja jak zawsze subiektywnie. Nacjonalizm.
- 3 kwi
- 3 minut(y) czytania
Dla każdego kto udaje się do Azji i nie próbuje na siłę nie widzieć rzeczywistości, bardzo szybko staje się oczywistym, iż każdy kraj azjatycki jest skrajnie nacjonalistyczny. Indonezja nie dosyć, że nie odbiega od tego schematu to dodatkowo jest jego sztandarowym przykładem.
Indonezja jest czwartym krajem na świecie pod względem liczby ludności, po Indiach, Chinach, USA. Ludność Indonezji przebiła już 280 i niedługo ma osiągnąć 300 milionów, co raczej będzie wcześniej niż później zważając na liczbę dzieci na ulicach. Co więcej nie ma czegoś takiego jak naród indonezyjski, Indonezję bowiem zamieszkuje ponad 200 narodów mówiących ponad 700 lokalnymi językami. Jak różne są te języki można przekonać się dopiero na miejscu, gdy okazuje się, że Indonezyjczycy nawet w obrębie jednej wyspy bardzo często kompletnie nie rozumieją co mówią ich sąsiedzi należący do innego ludu. Podobną sytuację zresztą można zaobserwować również w Chinach, a przede wszystkim w Indiach.
Po odzyskaniu niepodległości Indonezja stanęła przed poważnym problem, jak zintegrować te wszystkie różniące się ludy ze sobą a jednocześnie nie być posądzonym o dominację największego z nich, czyli Jawajczyków. Dlatego jako język urzędowy wybrano sztucznie stworzony język na bazie języka malajskiego, czyli bahasa. Uniknięto przez to możliwych separatyzmów, oczywiście nie wszystkich, wynikających z posądzenia, że Indonezja to po prostu państwo Jawajczyków. Obecnie niemal wszyscy Indonezyjczycy operują dwoma językami, urzędowym i swoim rdzennie narodowym.
Żeby jednak zintegrować tak wielki kraj potrzeba czegoś więcej niż tylko język i tym czymś jest nacjonalizm. Z tego co zauważyłem jeżdżąc po Azji, nacjonalizm azjatycki różni się od tego co znamy w Europie, a najbliżej mu do systemu istniejącego w Polsce przedrozbiorowej. Skutkiem tego jest brak narodowego szowinizmu ale silnie wyczuwalne poczucie odrębności od innych.
Do Indonezji przejechaliśmy na kilka dni przed 80 rocznicą uzyskania niepodległości, dlatego mogłem sobie porównać to z naszą całkiem niedawno obchodzoną setną rocznicą odzyskania niepodległości. I niestety muszę przyznać, że o ile nasze święto skupiało się jak zwykle do przewalania góry pieniędzy na bezsensowne i nic nie mające wnieść projekty internetowe, wyprodukowane z dykty ławki, które dawno już zgniły, to zarówno władzom jak i samym Indonezyjczykom udało się stworzyć coś wielkiego, wpływającego na ogół społeczeństwa.
Przede wszystkim przez te kilka dni w każdej miejscowości, w której byliśmy trwały ogromne próby generalne, próby w których brało udział wojsko, policja, szkoły, miejscowe władze a nawet ludność. Próbom towarzyszyły przemarsze, defilady, przemowy, wiązanki kwiatów, personifikacje symboli narodowych, wojsko z bronią i policja.
Każde miasto, każda miejscowość ma udekorowane przez całą swoją długość główne drogi stojącymi sztandarami państwa jak i lokalnych prowincji. We wszyskich miastach stoją gigantyczne monumenty bohaterów narodowych. Każdy z nich otaczany jest kultem, a jego działania obrastają w legendy, których nikt nie poważy się podważać lub krytykować. Ci bohaterzy pochodzą z różnych okresów historycznych, od średniowiecza po II wojnę światową.
Gdy byliśmy na lotnisku, w pewnej chwili wszyscy stanęli na baczność a przez głośniki popłynął jak się okazało, hymn państwowy, gdy zapytałem z jakiej to okazji, dowiedziałem się, że nie ma okazji a hymn po prostu zawsze puszczany jest o tej godzinie.
Idąc na mieście, co rusz się potyka o kolejne symbole związane z Indonezją jako wywalczonym państwem. Jak w każdym kraju azjatyckim, armia cieszy się ogromnym prestiżem i szacunkiem społecznym.
Nacjonalizm azjatycki nie zakłada pogardy w stosunku do innych nacji, jego istotą jest określenie podziału i wyznaczenie wyraźnej, jasno widocznej granicy pomiędzy „nami”, a „nimi”. Jego celem nie jest jednoczenie na bazie strachu i nienawiści, lecz na bazie jedności i wspólnoty.
Jest to tak różne od tego kremówkowego patriotyzmu, który próbuje się zaszczepić na terenie Europy, a mającego w swej istocie zlikwidować wszelki nacjonalizm a zamienić go w jakąś formę kosmopolityzmu paneuropejskiego. W Azji takie podejście jest nie do pomyślenia. Nikt zdrowy na umyśle nawet nie spróbowałby obok flagi państwowej postawić flagę innego organizmu państwowego jak np. Unia Europejska, bo oznaczałoby to koniec jego kariery. Dlatego w Azji Południowo Wschodniej ASEAN jest skupiony jedynie na likwidacji barier gospodarczych a nie budowie jakiegoś neosowieckiego superpaństwa.
Z tego co zauważyłem Azjaci są dumni ze swoich państw, dumni ze swojej armii, dumni ze swoich zwycięstw i podbojów, nikomu z nich nawet przez myśl by nie przeszło aby za cokolwiek przepraszać lub mieć jakieś wyrzuty sumienia. Są życzliwi stosunku na obcych, uśmiechają się, lubią robić sobie z nami zdjęcia, lecz w gruncie rzeczy są pewni, że przyszłość należy do nich i do Azji.





Komentarze