Hanys na równiku, czyli Indonezja jak zawsze subiektywnie. Pogrzeby Torajów. Połączenie chrześcijaństwa z krwawymi ofiarami.
- 5 kwi
- 3 minut(y) czytania
Ponieważ pogrzeby Torajów trwają do pięciu dni wzięliśmy udział w dwóch różnych. W jednym byliśmy na pierwszych dwóch dniach, a na drugim wzięliśmy udział w ostatnim dniu ceremonii. Póżniej niestety musieliśmy lecieć do Makassar.
Należy pamiętać, iż pogrzeby wyglądają drastycznie, dlatego nie są przeznaczone dla każdego Europejczyka. Trzeba mieć naprawdę dużą odpornośc psychiczną aby brać w nich udział.
Mimo, iż Torajowie są od pokoleń chrześcijanami - protestantami lub katolikami - ich pogrzeby mają niewiele wspólnego z chrześcijaństwem.
Ich istotnym elementem jest zabijanie bawołów. Torajowie wierzą, że zabite bawoły pomagają duszy zmarłego dostać się do Krainy Zmarłych, a obecnie do Nieba. Im więcej bawołów zostanie zabitych tym szybciej dusza zmarłego zostanie przeniesiona. Bawoły są najcenniejszymi zwierzętami na Sulawesi, ich cena zależy od barwy. Im bielsze tym droższe, białe bawoły dochodzą do kilku tysięcy dolarów, i to w świecie, w którym miesięczna pensja rzadko kiedy przekracza sto dolarów.
Z tego powodu pogrzeby są bardzo drogie, i zmarli często muszą na niego czekać wiele miesięcy a nawet lat.
Gdy przyjechaliśmy zaskoczyły mnie masy ludzi podążających na pogrzeb. Przed wejściem był namiot gdzie najpierw wszyscy goście musieli się zarejestrować. Każdy został skierowany do odpowiednio ponumerowanego boksu. Boksy były rozmieszczone w kwadracie dookoła placu przed domem zmarłego. Najbliższa rodzina siedziała w specjalnym pawilonie, przed którym w kolejnych dniach pastor odprawiał chrześcijańskie nabożeństwo.
Cała ceremonia była prowadzona przez zawodowego spikera.
Już przed ulokowaniem nas w boksie byłem zaskoczony liczbą wnoszonych żywych świń, które były układane przy boksach. My byliśmy na obydwu pogrzebach traktowani jak zaproszeni goście.
Sama uroczystość w pierwszych dniach składa się z procesji, śpiewu i tańca tradycyjnie ubranych mężczyzn. W pierwszym dniu trumna ze zmarłym przenoszona jest z domu do wysokiej drewnianej altany. Nie jest to łatwe zadanie, gdyż ciężką trumnę trzeba znieść i wnieść po stopniach z wielkich belek. W pewnej chwili zauważyłem, że gdzieś wynoszą zawieszone na tyczkach, za nogi, świnie. Włączyłem aparat i poszedłem za nimi na plac za kręgiem boksów. Świnie kładziono na ziemi, a następnie zabijano przez wbicie cienkiego noża w serca i czekając aż się wykrwawią. Następnie je opalano i ćwiartowano. Kawały mięsa leżały na wielkich zielonych liściach.
Dzień zakończyło zabicie dwóch bawołów.
Zabito je w tradycyjny sposób.
Najpierw są krepowane i przywiązywane do wbitych w ziemię pali, a następnie jednym ruchem podcina im się gardło. Niesamowicie drastyczny widok. Bawoły probują stać na nogach, a w tym czasie krew im sika z rozciętych gardeł strumieniem. Po chwili się kładą. Widać jak zamykają się ich wielkie czarne oczy.
W drugim dniu zostaliśmy zaproszeni na obiad, na koniec uroczystości.
Na drugim pogrzebie byliśmy na zakończeniu.
Zostaliśmy ulokowani w boksie razem z innymi, miejscowymi gośćmi. Dostaliśmy jedzenie. Biały ryż, ugotowane mięso bawola zabitego dzień wcześniej i piwo, lub herbatę. Jako jedyny z Polaków zjadłem mięso bawoła. Dosyć twarde, trochę żylaste, co naturalne podobne w smaku do wołowego.
W ostatnim dniu, na placu znajdowały się już kałuże z wody pomieszanej z błotem i krwią. Po kilku dniach zabijania bawołów czuć było odór śmierci i krwi. Ja jestem odporny, jednak wielu ludzi nosiło maseczki, aby go zablokować. Na ziemi leżały poukładane rogi zabitych bawołów na tym pogrzebie. Doliczyłem się kilkunastu.
Po nabożeństwie, które prowadziła pastorka, nastąpiło pożegnanie zmarłego przez członka rodziny, a następnie zaczęto znosić z góry trumnę. Gdy już była na dole zaczęto nią podrzucać. Celem tego na pozór dziwnego obyczaju jest wybudzenie zmarłego aby jak najszybciej udał się w drogę do nieba.
Następnie podjechały auta, na które załadowano najpierw trumnę, a pózniej jak sarkofag miniaturę dachu tradycyjnego domu Torajów.
To był właściwie koniec kilkudniowego pogrzebu. Rodzina zaczęła dziękować za przybycie gościom. Powiem szczerze wzruszyłem się, gdy również mnie podziękowali. Poczułem się jakbym był członkiem tej rodziny.
Następnie auto z trumną oraz goście swoimi autami lub motocyklami pojechali na cmentarz.
Kilkudniowy pogrzeb Torajów jest niewiarygodny.
Nie jest to uroczystość dla każdego.
Krwawe ofiary ze świń, a przede wszystkim zabijane bawoły, i lejąca się strumieniami krew robią wstrząsające wrażenie.
Jednocześnie jest to wielka uroczystość, kilkuset gości, rodzina, procesje, śpiewy, tradycyjne tańce robią niesamowite wrażenie.
Wstrząsające jest również połączenie pogańskich zwyczajów z chrześcijaństwem. Jest to coś czego nie potrafię zrozumieć. Tu animizm, tu chrześcijaństwo. Tu Jezus, a tu zabijane bawoły unoszące duszę do nieba.
Pogrzeb Torajów, to wydarzenie którego nie jesteście w stanie zapomnieć do końca życia.





Komentarze