top of page

Hanys na równiku, czyli Indonezja jak zawsze subiektywnie. Nomadzi Bajo i etap drugi.

  • 3 kwi
  • 3 minut(y) czytania

Przebywając na wyspach Togian i płynąc na łódkach, z oddali mijaliśmy wioski nomadów Bajo. Do kilku z nich zawinęliśmy aby zebrać materiały na fotoreportaż.

Nomadzi Bajo, nazywani również Cyganami Bajo (Bajau), do niedawna jeszcze byli zupełnymi koczownikami, mieszkającymi jedynie na łodziach i zmieniającymi często miejsce zakotwiczenia. Od lat jednak, rząd indonezyjski chcąc w pełni kontrolować ludność zmusił ich do osiedlenia się na lądzie i stałego miejsca zamieszkania.


Chodząc po ich wioskach szybko można zauważyć, że mimo ogólnej biedy spowodowanej brakiem jakiejkolwiek możliwości zatrudnienia poza połowem ryb, jedne z nich są czyste natomiast inne poza frontem domów czystością nie grzeszą. W sumie nie mam pojęcia od czego to zależy. Wszystkie składają się z domów położonych na palach. Łączy je jednak pełna otwartość na przybyszy i ogromna życzliwość. Chodząc po ich przeważnie jednej głównej ulicy zaraz każdego z nas otaczały dzieci, które szły cały czas obok nas. Początkowo byłem zdziwiony i szczerze powiedziawszy miałem nadzieję, że im się znudzi i zostawią mnie samego. W sumie nie przeszkadzają w niczym, po prostu po iluś zdjęciach idą spokojnie obok nawet nic nie mówiąc. Po chwili jednak doceniłem to, że szły obok mnie ponieważ prowadziły mnie w różne miejsca, do których sam bym nie dotarł i wskazywały miejsca i ludzi, którym mogłem robić zdjęcia.


Co ważne, przez cały pobyt i to w różnych miejscach, nikt, nigdy do mnie nie wyciągał ręki po pieniądze i nie próbował ani żebrać ani wymuszać jakichś pieniędzy. Nigdzie i nigdy. Dałem to dałem, wtedy byli szczęśliwi, gdybym nie dał również nie byłoby problemu. Czasami mi się myliły nominały i dawałem zbyt niski napiwek, gdy to spostrzegałem wracałem i dawałem większy, jednak nawet gdy dałem za niski, jedyne co widziałem to uprzejmy uśmiech.


Podczas pobytu w jednej wsi spotkała nas ulewa, szybko stanęliśmy pod jakąś wiatą. Po chwili podszedł do nas miejscowy facet i zaprosił nas do siebie do domu. To są naprawdę biedni ludzie, w domach praktycznie nie mają żadnych mebli. Usadowił nas na tarasie. Po chwili jego żona przyniosła mocną i bardzo słodką kawę. W całej Indonezji rzadko kto pije herbatę, praktycznie wszędzie pije się kawę parzoną w różny sposób, z ekspresu, po turecku (tu po indonezyjsku), po wietnamsku, american i wersje słodkie z mlekiem.


Po dotarciu promem do Ampany, przejechaliśmy na lotnisko i przelecieliśmy na południe wyspy do Makassar, z którego następnie przejechaliśmy do przepięknych domków umiejscowionych w hotelu na palach.


W Rammang Rammang przebywaliśmy dwie noce. Rano gdy wstaliśmy doceniłem urok tego miejsca. Domki były połączone ze sobą drewnianymi pomostami wybudowanymi na palach. Dookoła nas pojawiły się pola ryżowe, trzeba przyznać, że mają niesamowity urok, a dookoła nas górowały krasowe góry. Do samego hotelu docierało się poprzez kanał na łódkach. Na drugi dzień popłynęliśmy do przepięknej wioski, będącej jakby zachowanym modelem tradycyjnej wsi, czyli Leang Leang. Ryżowiska, palmy kokosowe, urokliwe domki, droga po pomostach a dookoła górujące niesamowite góry tworzyły przepiękne widoki.

Podczas powrotu zatrzymaliśmy się aby zobaczyć wylot nietoperzy.


Stanęliśmy łodziami tuż pod górującymi wysoko nad nami otworami wielkich jaskiń. Na niebie unosiły się dziesiątki orłów czekających na żer. Słońce powoli zaczęło zachodzić. I wtedy zaczęły wylatywać. Ogromne chmary małych nietoperzy. Ogromne. Wyglądały jak roje pszczół. Orły zaczęły polować. Nietoperzy wylatywało coraz więcej i więcej. Orły stopniowo zaczęły znikać najedzone łatwą zdobyczą, a nietoperze płynęły ciągłym strumieniem. Po chwili zaczęły się pojawiać nad rzeką obok nas, zaczęło się robić ciemno, więc powoli zaczęliśmy wracać do hotelu.


Rano dotarciu do przystani wsiedliśmy do busa i skierowaliśmy się do Segeri gdzie mieliśmy spotkać reprezentujących piątą płeć szamanów Bissu.



Komentarze


Kontakt

Thanks for submitting!

© 2023 by Train of Thoughts. Proudly created with Wix.com

bottom of page