Indie comeback - zapiski z podróży. Ludzie, czyli system kastowy współcześnie.
- 26 lut
- 7 minut(y) czytania
To moja druga wyprawa do Indii. Tym razem objechaliśmy samo serce tego państwa. Zaczęliśmy i zakończyliśmy w tym samym miejscu, czyli w Delhi.
Od czego zacząć moją opowieść…?
Może od najważniejszej rzeczy, Indie nie są dla każdego. Wiem, wiem, gdy słyszycie Indie, macie przed oczami Taj Mahal i niemal bajkowy świat. Niestety nie da się oderwać Taj Mahal od rdzenia tego gigantycznego państwa, a rdzeniem jest społeczeństwo.
Poprzednio gdy tu byłem pisałem:
„Ktoś kiedyś powiedział, że Indie odrzucają, że gdy się pozna ich rzeczywistość nikt nie chce do nich wrócić. Muszę powiedzieć, że coś w tym jest. Osobiście lubię orientalne miasta, ich tłok, hałas, harmider. Gdy tam jestem czuję życie. Nasze miasta przypominają starców, na Wschodzie czuć płynącą życiodajną krew. Ale Delhi jest inne. Indie są inne.
To nie tylko życiodajna krew, to w wielu przypadkach ropiejąca gangrena.
Z jednej strony mamy olbrzymi port lotniczy imienia Indiry Gandhi, mamy wybudowane w błyskawiczny sposób dziesięcioliniowe luksusowe metro. Czyste, nowoczesne, pokrywające gęstą siecią zarówno same Delhi jak i cały olbrzymi region graniczący z miastem. Z drugiej mamy niewiarygodny smród, biedę, śpiące na ulicach całe rodziny, masy żebrzących dzieci wysyłanych przez swych ojców na żebry. W żadnym, ale to w żadnym innym państwie, a zwiedziłem ich całkiem sporo, nie widziałem czegoś takiego. W Indiach odrzuca wiele rzeczy, odrzuca mentalność ludzi, obojętność już nie nawet na śmieci, lecz na wszechobecny syf, odrzuca smród moczu przy targowych ulicach, odrzuca klimat, ciężki, monsunowy z odczuwalnymi temperaturami w okolicach 40 stopni i z masakryczną wilgotnością. Odrzuca również podłe wykorzystywanie ludzi.”
Wtedy przybyłem do Delhi po niemal trzytygodniowym trekingu w Ladakhu zamieszkanym przede wszystkim przez Ladakhijczyków i ich kuzynów Tybetańczyków, więc mentalność Hindusów mnie odrzuciła. Tym razem jednak przyjechałem bezpośrednio do Delhi i dokładnie wiedziałem czego mam się spodziewać, dlatego z pewną obojętnością patrzyłem na to, co mnie otacza.
Przede wszystkim mentalność Hindusów, co zresztą potwierdzają sami Hindusi. To kraj o kilkutysiącletniej ciągłości kulturowej. Oni, Chińczycy, Żydzi byli dawno przed nami, i wszyscy oni zachowują swoją odrębność. W Indiach nic się nie zmienia, i mówią to sami Hindusi. Ich mentalność jest bez zmian. Kiedyś jedli na liściach, pakowali w liście i te liście wyrzucali pod nogi, gdzie póżniej gniły albo były zjadane przez krowy i kozy, potem pili z glinianych kubków, i te kubki wyrzucali, te się tłukły a skorupy zamieniały się w proszek. Teraz jednak jedzą, pakują, piją z plastykowych rzeczy, i te rzeczy nadal wyrzucają tam gdzie stoją, prosto pod nogi. Ale one się już nie rozkładają, nie gniją, skutkiem tego Indie toną w śmieciach, w górach śmieci. Zmieniła się technologia ale nie zmieniła się mentalność. Absurdem w tym miejscu jest stosowanie ekowynalazków. Gdy kupiłem Colę poprosiłem o słomkę, szczęka mi opadła gdy zobaczyłem, że dostałem słomkę Eco, papierową, wziąłem ją, popatrzyłem na walający się dookoła plastykowy syf i cóż.. siadłem do stolika, ważne że plastykowa słomką żadnego biednego żółwia nie zamorduję w atolu na Taihi
Dla Hindusa ważne jest to, aby utrzymać porządek w domu, ale tylko w domu. Skutkiem tego jest to, że o ile w domu ma czysto, to już za progiem całkowity syf kompletnie go nie interesuje ani nie wzrusza. Dlatego absurdem jest oczekiwanie od nich zmiany mentalności po przybyciu do Europy. To nie oni się zmienią, lecz Europę zmienią w taki sam śmietnik jak Main Bazar w Delhi. I nie ma w tym żadnej złośliwości lecz proste stwierdzenie faktu.
Kolejna rzecz, którą zauważyłem, to podobne jak wśród Arabów i Chińczyków traktowanie ustnej umowy. Nie wiem jak w samych Chinach, ale ogólnie w Azji zanim cokolwiek się zrobi trzeba dokładnie ustalić cenę, potwierdzić warunki aby były jasne i zrozumiałe dla obydwu stron i dopiero wtedy np. jechać. Nigdy mi się nie zdarzyły żadne problemy, a natomiast słyszałem od innych, że byli oszukiwani. Nie. Po prostu my nie traktujemy umowy słownej poważnie, oni tak. Jeśli określicie warunki to oni się ich trzymają, jeśli wejdziecie na pałę i ich uśmiech traktujecie jako odznakę przyjaźni, to sami się prosicie o problemy. Uśmiech nie jest odznaką sympatii lecz częścią dealu, który właśnie ubijacie. To jest rzecz, której Polacy nijak nie mogą nigdzie ogarnąć, uważając że jak ktoś się do nich uśmiecha, to zaraz musi wykazywać niewiarygodnie przyjazne uczucia.
To co mnie zaskoczyło, to brak jakiejkolwiek więzi pomiędzy nimi w kwestiach finansowych. Hindus, Hindusowi nie da zarobić. Przykład jedziemy na lotnisko w Ghajuraho. Potrzebne są trzy auta. Nasz gospodarz ma jedno auto i jednego tuk tuka, dlatego nie załatwił trzeciego. Wolał jechać na złamanie karku, dostać opieprz od pilota, ryzykować że nam się lot posypie, ale nie było opcji, żeby wypuścić deal z łapy. Swoją drogą, za gościa byście nie dali pięciu groszy, bo tak biednie wyglądał, tymczasem w garażu ten biedny człowiek miał nówkę Volvo za 400 tysięcy przykryte plandeką aby się nie kurzyło.
I teraz najważniejsza rzecz, którą trzeba zrozumieć. System kastowy.
Kasty zostały zakazane w 1950 roku i system teoretycznie przestał istnieć. Bzdura, system ten istnieje cały czas. Na wsi jest szczególnie rozpoznawalny, ponieważ każda kasta ma inny kolor domu. Najniższa kasta ma domy pomalowane na biało, z wejściem zawsze poniżej poziomu gruntu i niskimi futrynami, mającymi jej przypominać o niskiej pozycji społecznej. Poza systemem kastowym są muzułmanie.
W ramach systemu są cztery różne grupy Kast - Warn:
Najwyższa to Bramini: Kapłani, nauczyciele. Istotne jest to, że rodzaj kasty nie określa stricte zawodu, lecz miejsce na drabinie społecznej, choć na zawód i majętność to oczywiście rzutuje.
Druga kasta to Kszatrijowie: Władcy, wojownicy.
Trzecią kastą są Wajśjowie: Kupcy, rolnicy, właściciele ziemscy.
Ostatnią kastą są Śudrowie: Służący, robotnicy.
Poza systemem kastowym są Dalici (Niedotykalni) no i oczywiście muzułmanie.
Mimo, iż nie ma zakazu małżeństw pomiędzy kastami, to są one bardzo rzadkie. Z prostego powodu, dzieci z takiego małżeństwa lądują w niższej kaście ojca lub matki. Krótko mówiąc następuje nie awans a degradacja społeczna, co prowadzi do zablokowania mieszanych małżeństw.
To jest bardzo istotne, ponieważ kasty nadal decydują o wszystkim, jeśli jesteście braminem, to pochodzicie z bogatszej rodziny, dzięki temu stać was na lepsze wykształcenie, dzięki któremu zostajecie lekarzem, politykiem, prawnikiem i zarabiacie dużo pieniędzy, co z kolei ułatwia start waszym dzieciom.
I odwrotnie. Jeśli jesteście z niskiej kasty, nie macie wykształcenia, więc zarabiacie mało, ponieważ klepiecie biedę wasze dzieci albo są analfabetami, albo dostają jedynie podstawowe wykształcenie, w wyniku czego dostają niskie wynagrodzenie.
Ten system w gruncie rzeczy uniemożliwia przeprowadzenie jakichkolwiek zmian.
Poza systemem są Niedotykalni. Można ich spotkać w miejscach nieznanych turystom, w ogromnych slamsach. Brudnych do granic absurdu, bez wody bieżącej, bez ubikacji, bez prądu, gdzie ludzie żyją jak zwierzęta, gdzie spotyka was wszechobecny nie smród a odór i dziesiątki żebrzących dzieci.
I to jest coś czego ni w ząb nie są w stanie zrozumieć Europejczycy. Dlaczego ci wszyscy ludzie się nie buntują?
To jest ważne, ponieważ w Indiach przez dziesiątki lat rządzili skorumpowani do szpiku kości socjaliści i nie zrobili dla tych ludzi kompletnie nic. Istotna jest skala. Indie to półtora miliarda ludzi, więc dwieście milionów skrajnej biedoty nikogo nie interesuje. Ale najważniejsze jest to, że im wszystkim to pasuje. Oni nie chcą zmian, oni nie chcą pracy. Coś tam sprzedadzą, coś tam wyżebrzą, a ponieważ jest cały czas gorąco, zjeść można dosłownie za grosze, smród i brud im nie przeszkadza, każdy dodatkowy pieniądz przeznaczają na betel i smartfona. To jest wszystko czego im potrzeba, nic więcej nie chcą, a jak się nie słuchają to policja indyjska leje ich metrowymi kijami bambusowymi.
Jest jeszcze coś innego o czym nikt dziwnym trafem nie wspomina. System kastowy jest gigantycznym planem eugenicznym, przypomina w tym miejscu Żydów. Wyobraźcie sobie kilkutysięcznoletni eksperyment naukowy, w którym społeczeństwo podzielone jest na zabetonowane grupy pod względem wykształcenia, inteligencji i zamożności. Ja wiem, że w tym miejscu lewicowe mózgi dostaną udaru, ale jeśli setki pokoleń krzyżują się na zasadzie inteligentni z inteligentnymi, a niewykształcona biedota z niewykształconą biedotą, siłą rzeczy wytworzy wam się orwellowskie społeczeństwo z grupą bardzo inteligentnych ludzi z jednej strony, a grupą mało inteligentnych proli z drugiej. Jeśli nie potraficie zrozumieć dlaczego Indie są obecnie centrum informatycznym a jednocześnie mają 200 milionów żyjących w skrajnej nędzy, dosłownie na ulicach ludzi, nawet nie myślących o jakimś buncie żujących betel, to to jest odpowiedź.
I teraz dochodzi kwestia pomocy. Przede wszystkim, sami Hindusi uważają, że pomoc dla slumsów jest bezsensowna ponieważ do niczego nie prowadzi i nic nie zmienia. Każda pomoc szybko zmieniana jest na używki. Każda rupia, którą dacie szkolonym w żebraniu dzieciom zostanie przez nadzorującego je dorosłego zamieniona na betel. Mało tego, aby zwiększyć dochody z żebractwa, dzieci są specjalnie okaleczane, żeby jako inwalidzi były bardziej dochodowe.
I na koniec dla współczujących zachodnich serc.
Wiecie ilu w Indiach jest miliarderów? Ponad 330. Indie są trzecim krajem na świecie pod względem liczby miliarderów.
A wiecie ilu jest milionerów? W Indiach jest niemal półtora miliona milionerów !!!, oczywiście dolarowych.
Indie są krajem, w którym najszybciej wzrasta poziom bogactwa, z każdym kolejnym rokiem następuje coraz większe rozwarstwienie ludności. I między bajki można włożyć opowieści o awansie społecznym. To zachodnie brednie, o czym mówią sami Hindusi. Jeśli jesteś z bogatej rodziny, to będziesz wykształcony i będziesz dobrze zarabiał, jeśli jesteś z biednej, to będziesz zawsze biedny ponieważ nie będzie stać cię na wykształcenie, a nawet gdybyś je dostał, to i tak nie będziesz w stanie opanować materiału, bo ci nie pozwolą na to deficyty intelektualne.
Myślicie, że bogaci Hindusi uważają, że należy pomóc swoim biednym pobratymcom?
Nie.
Mają na nich wywalone. To jest podobna sytuacja jak w krajach arabskich. Tam nikt nikomu nie pomoga, tylko głupia Europa wpadła na idiotyczny pomysł wspierania całego świata. A ponieważ nie da się pomóc ludziom o liczebności przewyższającej liczbę mieszkańców całej Europy, wynik ostatecznie musi być tylko jeden, stopniowa zamiana Zachodniej Europy w azjatycko-afrykańskie slumsy.
Jeżdżąc po Indiach czeka każdego szok. Z jednej strony nowoczesność, porty lotnicze, pociągi, autostrady, kilkanaście linii metra w Delhi, kolej łącząca Delhi z Portem Lotniczym. Z drugiej strony wszechobecny brud i smród, łażące po ulicach krowy i stada psów srających gdzie popadnie, biegające nad głowami stada makaków. Z jednej strony Taj Mahal, a z drugiej mentalność wywalania śmieci gdzie się da. Jako przykład mogę podać jedną sytuację, jedziemy z Khajuraho, w pewnej chwili na ulicy widać kucająca sobie spokojnie kobietę, która sobie sra, tak po prostu bo jej się zachciało. Nie poszła gdzieś na bok, za krzak, za dom. Nie, zachciało jej się, to po prostu walnęła klocka tam gdzie stała. Kojarzycie te filmiki z europejskich miast? To jest właśnie ta mentalność. Indie mają ogromny potencjał, już w tej chwili są czwartą gospodarką świata, aż do połowy XIX wieku to one wraz z Chinami były największym producentem. Ale mają też poważny problem, problem którego żaden rząd nawet nie próbuje rozwiązać ponieważ tkwi w ich mentalności.





Komentarze