Kościół bez wiernych.
- 11 lut
- 5 minut(y) czytania
Niedawno Metropolita Warszawski, abp Adrian Gałbas żalił się, że w Warszawie do kościołów nie chodzi aż 85% wiernych. Jeśli chodzi o sytuację w całym kraju, to odsetek ten wynosi 70%.
Równie katastrofalna jest sytuacja w przypadku religii, na którą chodzi jedynie 30% uczniów szkół ponadpodstawowych.
Podobna sytuacja odnosi się do kleryków, których liczba z ponad 6000 tysięcy w 2000 roku spadła do niecałych dwóch tysięcy.
Jednak najbardziej katastrofalny spadek widać wśród zakonników, gdzie w zakonach żeńskich liczba powołań spadła od 80 do 90%, a w męskich od 70 do 80%.
Kościół w Polsce umiera, zresztą jak w całej Europie. Już całkiem niedługo wraz ze zastępowalnością pokoleń czeka nas zamykanie kościołów.
Oczywiście można w tym miejscu przytoczyć słowa Jezusa:
„A Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą.”
Ale słowa te wcale nie oznaczają, że Bóg za katolików odwali robotę i Kościół będzie wieczny.
Już Paweł VI z trwogą zauważył:
„Czy jesteśmy bliscy końca? Tego nigdy nie będziemy wiedzieć. Uderza mnie, kiedy rozmyślam nad światem katolickim, że wewnątrz katolicyzmu nieraz zdaje się przeważać myślenie niekatolickie i może się zdarzyć, że ta myśl niekatolicka wewnątrz katolicyzmu jutro stanie się dominująca. Ona jednak nigdy nie będzie myślą Kościoła. Trzeba, aby przetrwała mała trzódka, choćby bardzo mała”.
Być może tą małą trzódką jest Bractwo Św. Piusa X, a być może katolicy w Afryce, nikt tego nie wie. Ważne jednak jest to, że Jezus wcale nie udzielił dożywotniej i nieskończonej gwarancji in blanco na wszelkie posunięcia hierarchów.
A faktem jest, że obecny Kościół Rzymskokatolicki przestał odpowiadać potrzebom ludzi. Ludzie bowiem potrzebują transcendencji, dotyku absolutu. Potrzebują Boga. Potrzebują czegoś stałego, niezmiennych zasad, sacrum.
Niestety obecny przesiąknięty neomodernizmem posoborowy Kościół nic im z tego nie daje.
Modernizm zabija Kościół. Poświęcenie boskiej sprawiedliwości na rzecz modernistycznego miłosierdzia, zgodnie z którym zbawieni będą wszyscy, odrzucenie kary za grzechy w postaci Piekła i stworzenie z Piekła bytu pustego, podcięło wiarę w sąd ostateczny. Wprowadzenie najpierw ekumenizmu a następnie modernistycznej zasady o równości wszystkich religii, łącznie z tymi politeistycznymi, poskutkowało tym, czym musiało, oczywistym wnioskiem w tej sytuacji, Po co wobec tego mi Kościół? Dążenie do budowy synkretycznego masońskiego kościoła powszechnego i wynikającym z tego zatrzymaniem nawracania Żydów i protestantów na katolicyzm połączone z jednoczesną walką kolejnych posoborowych papieży z tradycjonalistami, poskutkowało obumarciem wiary wśród wiernych. Wprowadzenie zasady nieskończonego miłosierdzia, co zbliżyło katolicyzm do luteranizmu i wprowadzeniem zasady „grzesz ile możesz, ale wierz jak najmocniej”, doprowadziło do upadku moralnego katolików. Nowoczesność i bieganie za poklaskiem, szczególnie jezuitów doprowadziło do tego, że katolicy popierają aborcję.
A gdy do tego dołożymy bieżące działania typu dni judaizmu i islamu, angażowanie się w wojnę po stronie Ukrainy, wszechpotężne homolobby, oraz nierozwiązywalne kwestie związane z pedofilią, aferami finansowymi, orgiami homoseksualnymi, w tym tymi w Watykanie za Bergoglio, widać wyraźnie upadek samego Kościoła.
Nie zapomnijmy jeszcze o niezwykłym wspieraniu islamskiej fundamentalistycznej imigracji do Europy, wspieraniu ideologii gender i równie niezwykłym propagowaniem semityzmu.
Obraz upadku uzupełnia wprowadzenie bożka Pachamamy i profanacja Bazyliki św Piotra, dni ekumenizmu w Asyżu za Jana Pawła II, rzucanie gromów na patriotów oraz całkowite wspieranie faszystowskiego sanitaryzmu łącznie ze zamykaniem cmentarzy na Wszystkich Świętych, udziałem jedynie czterech osób w pogrzebach i kolacjach wigilijnych oraz zamknięciem kościołów na Wielkanoc.
A wszystko zamyka jedną wielką klamrą modernistyczna idea, że Kościół, i jego credo muszą się zmieniać wraz z duchem czasu, łącznie z tym, że interpretacja ewangelii również powinna iść z duchem czasu, propagowana przez jak żeby, inaczej najbardziej heretycki zakon, czyli jezuitów.
To wszystko musiało doprowadzić do tego, do czego musiało, katolicy uznali, w sumie zgodnie z nauką modernistów, że kościół w sumie to im do niczego potrzebny nie jest.
Można postawić pytanie jak to możliwe, że hierarchowie wobec tego nic z tym nie robią i nie starają się naprawić sytuacji póki jeszcze jest czas.
Problem w tym, że obecni hierarchowie wykonują dobrą robotę w demontażu Kościoła i budowy nowego neomodernistycznego tworu. Wszystko postępuje zgodnie z planem. Po demontażu Kościoła w Hiszpanii, Portugalii, Francji, Irlandii, Włoszech przyszedł czas na Polskę.
Co prawda Ratzinger jako kardynał zauważył co się dzieje, pisząc:
„Wyznawanie jasno określonej wiary, zgodnej z Credo Kościoła, jest często określane jako fundamentalizm. Natomiast relatywizm, to znaczy poddawanie się każdemu powiewowi nauki, jaki się jako jedyna postawa godna współczesnej epoki. Tworzy się swoista dyktatura relatywizmu, który niczego nie uznaje za ostateczne i jako jedyną miarę rzeczy pozostawia tylko własne ja i jego zachcianki”
Problem w tym, że nic z tym nie zrobił jako papież. Oczywiście nie mam tu na myśli pozornych, nie prowadzących do niczego działań.
Moderniści wykorzystali perfidnie jako broń dogmat nieomylności papieży, zdefiniowany na Soborze Watykańskim.
„Nauczamy i definiujemy jako dogmat objawiony przez Boga, że gdy biskup Rzymski przemawia ex cathedra, to znaczy, gdy wykonując urząd pasterza i nauczyciela wszystkich chrześcijan, na mocy swego najwyższego apostolskiego autorytetu określa naukę dotyczącą wiary lub moralności obowiązującą cały Kościół, dzięki opiece Bożej obiecanej mu w osobie św. Piotra, wyróżnia się tą nieomylnością, w jaką Boski Zbawiciel zechciał wyposażyć swój Kościół dla definiowania nauki wiary lub moralności. Dlatego takie definicje biskupa Rzymu – same z siebie, a nie na mocy zgody Kościoła – są niezmienialne.”
Sobór dodał też anatemę: kto odrzuca tę definicję, ten odrzuca wiarę katolicką.
Problem w tym, że dogmat ten miał na celu danie papieżowi do ręki broń w walce właśnie z modernizmem. Oczywiście stawiał warunek, o którym jakoś dzisiaj się zapomina. Papież jest nieomylny ale pod warunkiem, że strzeże depozytu wiary. Niestety po Soborze Watykańskim II, posoborowi turbopapieże, wykorzystali go do walki przede wszystkim z tradycjonalistami.
Co prawda zarówno Paweł VI jak i Benedykt XVI zrozumieli po czasie co się dzieje, pisząc:
„Gdyby chrześcijaństwo któregoś dnia doszło do stanu, w którym nie byłoby już godne miłości, wówczas dominującą myślą ludzi musiałaby stać się myśl o odrzuceniu go i przeciwstawieniu się mu, a Antychryst rozpocząłby - choćby na krótko - swoje panowanie. Mógłby pod względem moralnym nastąpić koniec wszechrzeczy.” Benedykt XVI encyklika Spe Salvi.
„Coś weszło na świat spoza natury, aby burzyć, aby zdusić owoce Soboru. Muszę wyrazić poczucie, że przez jakąś szczelinę wdarł się do świątyni Boga swąd szatana” - Paweł VI
Jednak obydwaj byli zbyt słabymi ludźmi aby walczyć o powstrzymanie pochód zła w Kościele.
To nie jest tak, że nikt nie widzi co się dzieje. Ojciec Carlo Buzzi Misjonarz Papieskiego Instytutu Misji Zagranicznych na synodzie o rodzinie w 2015 roku powiedział:
„Widzimy, że wszystkie państwa i wielkie organizacje poddane są tajemniczej sile, która dąży do zła.”
Ojciec Livio przestrzegał duchownych:
„Biada sługom Kościoła, jeżeli nie będą umieli przedstawić swoim wiernym religii czystej i szczerej. Duszpasterz - hipokryta nie może prowadzić swego stadka drogą świętości. Niewierny głosiciel nauki podaje swojej trzodzie zatruty pokarm. Biada wspólnotom, które zamiast pasterza mają najemnika i wystawione są tym samym na pastwę drapieżnych wilków.”
„Czuwać mają przede wszystkim słudzy Kościoła, aby szatan ich nie zwabił i nie sprowadził na manowce. Niestety nie jest rzadkością smutny widok księży, którzy pod pretekstem wyjścia ku ludziom zaciemniają, a nawet negują to co w Ewangelii jest niewygodne. Nawet słowa Jezusa są bezczelnie okrawane i deformowane, albo dopasowuje się je do pożądań i mody. Sprzedają łaskę za pieniądz, aby uzyskać łatwy poklask i otrzymać chóralne wiwaty. Bardziej ich interesuje złudna i ulotna popularność w świecie, niż zadowolenie Boga.”
Niestety jego słowa obecnie zostały zapomniane.
Czy wobec tego katolicy mają patrzeć na planowany demontaż Kościoła?
Odpowiedzi udzielił Feliks III
„Niesprzeciwianie się błędowi równe jest jego aprobowaniu; nie bronić prawdy - to tak, jakby ją skrywać, a w gruncie rzeczy unikanie przeciwstawiania się złym, kiedy to tylko możliwe, jest grzechem nie mniejszym niż podżeganie ich.”





Komentarze