Kryzys w Kościele, tym razem jest inaczej.
- 27 kwi
- 3 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 6 maj
Kościół Rzymskokatolicki regularnie, niemal jak z zegarkiem w ręku, co około 500 lat przeżywa kryzys.
W V wieku istotą kryzysu był spór o naturę Chrystusa, monofizyci uważali, że był tylko Bogiem, natomiast katolicy, iż był jednocześnie Bogiem i człowiekiem.
Ostatecznie Sobór Chalcedoński potępił w 451 roku monofizytyzm, skutki były jednak bardzo poważne ponieważ kościoły wschodnie: koptyjski i ormiański, zostały przy monofizytyzmie.
Minęło pięćset lat. Pojawiły się inne problemy, należały do nich: symonia, czyli handlowanie urzędami kościelnymi, nikolaizm, czyli łamanie celibatu przez księży i krzewiący się nepotyzm, czyli dziedziczenie urzędów kościelnych, oraz inwestytura świecka, czyli problem z zależnością władzy duchownej od świeckiej.
Reforma Kościoła wyszła z opactwa w Cluny.
W 1075 roku, wywodzący się z opactwa, papież Grzegorz VII ogłosił Dictatus Papae jasno stwierdzający niezależność władzy duchownej od świeckiej. Walki trwały jeszcze przez pół wieku, ostatecznie zakończył je w 1122 roku Konkordat Wormacki. Trochę wcześniej w 1054 roku, doszło do Wielkiej Schizmy Wschodniej i rozłamu Kościoła na Rzymskokatolicki i Prawosławny.
Mija kolejne pięć wieków. Nadchodzi Renesans a wraz z nim całkowity upadek moralny, upadek który dotknął również i Kościół Rzymskokatolicki. Zgnilizna moralna doszło do samej góry, Aleksander VI, Juliusz II, Leon X, Paweł III, wszyscy mieli dzieci, do których się oficjalnie przyznawali, a jako głowy Kościoła byli równie zaangażowanymi władcami świeckimi. Ostatecznie doszło do katastrofy, do której musiało dojść, a której zapowiedzią był sto lat wcześniej Jan Hus. W 1517 roku Luter zaczyna Reformację. Od upadku, Kościół ratuje Sobór Trydencki odbywający się w latach 1545-1563. Kościół został uratowany, jednak powstają luteranizm, kalwinizm, anabaptyzm i najgłupsza herezja, bo mająca swoje żródło w rozporku i seksoholizmie Henryka VIII, anglikanizm.
Mija kolejne czterysta lat. Pojawia się matka wszystkich herezji, czyli modernizm. Tym razem Kościół szybko reaguje, w 1869 roku zostaje zwołany Sobór Watykański I. Zostaje uchwalony dogmat o nieomylności papieża w sprawach wiary i moralności. Następuje era wielkich papieży: Pius IX, Leon XIII, święty Pius X, Benedykt XV, Pius XI i Pius XII. Kościół odzyskuje pozycję. Modernizm jednak nie zasypia. Czeka na odpowiedni moment. Ten nadchodzi, gdy papieżem zostaje słaby i nie za wysokich lotów intelektualnych, Jan XXIII. Daje się modernistom przekonać do zwołania, jak on to mówił „małego soboru”. Zostaje zwołany Sobór Watykański II. Otwierają się bramy piekieł. Jak później stwierdził Paweł VI, do Kościoła dostał się „swąd Szatana”.
Nadchodzi era papieży modernistów Paweł VI, Jan Paweł II, Benedykt XVI, Franciszek I a teraz Leon XIV.
Często słyszę i czytam, że Kościół przetrwa ponieważ w swej historii miał wielu niegodnych papieży a mimo to nadal istnieje. Moim zdaniem to błędne myślenie. Nastąpiła zasadnicza różnica. Niegodni papieże, mieli może i kochanki, mieli dzieci, wielbili mamonę, mieli masę przywar i popełniali wiele grzechów, ale w jednym byli zgodni, w ciągłości doktrynalnej. Ich grzechy nie miały wpływu na ciągłość nauki Kościoła. Żaden z nich nawet nie pomyślał aby poddać w wątpliwość tradycję Kościoła i nauki Ojców Kościoła.
Obecny kryzys w Kościele jest o wiele bardziej niebezpieczny, ponieważ po raz pierwszy w historii, to papieże są roznosicielami zarazy herezji. Po raz pierwszy w dziejach to oni są rakiem toczącym Kościół i rozkładającym go od wewnątrz. Do Jana Pawła II, żaden z papieży nie odważył się czcić pogańskich bożków, żaden nie odważył się mówić, że do zbawienia są różne drogi, że wszystkie religie są pełnoprawne, że Piekło jest bytem pustym a zbawieni zostana wszyscy. Za mniejsze herezje spalono Templariuszy na stosie. A teraz głoszą to oficjalnie papieże i biskupi. Co gorsza widzimy ciągłość doktrynalną od Jana Pawła II do Leon XIV. Każdy z kolejnych papieży coraz mniej się kryje z propagowaniem herezji i rozkładu Kościoła. Dlatego ten kryzys jest inny, po raz pierwszy dotyka samego jądra wiary. Ostatecznie albo się skończy oficjalną schizmą i odłączeniem Bractwa Św. Piusa X, przeniesieniem centrum Kościoła do Afryki, i stopniowym obumarciem coraz bardziej progresywnego Watykanu, albo to będzie śmierć w agonii tęczowego, judaistycznego, progresywnego Kościoła, w którego nie będzie wierzyć już kompletnie nikt.





Komentarze