Nie bójmy się długu, przecież nasze PKB wzrośnie, czyli ekonomia według imbecyli.
- 12 godzin temu
- 7 minut(y) czytania
Ktoś kiedyś powiedział, że eksperci ekonomiczni nie mają zielonego pojęcia o tym co się dzieje, bo gdyby wiedzieli, to byliby milionerami a nie ekspertami. Niestety codziennie to się potwierdza.

Odpalam dzisiaj FB, i pierwsze co widzę to artykuł na Money.pl, mówiący o tym, że eksperci uważają, że nie mamy się co bać długu SAFE, ponieważ nasze PKB wzrośnie tak bardzo, że jego spłata będzie groszowa w roku 2050.
Ciężko ogarnąć sposób myślenia imbecyli, ale spróbuję.
Przede wszystkim ja wiem, że to ekonomistom ciężko ogarnąć ale obecne PKB krajów Unii wynika jedynie z inflacji.
Przede wszystkim czym jest PKB, bo nie wiadomo dlaczego potocznie wszyscy mówiąc o PKB, mają na myśli produkcję przemysłową, co jest w ogóle nieprawdą.
PKB, czyli produkt krajowy brutto, ma z produkcją niewiele wspólnego. Jest to wartość wszystkich dóbr i usług wytworzonych w danym kraju w określonym czasie (najczęściej w ciągu roku). Wszystkich.
Czyli produktów finansowych, służby zdrowia, więziennictwa również, a im to wszystko jest droższe, to PKB siłą rzeczy również rośnie.
Często na jego obliczanie stosuje się wzór:
KB=C+I+G+(X−M)
Gdzie:
C – konsumpcja (wydatki ludzi),
I – inwestycje firm,
G – wydatki rządu,
X – eksport,
M – import.
W przypadku gdy wydatki zarówno społeczeństwa jak i rządu, rosną, rośnie również i PKB. Przy czym, nigdzie nie jest powiedziane, że muszą być spowodowane większą ilością zakupów. PKB, nie rozróżnia ilości od ceny, liczy się tylko wartość, dlatego przy wzrastających cenach wynikających z dewaluacji lub inflacji, PKB również będzie rosło. Im państwo będzie bardziej patologiczne, PKB także będzie rosło.
To jest właśnie przyczyna wzrostu PKB Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Włoch przez ostatnie dwadzieścia lat. Wynika on jedynie z inflacji i nie jest żadnym prawdziwym wzrostem gospodarki.
Pisał o tym Klaus Schwab. Po drugiej wojnie światowej na świecie nastąpił gwałtowny rozwój gospodarczy w latach 1950-70, któremu towarzyszył bardzo szybki wzrost średnich płac, gwałtowny spadek poziomu ubóstwa, wzrost poziomu wykształcenia, emancypację kobiet. Wzrost PKB w krajach Zachodu oscylował wtedy w okolicach 5-6%, jednak w latach 80 tych gwałtowanie zaczęły rosnąć ceny ropy co spowodowało spadek wzrostu do 3-4% rocznie. Co gorsza zdaniem Schwaba zmieniły się również paradygmaty rozwoju, „W pierwszych latach po wojnie uważano, że każdy ma swój udział w zwiększaniu dobrobytu, a zatem każdy powinien móc z niego korzystać. Był to industrialny model postępu, oparty na partnerstwie między właścicielami firm a ich pracownikami. Tymczasem w latach 80 tych, wzrost wynikał w większym stopniu z fundamentalizmu rynkowego i indywidualizmu, a w mniejszym z interwencjonizmu państwowego i kontraktu społecznego.”
„Od 2007 roku światowa gospodarka zmienia się na gorsze. W największych potęgach ekonomicznych zatarł się silnik wzrostu.”
„Większość gospodarek utknęła gdzieś pośrodku, pomiędzy globalną recesją w 2009 r. a realnym wzrostem PKB utrzymującym się przez całą następną dekadę na mizernym poziomie 2-3% (według Banku Światowego między minimum wynoszącym 2,5% w latach 2011 i 2019 a maksimum sięgającym 3,3% w 2017). Zabrakło głównej siły, wzrostu produktywności.”
Z PKB związane są dwie klątwy Kuznetsa, amerykańskiego noblisty, pochodzenia żydowskiego, urodzonego w Pińsku i jednego z twórców koncepcji PKB.
Pierwsza klątwa Kuznetsa dotyczy PKB jako miernika postępu. Samo PKB to suma całkowitej konsumpcji w danym kraju, wydatków publicznych, inwestycji prywatnych, eksportu od czego odejmuje się import. Jak widać PKB jest bardzo kalekim miernikiem, jeśli państwo drastycznie zwiększa wydatki publiczne automatycznie zwiększa PKB co wcale z rozwojem gospodarczym nie ma najmniejszego powiązania, tak samo dyskusyjny jest wpływ na PKB konsumpcji. Zresztą sam Kuznets już w 1934 roku ostrzegał Kongres, żeby nie skupiać się zbytnio na PNB i PKB „Dobrobytu narodu nie da się wywnioskować z miernika dochodu narodowego”. „PKB informuje o konsumpcji nie dobrostanie. Informuje o wydatkach publicznych i inwestycjach prywatnych, ale nie mówi nic o jakości życia”.
Ekonomistka Dian Coyle powiedziała w 2019 r. „że PKB był tak naprawdę miernikiem na czas wojny.”
Schwab ostrzegał „W gospodarkach wysoko rozwiniętych dług publiczny wzrósł z poziomu 55% PKB, odnotowanego w 1991 r., do ponad 70% w 2001 r i ponad 100% w 2011 roku. Szacuje się, ze w 2021 roku przekroczy poziom 120%.”
Książka była napisana w 2021 roku, ciekawie więc brzmi przemyślenie Schwaba odnośnie spłaty tego długu.
„Niemniej każdy dług trzeba kiedyś spłacić (o ile nie wyparuje na skutek inflacji, ale ta w ciągu ostatnich 20 lat nie przekraczała w krajach rozwiniętych średnio 2%). Jedyną opcją jest ogłoszenie niewypłacalności ale to już rosyjska ruletka”.
„W długim okresie ten dług też będzie spłacić. W sumie powiększa on ogromne zadłużenie z ostatnich lat, które nie zostało przeznaczone na zainicjowanie długookresowego wzrostu gospodarczego ani przejścia w stronę bardziej zrównoważonego systemu ekonomicznego. Dług ten będzie więc kamieniem młyńskim zawieszonym na szyi wielu rządów.”
Druga klątwa Kuznetsa dotyczy wzrastających nierówności.
W 1971 roku, 10% najbogatszych ludzi na świecie dostawało 1/3 dochodu narodowego, natomiast w 2010 roku dostawali już 1/2. Krótko mówiąc 10% ludności świat konsumuje tyle samo co pozostałe 90%. Problem jest jeszcze bardziej złożony gdy weźmiemy pod uwagę, że do 1% najbogatszych ludzi na świecie dociera ponad 20% całego dochodu narodowego. Od początku lat 80 tych większość pracowników w krajach zachodnich doświadczyło wyraźnego spadku dochodów realnych i siły nabywczej.
Najwyraźniej to widać w USA, gdzie majątek 1% najbogatszych wzrósł z 15% w latach 70 tych do ponad 40% w 2010 r. W 2019 roku w rękach tego 1% znajdowało się 56% wszystkich akcji będących w obiegu. Przy okazji 0,1% najbogatszych Amerykanów posiada ponad 20% całego majątku USA. Nigdy w dziejach, w tak krótkim czasie nie nastąpił tak drastyczny drenaż majątku z dołu do tak wąskiej grupy społecznej. Zjawisko to wyraźnie przyśpieszyło w trakcie tzw. pandemii.
Zdaniem Schwaba po raz pierwszy w dziejach mamy do czynienia jeszcze z jednym zjawiskiem.
„Obserwowany dzisiaj gwałtowny postęp techniczny w naturalny sposób zwiększa nierówności.”
Tymczasem nasi ekonomiści przewidują wykładniczy wzrost PKB Polski o 7,8 - 7,4 % rocznie, i to przez kolejne 30 lat !!!!
Nie biorą pod uwagę żadnych zawirowań gospodarczych, nie uwzględniają efektów negatywnych związanych z zielonym ładem, zeroemisyjnością, wzrostem cen energii. Czwarta rewolucja przemysłowa dla naszych ekonomicznych geniuszy nie istnieje.

Ale wracając do samego SAFE. Dziwnym trafem umknął im fakt, iż jego oprocentowanie będzie zmienne, i w sytuacji dewaluacji euro, będzie rosło, więc obciążenia nie będą maleć, a wręcz przeciwnie będą rosnąć.
Generowanie jakiegokolwiek zadłużenia na okres 55 letni z założeniem, że spłaci się je bez problemu wzrostem PKB, jest takim samym idiotyzmem, jak wzięcie kredytu hipotecznego przewyższającego obecne możliwości spłaty, z prolongatą spłaty na dziesięć lat, z nadzieją, że jego spłata nic nas nie będzie kosztować, ponieważ będziemy, w tym czasie kilka razy więcej zarabiać.
Łączna spłata kredytu SAFE dla Polski (czyli kapitał + wszystkie odsetki przez cały okres) nie jest oficjalnie podana w jednej, ostatecznej kwocie – głównie dlatego, że oprocentowanie jest zmienne (oparte na kosztach finansowania KE, a nie stałe), a spłata rozłożona jest na bardzo długi okres.
Oznacza to, że jego koszty wzrosną, ponieważ jakby ktoś nie zauważył, światowy system finansowy trzeszczy i czas zerowych stóp procentowych minął bezpowrotnie. Dodatkowo kredyt obarczony jest mechanizmem warunkowości, co oznacza że Eurokomuna będzie nam go mogła w każdej chwili w dowolny sposób przyblokować, jeśli uzna, że coś jej się w bantustanie nie podoba.
Najważniejsze parametry SAFE (stan na luty 2026) przedstawiają się następująco:
Kwota pożyczki: 43,7 mld euro ≈ 184–188 mld zł w zależności od kursu EUR/PLN w momencie wypłat;
Oprocentowanie: zmienne, w pierwszym roku 3,17% (potem będzie się zmieniać w zależności od rynku)
Okres: 45 lat spłaty kapitału + 10 lat karencji (pierwsze 10 lat płacimy tylko odsetki, kapitał bez zmian)
Realny okres spłaty: ~55 lat od wypłaty (10 lat karencji + 45 lat rat kapitałowo-odsetkowych)
Jakie będą prawdziwe koszty nie wiadomo ponieważ oprocentowani będzie się zmieniać. Przy założeniu stałego 3,17% będą kształtować się następująco:
Roczne odsetki w okresie karencji (przy ~185 mld zł) to ≈ 5,8–5,9 mld zł rocznie
Przez 10 lat karencji same odsetki wyniosą ≈ 58–59 mld zł
Potem 45 lat annuitetowych rat (kapitał + odsetki):
Całkowita spłata ≈ 320–340 mld zł (w tym kapitał 185 mld zł + odsetki ~135–155 mld zł, przy stałym 3,17%)
Jeśli oprocentowanie mocno wzrośnie w kolejnych latach (np. do 4–5%), łączna spłata może zbliżyć się do 380–420 mld zł
I teraz chciałbym przypomnieć, że Polskę czekają jeszcze inne wydatki.
Jeżeli przejmiemy, że koszt ETS1 nie wzrośnie i utrzyma się na poziomie 50 mld rocznie, to do 2030 roku Polska poniesie łączne koszty wprowadzenia ETS 1 w kwocie około 600 mld złotych, puls szacunkowe koszty ETS 2 w wysokości do 500 mld złotych.
Sumując te kwoty, tylko do 2030 roku Polacy zapłacą za zielone szaleństwo około 1 biliona 100 miliardów złotych o ile nie dojdzie do dewaluacji waluty, bo wtedy te kwoty gwałtownie wzrosną.
Żeby uzmysłowić o jakich pieniądzach mówimy, to 1,1 biliona złotych jest równoważne:
28% całkowitego PKB Polski.
W 2025 roku PKB Polski wzrósł o 250 mld złotych, z czego 100 mld było rzeczywistym wzrostem, a niecałe 150 mld wynikało z inflacji.
1,1 biliona złotych jest wobec tego równoważne dziesięcioletniemu realnemu wzrostowi gospodarczemu. Innymi słowy, cały nasz wzrost gospodarczy pochłonie ETS.
I jeszcze jest jeden problem. Polski dług rośnie o wiele szybciej niż PKB.
W 2021 roku zadłużenie publiczne Polski wynosiło około 1,41 bln zł, co stanowiło 53–58% PKB.
Zadłużenie Skarbu Państwa (SP) na koniec listopada 2025 wynosiło ~1,909 bln zł, szacunkowo na koniec grudnia 2025 ~1,952 bln zł (wzrost o ~43 mld zł w grudniu).
Państwowy dług publiczny (PDP): na koniec III kw. 2025 ~1,822 bln zł, na listopad 2025 ~1,909 bln zł.
Dług EDP (general government gross debt): na koniec III kw. 2025 ~2,222 bln zł, prognozy na koniec 2025 to ~2,3 bln zł i więcej.
W 2021 roku zadłużenie wynosiło ~400–410 mld USD, w 2025 roku ~610–630 mld USD, wzrost zadłużenia wynosił 210–220 mld, czyli wzrost o 52–55%, w złotych, w 2021 roku było to 1 410–1 450 mld PLN, w 2025 roku już 2 160–2 230 mld PLN, czyli wzrost o 750–780 mld PLN
Zadłużenie Polski wzrasta w niewiarygodnym tempie. Polska szybciej się zadłuża niż prowadząca wojnę Rosja. Zadłużenie Polski wzrosło niemal o tyle co łączny wzrost zadłużenia dwóch krajów prowadzących ze sobą wojnę. Jego wzrost wyniósł niesamowite 55%.
Równie niewiarygodnie wzrasta nasz deficyt budżetowy. W kwotach nominalnych dogonimy niedługo trzecią gospodarkę świata, czyli Niemcy. Co jeszcze bardziej zdumiewające, to fakt iż mamy większy deficyt od prowadzącej wojnę Rosji, co gorsza, w relacji do PKB, nasz deficyt dobija do 7% i ciągle rośnie.
Nie mam pojęcia skąd taka absurdalna ignorancja naszych ekspertów ekonomicznych, problem jednak tkwi nie w ich ignorancji lecz w tym, że bardzo wielu ludzi ich słucha łącznie z jeszcze głupszymi od ekspertów politykami i podejmuje decyzje demolujące nasze życie, a obecnie już życie naszych dzieci i wnuków.




Komentarze