Plan Balcerowicza, czyli zaplanowana ruina gospodarcza państwa.
- Dariusz Zdebel
- 2 sty
- 8 minut(y) czytania
Wczoraj, czyli 1 stycznia, przypadła kolejna, trzydziesta szósta już rocznica wprowadzenia odgórnego planu zrujnowania Polski, nazywanego od cyngla, który otrzymał zlecenie na jego wprowadzenie czyli Planu Balcerowicza.
Moim zdaniem jego źródeł należy szukać w 1985 roku.
Jaruzelski spotkał się wtedy z Davidem Rockefellerem w Nowym Jorku we wrześniu 1985 roku (najczęściej podawana data to 25 września 1985, choć niektóre źródła wskazują na okolice 11–25 września). Spotkanie to miało miejsce podczas wizyty Jaruzelskiego na sesji ONZ i dotyczyło m.in. kwestii gospodarczych, sankcji USA wobec PRL oraz działalności Fundacji Rockefellera w Polsce. Brał w nim udział także Zbigniew Brzeziński. Dokładnie o czym prowadzono rozmowy i na jakie ustępstwa zgodził się Jaruzelski nie wiadomo.
Leszek Balcerowicz urodził się 19 stycznia 1947 w Lipnie.
W 1970 roku ukończył z wyróżnieniem Wydział Handlu Zagranicznego w Szkole Głównej Planowania i Statystyki (SGPiS, obecnie Szkoła Główna Handlowa – SGH) w Warszawie. Dla tych, którzy nie wiedzą była to kuźnia komunistycznych kadr.
W 1974 roku uzyskał tytuł MBA na St. John’s University w Nowym Jorku.
Leszek Balcerowicz ukończył studia MBA na St. John’s University w Nowym Jorku w 1974 roku dzięki stypendium naukowemu, na które wyjechał w 1972 roku w zaledwie dwa lata po ukończeniu studiów magisterskich w SGPiS w Warszawie.
Jak myślicie, jak to było możliwe aby w Komunie, ktoś mógł sobie tak po prostu wyjechać na prestiżowe studia do Ameryki?
Studia takie wymagały zgody władz partyjnych i państwowych, a także odpowiedniego wsparcia finansowego.
Do dzisiaj temat ten jest dziwnym trafem niewyjaśniony, najczęściej podaje się, że wyjechał na stypendium Fulbrighta.
W 1972 r., mając 25 lat i świeżo obroniony z wyróżnieniem dyplom magistra handlu zagranicznego, został zakwalifikowany do programu wymiany naukowej z USA.
Jeżeli ktoś nie żył w tamtych realiach może wierzyć w bajki o jego wybitnych zdolnościach, przede wszystkim Partia musiała być pewna jego komunistycznej ideowości i odpowiedniego zaangażowania politycznego.
Program Balcerowicza trwał około 2 lat, ponieważ MBA ukończył w 1974 r.
To też jest zagadką, ponieważ standardowo stypendia Fulbrighta trwały rok, więc mógł to być inny program wymiany międzyuczelnianej lub stypendium resortowe. Co było powodem, zakrywa mgła tajemnicy.
Po powrocie w 1974 r. niemal od razu obronił doktorat na SGPiS (1975), wykorzystując m.in. materiały zebrane w USA. Jakie Balcerowicz mógł przeprowadzić badania naukowe w USA podczas studiów?
Oczywiście czytamy, że:
„Ten pobyt w Nowym Jorku miał kluczowe znaczenie dla jego późniejszej kariery – dał mu bezpośredni kontakt z gospodarką rynkową i stał się fundamentem jego wiedzy o systemach ekonomicznych.”
Pojawia się wobec tego kolejne pytanie, dlaczego Balcerowicz tej wiedzy nie zastosował w praktyce przez kolejnych szesnaście lat, tylko nadal wykładał siermiężną ekonomię marksistowską. Natomiast jeśli chodzi o kontakty, to właśnie wtedy mógł i prawdopodobnie nawiązał kontakty z autorami późniejszego planu terapii szokowej.
Po studiach pracował jako adiunkt na macierzystej uczelni (SGPiS/SGH), prowadząc badania nad gospodarką socjalistyczną, systemami gospodarczymi i reformami rynkowymi.
W latach 1978–1980 był zatrudniony w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR.
W latach 80. odbywał staże naukowe za granicą, m.in. na University of Sussex w Wielkiej Brytanii oraz Uniwersytecie w Marburgu w Niemczech.
Zajmował się analizą porównawczą systemów gospodarczych; zainteresowania koncentrowały się na problematyce reform w gospodarce centralnie planowanej.
Ponownie należy zadać pytanie, czy czasem nie był przygotowywany do wydarzeń, które miały nastąpić.
We wrześniu 1989 roku powołano go na stanowisko wicepremiera i ministra finansów w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. Do końca 1989 roku Balcerowicz pozostawał głównie ekonomistą akademickim i ekspertem, bez doświadczenia w bezpośrednim zarządzaniu gospodarką na szczeblu rządowym.
Jak więc widać Balcerowicz obejmując stanowisko guru od gospodarki i finansów, nie miał żadnego doświadczenia praktycznego a jedynie bazę teoretyczną opierającą się na ekonomii marksizmu - leninizmu.
Cały rząd Mazowieckiego to była pajdokracja. Komuniści dali teoretykom przyjąć władzę w istocie ich w pełni kontrolując, dzięki Jaruzelskiemu, Kiszczakowi, Siwickiemu i całej agenturze esbeckiej, którą była nafaszerowana nowa Solidarność i sam rząd.
Mało kto pamięta, że tuż przed przejęciem władzy przez Mazowieckiego, prominentni komuniści poprzyznawali sobie ogromne kredyty, dzięki którym mogli rozpocząć już kapitalistyczną działalność. Ówczesne umowy kredytowe, podpisywane jeszcze w realiach socjalizmu, nie zawierały klauzuli o zmiennych stopach procentowych, dlatego były bardzo podatne na dewaluację pieniądza. Cóż należało zrobić?
Zwiększyć podaż pieniądza. I tak się stało. Mazowiecki i reszta geniuszy nie mających za grosz pojęcia o ekonomii, zaczęła drukować puste pieniądze, co było o tyle proste, iż dopiero uchwalenie Konstytucji RP z 2 kwietnia 1997 r. zagwarantowało NBP wyłączne prawo do polityki pieniężnej, odpowiedzialność za wartość pieniądza oraz zakaz bezpośredniego finansowania deficytu budżetowego przez bank centralny, a Ustawa o NBP z 1997 r. wprowadziła Radę Polityki Pieniężnej (RPP) jako organ decydujący o polityce monetarnej, niezależny od rządu.
Czyli o podaży pieniądza do 1998 roku decydowała jedynie rząd i to jedynie on był odpowiedzialny za spowodowanie hiperinflacji.
Jak wielki był dodruk pieniądza?
W 1988 roku nominalna wartość szerokiej podaży pieniądza (zbliżona do dzisiejszego M3) wynosiła prawdopodobnie kilka do kilkunastu bilionów starych złotych.
Według oficjalnych założeń polityki pieniężnej na 1990 r. (opublikowanych w Monitorze Polskim nr 10/1990), planowano wzrost zasobów pieniądza o 159,9% w porównaniu do stanu przewidywanego na koniec 1989 r. (przyrost o 41,2 bln starych złotych).
Rzeczywisty wzrost w 1989 r. był bardzo wysoki ze względu na finansowanie deficytu budżetowego emisją pieniądza (tzw. "pusty pieniądz"), co napędzało inflację. W 1990 r., po wdrożeniu planu Balcerowicza, tempo wzrostu podaży pieniądza zostało ograniczone (wysokie stopy procentowe, ograniczenie kredytu refinansującego), ale nominalny wzrost pozostał duży z powodu wysokiej inflacji (585–586% w 1990 r.).
Krótko mówiąc Mazowiecki i reszta tych nieuków zwiększyli podaż pieniądza w ciagu dwóch lat o niemal o 300%.
Co to dało? Przede wszystkim komuniści, którzy przyznali sobie olbrzymie kredyty praktycznie mieli je umorzone, ponieważ kredyty nie uwzględniające stóp procentowych, spłacali groszowymi ratami.
Gdy inflacja zaczęła wymykać się spod kontroli, pojawił się Balcerowicz, i wprowadził plan gospodarczy napisany przez Jeffreya Sachsa, pod którym on się jedynie podpisał. Ten sam plan wprowadzony w Rosji za Jelcyna, doprowadził do takiej kradzieży majątku państwa i pauperyzacji społeczeństwa, że ludzie marzyli o kimś takim jak Putin, na długo zanim on się pojawił.
Na czym polegał tzw. Plan Balcerowicza?
Jego celem było szybkie przejście z gospodarki centralnie planowanej (socjalistycznej) na wolnorynkową, zahamowanie hiperinflacji (ponad 600% w 1989 r.) oraz stabilizacja finansów państwa w obliczu ogromnego zadłużenia zagranicznego i kryzysu gospodarczego.
Plan opierał się na 11 ustawach uchwalonych przez Sejm w grudniu 1989 r.
Głównymi jego założeniami były:
Liberalizacja cen — Zniesienie państwowej kontroli nad większość cen towarów i usług (poza energią, węglem i czynszami). Ceny miały być kształtowane przez rynek, co doprowadziło do ich gwałtownego wzrostu na początku 1990 r.
Restrykcyjna polityka monetarna i fiskalna — Ograniczenie podaży pieniądza poprzez wysokie stopy procentowe, redukcja deficytu budżetowego i zakaz bezpośredniego finansowania go przez NBP.
Otwarcie gospodarki na handel zagraniczny — Liberalizacja importu, wprowadzenie wewnętrznej wymienialności złotego i ujednolicenie kursu walutowego.
Kontrola płac — Wprowadzenie wysokiego podatku od ponadnormatywnych podwyżek wynagrodzeń w sektorze państwowym (tzw. popiwek), by ograniczyć presję płacową i inflację.
Prywatyzacja i restrukturyzacja przedsiębiorstw — Umożliwienie prywatyzacji państwowych firm, likwidacja subsydiów dla nierentownych zakładów oraz ułatwienie zakładania prywatnych przedsiębiorstw.
Reforma systemu bankowego i podatkowego — Wydzielenie banków komercyjnych z NBP, wprowadzenie nowych zasad kredytowania i opodatkowania.
Najważniejsze były jednak mechanizmy za pomocą, których Balcerowicz chciał zrealizować cele:
Kluczowym instrumentem był kredyt refinansujący NBP dla banków komercyjnych – na początku 1990 r. jego oprocentowanie sięgało nawet 432% w skali roku (w pewnym momencie podwyższone, by wymusić restrykcję kredytową).
Stopa redyskonta weksli (wprowadzona w grudniu 1989 r.) osiągnęła maksymalny poziom 49% w skali kwartału, co w przeliczeniu rocznym dawało ok. 196%.
Oprocentowanie kredytów dla przedsiębiorstw i osób prywatnych w bankach komercyjnych kształtowało się na poziomie 143–195% rocznie (listopad/grudzień 1989 – początek 1990), a później jeszcze wyżej w zależności od inflacji.
Banki oferowały bardzo wysokie nominalne oprocentowanie depozytów terminowych, często setki procent rocznie, proporcjonalne do inflacji, by zachęcić do gromadzenia oszczędności w bankach zamiast w walutach obcych lub gotówce.
Jednocześnie został wprowadzony Popiwek (podatek od ponadnormatywnych wypłat wynagrodzeń). Wprowadzono go ustawą z grudnia 1989 r., a obowiązywał w latach 1990–1994 (z modyfikacjami w kolejnych latach).
Jego wysokość wynosiła:
Podstawowa stawka: 500% od kwoty przekraczającej dopuszczalny poziom wzrostu funduszu płac w przedsiębiorstwach państwowych.
Oznaczało to, że za każdą złotówkę podwyżki ponad ustalony limit przedsiębiorstwo płaciło 5 zł podatku.
W praktyce stawka była bardzo wysoka, by skutecznie blokować spiralę płacowo-cenową i ograniczać presję inflacyjną.
W późniejszych miesiącach i latach stawkę stopniowo obniżano:
1991 r. – nadal 500%, ale z pewnymi ulgami branżowymi.
1992–1993 r. – obniżona do 300–400% w zależności od okresu i sektora.
Od 1994 r. stopniowo wygaszany, a ostatecznie zniesiony w 1995 r.
Jak działał jego mechanizm?
Rząd (Ministerstwo Finansów) co miesiąc ustalał współczynnik dopuszczalnego wzrostu płac (np. 0,3–1,0 w stosunku do inflacji).
Jeśli fundusz płac w przedsiębiorstwie państwowym rósł szybciej niż ten współczynnik – nadwyżka była opodatkowana popiwkiem.
Prywatne firmy były zwolnione z popiwku (co sprzyjało rozwojowi sektora prywatnego).
Popiwek był bardzo skuteczny w hamowaniu wzrostu płac w sektorze państwowym, realne płace spadły w latach 1990–1991 o ok. 25–30%.
Ostatnim mechanizmem było zamrożenie kursu dolara na poziomie 9500 złotych.
Co się wobec tego stało?
Po pierwsze, w najważniejszym momencie przeobrażeń gospodarczych, Balcerowicz odciął polskie firmy od kredytu. A ponieważ nie było w tym czasie kapitału w rękach prywatnych pozwalającego na duże inwestycje, podcięło to naszą powstającą gospodarkę.
Po drugie, wprowadzając popiwek, doprowadził do wygenerowanie gigantycznego zadłużenia w firmach państwowych, szczególnie w tych zatrudniających tysiące pracowników. Tu jest właśnie geneza zadłużenia i nierentowności polskich kopalń, które z dnia na dzień z najbogatszych zakładów pracy zaczęły zmieniać się w masy upadłościowe.
Po trzecie, ustalając stały kurs dolara, otwarł polski system bankowy dla wszelkiego rodzaju i maści spekulantów, którzy zarabiali rocznie po kilkaset procent na lokatach, po czym wyprowadzali kapitał z Polski. Otwarł również gospodarkę na zalew obcego kapitału, który za grosze doprowadzał do wykupu konkurencyjnych dla siebie polskich firm.
O co codzi? Założmy, że wymieniacie 1 stycznia milion dolarów na złotówki, otrzymujecie 9, 5 mld złotych, wpłacacie ja na lokatę roczną o wysokosci 300%, na koniec roku otrzymujecie 38 mld złotych, wymieniacie je na dolary i nic nie robiąc zarobiliście na czysto, trzy miliony baksów, kosztem polskiego podatnika.
Po czwarte, doprowadził do ruiny polskie społeczeństwo, które poniosło koszty tego szwindla.
Jakie były skutki tego cudu nad cudami?
Zmiany realnego PKB wyglądały następująco (dane na podstawie historycznych publikacji GUS, NBP, Banku Światowego i OECD):
1988: wzrost ok. +4–5% (ostatni rok względnej stabilności w PRL, przed przyspieszeniem kryzysu).
1989: spadek ok. -0,2% do +1% (początek hiperinflacji i załamania, ale jeszcze nie pełna recesja; niektóre źródła wskazują lekki wzrost lub stagnację).
1990: spadek -11,6% (pierwszy rok planu Balcerowicza – terapia szokowa, uwolnienie cen, restrykcyjna polityka monetarna spowodowały głęboką recesję).
1991: spadek -7,0% (kontynuacja recesji, dodatkowo załamanie handlu z ZSRR po rozwiązaniu RWPG)
skumulowany spadek PKB w latach 1990–1991 wyniósł ok. 18–20%
Krótko mówiąc dzięki temu geniuszowi wyparowała jedna piąta całej gospodarki Polski.
Katastrofalnie wyglądało bezrobocie
Zmiany stopy bezrobocia rejestrowanego (dane GUS, na koniec roku lub średnioroczne):
1988: 0% (oficjalnie).
1989: bliskie 0% (rejestracja bezrobotnych rozpoczęła się pod koniec roku).
1990: 6,1–6,5% (na koniec roku ok. 6,1%; na początku roku zaledwie 0,3% w styczniu, ale szybki wzrost po uwolnieniu gospodarki).
1991: 11,8–12,2% (na koniec roku ok. 11,8%; liczba bezrobotnych przekroczyła 2 mln osób).
Wzrost bezrobocia w latach 1990–1991 był jednym z najszybszych w historii – w ciągu dwóch lat liczba bezrobotnych zwiększyła się z kilkudziesięciu tysięcy do ponad 2 mln. Było to bezpośrednim skutkiem terapii szokowej: likwidacji subsydiów, prywatyzacji i głębokiej recesji (spadek PKB). Bezrobocie kontynuowało wzrost w kolejnych latach, osiągając szczyt ok. 16–20% w połowie lat 90. i na początku XXI w.
W tym okresie płace realne spadły o ok. 25–30% (w sektorze budżetowym nawet o kilkadziesiąt procent) z powodu wysokiej inflacji (585% w 1990 r.) i stosowanych narzędzi takich jak popiwek.
Spożycie indywidualne zmniejszyło się o ok. 23–27% w rodzinach robotniczych i emerytów – ludzie ograniczali wydatki na towary nieżywnościowe, by utrzymać podstawowe spożycie żywności.
Pojawiło się skrajne ubóstwo, wcześniej praktycznie nieznane na taką skalę. Obejmowało bezrobotnych, rodziny wielodzietne, emerytów i mieszkańców regionów przemysłowych (upadające zakłady).
Pojawiło się gigantyczne bezrobocie (z 0% do 6–12%) i pauperyzacja sfery budżetowej (nauczyciele, lekarze, urzędnicy).
Wzrosły nierówności społeczne.
Precyzyjne wskaźniki ubóstwa skrajnego (poniżej minimum egzystencji) zaczęto mierzyć systematycznie później (ok. 5–6% pod koniec lat 90.), ale w 1990–1991 szacuje się znaczny wzrost, z kulminacją kosztów społecznych w pierwszej połowie dekady.
Można zadać pytanie czy wobec tego guru polskiej ekonomii był skończonym idiotą czy raczej obcym agentem? Odpowiedzcie sobie sami. W każdym normalnym kraju Balcerowicz trafiłby przed pluton egzekucyjny. Znamienne jednak jest to, że w tym kraju, dla skończonych ignorantów, dziwnym trafem reprezentujących przede wszystkim jeden obóz polityczny, ta kanalia jest uważana za ekonomicznego geniusza, który doprowadził gospodarkę polską do rozkwitu.
To naprawdę dużo mówi zarówno o uśmiechniętym elektoracie jak i jego wiedzy ekonomicznej.







Komentarze