top of page

Prawda historyczna z punktu widzenia Austriaków.

  • 4 cze
  • 7 minut(y) czytania

W zeszłym tygodniu w ramach Wyjazdu Pamięci, będącego nagrodą dla laureatów konkursu Sztafeta Pamięci, dzięki poznańskiemu oddziałowi Instytutu Pamięci Narodowej, wraz z moją uczennicą jeździliśmy po Górnej Austrii.


Zwiedzaliśmy miejsca gdzie były obozy koncentracyjne, w których została wymordowana nasza elita i patrioci. Wraz z laureatami i opiekunami jechały rodziny pomordowanych Polaków.

Byliśmy w Mauthausen, Ebensee, Zamku w Martheim, Steyr i Gusen.


Jestem historykiem z wykształcenia, z zawodu, ale przede wszystkim z zamiłowania, a mimo to, byłem w szoku, ponieważ okazało się, że o bardzo wielu faktach nie miałem pojęcia.


Austriacy mają bardzo ciekawą politykę historyczną. Powiedziałbym, inteligentną. Do 1945 roku nikt nie mówił o narodzie austriackim, Austriacy uważali się za Niemców. Austriakami byli Adolf Hitler,  Adolf Eichmann,  Ernst Kaltenbrunner, Arthur Seyss-Inquart, Odilo Globocnik, Franz Stangl, Amon Göth i Otto Skorzeny. Wręcz przeciwnie w 1938 roku, po przeprowadzeniu Anschlussu, sami niemieccy naziści byli zaskoczeni fanatyzmem i antysemityzmem Austriaków. To, nad czym w Niemczech musieli pracować od 1933 roku, w Austrii udało im się dokonać od razu.

Wszystko się zmieniło nagle w maju 1945 roku, gdy okazało się, że Austriacy nie są Niemcami, ale odrębnym narodem i z tymi zbrodniami, to oni właściwie nie mają nic wspólnego. Dzięki takiej polityce udało im się wymiksować z całego powojennego układu, uniknąć Norymbergi, ogłosić neutralność i pozbyć się stref okupacyjnych.

Prawda, że gładkie rozwiązanie sprawy?


Pozostał jednak poważny problem, to właśnie w Górnej Austrii były obozy koncentracyjne trzeciej kategorii, czyli o wiele gorsze niż w Auchwitz. Zgodnie z oficjalnymi dyrektywami więźniowie mieli w nich przeżywać maksymalnie trzy miesiące, po tym czasie przewidywano ich zgon z powodu wycieńczenia. Tak naprawdę więc były to obozy odroczonej zagłady, do których wysyłano więźniów z Auschwitz, Dachau, Sachsenchausen, Poznania i innych. Co istotne te obozy były czynne do samego końca wojny, czyli do 4, 5 i 6 maja, mimo iż było dla wszystkich jasne, że to koniec wojny.


I teraz przechodzimy do sedna sprawy. W odróżnieniu od Polski, w Austrii byłe obozy podlegają Ministerstwu Spraw Wewnętrznych. Pomaga Austrii również fakt, iż w tych obozach zginęło niewielu Żydów, a ponad jedna trzecia zamordowanych była Polakami, którzy byli najliczniejszą grupą uwięzionych, a jak wiadomo Polska bardzo boi się kogokolwiek urazić i walczyć o pamięć swoich pomordowanych obywateli, co widzimy cały czas również na Ukrainie.


Pierwszy obóz, do którego pojechaliśmy to był KZ Mauthausen. Obóz zachowany w podobnym kształcie co podczas wojny. Obok obozu był kamieniołom z granitu, którego bloki wycieńczeni więźniowie musieli wnosić do góry, po niemal dwustu bardzo spadzistych schodach. Każdy błąd groził upadkiem w dół całej kolumny więźniów. W Mauthausen mieliśmy dwa przykłady austriackiej polityki historycznej. Przede wszystkim likwidacja masowych cmentarzy. Pod pretekstem zalewania przez deszcze, mimo iż to są góry, zostały zlikwidowane pojedyncze groby i zastąpione jedną mogiłą zbiorową z poszczególnymi pomnikami. Sens tego posunięcia jest zupełnie inny. Zamiast tysięcy krzyży, podpisanych imieniem i nazwiskiem, które robiłyby niesamowite wrażenie psychologiczne, mamy kilka pomników. Zamiast osobistego wymiaru zbrodni, mamy jakieś bliżej nieokreślone oddziaływania zbiorowe.

Drugi aspekt, to skupianie się na homoseksualizmie, komunizmie, opozycji politycznej zamiast na kwestii narodowej. Jest to istotne ponieważ Mauthausen był pierwotnie obozem przeznaczonym dla kryminalistów i dewiantów seksualnych, dopiero w trakcie wojny stał się obozem wyniszczającej pracy a byli kryminaliści stali się kapo z pełną władzą nad więźniami. Ponieważ Polacy byli tam zsyłani jako Polacy a nie bandyci, dodatkowo wyróżniali się tym, że byli intelektualną elitą, nie pasowali do obrazu i co więcej do dzisiaj go zaburzają.

Odnośnie Mauthausen, ale i pozostałych mam jeszcze jedno spostrzeżenie, wszystkie pomniki zostały postawione w okresie PRL, i mamy na nich napisy o zbrodniach hitlerowskich a nie niemieckich. Od 36 lat, czyli od upadku komunizmu żaden polski rząd tak naprawdę nie zrobił nic aby upamiętnić zamordowanych Polaków.


Kolejnego dnia pojechaliśmy do miejsca gdzie był podobóz w Ebensee. Dolina, w której zbudowano obóz w Ebensee przez więźniów była nazywana Doliną Głodu. Był to obóz, w którym racje były tak niskie, że dochodziło do kanibalizmu. Więźniowie w tym obozie zajmowali się wykuwaniem ogromnych sztolni, w których produkowano rakiety V2 i odrzutowe Me 262. Ku mojemu zaskoczeniu na miejscu okazało się, że po obozie… nic nie zostało. Brama wjazdowa obozu jest obecnie bramą wjazdową na osiedle domków.

To jest trzeci aspekt austriackiej polityki historycznej. Zacieranie śladów. W 1955 roku na miejscu obozu Austriacy wybudowali osiedle robotnicze.

Zbiorowy cmentarz z tysiącami mogił, wielkim pomnikiem z urną z prochami na górze i płycie wykonanej przez byłych więźniów z napisem „… za barbarzyńskie zbrodnie, wieczna hańba narodowi niemieckiemu”, został zlikwidowany w latach 50 tych. Dziesięć lat po wojnie !!!

Oficjalnymi przyczynami było to, że krowy potrzebowały łąki i stresowali się turyści. Cmentarz został zlikwidowany, pomnik wysadzony a urna i tablica zaginęły. Jedyne co pozostało, to nowy cmentarz z jakżeby inaczej zbiorowymi mogiłami. Niedawno wybudowano punkt informacyjny i WC. To wszystko co pozostało po obozie, w którym zamęczono kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

Następnie weszliśmy do specjalnie otwartej dla nas sztolni. Byłem zaskoczony tym jaka ona jest wielka. Łączna długość korytarzy wynosiła ponad 8 km, z których obecnie udostępnione jest jedynie kilkaset, które i tak robią ogromne wrażenie.


W kolejnym dniu byliśmy w Steyr, gdzie kilkanaście lat temu, na miejskim cmentarzu przypadkowo odkryto kilkaset urn z prochami więźniów. W Steyr z powodu braku mocy przerobowych w krematoriach obozowych palono ciała więźniów. Oczywiście krematorium zostało już dawno rozebrane. W Steyr więźniowie kuli korytarze będące schronami przeciwlotniczymi na wypadek nalotów. W tym mieście również jak w Linzu, prywatna firma SS wynajmowała więzniów do pracy w fabrykach.


Chciałbym na chwilę zatrzymać się przy kwestii prochów ludzi spalonych w krematorium. Jedynie część z nich była wsypywana do urn, większość z nich, ponieważ to były tony prochów, była albo wsypywana do Dunaju, albo dosypywana pod podkłady kolejowe, albo rozsypywana na polach. Tak, że rodziny większości więźniów do dzisiaj nie wiedzą gdzie są prochy ich ojców.


Następnego dnia pojechaliśmy do Zamku Śmierci w Hartheim.

W Hartheim znajdował się ośrodek i szpital dla osób niepełnosprawnych, ufundowany przez cesarza Franciszka Józefa I. Jednak po anschlussie, naziści wraz z dobrymi, szanowanymi lekarzami zaczęli wprowadzać w Rzeszy eugenikę. Matkę genetyki, badań prenatalnych, aborcji i eutanazji. Naukę stworzoną przez kuzyna Darwina, Galtona, rozwinięta przez matkę aborcji Sanger i Davenporta, sterylizujących seryjnie amerykańską biedotę. W Niemczech, dobrzy lekarze uznali, że po co społeczeństwo ma ponosić koszty leczenia i utrzymywania ludzi niepełnosprawnych, chorych psychicznie, niedorozwiniętych umysłowo i starych, przecież oni się męczą, więc aby się nie męczyli komisje lekarskie zaczęły ich wysyłać do ośrodków takich jak Hartheim, gdzie dokonywano na nich eutanazji, najpierw jak nasza Gizele, przy pomocy zastrzyków, póżniej żeby przyśpieszyć mordowanie zaczęto wykorzystywać komory gazowe. Mordy akcji T 4 zakończyły się na skutek oporu kardynała Gallena i niemieckich katolików w 1941 roku. Gdy się prześledzi losy setek pomordowanych w obozach księży jak i działanie Gallena jasno widać jak Kościół katolicki skarlał.

Doświadczenia z Akcji T 4 posłużyły realizacji Akcji Reinhardt, czyli eksterminacji Żydów w obozach zagłady. To jednak nie koniec historii Zamku Hartheim, gdyż teraz zaczął być wykorzystywany do mordowania więźniów. Więźniom w obozach Gusen, Mauthausen i Sachsenhausen mówiono, że mogą jechać po sanatorium na leczenie. Wycieńczeni więźniowie wierzyli w to, i chętnie jechali do Hartheim, tu po przyjeździe byli zaraz rozstrzeliwani i paleni w krematorium, a ich prochy rozsypywane na polach.

Godne potępienia jest to, że niemal wszyscy mordercy w kitlach uniknęli jakiejkolwiek kary i po wojnie, dalej prowadzili swoje przychodnie i byli szanowanymi lekarzami.


W ostatnim dniu pojechaliśmy do obozu gdzie zginęły kolejne tysiące Polaków. Najgorszy obóz z wszystkich, Gusen I i Gusen II. To co zobaczyłem wstrząsnęło mną. Okazało się, że Austriacy to bardzo praktyczny naród. Po obozie zostało to co było użyteczne. Jedynie przypadkowo, dzięki więźniom ze Francji ocalało krematorium, obok którego został wybudowany Memorial. Ale zostało jeszcze trochę innych rzeczy. Został gigantyczna kruszarka granitu, gdyż w Gusen były kamieniołomy. Kruszarka jest wykorzystywana do dzisiaj. Został mur oporowy pod górą. Zostały dwa baraki, do dzisiaj używane jako magazyny. Został barak obozowego burdelu, w którym zrobiono kilka mieszkań i został budynek komendantury zamieniony w wielką willę, dumnie stojąca tuż za murem  z krematorium. A na terenie całego obozu stanęło osiedle domków.  Kolejne miejsce, kolejny obóz i kolejne osiedle. Gdy stałem na środku ulicy i patrzyłem na pola i łąki dookoła starałem się zrozumieć dlaczego osiedle musiało stanąć dokładnie na miejscu baraków a nie na tych polach. Ciekawi mnie również to co myślą sobie mieszkańcy takich osiedli mając świadomość, że mieszkają de facto na wielkim cmentarzu unoszącym się w morzu bólu i cierpienia. Co myślą mieszkańcy tej willi pijąc kawę i spoglądając sobie na krematorium.


Przed złożeniem hołdu w krematorium byliśmy jeszcze w sztolniach Bergkristall, których długość korytarzy wynosiła łącznie 15 km rozmieszczonych na kilku poziomach, Tam dowiedziałem się, że w 2015 roku Minister Spraw Zagranicznych, przed uroczystym otwarciem pomnika, nakazał przywieźć nowe tablice, z innym napisem, wykonane w ciągu jednej nocy. Początkowo myślałem, że chodziło o ministra austriackiego, ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że napis nakazał zasłonić polski minister. Po powrocie zaraz sprawdziłem kto był ministrem spraw zagranicznych w 2015 roku. Okazało się, że Grzegorz Schetyna. Jakoś nie wzbudziło to mojego zdziwienia.


To był ciężki wyjazd. Ciężki psychicznie i mentalnie, jednak dowiedziałem się wielu rzeczy, o których nie miałem pojęcia. Historia obozowa została u nas przekłamana i zawłaszczona jedynie przez Żydów. Statystyczny Polak słysząc o obozach koncentracyjnych ma przed oczami jedynie Holocaust, tymczasem cała polska elita została wymordowana w obozach na terenie Austrii i Niemiec, obozach o których w naszych podręcznikach się nie pisze. Co więcej dochodzi do dziwnego współdziałania rządów austriackiego i polskiego w celu zatarcia pamięci o tych miejscach kaźni. O ile mogę zrozumieć motywy rządu austriackiego, to nie mogę zrozumieć motywów kolejnych rządów polskich. Nasza młodzież zamiast do Auschwitz powinna w ramach wycieczek historycznych jeździć do Austrii, bo tu byli przede wszystkim mordowani Polacy.


Na koniec chciałbym przytoczyć słowa jednej z córek zamordowanych.


„Przyjeżdżam tutaj, bo nie wiem gdzie są prochy mojego ojca. Nie wiem czy w jakiejś urnie, czy może w Dunaju, czy pod jakimiś torami kolejowymi czy może wysypane na jakimś polu. Chcę was, młodych Polaków prosić tylko o jedno, gdy my umrzemy, nie pozwólcie aby pamięć o tych pomordowanych Polakach zginęła…”



Komentarze


Kontakt

Thanks for submitting!

© 2023 by Train of Thoughts. Proudly created with Wix.com

bottom of page