Strefa czytelnika. Kto wydał wyrok na miasto? - Andrzej Leon Sowa
- 15 lip
- 37 minut(y) czytania
„Stłumienie powstania i zupełne zniszczenie Warszawy jest największą klęską w dziejach polskich.”
„Wydaje się, że można już dziś ocenić siły rosyjskie za niezdolne z powodu poniesionych strat do wykonania potężnej akcji defensywnej na Europę Środkową.” - gen. T. Rowecki
„Powstanie warszawskie, zakończone zniszczeniem miasta, śmiercią dziesiątek tysięcy jego mieszkańców i powstańców, miało niewielkie znaczenie militarne. Stalin bezwględnie wykorzystał je do pozbycia się części wrogich mu sił Armii Krajowej.” - Steven J. Załoga
„Imperializm operetkowy” - amerykańska prasa o polskiej polityce podczas II wojny światowej
„Z rozmiarów tragedii spowodowanych decyzją podjęcia bitwy o Warszawę, jej autorzy, to znaczy generałowie Tadeusz Komorowski, Tadeusz Pełczyński i Leopold Okulicki, zdali sobie sprawę już w połowie sierpnia 1944 roku i wówczas przystąpiono w Komendzie Głównej AK do wypracowywania wersji wydarzeń i wskazania czynników, które miały wykazać jej sens i zasadność. Przyjętych wówczas ustaleń konsekwentnie trzymali się wszyscy trzej do końca życia, a tylko oni znali wszystkie przesłanki podjętych wówczas decyzji. Gen. Pełczyński wiedział najwięcej o kulisach podjętych wszystkich decyzji podejmowanych, co najmniej od połowy 1941 roku w Komendzie Głównej AK, niemniej jednak uznał się za strażnika legendy o AK i do śmierci konsekwentnie wytrwał w tej postawie, unikając podejmowania czy wyjaśniania tematów kontrowersyjnych.” - Andrzej Leon Sowa
„Aż do połowy 1944 roku w polskich sztabach w Londynie odbywały się kolejne dyskusje, a ich rezultatem były sterty bezwartościowego zapisanego papieru w postaci projektów, studiów, uzgodnień i harmonogramów prac, z których nie wynikało nic konkretnego poza stwierdzeniem faktu, że samodzielne polskie działania mające wesprzeć ewentualne powstanie są nierealne, bo zarówno dowodzenie, jak i planowanie operacyjne pozostaje wyłączną domeną brytyjskich sojuszników.” - Andrzej Leon Sowa
„Niestety Roosevelt i Churchill umiejętnie wykorzystywali słabostki Sikorskiego, pozwalając mu się wypowiadać na tematy strategiczne, co pozwalało polskiemu przywódcy mniemać, że jest mężem stanu na skalę światową i utwierdzało w poczuciu własnej wielkiej roli, co zresztą starał się wykorzystywać do wzmocnienia swojego prestiżu w środowiskach polskich.” - Andrzej Leon Sowa
„Ryzyko każdego powstania jest zawsze ogromne. Ryzyko współczesnego powstania jest szczególnie wielkie. Dlatego też jako naczelne hasło wszystkich naszych poczynań zostało postawione: „Powstanie nie może się nie udać.” Wykluczyć tu musimy działanie na oślep, które by mogło się zakończyć katastrofą, z jakiej trudno by się było narodowi podnieść.” - gen. T. Komorowski Bór, październik 1943 r.
„Nie możemy i nie chcemy zatrzymać Rosjan maszerujących przez Polskę na Niemcy. Będziemy w najlepszych stosunkach z Rosjanami. Polska będzie niewiele więcej niż skargą i olbrzymim, odbijającym się echem, krzykiem bólu. Wielka Brytania, choć lepiej położona nie jest dużo większą niż Polska. Zrobimy co w naszej mocy, ale nie ocali to Polski.” - Winston Churchill 16 luty 1944.
„Powstanie w Warszawie wywołane zostało ze względów politycznych, w całkowitym oderwaniu od rozwoju sytuacji międzynarodowej i położenia wojsk na froncie niemiecko-sowieckim. Zamierzano w ten sposób postawić przed faktem dokonanym sojuszników zachodnich i ZSRR. Uznano za pewnik, że celem wojskowych działań sowieckich jest zdobycie Warszawy i w zasadzie nie rozpatrywano możliwości zaistnienia sytuacji, w której Sowieci mogliby mieć inne plany lub zdecydować się na pozostawienie ludności walczącej w stolicy Polski samej sobie.” - Andrzej Leon Sowa
„Kto nie będzie miał broni palnej, dostanie granaty, a dla kogo zabraknie granatów, niechaj bierze do ręki kamień, łom czy siekierę i tym zdobywa broń dla siebie.” - dowódca okręgu Warszawa AK, płk. Chruściel
„Fatalna, beznadziejna i zapaskudzona coraz bardziej przez oficerów zawodowych, półgłówków wiecznie urzędowo optymistycznie nastrojonych, a bezradnych w tym labiryncie, w jaki się zapuścili. Dziś 16 sierpnia, powstanie trwa o 13-14 dni za długo, jest właściwie już klęska, bo skoro dziś skamlemy pomocy u Sowietów - to dowodzi, że nie potrafimy zrobić nic sami.” - mjr dypl. Tadeusz Wardeju - Zagórski, o ówczesnej sytuacji powstania.
„Czekamy ciebie, czerwona zarazo, byś wybawiła nas od czarnej śmierci…” - Józef Szczepański, żołnierz batalionu Parasol.
„Jestem na kolanach przed walczącą Warszawą, jednak sam fakt powstania w Warszawie uważam za zbrodnię. Dziś oczywiście nie jest jeszcze czas na wyjaśnienie tej sprawy, ale gen, Komorowski i szereg innych osób stanie na pewno przed sądem za tak straszliwie lekkomyślne i niepotrzebne ofiary. Kilkaset tysięcy zabitych, doszczętnie zrujnowana Warszawa, straszliwe cierpienia całej ludności, zniszczony dorobek kilku wieków i wreszcie całkowite zniszczenie ośrodka oporu narodowego, co dziś szalenie ułatwia zadanie sowietyzacji Polski.” - gen. W. Anders p.o. Naczelny Wódz PSZ w rozmowie z prezydentem Raczkiewiczem, 25 maja 1945 rok.
„Uważam, że wywołanie powstania w Warszawie to czyn jednoznaczny z wzięciem jako zakładników kilkuset tysięcy cywilnych mieszkańców stolicy. Branie zakładników po to, by za ich życie uzyskać określone ustępstwa polityczne, jest procederem nagminnie stosowanym, ale wzięcie kilkuset tysięcy zakładników to mistrzostwo świata w tej dziedzinie. Mimo zagrożenie ich życia Stalin nie pośpieszył z pomocą.” - Andrzej Leon Sowa
„Opłakujemy godzinę, kiedy się wszystko zaczęło […]
I godzinę, kiedy się wszystko skończyło.
Kiedy na miejscu, gdzie żyło milion ludzi
Przyszła pustka po milionie ludzi […]
Ci co wydali pierwszy rozkaz do walki
Niech policzą teraz nasz trupy
Niech pójdą przez ulice, których nie ma
Przez miasto, którego nie ma […]
Niech liczą aż do śmierci nasze trupy” - Anna Świrszczyńska
Książka Andrzeja Leona Sowy została wydana przez Wydawnictwo Literackie w 2016 roku. Jest to dobrze wydana w twardej obwolucie solidna ponad 800 stronicowa pozycja będąca komplementarnym uzupełnieniem Powstania Warszawskiego, Jana Ciechanowskiego.
Andrzej Sowa wykonał ogrom pracy dokładnie analizując zarówno dokumenty źródłowe jak i dziesiątki opracowań dotyczących planów operacyjnych Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej.
Jego książka jest wstrząsającym zrzuceniem zasłony mitów i przekłamań. Zawsze uważałem Powstanie Warszawskie za poważny błąd militarny, błąd tak wielki, że zahaczający o zdradę. Jednak po przeczytaniu tej książki musiałem zmienić zdanie. Nie można mówić o żadnej zdradzie, jedynym o czym możemy mówić, to o bezdennej głupocie większości naszych najwyższych oficerów a generalicji w szczególności.
Nasze dowództwo poza naprawdę nielicznymi wyjątkami, było zbiorowiskiem wprost nieopisywalnych ignorantów, szaleńców, nieudaczników. Ludzi nie mających najmniejszego pojęcia nie tylko o geopolityce, ale nawet o samej wojnie, wojsku, sprzęcie wojskowym, nowoczesnej taktyce. Ludzi, którzy nigdy nie wyrośli ponad POW, Piłsudskiego, rok 1918 i wojnę z Bolszewikami. Ludzi nie orientujących się w technice wojskowej, nie rozumiejących realiów i żyjących w świecie fantasmagorii, utrzymywanych w tej ułudzie przez grono równie głupich podwładnych. Co przerażające jednak, to ludzi decydujących o losach milionów Polaków. Ludzi szafujących bezrefleksyjnie życiem setek tysięcy młodych ludzi a jednocześnie nie mających za grosz honoru, aby po klęsce i rzezi sobie po prostu palnąć w łeb. Co gorsza ludzi szczycących się swoją bezdenną ignorancją i wysłaniem na rzeź kwiatu polskiej patriotycznej młodzieży. Ludzi, którzy zamiast stanąć za swoje decyzje przed plutonem egzekucyjnym weszli w skład panteonu polskich bohaterów narodowych.
Sowa zwraca uwagę, że po klęsce wrześniowej wszyscy w Polsce spodziewali się, iż wojna skończy się za rok klęską Niemiec, która będzie wyglądała jak w 1918 roku, czyli nastąpi rozkład armii niemieckiej, a polskie konspiracyjne oddziały po prostu przejmą władzę. Z tego powodu już 27 września 1939 roku część zawodowych oficerów założyła Służbę Zwycięstwu Polski. Niedługo później SZP przekształciła się w Związek Walki Zbrojnej. Modelem dla nich była Polska Organizacja Wojskowa. Jednak po klęsce Francji ustalono, że głównym zadaniem ZWZ będzie powszechne powstanie.
Po klęsce wrześniowej społeczeństwo jak i kadra oficerska musieli pogodzić się z faktem, iż teza o potędze polskiej armii była jedynie mitem.
„Armia Polska została błyskawicznie rozbita, przy czym działania niemieckie w większym stopniu przypominały manewry z ostrym strzelaniem niż kampanię z pełnym zaangażowaniem sił i środków.”
Dlatego plan powstania powszechnego zakładał, że wybuchnie ono wtedy, kiedy klęska armii niemieckiej będzie przesądzona.
„Rowecki dążył do zniszczenia w walce okupacyjnych sił i administracji niemieckiej. Działania takie były potrzebne, aby w społeczeństwie odbudować prestiż zawodowych oficerów, utracony przez nich w konsekwencji przegranej kampanii wrześniowej.”
Po usunięciu Niemców, miała zostać przeprowadzona mobilizacja i odtworzenie regularnej armii wzmocnionej przybyłymi z Zachodu oddziałami PSZ. Kolejnym celem miało być powstrzymanie na linii Wisły agresji sowieckiej. Zanim plan dotarł do Londynu stał się nieaktualny z powodu agresji Niemiec na ZSRR 21 czerwca 1941 roku. Anglicy zaraz rozszyfrowali, że w swej istocie jest zarówno antyniemiecki, jak i antysowiecki.
Dla Sikorskiego, Armia Krajowa była jedynym atutem na arenie międzynarodowej, ponieważ Naczelny Wódz PSZ nie dysponował żadnymi oddziałami, ponieważ polskie jednostki podlegały dowódcom alianckim. Dlatego Sikorski wystąpił z propozycją serii powstań narodowych w środkowej Europie, skoordynowanych z ofensywą aliancką przeprowadzoną, jak podczas I wojny światowej z południowej Europy. Plany straciły jednak rację bytu gdy Amerykanie uznali, że zaatakują Niemcy od Zachodu, a nie od południa. AK była przy tym coraz skuteczniej penetrowana przez Niemców. Jej szeregi osłabiały aresztowania zdolnych oficerów oraz wywózki do Niemiec na roboty przymusowe.
„Mimo to, coraz mniej miejsca poświęcano analizie możliwości bojowych AK. Odnosi się wrażenie, że jakby siłą inercji uznano, iż oddziały konspiracyjne są w stanie wykonać postawione przed nimi zadania.”
Meldunki o akcjach często były podkoloryzowane, panowała mitomania. Mitomanię uprawiała nie tylko AK ale i również polskie władze w Londynie.
„Starały się utwierdzać kraj w przekonaniu, że dysponują o wiele większymi, niż to było w rzeczywistości, wpływami na arenie międzynarodowej i możliwościami oddziaływania na politykę rządów sprzymierzonych.”
Aby uzyskać poparcie mocarstw zachodnich miała zostać zademonstrowana chęć współdziałania z Sowietami, czego przejawem miała być pomoc AK dla wkraczającej Armii Czerwonej, której działaniem miała być Akcja Burza. Zgodnie z jej założeniami została zrealizowana jednak jedynie we Lwowie. Na Wołyniu i w Wilnie dowódcy samowolnie skoncentrowali zmobilizowane oddziały w wielkie jednostki partyzanckie. W wyniku tego jednostki AK zostały internowane i wcielone przez NKWD do wojsk sowieckich, a Moskwa informowała, że nic się nie działo. Dlatego zdecydowano się na powstanie w Warszawie, aby następnie przywitać Sowietów jako gospodarze.
„W trakcie powstania dowództwo AK całkowicie utraciło zdolność racjonalnego planowania i mimo widocznej już klęski wydawało rozkazy, aby podobne operacje jak w stolicy przeprowadzić, w pozostałych, niezniszczonych jeszcze miastach - Kielcach, Częstochowie, Radomiu, Krakowie, Tarnowie. Na szczęście rozwój wydarzeń uniemożliwił realizację tych szaleńczych pomysłów.”
Znaczenie militarne AK było niewielkie. „W jej działaniach zasadniczą rolę odgrywały aspekty prewencyjne i represyjne.” Z danych niemieckich wynika, że od sierpnia 1942 do lipca 1944 roku polskie podziemie zabiło 9671 Niemców i 11481 Polaków.
Już podczas wojny o mających negatywny stosunek do Powstania pisano, że to „rozhisteryzowane baby” i „ciemne chłopy”, „ledwo czytający i piszący, mający czelność nazywać powstanie w Warszawie idiotyzmem i szaleństwem, a generała Bora zbrodniarzem i zdrajcą”.
Do dzisiaj powszechnie panuje mit o wstrzymaniu przez Stalin ofensywy sowieckiej na Warszawę, w rzeczywistości na bazie dokumentów sowieckich wiadomo, że Stalin już na dziesięć dni przed wybuchem powstania zaniechał ataku na Warszawę i jako cel ofensywy wyznaczył Lublin.
Mimo to, Komorowski, Pełczyński, Okulicki, Chruściel przy poparciu Mikołajczyka doprowadzili do wybuchu powstania i nieuniknionej rzezi, gdyż jak pisał Okulicki: „potrzebny jest czyn, który by wstrząsnął sumieniem świata”. Bezbronna ludność Warszawy stała się moralnym zakładnikiem w celu wywarcie presji na mocarstwa zachodnie i Stalina.
Autor skupia się w pracy nie tylko na samym Powstaniu, lecz opisuje również tworzenie się AK i oraz opracowywanie planów funkcjonowania polskiego ruchu oporu podczas wojny.
Istotnym aspektem, o którym dzisiaj się nie mówi, to fakt iż zarówno w kraju jak i na emigracji Polacy nigdy nie stanowili monolitu, lecz ciągle prowadzili walki pomiędzy różnymi środowiskami politycznymi, które powodowały powstanie „konspiracji w konspiracji”. W wyniku tego dla celów łączności posługiwano się różnymi szyframi i kanałami. Specjalnym szyfrem w celu uniemożliwienia Mikołajczykowi zapoznanie się z treścią rozmów, posługiwali się kontaktując z sobą generałowie Sosnkowski i Okulicki. Oficjalne kontakty z krajem zmonopolizowali ludowcy kierowani przez Mikołajczyka, a od 18 kwietnia 1944 r. Anglicy wprowadzili cenzurę depesz wysyłanych do kraju i kontrolowali depesze przychodzące.
Po zakończeniu wojny materiały ZWZ i AK znajdujące się w Londynie znajdowały się pod kontrolą byłych oficerów AK, którzy wybiórczo je prezentowali pomijając niewygodne dla siebie. Z powodu dowodzenia AK z Londynu przy pomocy łączności radiowej dowódcy AK mieli również możliwość manipulacji przekazywanymi informacjami.
„W depeszach władz zarówno z kraju jak i zagranicy często świadomie wyolbrzymiano własne możliwości, aby w ten sposób zwiększać swoje znaczenie lub uzyskać określone korzyści (np zwiększenie subwencji pieniężnych).”
Pod pojęciem pułków i batalionów, kryły się kilkudziesięcioosobowe oddziały, zadające Niemcom rzekome straty sięgające setek zabitych żołnierzy. Dochodziło również do preparowania dokumentów.
Na plany dotyczące działań ZWZ i AK największy wpływ miały wydarzenia z okresu I wojny światowej. Kiedy okazało się, że nie wybuchnie powstanie w Kongresówce, Piłsudski próbował rozbudować konspirację wojskową pod nazwą Polska Organizacja Wojskowa (POW). Gdy w październiku 1914 roku Niemcy zaczęli zbliżać się do Warszawy polecił przeprowadzenie działań przeciw wycofującym się Rosjanom. Nakazał wykorzystanie ostatniego momentu i zaatakowanie wojsk rosyjskich nie dopuszczając do wysadzenia przez nich zaminowanych obiektów, następnie obsadzenie najważniejszych obiektów w Warszawie, wywieszanie sztandarów i przywitanie Niemców jako gospodarze. 4 sierpnia 1915 roku po opuszczeniu Warszawy przez Rosjan, członkowie POW zajęli Pałac Namiestnikowski i wywiesili na nim polską flagę.
Naprawdę zaskakującym jest fakt, że dowódcy AK nie potrafili wymyślić niczego nowego, tylko przepisali rozkazy Piłsudskiego i określili je jako Plan Burza, zamieniając jedynie wojska rosyjskie na wojska niemieckie.
Kolejnym wydarzeniem mającym wpływ na wizję dowództwa AK był rozpad armii niemieckiej w listopadzie 1918 roku i wytworzona w wyniku tego próżnia polityczna. KG AK przewidywała, że teraz również dojdzie do tego samego i AK bez problemu przejmie kontrolę nad ziemiami polskimi bez większego oporu ze strony niemieckiej. Umknął im w tym miejscu fakt, iż do 1919 roku front niemiecko-rosyjski utrzymywał się w okolicach Dniepru zabezpieczając tworzące się państwo polskie. Wywodzące się z Legionów polskie dowództwo było przekonane, że i tym razem dojdzie do równoczesnej klęski zarówno Niemiec jak i Sowietów. Dowódcy polscy nie widzieli żadnych różnic pomiędzy wojnami, zapominali o bezkrwawym właściwie uwolnieniu Polski w 1918 r wynikającym z porozumień z radami żołnierskimi rozkładającej się armii niemieckiej.
W okresie międzywojennym armia cieszyła się wielkim prestiżem a społeczeństwo było przekonane o niezwykłych kwalifikacjach polskiej kadry oficerskiej. Kampania wrześniowa była wstrząsem. Wyższa kadra oficerska została wyśmiana przez Hitlera. Dlatego Rowecki uważał, że dla odbudowy autorytetu oficerów niezbędne będą zwycięskie walki z Niemcami.
7 listopada 1939 r. gen. W. Sikorski skumulował niemal dyktatorską władzę. Jednak jego władza Naczelnego Wodza była jedynie nominalną, gdyż odziały polskie podlegały dowództwom alianckim. Pełną władzę miał jedynie nad oddziałami konspiracyjnymi w kraju. 13 listopada gen Sosnkowski został Komendantem Głównym ZWZ, powołanego na miejsce Służby Zwycięstwu Polski. 30 czerwca 1940 roku płk Rowecki został komendantem głównym ZWZ w Warszawie. Podstawowy skład sztabu tworzyli w większości oficerowie dyplomowani absolwenci Wyższej Szkoły Wojennej.
Aby dostać się do WSW należało przejść bardzo trudne egzaminy wstępne, jednak do rzadkości należało aby ktoś jej nie ukończył, dla przykładu Królewską Pruską Akademię Wojenną, szkolącą najlepszych na świecie oficerów Sztabu Generalnego, kończyło jedynie 20% słuchaczy.
Poziom WSW się obniżył po dojściu do władzy Piłsudskiego, który sam żadnego wykształcenia wojskowego nie posiadał. Studia trwały trzy lata. Na pierwszym roku przerabiano wybraną kampanię napoleońską lub przebieg wojny polsko-rosyjskiej z 1831 roku. Na drugim studiowano działania armii w ramach dywizji. Na trzecim kształcono oficerów w pracy sztabowej.
Jak widać program WSW był całkowicie oderwany od współczesnej wojny i prowadził często oficerów do oderwania od rzeczywistości. Sowa zwraca uwagę na fakt, iż sztabowcy KG AK nie mieli pojęcia o prowadzeniu walki w konspiracji. Wiedzę na ten temat posiadał jedynie Rowecki analizujący przed wojną rebelie komunistyczne.
Najważniejszym elementem decydującym o randze oficerów było wywodzenie się albo z Legionów, albo z POW.
„Dlatego przynajmniej dla części z nich nie liczyły się ofiary ludzkie i materialne ponoszone w walce, tylko sama walka. W ich myśleniu mniejszą rolę odgrywało przeświadczenie, że podstawową powinnością wojska jest obrona substancji narodowej, dominowało natomiast przekonanie, iż w walce o uzyskanie niepodległości nieważne są straty i należy ją podjąć w imię honoru, nawet nie mając szans na zwycięstwo.”
Zaskakująca byli liczebność Komendy Głównej ZWZ i AK, która od 1941 do 1944 roku wzrosła z 300 do 1200 osób.
Już 4 maja 1940 r gen Sosnkowski wydał instrukcje:
„Wszelkie wystąpienia z bronią w ręku przeciwko okupantom mogą mieć sens polityczny i cel jedynie w końcowym okresie wojny, gdy wojska sprzymierzonych zbliżać się będą do kraju, względnie gdy wojskowe i polityczne osłabienia okupantów postąpi tak dalece, że powstanie będzie miało szanse realnego zawładnięcia krajem.
Po klęsce Francji i katastrofie Armii Polskiej młodsi oficerowie zaczęli obwiniać starszych za klęskę. Powstały organizacje konspiracyjne złożone z młodych oficerów.
Dwóch kapitanów piechoty J. Górski i M. Kalinkiewicz w czerwcu 1940 r opracowało plan powstania w kraju wspartego przerzuconymi mostem powietrznym PSZ na Zachodzie. Były to fantazje bez pokrycia w rzeczywistości, gdyż żadna ówczesna armia świata nie miała takich możliwości technicznych, a tym bardziej PSZ. Pod wpływem tego planu przystąpiono jednak do tworzenia brygady spadochronowej.
Jednocześnie rozrastał się również i Sztab Naczelnego Wodza liczący w 1943 roku ponad 300 osób. Co jest tym bardziej zadziwiające, że odziały polskie podlegały aliantom a nie Sikorskiemu.
6 grudnia 1940 r gen Sosnkowski przedstawił Sikorskiemu plan powstania powszechnego. Miało ono wybuchnąć w chwili klęski Niemiec i polegać na dobijaniu armii niemieckiej. Powstanie miały wesprzeć dwa desanty: morski w opanowanym rejonie Pomorza Gdańskiego i powietrzny lekkiej piechoty i spadochroniarzy. Do jego wykonania potrzeba było 1056 samolotów transportowych.
Kolejny raz widać poruszanie się polskiego dowództwa w świecie fantazji. Polskim sztabowcom umknęły dwa fakty, po pierwsze skąd wezmą te tysiąc samolotów, a przede wszystkim jak widać nie mieli pojęcia o geografii, skoro zapomnieli o tym, że Bałtyk zamykają Cieśniny Duńskie.
Kolejny plan przedstawił 8 stycznia 1941 roku płk Marecki. Do jego celów zaliczono: niedopuszczenie do wycofania się sił niemieckich stacjonujących w Polsce, zniszczenie niemieckiego aparatu administracyjnego i politycznego, oczyszczenie z napływowej ludności niemieckiej i ustalenie granicy zachodniej. W działaniach miały wziąć udział dwa bataliony spadochroniarzy oraz polskie dywizjony myśliwskie i bombowe bazujące na lotniskach w Polsce. Ponownie zadziwia ignorancji naszych sztabowców, którym umknął fakt, że lotnictwo bojowe to nie tylko samoloty i piloci, lecz baza techniczna, mechanicy, obsługa itd. Zakładano, że analogiczne powstanie wybuchnie w Czechosłowacji.
Kolejny plan z marca 1941 r zakładał działania ofensywne na Bałtyku.
Czytając założenia tych planów, serio ciężko jest uwierzyć, że nie były pisane po pijaku. Przecież sztabowcy aż takimi idiotami nie mogli być.
Z kolei w kraju Rowecki znał fantasmagorie na temat grup pospolitego ruszenia „szerokich mas narodu”. Jakoś umknął mu fakt, że dla tych mas narodu nie posiada w ogóle broni. Jednak uważał, że w gdyby wkraczali Sowieci, do powstania miało nie dojść a konspiracja miała zostać utrzymana. Wybuch powstania byłby możliwy jedynie w sytuacji gdyby ZSRR zachowywał się biernie i pozostał na dotychczasowej linii okupacyjnej. Gdyby jednak Sowieci weszli już po rozpoczęciu powstania, należało z nimi prowadzić walkę bez względu na koszty.
Zakładano brak oporu ze strony wojsk niemieckich, które miały się poddać bez walki i dać rozbroić. Zdecydowana akcja bojowa miała dotyczyć policji i administracji.
Zakładano dodatkowo desanty spadochroniarzy oraz desant pięciu - sześciu dywizji zmotoryzowanych desantowych na Wybrzeżu Bałtyku, które miały nacierać na Poznań. Walkę z Sowietami planowano prowadzić w oparciu o obronę na linii Wisły. Ważniejsze miejscowości pomiędzy Bugiem a Wisłą przekształcone miały zostać w ośrodki oporu.
W kolejnej cześci Rowecki omawiał zbrojne opanowanie terenów do Odry i Nysy Kłodzkiej. Dwa miliony Niemców miało zostać przymusowo wysiedlonych.
Cały czas uważano, że klęska Niemiec będzie analogiczna jak w listopadzie 1918 roku.
Plan Roweckiego dotarł do Londynu 25 czerwca 1941 r, będąc już nieaktualnym z powodu wojny pomiędzy Niemcami a ZSRR.
Pod naciskiem Anglików, 30 lipca 1941 r w Londynie doszło do podpisania układu polsko-sowieckiego. Na znak protestu z rządu ustąpił gen Sosnkowski, a dowództwo nad AK przejął jako Naczelny Wódz Sikorski.
Rowecki przedstawił kolejny plan powstania powszechnego zakładający desant powietrzny trzech dywizji pancernych angielskich oraz PSZ. Ciężko uznać, że nasi dowódcy byli całkowicie zrównoważeni psychicznie skoro generowali takie bzdury.
Sikorski 22 maja 1942 r uznał ten plan całkowicie nierealny, uświadamiając Roweckiemu, że jedna dywizja pancerna to 3600 pojazdów zużywających 180 ton paliwa na 100 km, a jeden czołg waży 28 ton. Idąc dalej lotnictwo nie jest w stanie działać bez swych baz tym bardziej, że nie było takich samolotów transportowych. Serio Rowecki będący generałem był aż takim ignorantem?
W odpowiedzi 8 września 1942 r Rowecki przekazał do Londynu kolejny plan. Zgodnie z nim powstanie miało być osłonięte od wschodu akcją dywersyjną, która miała przerwać ruch transportów wycofującego się wojska niemieckiego. Za wschodnią granicą Polski do linii Dniepru działania miała przeprowadzać organizacja Wachlarz. Celem było doprowadzenie do rozmów z dowództwem niemieckim i skierowanie transportów do Prus Wschodnich. Powstanie miało wybuchnąć w chwili gdy klęska Niemiec będzie przesądzona.
Tuż przed śmiercią Sikorski odpisał, że wsparcie powietrzne zakładane przez Roweckiego jest nierealne, również przerzut wojska jest niemożliwy.
14 października 1943 r kolejny dowódca AK, gen. T. Komorowski w referacie podkreślił, że powstanie powszechne bez pomocy z zewnątrz jest skazane na niepowodzenie.
Niemcy dobrze orientowali się w przygotowaniach AK do powstania, podkreślali jednak polską skłonność do znacznego przeceniania możliwości politycznych i wojskowych.
Sowa podkreśla nierealność planów AK zakładających brak oporu niemieckiego oraz założenie, że niemal nieuzbrojeni powstańcy zdobędą ufortyfikowane obiekty. Plany były całkowicie niespójne, z jednej strony zakładały wymóg wsparcia lotniczego a z drugiej nie uwzględniały go. Nie uwzględniano również w ogóle strat wśród ludności cywilnej. Cały czas liczono na powtórzenie sytuacji z 1918 r, kiedy Niemcy pokonały Rosję, a same poniosły klęskę.
Struktura organizacyjna ZWZ została określona 7 lutego 1940 r. Najniższą komórką była sekcja licząca od 5-7 ludzi, trzy sekcje tworzyły drużynę, a trzy drużyny pluton. Teoretycznie miał on liczyć 64 żołnierzy, w rzeczywistości rzadko przekraczał 30. Do końca okupacji plutony stanowiły podstawę określenia liczebności AK. Jasno widać jak łatwo było zawyżyć liczbę żołnierzy. Największym problem było zaopatrzenie w broń, po kampanii wrześniowej wystarczyło jej na wyposażenie trzech dywizji, jednak w miarę upływu czasu coraz więcej broni na skutek złego przechowywania ulegało zniszczeniu. Zgodnie z kalkulacjami Komendy Głównej AK, aby powstanie miało szansę powodzenia należało przerzucić sprzęt dla 10 dywizji, co wymagałoby użycia 1055 samolotów transportowych. Problem w tym, że Alianci ograniczali dostawy broni dla AK.
W latach 1941-1944 do Polski dotarły 443 ton broni, amunicji i sprzętu. Dla porównania ruch oporu we Francji otrzymał 10485 ton, partyzanci w Jugosławii 76171 ton a greccy 5796 ton. Powodem tak małych dostaw było to, że Alianci nie chcieli wzmacniać antysowieckiego podziemia w Polsce.
Jeżeli chodzi o taktykę walk, to powstanie miało być połączeniem działań wojskowych z masowym ruchem rewolucyjnym. Jasno widać, że nawet w tej kwestii Komenda Główna AK była całkowicie oderwana od rzeczywistości, i pokutowała w niej wizja nowej wersji powstania styczniowego.
W ogóle gdy zagłębiam się w kolejne plany, wizji, raporty mam wrażenie, że nasi oficerowie przeszli jakąś lobotomię i ich wizje były jedynie kolejnymi odsłonami punktu widzenia nie żyjącego już niemal od dekady Piłsudskiego. Umknęła im cała II wojna światowa, zupełnie jakby byli zamknięci w jakiejś stodole od 1939 roku.
Komorowski bredził o nią hamowaniu samorzutnego zrywu, o opanowaniu przez powstańców umocnionych punktów nieprzyjaciela i pozostawieniu losu ludności niemieckiej „w rękach odruchowego gniewu polskiego narodu”. Czyli planował przeprowadzenie czystek etnicznych?
„Tylko pełna, najwyższa brutalność i bezwzględne niszczenie nieprzyjaciela może wzbudzić jego lęk, załamanie się i skapitulowanie z prób dalszej walki”. Zakładano przede wszystkim zabijanie wartowników i patroli bagnetami, a oficerów we własnych mieszkaniach. W celu zaskoczenia wroga powstania miało wybuchną w nocy. Planowano atakować jedynie najważniejsze cele - ogniska walki, do których zaliczono największe miasta i miasta powiatowe.
„Powstanie musi charakteryzować długotrwałe, precyzyjne w szczegółach przygotowanie, a następnie krótkie, gwałtowne, powszechne i jednoczesne uderzenie, które przez postawienie wszystkiego na jedną kartę i działanie niezwykle śmiałe powinno doprowadzić do rozstrzygnięcia w ciagu niewielu godzin powstańczej nocy.”
Ubolewać należy, że z tego wszystkiego udało się zrealizować jedynie postawienie wszystkiego na jedną kartę…
Poważnym problemem było również fatalne wyszkolenie a raczej jego brak. Szkolenie w większości przypadków sprowadzało się do wydawania instrukcji. Wbrew mitom, ogromna większość akcji dywersyjnych sprowadzała się do wykonywania wyroków na osobach oskarżonych o kolaborację lub winnych przestępstw kryminalnych.
„Nawet te najlepiej wyszkolone (oddziały AK) miały w praktyce kłopoty z pracami saperskimi, nie potrafiono na przykład skutecznie zniszczyć torów kolejowych.”
Do dzisiaj nie wiadomo jaka była faktyczna liczebność ZWZ AK. Rowecki oceniał liczebność AK w GG na 2000 plutonów, na terenach włączonych do III Rzeszy na 350, a na Kresach na 240 plutonów. Dawałoby to łącznie 123500 członków AK. AK jednak była wykrwawiana w wyniku aresztowań. 1 marca 1944 r AK miała liczyć 8920 plutonów, w tym 6287 pełnych (po około 50 żołnierzy) i 2633 szkieletowych, co dawałoby łącznie 380 000 żołnierzy. W ciągu roku jak widać miałby nastąpić wzrost o ponad 5000 plutonów.
Jednak te liczby nie korelują z aresztowaniami. Jedynie w styczniu 1944 r 3219 AKowców zginęło a 10700 zostało aresztowanych. Do tego dochodzą wywózki na roboty do Rzeszy. Od października do grudnia 1943 r zostało wywiezionych 175 329 osób, z tego z samej Warszawy 82957.
Naczelny Wódz oceniał liczbę żołnierzy AK na 150 000.
Jednak Szef Operacji AK płk J. Bokszczanin po wojnie pisał o notorycznym fałszowaniu raportów o liczebności AK przez gen. Pełczyńskiego. Również aresztowany przez NKWD, oficer KG AK płk. R. Rudkowski zeznał, że „Komenda Główna AK oszukiwała londyński rząd w sprawie liczby akowców i ich uzbrojenia, zwiększając przy tym cztery-pięć razy stan liczebny AK”.
Amerykanie oceniali liczbę AKowców na 65 000. Z kolei wojskowy wywiad niemiecki podległy gen. Gehlenowi oceniał liczebność AK od 100 do 200 tysięcy.
Zaskakujące jest również przecenianie wsparcia dla Polski ze strony Amerykanów. Po spotkaniu z Rooseveltem, 8 maja 1942 roku Sikorski oznajmił:
„Dzisiaj jesteśmy w pełni tego słowa znaczeniu podmiotem, a nie przedmiotem w polityce międzysojuszniczej.”
Anglicy wprost mówili, że nie zwiększą pomocy ponieważ Sowieci sugerują, że ta pomoc będzie użyta przeciw nim.
Podczas kolejnych spotkań z będącym w trakcie kampanii wyborczej Rooseveltem, Sikorski brał zwykłe uprzejmości za zasadniczą zgodę. 5 grudnia 1942 r informował „wbrew sądom niektórych członków Rządu memoriał znalazł pełne uznanie prezydenta, który uważa uderzenie z Bałkanów przez Turcję i dążenie do połączenia armii alianckich tędy z Polską za najbardziej korzystne i możliwe. Koncepcja federacji na osi Belgrad - Warszawa stawiana jest śmiało.”
Czytając powyższe słowa raczej nie wskazują one na zbytnią inteligencję i znajomość tematu przez polskiego premiera i naczelnego wodza. Kolejny raz zadaję to samo pytanie, jak to możliwe, że nasi wojskowi biorąc udział w tej wojnie mogli być aż takimi horrendalnymi ignorantami.
„Niestety Roosevelt i Churchill umiejętnie wykorzystywali słabostki Sikorskiego, pozwalając mu się wypowiadać na tematy strategiczne, co pozwalało polskiemu przywódcy mniemać, że jest mężem stanu na skalę światową i utwierdzało w poczuciu własnej wielkiej roli, co zresztą starał się wykorzystywać do wzmocnienia swojego prestiżu w środowiskach polskich.”
W połowie sierpnia 1943 r na konferencji w Quebecu, Roosevelt i Churchill podjęli decyzje o inwazji od strony Francji a nie Bałkanów. Roosevelt uważał, że inwazja na Bałkany może mieć wydźwięk antysowiecki. Sprawa Polski i wsparcia powstania została ostatecznie pogrzebana. Na prośby Polaków o zwiększenie dostaw broni dla AK, przewodniczący Kolegium Szefów Sztabów USA admirał Wiliam Leahy powiedział, że „alianci zachodni muszą liczyć się ze stanowiskiem Sowietów i obawiają się, że dostarczona Armii Krajowej broń zostanie wykorzystana na walki z nimi”.
Sowa zwraca uwagę na największy błąd jaki popełniły władze Polski po agresji sowieckiej, którym było nie ogłoszenie formalnie stanu wojny z ZSRR. Skutkiem tego Sowieci mogli utrzymywać tezę, że Polska przestała istnieć jako państwo, jednocześnie uwalniało to aliantów z konieczności rozwiązania problemu granic Polski z Sowietami. Jednocześnie dla KG AK Sowieci byli wrogiem w takim samym stopniu jak Niemcy. Sowieci dzięki aresztowaniom oficerów ZWZ dokładnie orientowali się w jego strukturze. Zmiany nastąpiły po podpisaniu układu Sikorski - Majski, 30 lipca 1941 r. Z rządu ustąpił gen. Sosnkowski z powodu braku gwarancji dla granic sprzed 1 września. W sierpniu z misją wojskową do ZSRR udał się gen. Z. Szyszko - Bohusz. Przystąpiono do tworzenia Armii Polskiej. Autor zwraca uwagę na możliwą infiltrację armii Andersa przez NKWD i brakiem badań na temat działalności kontrwywiadu polskiego.
19 listopada 1941 r gen. Sikorski wydał instrukcję, że wejście Armii Czerwonej na teren Polski musi spotkać się ze zbrojnym oporem. W tym okresie gdy Sowieci ponosili klęski instrukcja była więc bezprzedmiotowa.
Póżniej Sikorski wydał instrukcję, że do Polski wraz z Sowietami wejdzie Armia Polska gen. Andersa.
Po krótkim okresie poprawnych stosunków, bardzo szybko wszystko zaczęło się psuć. W lipcu 1942 r zlikwidowano polską ambasadę, w sierpniu 1942 r rozpoczęła się ewakuacja Armii Andersa z ZSRR. Stało się jasnym, że do Polski wejdą jedynie Sowieci. 12 stycznia 1943 r Rowecki otrzymał rozkaz, aby traktować Rosjan „jako sprzymierzeńców i nie dopuścić do walki z nimi”.
Rowecki odpisał, że gdy na teren Polski wejdą Sowieci, koniecznym będzie wybuch powstania i to nawet w chwili, gdy Niemcy nie będą pokonani. Sikorski odpowiedział, że Polska nie może prowadzić wojny na dwa fronty, i że Polacy powinni powitać Sowietów jako gospodarze i wcześniej przejąć władzę administracyjną. Pomysłem Roweckiego było przeprowadzenie powstania nie jednocześnie w całym kraju, lecz strefami: pierwsza obejmowałaby Kresy z Wilnem i Lwowem, druga do Bugu i Sanu, kolejne dalsze rejony kraju.
„Moment wybuchu związany byłby z faktem wkroczenia Rosjan, a nie stanem rozkładu Niemców”.
Uzależniał jednak akcję od uzyskania pomocy w uzbrojeniu i desancie wojsk spadochronowych.
Sikorski zaakceptował koncepcję Roweckiego.
Z 25 na 26 kwietnia 1943 r Sowieci zerwali stosunki dyplomatyczne z rządem Sikorskiego, z powodu ujawnienia przez Niemców zbrodni w Katyniu.
Churchill przesłał Stalinowi słowa, że „nawet gdyby wersja niemiecka była prawdziwa, to i tak nie zmieniłoby to jego sojuszniczego stanowiska wobec Stalina i ZSRR, bo „na wojnie wszystko się zdarza””.
Rowecki zaproponował przygotowanie planu walki z Sowietami.
30 czerwca 1943 r w Warszawie został aresztowany gen. Rowecki, a 4 lipca w Gibraltarze zginął gen. Sikorski. Nastąpił kryzys polityczny. Ostatecznie premierem został S. Mikołajczyk, a Naczelnym Wodzem gen. K. Sosnkowski. Anglicy popierali Mikołajczyka natomiast przeciwstawiali się nominacji Sosnkowskiego. Ponieważ Mikołajczyk z Sosnkowskim prowadzili wojenkę, bardzo szybko zaczęli wciągać Anglików w konflikt. Mikołajczyk był rolnikiem z Wielkopolski i miał ukończone jedynie cztery klasy szkoły powszechnej, tropiącym zawzięcie zwolenników sanacji. Gdy premierem był Sikorski, domagał się usunięcia Roweckiego i Pełczyńskiego. W stosunkach z ZSRR był gotowy na zmianę granicy wschodniej.
Gen. Sosnkowski z kolei, był dobrze wykształcony. Kiedyś był najbliższym współpracownikiem Piłsudskiego. Miał słabe doświadczenie w dowodzeniu, natomiast był świetnym organizatorem. W 1939 r z powodzeniem dowodził szczątkowymi trzema dywizjami piechoty. Miał jednak kłopoty z podejmowaniem decyzji. Uważał, że sytuacja Polski jest analogiczna do Czechosłowacji w okresie konferencji monachijskiej, oraz że trzecia wojna światowa jest nieunikniona. Dlatego należy rozbudowywać armię i w jak najlepszym stanie dotrwać z nią do końca wojny.
Niestety Szef Sztabu Naczelnego Wodza, gen. S. Kopański, były dowódca Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich oraz minister obrony narodowej, gen. M. Kukiel byli związani z Mikołajczykiem.
W tym czasie w Sztabie Naczelnego Wodza pracowało około tysiąca ludzi, czyli tyle ile w całej armii przed II wojną światową.
W kraju, Komendantem Głównym AK został gen. T. Komorowski, którego doświadczenie obejmowało jedynie dowodzenie pułkiem kawalerii i organizowania zawodów konnych. Nie miał większych zdolności i nie potrafił podejmować decyzji, które często podejmował jego zastępca gen. T. Pełczyński. Problem pogłębiał fakt, iż na skutek sporów pomiędzy Mikołajczykiem a Sosnkowskim zaczęli oni coraz częściej odwoływać się do KG AK, w wyniku czego doszło do jej uniezależnienia.
Ponownie przystąpiono do planów powstania, ponownie Anglicy stwierdzili, że wsparcie powietrzne jest niemożliwe, mimo to Sosnkowski nie poinformował o tym, Komendy Głównej AK.
Od 1941 r zaczęto formować jednostkę przeznaczoną do udziału w powstaniu, a mianowicie 1 Samodzielną Brygadę Spadochronową. Do września 1944 r brygada nie potrafiła osiągnąć przewidywanego stanu liczącego 179 oficerów i 2644 żołnierzy. W marcu 1944 r Brygada została przekazana dowództwu sprzymierzonych. Do końca wojny Brygada nie była w stanie wykonać pierwotnego swojego celu, czyli desantu w kraju. Nie było to możliwe ani szkoleniowo, ani logistycznie. Nie było takich środków transportowych aby wykonać to zadanie.
W Londynie cały czas był konflikt pomiędzy Mikołajczykiem gotowym do nawiązania stosunków z Sowietami bez warunków wstępnych, a Raczkiewiczem i Sosnkowskim chcących uzyskać od Sowietów potwierdzenia przedwojennej granicy wschodniej Polski. Sosnkowski przy tym uważał, że zarówno Sowieci jak i Niemcy wyczerpali już swoje rezerwy. Przypominam, iż to była połowa 1943 r.
26 października 1943 r. Rączkiewicz podpisał instrukcję Sosnkowskiego dla Kraju, która jednak nie miała cech rozkazu. Zgodnie z nią warunkami koniecznymi do wybuchu powstania miały być: głębokie wejście w Europę aliantów zachodnich, uzyskanie od nich skutecznego wsparcia z powietrza a także ich wkroczenia na tereny objęte powstaniem, zaopatrzenie przez nich AK w broń, zrzut Polskiej Brygady Spadochronowej, wylądowanie rządu w Kraju oraz pomoc sprzymierzonych w porozumieniu z Sowietami. W sytuacji gdyby do Polski wcześniej wkroczyły wojska sowieckie, Władze Krajowe i Siły Zbrojne w Kraju miały pozostać w konspiracji.
Natomiast Mikołajczyk cały czas uważał, że wybuch powstania i AK mogą być argumentem, który wykorzysta w rozmowach z Sowietami.
W tym czasie Komorowski wbrew przesłanej instrukcji podjął decyzję o wydaniu rozkazów do Burzy. O swojej decyzji poinformował rząd dopiero dwa miesiące później. Zgodnie z decyzją Komorowskiego a wbrew instrukcji Naczelnego Wodza, cała uzbrojona część AK miała zostać ujawniona Sowietom.
W lutym 1944 r Sosnkowski nadal był przekonany, że celem Stalina jest przekształcenie Polski w 17 republikę sowiecką ale jednocześnie był przekonany, że wojna będzie się przeciągać, że „Niemcy i Rosja osłabią się wzajemnie tak, że rozstrzygające zwycięstwo wraz z zajęciem terytoriów niemieckich i polskich przypadnie państwom anglosaskim”.
Jak widać, polski Naczelny Wódz po pięciu latach wojny nadal nic nie rozumiał i nic nie widział, cały czas obracał się wokół wizji końca I wojny światowej. Zalecił Dowódcy AK unikanie starć zbrojnych z Rosją, zakazał ujawniania oddziałow AK i wycofywanie je na zachód Polski.
16 lutego Churchill jasno wyłożył Mikołajczykowi stanowisko Anglii.
„Nie możemy i nie chcemy zatrzymać Rosjan maszerujących przez Polskę na Niemcy. Będziemy w najlepszych stosunkach z Rosjanami. Polska będzie niewiele więcej niż skargą i olbrzymim, odbijającym się echem, krzykiem bólu. Wielka Brytania, choć lepiej położona nie jest dużo większą niż Polska. Zrobimy co w naszej mocy, ale nie ocali to Polski.”
20 lutego Churchill w liście poinformował Stalina o założeniach Burzy.
Trzeba podkreślić, że Sosnkowski w odróżnieniu do Sikorskiego nie wydawał Dowódcy AK rozkazów a jedynie ograniczał się do instrukcji. Komenda Główna AK z drugiej strony od listopada 1943 r do lipca 1944 r nie informowała Sosnkowskiego o swoich decyzjach.
Pierwszym okręgiem, w którym miała zostać przeprowadzona akcja Burza, był Wołyń, który wówczas spływał krwią mordowanych przez UPA Polaków. Dowódca 27 Dywizji Piechoty AK, płk. Bąbiński dokonał samowolnej zmiany otrzymanych z KG AK wytycznych i zamiast działań rozproszonych zdecydował o utworzeniu dużego, liczącego 30 tys Korpusu AK. W tym celu ogołocił polskie miejscowości z oddziałów samoobrony wystawiając je na rzeź ze strony UPA. Ostatecznie Bąbiński został odwołany ze stanowiska a na jego miejsce przysłano płk. J. Kiwierskiego Oliwę.
27 DP AK liczyła około 2200 żołnierzy. W ramach oczyszczania terenu z UPA, w okresie od 11 stycznia do 18 marca 1944 r „w rejonie Tomaszowa Lubelskiego zniszczono co najmniej 49 wiosek ukraińskich”. Od 28 marca dywizja zaczęła toczyć regularne walki z armią niemiecką, w których wspierały ją dwa sowieckie pułki kawalerii. 15 kwietnia znalazła się w okrążeniu. Ostatecznie w czerwcu na lubelszczyznę przebiło się 1300-1500 ludzi. Sowa zwraca uwagę na dziwną rozbieżność dotyczącą liczebności tej dywizji, Komenda Główna AK oraz jej dowódca płk. Oliwa podawali 2200 osób, natomiast autorzy monografii wywodzący się z jej szeregów podawali ponad 6 tysięcy.
W wyniku działań na Wołyniu, KG AK zakazała koncentrowania dużych jednostek i nakazała operowanie małymi jednostkami oraz wstrzymywanie się z ujawnianiem Sowietom. W większych osiedlach należało zorganizować samoobronę, w celu ochrony ludności i ich opanowania natychmiast po opuszczeniu przez Niemców. W miejscach publicznych należało wywiesić flagi w celu udowodnienie, że teren jest opanowany przez AK.
Na wiosnę 1944 r nastąpiły zmiany w KG AK. Do tej pory Szefem Operacji KG był gen. S. Tatar, który nie ukrywał swojego niskiego zdania na temat kwalifikacji Komorowskiego i Pełczyńskiego. Uważał również, że należy się porozumieć z Sowietami zanim dotrą do granicy Polski i to nawet za cenę ustępstw terytorialnych. Ostatecznie 15 kwietnia gen Tatar został wysłany do Londynu. Jego następcą został płk. J. Bokszczanin Sęk, który w 1939 r. dowodził 10 Pułkiem Strzelców Konnych. Niestety Komorowski i Pełczyński na narady wzywali jego zastępcę płk. J. Szostaka Filipa. Dlaczego tak się działo wyjaśniają wspomnienia Bokszczanina:
„Pełczyński nie doceniał możliwości Niemców. Stale mówił o zbliżającym się rozkładzie armii niemieckiej i wszędzie widział jej objawy.” Bokszczanin był rownież przeciwnikiem ujawniania się AK wobec Sowietów.
Bokszczanin został przez Komorowskiego odwołany, gdy 3 czerwca 1944 r do Warszawy przybył gen. L. Okulicki Kobra. Okulicki został aresztowany 22 stycznia 1941 r we Lwowie przez NKWD. Podczas śledztwa zdradził on prawdziwe nazwiska, charakterystyki i obsadę ZWZ. Tajemnicą w tej sytuacji jest zaufanie jakie miał do Okulickiego, Sosnkowski. Po wyjściu z więzienia Okulicki dwukrotnie spotkał się ze Stalinem, a następnie dowodził 7 Dywizją Piechoty u Andersa.
Sosnkowski wysłał Okulickiego do Warszawy z instrukcją dla Komorowskiego aby główne siły AK pozostały w podziemiu, ograniczyły walkę do minimum i nie ujawniały się Sowietom. Tymczasem Okulicki jak tylko znalazł się na miejscu rozpoczął działania całkowicie odmienne dążąc do otwartej walki z Niemcami.
Komorowski mianował Okulickiego na Szefa Operacji KG, mimo iż nie miał on żadnego doświadczenia w dowodzeniu.
W kwietniu 1944 r rozpoczęła się Akcja Burza na Litwie. Łącznie w okręgu było 13 brygad partyzanckich i 2 szwadrony kawalerii o łącznej liczebności około 15 tyś ludzi. Oddziały te systematycznie walczyły z partyzantką sowiecką. Komorowski zatwierdził plan Ostra Brama zakładający zdobycie Wilna. Ponieważ rozkazy nie dotarły do wszystkich w ataku na Wilno nie brało około 4500 żołnierzy znajdujących się w pobliżu. Od marca 1944 r Niemcy zaczęli zmieniać Wilno w twierdzę i gromadzili w nim czołgi, artylerię. O tym wszystkim AK jak zawsze nic nie wiedziało. Na początku lipca z Wilna masowo uciekła ludność. W atmosferze chaosu atak przeprowadziło mniej niż 4000 Akowców. Od katastrofy oddziały AK uratowały przybyłe oddziały sowieckie. Ostatecznie Wilno zostało zdobyte 13 lipca 1944 r. Po walce oficerowie AK zostali aresztowani przez NKWD.
Operację Ostra Brama opisał mjr Kalankiewicz:
„ w jaki sposób miernota, prywata, samowola, brak dyscypliny i rzetelności w pracy dowódczej podcinają korzenie wszelkich poważnych przedsięwzięć, bez których nie może istnieć silny naród. Mogło nas być podczas uderzenia na Wilno 12 tysięcy, a było 2 tysiące. Mogliśmy walczyć nocą, kiedy nieprzyjaciel nie był w stanie wykorzystać swojej przewagi technicznej - a my tonęliśmy we krwi w dzień, bezbronni pod ogniem nieprzyjacielskiej artylerii i lotnictwa.”
Katastrofa nie przeszkodziła w przekuciu jej w raportach wysyłanych do Londynu w wielki spektakularny sukces.
„Ta nieprawdziwa, zaprezentowana w depeszach wizja operacji Ostra Brama do dzisiaj dominuje w podręcznikach szkolnych i jest przekazywana w mediach.”
Na terenie obszaru lwowskiego siły AK w lutym 1944 r wynosiły około 25 tys słabo uzbrojonych żołnierzy. Karabiny i pistolety posiadało jedynie 1450 żołnierzy. Komendant podokręgu Lwów wydał zarządzenie do Burzy, zakazując prowadzenie walk w mieście i nakazując pacyfikację wszelkich wystąpień Ukraińców przez natychmiastową likwidację ich sił. Również i tu sprawozdania nie były wolne od przesady i wyolbrzymiano w nich rolę AK w walkach. Sowieci jak w Wilnie, początkowo odnosili się życzliwie do oddziałów AK, a następnie aresztowali ujawnionych dowódców.
Akcja Burza zakończyła się w chwili wygaśnięcia sowieckiej ofensywy na ziemiach centralnej Polski.
W Londynie, Mikołajczyk starał się zintensyfikować walkę zbrojną w kraju, chcąc dostać atut w rozmowach z Churchillem i Stalinem. Sosnkowski pod koniec czerwca planował wyjazd na inspekcję II Korpusu. 4 lipca Mikołajczyk wysłał depeszę do Delegata Rządu Jankowskiego z zapytaniem, czy obecnych akcji nie nazwać powstaniem, oraz czy planuje się powstanie w obecnej sytuacji na wypadek „rozsypki Niemców”. 6 lipca Sosnkowski w depeszy do Komorowskiego pisał „powstanie zbrojne bez uprzedniego porozumienia politycznego jest niemożliwością”.
Po kolejnym spotkaniu 6 lipca u prezydenta Raczkiewicza, Sosnkowski wysłał niefortunną depeszę:
„Jeśli przez szczęśliwy zbieg okoliczności w ostatnich chwilach odwrotu niemieckiego, a przed wkroczeniem oddziałów czerwonych, powstaną szanse choćby przejściowego i krótkotrwałego opanowania przez nas Lwowa, Wilna, innego większego centrum - należy to uczynić i wystąpić w roli pełnoprawnego gospodarza”.
11 lipca Sosnkowski wyjechał do Włoch. W tej chwili utracił łączność z Krajem, gdyż Sztab Naczelnego Wodza nie miał bezpośredniej łączności z radiowej z II KP. Wynikało to z braku zgody Anglików. Do łączności radiowej wykorzystywano polską bazę w Bari, położoną 250 km od sztabu Andersa. Stacja ta mogła się łączyć z Londynem jedynie dwa razy dziennie. W wyniku tego łączność z Warszawą przechodziła przez Mikołajczyka, bo Kopański i Tatar współpracowali z premierem.
22 lipca ogłoszono w Moskwie powstanie PKWN pretendującego do roli polskiego rządu.
25 lipca z Warszawy Komorowski wysłał depeszę: „Jesteśmy gotowi w każdej chwili do walki o Warszawę. Przybycie do tej walki Brygady Spadochronowej będzie miało olbrzymie znaczenie polityczne i taktyczne. Przygotujcie możliwość bombardowania na nasze żądanie lotnisk pod Warszawą. Moment rozpoczęcia walki zamelduję.”
W odpowiedzi 28 lipca Mikołajczyk wysłał depeszę:
„Na posiedzeniu Rządu RP zgodnie zapadła uchwała upoważniająca Was do ogłoszenia powstania w momencie przez Was wybranym.”
Okazało się, że rząd nigdy takiej uchwały nie podjął, a wojskowi nie zostali o depeszy poinformowani. Po wojnie Mikołajczyk wypierał się tej depeszy.
Kopański nie poinformował Sosnkowskiego o planach wybuchu powstania.
28 lipca minister Eden odpowiedział prezydentowi Raczkiewiczowi, że niezależnie od trudności skoordynowania pomocy z rządem sowieckim, którego siły działają na terytorium Polski, w razie ewentualnego powstania niemożliwym jest przeniesienie brygady spadochronowej do Warszawy bez ryzyka gigantycznych start, niemożliwe jest również przerzucenie dywizjonów myśliwskich, niemożliwe jest również zbombardowanie lotnisk pod Warszawą gdyż są poza zasięgiem bombowców alianckich.
Odpowiedź Anglików nie dosyć, że nie została przekazana Warszawie, to w dodatku gen. Tatar informował Komorowskiego, że czynione są starania w celu realizacji pomocy brytyjskiej. Również 28 lipca Sosnkowski w swojej depeszy niejednoznacznie odniósł się do planowanego przez KG AK powstania. Na jego obronę Sowa wskazuje, że Kopański nie przekazał mu pełnego tekstu depeszy Komorowskiego o zamiarze wywołania powstania, tak więc Naczelny Wódz nie miał pojęcia co właściwie się dzieje. Również KG AK po nie informowała Sosnkowskiego o zmianach planu Burza. Jednocześnie Sosnkowski po wyjeździe do Włoch utracił kontrolę nad działaniami AK.
W Kraju, Komorowski uznał, że w wyniku operacji Bagration armia niemiecka uległa rozkładowi. Niestety cała wiedza, którą posiadała KG AK pochodziła jedynie z oficjalnych komunikatów Kwatery Głównej Armii Czerwonej i niemieckiego OKW. Oficerom AK brakowało profesjonalnej wiedzy. Braki wiedzy wywiadu AK były porażające, jego raporty nawet myliły się w określeniu niemieckich związków taktycznych.
„O taktyce (sposobach walki) obu stron, zwłaszcza sowieckiej, nie wiedziano dosłownie nic. Ta sama konstatacja dotyczy wiedzy (a raczej jej braku) o niemieckich i sowieckich planach operacyjnych i możliwościach ich realizacji. Dlatego też kategoryczne oceny gen. Komorowskiego, można - znając wiedzę, którą dysponował dowódca AK - porównać do wróżenia z fusów.”
14 lipca dowódca AK zdecydował, że „AK musi stoczyć ostateczną walkę z Niemcami”. Celem jej miało być: zademonstrowanie przed światem naszego nieugiętego stanowiska wobec Niemców i niezłomnej walki z nimi, wyrwanie Sowietom atutu do zaliczania AK w poczet cichych sojuszników Niemiec, kierowanie częścią społeczeństwa, które dążyło do odwetu.
Jak wskazuje autor nie było ani jednego celu militarnego. Głównym celem miało być stworzenie Sowietom trudności politycznej.
„Zdaję sobie sprawę, że ujawnienie nasze grozić może wyniszczeniem najbardziej ideowego elementu w Polsce, lecz niszczenia tego nie będą Sowiety mogły przeprowadzić skrycie, a będzie musiał nastąpić jawny gwałt, co może wywołać protest przyjaznych nam sojuszników”.
Jak widać KG AK od samego początku liczyła się z rzezią, a mimo to z premedytacją dążyła do powstania.
Jednocześnie w tym samym dniu stwierdzono, że siły AK dysponują nikłą wartością bojową.
Okulicki od chwili przybycia do Warszawy krytykował koncepcję Burzy oraz działania Sosnkowskiego i Mikołajczyka. Wraz z płk. Rzepeckim oraz dowódcą okręgu AK Warszawa, płk. Chruścielem, zaczęli tworzyć grupę nacisku. Okulicki „uznał konieczność stoczenia z Niemcami w stolicy spektakularnej bitwy, mającej zwrócić oczy świata na Polskę”. Argumentem był całkowicie zafałszowany obraz zdobycia Wilna przez AK. Jednocześnie Okulicki wprowadzał z premedytacją KG AK w błąd na temat pomocy aliantów.
26 lipca Pełczyński wydał rozkaz, że powstanie może wybuchnąć w każdej chwili.
„Musicie być gotowi do uderzenia najpóźniej 8 godzin od chwili otrzymania decyzji.”
W rzeczywistości niezbędne było zgodnie z planami 48 godzin.
Po 20 lipca Niemców w Warszawie ogarnęła panika, 23 wydano rozkaz o opuszczeniu miasta przez niemieckie kobiety. Słychać było odgłosy artylerii. Rozbite niemieckie wojska wykonywały bezładny odwrót przez mosty na Wiśle. Według gubernatora dystryktu warszawskiego Ludwiga Fischera, to właśnie był najlepszy czas do wybuchu powstania.
Wszystko uległo zmianie 26 lipca. Do Warszawy wróciła administracja niemiecka, gubernator Fischer wydał odezwę nakazującą wrócić do pracy. Ulice patrolowała policja, przeprowadzono aresztowania i zlikwidowano kilka konspiracyjnych magazynów z bronią.
27 lipca przez Warszawę na wschód przejechało ponad 200 czołgów. Między 29 a 31 lipca przez Warszawę przerzucono Dywizję Pancerną Hermann Goering. O tym co się dzieje zdawali się wiedzieć wszyscy poza KG AK.
Płk. Chruściel tłumaczył podkomendnym:
„Niemcy nie wytrzymają naszych uderzeń kierowanych ze wszystkich stron jednocześnie, żołnierz niemiecki jest zdemoralizowany odwrotem i zniechęcony do dalszego prowadzenia wojny, bić się nie będzie.”
W rejonie Warszawy znajdowały się trzy dywizje, w tym dwie pancerne: Hermann Goering i Viking, przeciw którym planowano rzucić 40 tysięcy Akowców uzbrojonych z trzy tysiące sztuk broni ręcznej.
Dowódcy AK stawiali wszystko na jedną szalę, licząc na szybkie przyjście z pomocą armii sowieckiej.
Płk. Chruściel przekonywał KG AK:
„Kto nie będzie miał broni palnej, dostanie granaty, a dla kogo zabraknie granatów, niechaj bierze do ręki kamień, łom czy siekierę i tym zdobywa broń dla siebie.”
Komenda Główna AK podejmowała decyzję o powstaniu nie posiadając żadnej wiedzy, karmiąc się jedynie przekonaniem, że Niemcy nie mają już sił.
Na spotkaniu Rady Jedności Narodowej 31 lipca ustalono, że wystarczy 12 godzin, aby uruchomić urzędowanie administracji cywilnej.
„Tak czy inaczej, moment uderzenia na Niemców został określony nie na podstawie przesłanek wojskowych, ale wyłącznie politycznych, co samo przez się skazywało powstanie na klęskę, i w istocie było krokiem samobójczym, a nie racjonalnie zaplanowaną operacją wojskową.”
Na przyśpieszenie wybuchu powstania cały czas naciskał Okulicki. Wspierał go w tym powiązany z ludowcami, Rzepecki, uważając że powstanie wzmocni pozycję Mikołajczyka podczas spotkania ze Stalinem.
27 lipca Fischer wezwał ludność do kopania rowów przeciwczołgowych następnego dnia. O godzinie 19 Chruściel wydał rozkaz o zgrupowaniu się na stanowiskach wyczekiwania. Komorowski rozkaz ten odwołał. Na mobilizację stawiło się 80% stanu osobowego. 30 lipca pojawiły się pogłoski o czołgach sowieckich pod Warszawą.
Po mobilizacji wśród żołnierzy pojawiły się watpliwości, gdy okazało się że brakuje broni.
„W rezultacie część plutonów już wówczas rozeszła się do domów, argumentując, że „z gołymi rękami nie pójdą na karabiny maszynowe”.
Od 29 lipca radio Moskwa wyzwało ludność do powstania. Wezwanie powtórzyło 30 lipca radio Kościuszko.
31 lipca rano odbyła się narada KG AK. Okulicki, Rzepecki i Szostak domagali się wybuchu powstania. Ostatecznie Komorowski powiedział, że do 2 sierpnia decyzja o wybuchu powstania nie będzie podjęta. O 16:30 doszło do narady Komorowskiego, Pełczyńskiego, Okulickiego i Chruściela. Chruściel zameldował, że czołgi sowieckie znajdują się już pod Radzyminem.
Stwierdził: „walkę o Warszawę powinnismy podjąć bezzwłocznie, w przeciwnym razie będzie za późno”. Trzech generałów zakładało, nie wiadomo dlaczego, że Sowieci zajmą Warszawę w ciagu najbliższych godzin. Podjęto decyzję, że powstanie wybuchnie 1 sierpnia o godzinie 17:00. Gdy na naradzie pojawili się pozostali członkowie KG dowiedzieli się, że na decyzja została podjęta, a na jej zmianę jest już za późno.
„Powstanie w Warszawie wywołane zostało ze względów politycznych, w całkowitym oderwaniu od rozwoju sytuacji międzynarodowej i położenia wojsk na froncie niemiecko-sowieckim. Zamierzano w ten sposób postawić przed faktem dokonanym sojuszników zachodnich i ZSRR. Uznano za pewnik, że celem wojskowych działań sowieckich jest zdobycie Warszawy i w zasadzie nie rozpatrywano możliwości zaistnienia sytuacji, w której Sowieci mogliby mieć inne plany lub zdecydować się na pozostawienie ludności walczącej w stolicy Polski samej sobie.”
23 czerwca 1944 r rozpoczęła się Operacja Bagration. W jej wyniku doszło do rozbicia niemieckiej Grupy Armii Środek. 3 lipca Armia Czerwona zdobyła Mińsk. 21 lipca Stalin zrezygnował z planu zdobycia Warszawy i nakazał marszałkowi Rokossowskiemu zająć Lublin. Ponieważ z punktu widzenia wojskowego nie miało to większego sensu, wyjaśnił Rokossowskiemu, że chodzi o osadzenie tam PKWN. Stalin prawdopodobnie pod wpływem wydarzeń we Lwowie oraz ostrzeżeń ze strony Wasilewskiej i ZPP uznał, że ulokowanie polskiego sowieckiego rządu w Warszawie przysporzy wielu problemów, dlatego zdecydował się na jego siedzibę wybrać Lublin.
Od 24 do 25 lipca trwały ciężkie walki o Lublin. Sowieci mieli 159 czołgów w naprawie, a 68 zniszczonych. Coraz bardziej były niewydolne tyły sowieckie, na co wskazywał Żukow.
29 lipca Rokossowski wydał 2 Armii Pancernej rozkaz forsowania Wisły. 1 sierpnia 8 Armia Gwardii rozpoczęła forsowanie Wisły w rejonie Magnuszewa. W tym czasie trwała bitwa pancerna pod Okuniewem. Wszystkie próby ataku na Warszawę zostały powstrzymane przez Niemców. Ciężkie walki trwały do 3 sierpnia. Sowieci ponosili ciężkie straty. Gdy siły niemieckie stale się wzmacniały, to siły sowieckie były cały czas osłabiane. Wynikało to w dużej mierze ze zmiany sowieckich planów operacyjnych.
30 lipca do Moskwy przybyli Mikołajczyk, minister T. Romer i przewodniczący Rady Narodowej RP S. Grabski. O wybuchu powstania Mikołajczyk dowiedział się 3 sierpnia od ambasady brytyjskiej. Podczas spotkania ze Stalinem, ten przerwał jego wywody mówiąc, że AK nie ma żadnego znaczenia. Mikołajczyk opierając się na wyolbrzymionych depeszach KG AK oponował. 4 sierpnia Stalin odpowiedział Churchillowi, że nie wyobraża sobie aby AK pozbawiona artylerii, lotnictwa i czołgów była w stanie zdobyć Warszawę, w której Niemcy mają cztery dywizje pancerne.
Stalin nie zgodził się na alianckie loty wahadłowe z pomocą dla Warszawy. O pomoc dla Warszawy prosił cały czas Mikołajczyk. Stalinowi prawdopobnie zależało na jak najszybszym upadku powstania i przewidywał, iż dojdzie do niego w ciagu kilku dni. Cały czas trwały ciężkie walki pod Magnuszewem i pod Warszawą. 14 sierpnia natarcie sowiecie ruszyło na Sandomierz, który został zdobyty 18 sierpnia. Od 1 sierpnia do 15 września na kierunku warszawskim 1 Front Białoruski utracił 167 tysięcy żołnierzy, a Niemcy 91 tysięcy.
Losy Warszawy zostały przesądzone gdy 20 sierpnia Stalin zdecydował o ofensywie na Rumunię, gdzie zostały skierowane wszystkie odwody i uzupełnienia. Na kierunku warszawskim miały być prowadzone jedynie lokalne operacje.
Dopiero 9 września Stalin wydał zgodę na alianckie loty wahadłowe. Jedyny taki lot odbył się 18 września. 10 września Sowieci wznowili uderzenie na Warszawę. Według Rokossowskiego to by dopiero był dobry moment na wybuch powstania. 13 września Niemcy wysadzili mosty na Wiśle. Po zmianie planów sowieckich i ofensywie na Rumunię w interesie Stalina było to, żeby powstanie trwało jak najdłużej.
Walki wojsk 1 Frontu Białoruskiego wypierających Niemców na północ od Warszawy trwały do końca października. Wojska sowieckie ponosiły ogromne straty ostrzeliwane przez Niemców z wysokich brzegów. Doprowadziło to do ostrego konfliktu Rokossowskiego z wydającym rozkazy Żukowem, Rokossowski odwołał się do Stalina, a ten mu przyznał rację. Działania zostały wstrzymane, a Stalin zlikwidował ogniwo dowodzenia Żukowa.
Zdaniem Sowy los powstania został przesądzony już 21 lipca, gdy Stalin doszedł do wniosku na bazie wydarzeń w Wilnie, że może mieć problem z osadzeniem PKWN w Warszawie i postanowił, że kluczowy będzie Lublin, w wyniku czego to właśnie on a nie Warszawa stał się celem ofensywy.
Przed wybuchem powstania, a po wymordowaniu Żydów, ludność Warszawy liczyła 954 360 mieszkańców, w tym 921 tyś Polaków, 16 tyś Niemców i 3600 Rosjan i Ukraińców. Garnizon warszawski AK liczył 40 tyś żołnierzy.
Warszawa zgodnie z planami była wyłączona z walk. Sowa obala tezę, że broń z Warszawy była odsyłana na Wschód. Była to teza wymyślona przez szefa uzbrojenia AK ppłk Jana Szypowskiego i miała być usprawiedliwieniem dla słabo uzbrojonego AK w Warszawie. Z raportów wynika, że w lipcu 1944 r przekazano jedynie 50 pistoletów.
Oficerowie byli zaskoczeni brakiem koncentracji oddziałów AK a zamiast tego ich rozwodnieniem. Postawione cele przekraczały możliwości atakujących oddziałów. Obowiązywał plan z 1940 r przewidujący demoralizację armii niemieckiej analogicznie do 1918 r.
W lipcu 1944 r do planu wprowadzono zmiany z inicjatywy Chrusciela, jedną z nich było ustalenie godziny wybuchu powstania na 17 (do tej pory miało to być przed świtem), oraz skrócenie czasu koncentracji z 48 do 24 godzin.
Niemcy spodziewając się powstania, od 1943 r umacniali gmachy. W wyniku klęski na skutek Operacji Bagration, Niemcy wyprowadzili z Warszawy 25 000 ludzi. 23 lipca wybuchła panika wśród Niemców. Jednak została ona opanowana 29 lipca. Zdaniem Komorowskiego 1 sierpnia w lewobrzeżnej Warszawie Niemcy mieli 17 tys żołnierzy, 35 dział pancernych i 25 czołgów. Niemcy doskonale orientowali się w sytuacji i spodziewali się wybuchu powstania już 29 lipca.
Rozkaz o godzinie wybuchu powstania został rozesłany rano, co doprowadziło do chaosu a do części oddziałów nie dotarł na czas. Tylko niewielka część powstańców była uzbrojona, np na 200 ludzi 2 rkm, 12 pm, 40 pistoletów, na 48, 3 pistolety i 40 granatów.
1 sierpnia na godzinę W, stawiło się około 50 % stanów, z 30% uzbrojeniem posiadanej broni.
Atak zakończył się katastrofą. Nie zdobyto żadnego z istotnych obiektów. Straty były kolosalne, ogólnie wyniosły 10%, ale oddziałach atakujących silnie umocnione obiekty, sięgały powyżej połowy. Atakowano mało istotne cele, co budziło zdziwienie Niemców.
Zaskakuje oderwanie od rzeczywistości dowództwa AK. Chruściel 2 sierpnia meldował:
„Amunicja na wyczerpaniu. Nastrój jednak jest dobry - ludność z entuzjazmem popiera walkę. Czas pracuje dla nas. W tym stanie rzeczy proszę o ponaglenie przez Londyn Bolszewików i ramowe instrukcje na najbliższy okres walk”.
Słowem, wszystko się waliło, nie udało się osiągnąć ani jednego celu, a mimo to dowództwo AK uważało, że wszystko jest w najlepszym porządku. Meldowano o zniszczeniu kilkudziesięciu niemieckich czołgów, szkoda tylko, że Niemcy nic o tym nie wiedzieli. Od 3 sierpnia rozpoczęły się rzezie ludności cywilnej, którą Niemcy pędzili przed czołgami.
Od samego początku domagano się od Anglików wysłania Brygady Spadochronowej, bombardowania pozycji niemieckich oraz wysłania dywizjonów myśliwskich na lotniska pod Warszawą. Anglicy odpowiedzieli, że takie operacje są technicznie niewykonalne.
Komorowski raportował same sukcesy, wielki entuzjazm ludności, krwawe straty Niemców oraz w sprzęcie zmotoryzowanym, a obawiał się jedynie braku amunicji. Pominął również mało istotny fakt, że powstańcy nie zdobyli żadnego ważnego obiektu.
Niemcy do tłumienia powstania skierowali pułk SS dr Oskara Dirlewangera, złożony z kryminalistów ale niestety jednocześnie doświadczonych żołnierzy, dwa bataliony azerbejdżańskie, kompanie policji i żandarmerii, pułk RONA czyli rosyjskich i ukraińskich kolaborantów Kamińskiego, pułk Kozaków, pułk ochrony, szkolne bataliony grenadierów oraz pociąg pancerny. Na dowódcę wyznaczono SS Obergruppenfuhrera Ericha von dem Bacha.
Poza czołgami Niemcy używali Gąsieniców transportery Borgward IV, przenoszące 450 kg ładunku wybuchowego i kierowane za pośrednictwem radia. Po zrzuceniu ładunku pojazd odjeżdżał na 150 m i odpalano ładunek. 13 sierpnia żołnierze batalionu AK Gustaw zdobyli jeden Borgward i jako zdobyczny czołg przewieźli go na Stare Miasto, gdzie nastąpił wybuch jego ładunku. Zginęło kilkuset ludzi, którzy się zbiegli go oglądać.
Odnośnie jednostek ukraińskich, to składały się na nie dwie kompanie policji, kilkunastu Ukraińców z SS Galizien, wykorzystywanych jako tłumacze, oraz dwie kompanie z Ukraińskiego Legionu Samoobrony, sformowanego w 1943 r na Wołyniu.
Pomoc w postaci zrzutów była wielkim problemem. Z baz we Włoszech do Warszawy było 3 tyś km. Rezerwa paliwa, która normalnie wynosiła 25%, tutaj spadała do 10%. Samoloty startowały o 20, nad Warszawą były po północy, a większość lotu powrotnego wykonywały za dnia. Niemal cały lot był wykonywany nad terytoriami zajmowanymi przez Niemców. Maszyny nad Tatrami rozpoczynały obniżanie pułapu. Wszystko to powodowało bardzo wysokie straty.
Rząd polski zwrócił się o pomoc do Amerykanów, ale ci 11 sierpnia odpowiedzieli, że zrzuty broni dla AK należą do kompetencji brytyjskich.
W tym czasie Sosnkowski wykazał się jako Naczelny Wódz skrajną niekompetencją nakazując aby dywizjon 305 bez zgody angielskiego dowództwa wyleciał i zbombardował cele pod Warszawą. Ponieważ samoloty nie dałyby rady wrócić, lotnicy mieli skakać na spadochronach. Komorowski cały czas naciskał aby do Warszawy zrzucić Brygadę Spadochronową.
Dowódca lotnictwa i pilot gen. Rayski napisał:
„Wojska spadochronowe były w tamtych czasach transportowane na Dakotach D2, samolotach dość powolnych, zupełnie bezbronnych, pozbawionych możliwości obserwacji w tył. Ile takich Dakot trzeba by przygotować, żeby przewieźć tysiąc żołnierzy z uzbrojeniem, amunicją i ekwipunkiem przeciwpancernym. Przy dodatkowych zbiornikach Dakota nie wzięłaby więcej niż 10, może 13 żołnierzy. Lot do Warszawy na znacznie szybszym Liberatorze zajmował 11 godzin. Dakota leciałby około 15 godzin. Połowa lotu nad terenem nieprzyjaciela odbywałaby się przy świetle dziennym.”
Nierealne również były pomysły bombardowania celów pod Warszawą.
12 sierpnia z 11 samolotów zrzutów dokonało 7.
13 sierpnia wystartowało 28, do Warszawy doleciało 13, 3 Liberatory się rozbiły, jeden wylądował pod Kijowem
14 sierpnia wystartowało 26 maszyn, 11 dokonało zrzutów a Niemcy zestrzelili 8. W wyniku strat wstrzymano loty.
Jeśli chodzi o ludność cywilną, to na obszarze kontrolowanym przez oddziały AK znalazło się około 500 tyś ludzi. Bardzo szybko początkowe nastroje entuzjazmu przeminęły.
3 sierpnia gen. Stabel raportował Frankowi „Część ludności stoi po stronie Niemiec i odmawia udziału w walce”.
4 sierpnia meldował: „Postawa ludności polskiej nie jest jednolita. Znaczna część ludności wyraźnie odsuwa się od powstańców i nawet udziela pomocy niemieckim żołnierzom i policjantom”.
Gen. Stabel raportował, że mieszkańcy a nawet powstańcy w szeregu przypadków uwolnili lub uratowali żołnierzy niemieckich.
5 sierpnia dowódcy AK na Starym Mieście raportowali: „W ciągu ostatnich dwóch dni nastrój ludności spadł o 75%. Ludność przestaje pomagać. Nie daje kwater ani żywności. Oficerowie chcą się demobilizować.”
12 sierpnia AK raportowała, że ludność uważa, że powstanie było czynem nieprzemyślanym i żle zorganizowanym.
„Na tym tle powstają nastroje prorosyjskie, wytwarza się niechęć do AK.”
Determinację ludności jednak powiększali sami Niemcy mordując niewinnych ludzi i równając Warszawę z ziemią. Pod koniec obrony Starówki, „ludność wywieszała białe flagi, domagała się od dowództwa kapitulacji, na wezwania Niemców przechodziła do nich, a nawet probowała rozbierać barykady. W tych ostatnich przypadkach powstańcy używali broni.”
15 sierpnia Rokossowski rozkazał dowódcy 1 Armii WP uchwycenie przyczółków na Wiśle. W ciągu dwóch kolejnych nocy przeprawiły się dwa bataliony 9 pułku piechoty. 22 września 1 AWP podjęła nieudaną próbę przeprawy przez Wisłę. Od samego początku powstanie było fatalnie dowodzone. Brakowało łączności. Oficerowie byli niekompetentni. Wytracano siły w niepotrzebnych atakach.
W nocy z 10 na 11 września zostały wznowione loty. Wysłano 20 samolotów, z których 12 dokonało zrzutów, stracono 5 maszyn.
1 września gen Sosnkowski w „Dzienniku Żołnierza” opublikował rozkaz nr 19, skierowany do AK, w którym wyrzucał Anglikom brak wdzięczności za udział Polaków w Bitwie o Anglię, opuszczenie przez nich sprawy polskiej oraz niewypełnianie przez nich zobowiązań sojuszniczych.
7 września rozkaz ostro skrytykował Anders, jako uderzający w stosunki sojusznicze z Wielką Brytanią. 12 września Mikołajczyk zarządał od prezydenta usunięcia Sosnkowskiego ze stanowiska Naczelnego Wodza. 30 września Raczkiewicz zwolnił Sosnkowskiego.
W Warszawie Komorowski i reszta KG cały czas byli przekonani o bliskim nadejściu Sowietów. Sam Komorowski nie był w stanie dowodzić, zastępowali go Pełczyński, Szostak i Okulicki. 10 września doszło do próby pozbawienia Komorowskiego dowództwa, właściwie cała KG AK była w tej kwestii zgodna. Plan nie został zrealizowany z tego powodu, że Pełczyński odmówił przejęcia dowództwa a jednocześnie wydawało się, że Sowieci wznowili ofensywę. Wszyscy powoli dochodzili do wniosku o konieczności kapitulacji. Przeciwny jej był Mikołajczyk, który w depeszy 29 września snuł mrzonki o wielkiej powietrznej operacji aliantów i apelach do Stalina o zajęcie Warszawy. Ostatecznie 2 października powstańcy skapitulowali.
W powstaniu wzięło udział 48 133 powstańców, 7938 zginęło, 880 zmarło w wyniku ran, 404 zamordowali Niemcy, 25 tyś zostało rannych, a 7000 zaginęło. Ilu zginęło cywilów nikt dokładnie nie wie, szacuje się, że od 100 do 150 tysięcy. 25% infrastruktury miasta, w tym 100% Starego Miasta zostało zniszczone. Kolejne 30% zniszczyli Niemcy do stycznia 1945 r. Do Rzeszy wywieziono 26 319 wagonów z zagrabionymi dobrami i urządzeniami przemysłowymi.
Starty niemiecki wyniosły 1570 poległych, 7474 rannych. Czyli stosunek strat wyniósł 100 do 1.
Straty w broni pancernej były minimalne. Szokująca jest ignorancja w zakresie broni pancernej przez polskich oficerów zawodowych. Wszystkie gąsienicowe wozy w raportach AK były określane jako czołgi. Według zeznać Okulickiego powstańcy zniszczyli co najmniej 10 Tygrysów.
Jak argumentuje Sowa, po 21 lipca gdy Stalin skierował ofensywę na Lublin, powstanie nie miało żadnego sensu. Problem w tym, że propaganda AK, PSZ na Zachodzie i obecna dalej nie przyjmuje tego faktu do wiadomości. Komenda Główna AK do końca uważała, że powstanie utrzymywało od 3 do 6 dywizji niemieckich. Okulicki uważał, że dzięki powstaniu Niemcom udało się utrwalić front i powstrzymać Sowietów. Musiał być bardzo zaskoczony wobec tego gdy w styczniu 1945 r Sowieci bez problemu rozbili obronę niemiecką.
Stalin wręcz przeciwnie cały czas powtarzał, że wojskowa rola powstania jest znikoma, a strategiczne znaczenie Warszawy jest niewielkie. Podobnie uważali i Amerykanie i sami Niemcy. Dla Niemców było problemem taktycznym, gdyż utrudniało działania 9 Armii.
"Okulicki przyznał, że ludność cywilna była zakładnikiem niezbędnym do realizacji politycznych celów operacji warszawskiej zainicjowanej przez dowództwo AK. Nie wyobrażano sobie, że Stalin może się nie ugiąć przed perspektywą wymordowania ludności Warszawy, i chcąc, nie chcąc będzie musiał zaatakować.”
„Tak więc powstanie warszawskie było swoistym szantażem wobec Moskwy. Dowództwo AK nie doceniło jednak Stalina, któremu obce były jakiekolwiek uczucia humanitarne.”
Powstanie nie wstrząsnęło również „sumieniem świata” i według słów Jana Nowaka Jeziorańskiego było „burzą w szklance wody”. Nie wpłynęło w najmniejszym stopniu na politykę Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych.
Opis tej wspaniałej książki zakończę słowami autora:
„Plany operacyjne Armii Krajowej tworzone w trakcie powstania warszawskiego i w ostatnim okresie funkcjonowania tej organizacji są interesujące, gdyż pokazują, jak bardzo ówczesne kierownictwo państwa polskiego, w sierpniu i we wrześniu 1944 roku w okupowanym kraju, a po upadku powstania warszawskiego na uchodźstwie, zatraciło się w swoim rozumieniu polskiej racji stanu i dla osiągnięcia celów, nawet tylko taktycznych, gotowe było narażać kraj na całkowite zniszczenie, a ludność na dalsze cierpienia i fizyczne unicestwienie.”





Komentarze