„Mówił o wyprowadzaniu miejsc pracy za granicę, gwałtownie rosnących cenach leków, o spisku opłaconych bonzów obu partii, dzięki którym mogły zaistnieć te problemy. Często były to miejscowości niemal zupełnie spustoszone, miażdżone bezrobociem, długami, epidemią opioidową. Mieszkali tam ludzie wkurwieni, i to już od dłuższego czasu. Jeden z nich oświadczył, że głosował na Trumpa, bo „chuj z tym i chuj z nimi”. Miałem wrażenie, że głosowanie na „chuj z tym” znacznie przyczyniło się do zwycięstwa Trumpa. Byli to ludzie tak wkurwieni, przygnębieni, wściekli na wszystko - a szczególnie na pajaców w telewizji - że posłali Trumpa do Waszyngtonu z nadzieją, że typ wszystko to rozpieprzy, żeby Ameryka mogła zrobić restart. Na nich nie podziałają nawet całodobowe maratony newsów antytrampowskich, bo układów partyjnych nienawidzą nawet bardziej niż Trumpa.” - Taibbi o kampanii Trumpa w 2016 roku.
„Fundamentalne newsy pracują na rzecz interesów elit. A ich największe odkrycie, to odkrycie lepszego „wspólnego wroga”, jednych przeciwko drugim”.
„Nie możemy pozwolić, by choć przez chwilę przestali nas obserwować, bo dowody niekompetencji i skorumpowania polityków są wszędzie i nie da się ich podważyć.”
„Obecnie wytwarzamy niezgodę. Tylko tak możemy zapobiec rewolcie ludowej.”
„Od lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych weszliśmy w krainę zupełnie innych komunikatów. Konsumenci wiadomości w przeważającej części nie dostrzegli tej zmiany albo są zbyt młodzi, by ją pojąć. Różnica jest jednak niesamowita, przerażająca dla tych, którzy wiedzą, na co zwracać uwagę.”
„Wyhodowaliśmy sobie widownie niezdolne pojąć sprzeczności, odmienności czy subtelności. Wszystko musi być klarowną walką między dobrymi i złymi.”
„Według oficjalnych statystyk ostatnich parę lat to okres żwawej prosperity, wskaźniki bezrobocia spadały, giełda szła w górę. Wydajność produkcji rośnie bez ustanku. Cóż, kiedy pracujący na własne utrzymanie żadnej poprawy nie widzą. Pensje nie rosną. Medianie dochodów wciąż jeszcze sporo brakuje do poziomu z roku 2007.” - Thomas Frank
„Istnieje też jednak inny, dodatkowy wymiar. Pragniemy jeszcze odwrócić waszą uwagę od czegoś innego. Myśl o dopuszczeniu do tego, by widzowie myśleli samodzielnie budzi niewidzianą dotąd grozę. Wiecznie jesteśmy na wojnie jedni przeciw drugim”.
„Wiele bardzo ważnych problemów społecznych wyrasta z kwestii wspólnych dla republikanów i demokratów, ale w prasie regularnie sprzedajemy ludziom uproszczony obraz polityki, dwóch partii, które w żadnej kategorii nie mogą się pogodzić. Jeśli stoicie po którejś z tych stron, rzadko się zdarzy, byście zobaczyli ją w ogniu krytyki.”
„Ludzie w większości nie głosują, wyrażają w ten sposób odrazę czy sarkastyczną obojętność wobec oferowanego im wachlarza opcji politycznych.”
„Dyskusja, którą oglądamy, jest wyreżyserowana. Zakres argumentów został sztucznie zawężony na długo przed tym, nim dane nam było ich słuchać.”
„Handlowaliśmy gniewem, a robiliśmy to głównie przez serwowanie widzom tego, co chcieli słyszeć. Najczęściej wiązało się to z tłuczeniem materiałów o ludziach, których nasi odbiorcy uwielbiali nienawidzić. Najczęściej sprzedawaliśmy konflikt. We wczesnych latach dziewięćdziesiątych zaczęliśmy systemowo rozbijać rodziny, nastawiać grupy przeciwko sobie, sprawialiśmy, że konsumpcja wiadomości była pobudzaniem odruchu plucia jadem - konsumencką wersją „dwóch minut nienawiści”.”
„Im bardziej podzieleni jesteśmy jako naród, tym bardziej bezsilni politycznie się stajemy. Nienawiść idzie z ignorancją, a my w mediach staliśmy się już ekspertami w sprzedaży jednej i drugiej.”
„Wszyscy nienawidzą mediów. Najwyraźniej nikt w mediach nie rozumie czemu tak jest.”
„Teraz wiadomości sprzedają jeden zasadniczy produkt: podziały. Sztuka polega na tym, żeby stale zawężać wasze horyzonty umysłowe i nakręcać was bezsilnym gniewem. Zachęcamy do jak największych podziałów. Odkryliśmy, że możemy sprzedawać nienawiść, a im jadowitsza retoryka tym lepiej. Służy to ważniejszym celom politycznym. Dopóki społeczeństwo zajęte jest wzajemną nienawiścią i nie kieruje swego gniewu przeciwko bardziej złożonym procesom finansowym i politycznym dziejącym się dala od obiektywów kamer, ryzyko czegoś w rodzaju powszechnego powstania jest znikome.”
„Całe pokolenia wyborców wytresowano, by wierzyli, że polityk reprezentujący ich poglądy będzie raczej niewybieralny.”
„Problem polega na tym, że nikt w mediach nie wiedział, co się stanie, jeśli ludzie przestaną słuchać naszego rzewnego pierdolenia o wybieralności.”
„To nie prawda, to wyrób prawdo-podobny.”
„Pomysł na newsy jest ten sam: straszyć widzów, aż się posrają, po czym dawkować im po kropelce bezpieczeństwo i współczucie.”
„Nastrasz ludzi, aż narobią w gacie, a firmy mediowe zarobią ciężkie pieniądze, podczas gdy organy władzy będą miały coraz większe przyzwolenie na autorytarne rozprawiania się z bieżącym „diabłem dla ludu””.
„Staliśmy się najgorszymi wrogami dla siebie nawzajem, a im dłużej trwają te cykle, tym bardziej autorytarna przyszłość nas czeka.”
Matt Taibbi jest dziennikarzem i reporterem, pisał dla Rolling Stone, The Nation, New York Express. Jako reporter brał również udział w kampaniach prezydenckich, z których najważniejsza była ta, po której Trump pierwszy raz został prezydentem. Po przeczytaniu opisu tej książki spodziewałem się innego tematu, myślałem, że książka bardziej będzie dotyczyć mediów i tworzonej przez nich kultury nienawiści, szczuciu ludzi na siebie. Tymczasem okazało się, że książka przede wszystkim dotyczy powiązań i wzajemnego wpływu pomiędzy politykami a mediami, a przez to kultury nienawiści. Muszę przyznać, że spowodowało to, iż książkę przeczytałem jednym tchem. Ta książka jest genialna. Jej lektura pozwala zrozumieć co naprawdę się dzieje i przede wszystkim dlaczego tak się dzieje. Taibbi dokonuje reporterskiego ekshibicjonizmu, odsłania dosłownie wszystko. Nie ukrywa przy tym swoich lewicowych poglądów. Trochę się bałem, że w wyniku tego książka będzie napisana tendencyjnie i stanie się niestrawna, jednak ku mojemu zdziwieniu, Taibbiemu udało się dokonać niezwykle trudnej sztuki. Przy jednoznacznym zadeklarowaniu swoich poglądów jednocześnie napisał książkę w sposób bezstronny i traktując kompleks medialno-polityczny jako całość, bez podziału na nasi i wasi.
W przedmowie Taibbi pisze, że książka stała się jego osobistą spowiedzią. Przyznaje, że ponieważ media czerpią energię z wzajemnej nienawiści ludzi, on sam mówi: pisałem „jadowite eseje, przez które ludzie zapluwali się z wściekłości”. Jednak w miarę upływu lat zauważył coś bardzo ważnego, że większość problemów społecznych wynika ze wspólnej polityki zarówno republikanów jak i demokratów, ale media tych tematów nie podejmują, starając się ukazać fałszywy obraz partii, które ze sobą walczą. Celem mediów jest rozjuszenie ludzi. Treści stały się absurdalnie antyintelektualne. Najgorsze jest to, że dziennikarze nawołują do czegoś tak absurdalnego jak cenzura internetu. Jednak największym grzechem stała się bezstronność. Dziennikarze bezstronni, nie opowiadający się po żadnej ze stron, stali się wrogiem ich obydwu.
„Dziennikarze newsowi zaczęli świadomie dzielić i radykalizować swoich wyborców”
To czego obecnie jesteśmy świadkami, ta wylewająca się z mediów nienawiść do przeciwników to świadoma robota mediów, tych samych które z hipokryzją nawołują do zaprzestania mowy nienawiści. Obecne dziennikarstwo nie ma nic wspólnego z tym czym powinno być, zamiast niezależnego dziennikarstwa mamy twór, którego celem jest dzielenie i szczucia społeczeństwa na siebie.
Już Noam Chomsky zauważył, że istnieje skryta cenzura. Debata publiczna jest prowadzona w ten sposób, że usuwa się z niej wszelkie niewygodne kwestie.
„Dyskusja, którą oglądamy, jest wyreżyserowana. Zakres argumentów został sztucznie zawężony na długo przed tym, nim dane nam było ich słuchać.”
Wszystko co jest dopuszczalne w debacie publicznej musi się mieścić w zawężonym torze dopuszczalnych treści. To co widzimy to jedynie teatr dla tłumu.
Z debaty zniknęły treści związane z nieprawidłościami rządu, z korporacjami.
Autor wskazuje, że kiedyś celem mediów było zyskanie jak najszerszej widowni, co powodowało, że media starały się nie antagonizować obiorców i starały się zachować obiektywność. Jednak obecnie celem jest „szufladkowanie” widzów i ciągłe podgrzewanie nienawiści aby zdobyte plemię utrzymać przy sobie. Tożsamość plemienna opiera się nie na podobieństwach a różnicach, więc celem mediów jest podkreślanie i skupianie się na tych różnicach.
Zmienił się również zawód dziennikarza, kiedyś jego celem było relacjonowanie faktów tak uczciwie, jak tylko było można. Obecnie celem jest utrzymanie widza za wszelką cenę.
„Handlowaliśmy gniewem, a robiliśmy to głównie przez serwowanie widzom tego, co chcieli słyszeć. Najczęściej wiązało się to z tłuczeniem materiałów o ludziach, których nasi odbiorcy uwielbiali nienawidzić. Najczęściej sprzedawaliśmy konflikt. We wczesnych latach dziewięćdziesiątych zaczęliśmy systemowo rozbijać rodziny, nastawiać grupy przeciwko sobie, uprawialiśmy, że konsumpcja wiadomości była pobudzaniem odruchu plucia jadem - konsumencką wersją „dwóch minut nienawiści”.”
Taibbi wskazuje na kryzys, który przeżywają media, ogromna większość społeczeństwa już im nie ufa, nie zmienia to jednak samych mediów. Obecnie ogromna większość dziennikarzy jest pracownikami wielkich korporacji i reprezentuje ich interesy, a nie wierność prawdzie. Dzisiejsze media stały się sprzedawcą. Najpierw tworzone są treści umacniające określone poglądy, a następnie pod tym kątem pozycjonowane są reklamy. Nieistotne przed tym jest to, jakie ktoś wyznaje poglądy, ostatecznie i tak otrzymuje tą samą porcję reklam.
„To nie dziennikarstwo. To proces marketingowy zaprojektowany tak, by tworzyć retoryczne uzależnienia i zatrzaskiwać w waszych umysłach wszelkie drzwi niewiodące do konsumpcji. Tworzą się masy konsumentów mediów wytresowanych do patrzenia tylko w jednym kierunku, z końskimi klapkami założonymi na oczy, patrzących tylko w jedną stronę.”
Taibbi skupia się na pytaniu „Dlaczego oni nas nienawidzą?”. Dlaczego ludzie nienawidzą mediów?
Osiemdziesiąt procentów Amerykanów nie ufa mediom. Media przede wszystkim nie rozumieją tego co się dzieje, nie potrafiły zrozumieć przyczyn sukcesu Trumpa. Do tej pory zawsze rozgrywały kampanię prezydencką na zasadzie reality show, teraz pojawił się Trump, który ich bez problemu ograł. Miał wywalone na naukowe recepty na sukces i rozegrał kampanię jak walkę w wrestlingu, i przede wszystkim skupił się na ataku na media, jako stronniczych oszustów. Im bardziej był przez nie atakowany, tym bardziej wyborcy uważali, że ma rację.
Taibbi wskazuje przy tym na zamkniętą pętlę, w której znalazły się i nasze media. Artykuły przeznaczone są dla odpowiedniej grupy odbiorców, ta grupa je lajkuje, dając autorom fałszywe złudzenie, że większość wyborców ma te same poglądy, gdy przychodzi chwila wyborów okazuje się, że założenia były całkowicie błędne. Wtedy wychodzi na scenę stado ekspertów, i stara się znaleźć wszelkie możliwe wytłumaczenia poza tymi oczywistymi. Ponieważ nikt nie chce przyznać się do błędu, cały cykl powtarza się przy kolejnych wyborach.
Ponieważ każde wybory to przede wszystkim przedsięwzięcie komercyjne dla mediów, to w sytuacji gdy nie ma realnego kontrkandydata, media sztucznie pompują rzekome silne zagrożenie ze strony kandydata wystruganego z banana.
W kolejnym rozdziale Taibbi podaje receptę na sukces programu informacyjnego, orientacja polityczna nie ma tu jego zdaniem znaczenia. Celem jest aby społeczeństwo walczyło między sobą a nie z tymi na górze. Drogą do sukcesu jest Dziesięć przykazań nienawiści.
Istnieją tylko dwie ideologie.
Między tymi ideologiami trwa wieczna wojna
Nienawidzi się ludzi nie instytucji
Wszystkiemu winny jest ktoś inny
Nic nie jest winą wszystkich
Nie kombinuj, kibicuj
Ze swoją drużyną aż po grób
Nasz przeciwnik to dosłownie Hitler
W walce z Hitlerem wszystkie chwyty są dozwolone
Miej poczucie wyższości
W kolejnym rozdziale Taibbi zajmuje się kultem przeciętności. Jego zdaniem obecnie przeciętny felietonista nadaje się bardziej do składania mebli z Ikei niż do pisania tekstów. W mediach nastąpiła odwrotna ewolucja, stopniowo odpadają wszyscy bystrzejsi a na ich miejsce przychodzą coraz gorsze miernoty.
„Poglądy, które możecie czytać w felietonach, to najczęściej nie osobiste poglądy autora, lecz skomplikowane destylaty opinii obiegowych.”
W przestrzeni funkcjonują dwa zestawy opinii obiegowych, tak aby każda ze stron miała swój. W ramach tych opinii każda teza ma antytezę, każdy typ od nienawiści ma swojego antytypa po drugiej stronie. Z debaty zniknęły tematy istotne. Nie mówi się o katastrofach humanitarnych, o pracy dzieci, niewoli za długi, zbrodniach przeciwko prawom człowieka, korupcji urzędników, nie rozliczonych wydatków rządu, działaniach Banku Światowego, systemach emerytalnych, długu publicznym i innymi. Te tematy nie są w ogóle podejmowane w debacie publicznej, zamiast nich widzów zajmuje się problemami nieistotnymi, mającymi jedynie podgrzewać nienawiść pomiędzy obozami. Media przy tym nie mówią o błędach swoich partii lecz skupiają się jedynie na błędach przeciwników.
W tym miejscu Taibbi ponownie zadaje pytanie „Dlaczego tak nas nienawidzą?”
Media znalazły już odpowiedź na to pytanie, „Ludzie nie darzą nas nienawiścią, oni nienawidzą rzeczywistości. Ludzie są po prostu do dupy.”
Idąc dalej Taibbi skupia się na sondażystach.
„Cała sztuczka polegała na wykorzystaniu sondaży tak, by przekonać wyborców do interpretowania wiadomości politycznych na na własny rozum, lecz cudzymi oczami.”
Sondaże mają przekonać wyborców aby nie głosowali na polityków, których poglądy są im bliskie, lecz na polityków, którzy mają zgodnie z mediami mają największe szanse. Wyborcy głosują nie dlatego że są przekonani do kandydata, lecz dlatego że boją się zmarnowania swojego głosu. Skutkiem tego jest to, że wyborcy wybierają kandydatów, którzy reprezentują poglądy dla nich niekorzystne.
Kolejny rozdział Taibbi zatytułował „Niewidzialne prawybory, czyli my rozstrzygniemy wybory, zanim zrobicie to wy”.
Największym oszustwem wyborczym jest to, że to wyborcy decydują o wszystkim. W rzeczywistości o wszystkim decydują elity partyjne wskazując w tzw. prawyborach odpowiednich kandydatów. Wyborcy mogą więc wybierać spośród odgórnie wcześniej wytypowanych kandydatów. O wszystkim decydują nie wyborcy lecz pieniądz i preferencje sponsorów.
Snując swoje rozważania Taibbi przechodzi do newsów. Pisze coś co może zszokować czytelników „ My was nie informujemy. Nawet nie możemy tego zrobić”.
„Najważniejszą wiadomości na świecie, jest niezdolność przeciętnego konsumenta wiadomości do zrozumienia tychże”.
Ludzie po prostu mają nikłą wiedzę na temat podstawowych faktów gospodarczych, polityczych i społecznych. Problem jednak w tym, że tej wiedzy nie posiadają również wybrańcy narodu. Poziom wiedzy, elit i polityków zdaniem Taibbiego jest żenująco niski, nie dosyć że nie mają pojęcia o rozrywających się wokoło nich wydarzeniach, to w dodatku nie posiadają elementarnej wiedzy na tematy podstawowe. Obserwując co się obecnie dzieje na polskiej scenie politycznej nie sposób się z nim nie zgodzić.
Odbiorcy wiadomości wybierają odpowiednie dla siebie mitologie, wybierają nie prawdę, ale wyrób prawdo-podobny.
„Pomysł na newsy jest ten sam: straszyć widzów, aż się posrają, po czym dawkować im po kropelce bezpieczeństwo i współczucie.”
Media sprzedają strefy komfortu. Oglądając wiadomości dowiadujemy się o szlachetności naszych polityków i fatalnych błędach polityków z przeciwnej partii.
„Media są podzielone tak, by stale odcinać odbiorców od wszelkich wątków, które ich strona mogłaby uznać za kłopotliwe.”
Nasze media powiedzą nam, że sondaże wskazują na bezapelacyjne zwycięstwo naszego kandydata. Stronnicy każdej z partii uważają, że ci z przeciwnej partii mają klapki na oczach. Media utwierdzają widzów w tych wzorcach i uzależniają ich od „konfliktów, plucia jadem, poczucia wyższości. To działa. Biznes o tym wie: lęk i nieufność, to nałogi, które rzuca się jeszcze trudniej niż palenie”.
Taibbi opisuje jak media kreują rzeczywistość przeinaczając lub nawet wymyślając nieistniejące fakty. Przypomina sytuację z Wielkiej Brytanii i rywalizację pomiędzy Modsami i Rockersami. Słynne uliczne wojny, demolowanie miejscowości turystycznych nigdy nie miały miejsca i były wymyślone przez prasę. Skala zagrożenia była niewspółmiernie wyolbrzymiana, pojawiły się dehumanizujące epitety.
Paniki moralne są elementem symbiozy pomiędzy korporacjami medialnymi a władzami państwowymi.
„Nastrasz ludzi, aż narobią w gacie, a firmy mediowe zarobią ciężkie pieniądze, podczas gdy organy władzy będą miały coraz większe przyzwolenie na autorytarne rozprawiania się z bieżącym „diabłem dla ludu””.
Pamiętacie covid? To był sztandarowy model współpracy pomiędzy wszystkimi mediami a wszystkimi rządami, przy wykorzystaniu arcydiabla.
„Przeciąganie lęków przekładało się na zwiększone zyski spółkę medialnych i agresywne nawoływanie o zwiększenie rządowych uprawnień cenzorskich i kontrolnych, o ironio, by hamować rozprzestrzenianie się fake newsów.”
Doszliśmy do czasów kiedy już wszyscy mają swe własne diabły. Czeka nas wskazywanie coraz to nowszych rozwiązań autorytarnych. Media obecnie mogą nas straszyć bardziej niż kiedyś, co oznacza, że politykom będzie coraz łatwiej „zyskać przyzwolenie na cenzurę, podsłuchy, zakazy imigracji i inne rozszerzenia uprawnień.
Taibbi wykazuje w tym miejscu lewicowy punkt widzenia zapominając, że nie wszystkie diabły to diabły wyimaginowane, są jeszcze diabły całkowicie realne, o których wiemy ze statystyk.
W dalszej części autor opisuje rolę mediów w zniszczeniu Iraku, Libii i Syrii. Media w tych przypadkach były całkowicie na usługach rządu i przekazywały całkowicie i zmyślone fakty, dzięki którym Ameryka następnie szła na wojnę. Media również nie reagują a co więcej wspierają działania rządu, gdy ten za pośrednictwem dronów morduje niewinnych cywilów i dzieci, rzekomo likwidując dzihadystów. Publikując artykuły dziennikarze powołują się na swoje tajemnicze źródła w CIA lub wojsku, w rzeczywistości publikują dokładnie spreparowane materiały przygotowane przez CIA mające na celu urobienie opinii publicznej. Tłumacząc dlaczego doszło do tak dziwacznego sojuszu wskazuje na zmiany klasowe w branży. Kiedyś dziennikarze pochodzili przeważnie z klasy średniej lub robotniczej, obecnie praktycznie wszyscy prominentni dziennikarze pochodzą z klasy wyższej i ukończyli uczelnie z Ligi Bluszczowej, te same które ukończyli szefowie CIA. Obecnie dziennikarze stali się dworakami, łasymi na wszelkie zaszczyty.
W tym miejscu Taibbi jako obserwator kampanii wyborczej Trumpa, jako jedyny udziela odpowiedzi dlaczego Trump wygrał wybory, wskazuje również na widoczna i u nas pogardę mediów i tzw. elit w stosunku do zwykłych ludzi. Szermuje się pojęciem populizmu, jako synonimu dla korupcji zwykłych ludzi. Dziwnym trafem korupcja polityczna przeznaczona dla elit i kandydatów, których elity popierają jakoś im nie przeszkadza. Elity marzą o elitaryzmie, w którym głupawi prostaczkowie nie mają własnego zdania i całkowicie zawierzają mądrzejszym od siebie, czyli w mniemaniu elit im i reprezentujących ich dziennikarzom.
Dlaczego wygrał Trump?
„Mówił o wyprowadzaniu miejsc pracy za granicę, gwałtownie rosnących cenach leków, o spiku opłaconych bonzów obu partii, dzięki którym mogły zaistnieć te problemy. Często były to miejscowości niemal zupełnie spustoszone, miażdżone bezrobociem, długami, epidemią opioidową. Mieszkali tam ludzie wkurwieni, i to już od dłuższego czasu.”
W gazetach jednak o tym nie wspominano, czyniąc z Trumpa synonim terrorysty. Gdy natomiast wygrał, zamiast odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego?, zaczęto snuć bzdury na temat fenomenu Trumpa.
W mediach nastąpił kult ekspertów, którzy stali się głosem reprezentatywnym dla całego społeczeństwa, o którym ci nie mają zielonego pojęcia.
Obecnie media tworzą materiały tak by były nie dosyć, że skandalizujące, to jeszcze doprowadzały do strachu i niepokoju. Celem jest przykucie odbiorcy na tyle długo, aż nie odzyska równowagi umysłowej. Jednak przyciągnie uwagi nie jest jedynym celem, drugim celem jest odwrócenie uwagi od czegoś innego.
„Istnieje też jednak inny, dodatkowy wymiar. Pragniemy jeszcze odwrócić waszą uwagę od czegoś innego. Myśl o dopuszczeniu do tego, by widzowie myśleli samodzielnie budzi niewidzianą dotąd grozę. Wiecznie jesteśmy na wojnie jedni przeciw drugim”.
Zdaniem Taibbiego media stały się czymś w rodzaju kultu religijnego. Tak jak religie, tak i media tresują społeczeństwa. Propagują kurs nabożności, w razie zwątpienia zaostrzając przykazania.
„Konsumenci wiadomości zachowują się dziś jak sekciarze, sami izolują się intelektualnie, a utrzymaniu tego stanu rzeczy służy stała dieta przerażających historii o ich współobywatelach.”
„Usiłujemy zablokować wasze mózgi w stanie wojny nie tylko z przyziemnego powodu komercyjnego, ale też przez to, że wtedy nie myślicie o innych rzeczach.”
Na pytanie O jakich? Po upadku komunizmu zniknął wspólny wróg, przez jakiś czas próbowano go podmienić na nowego, islamskich terrorystów, jednak nie całkiem się na niego nadawali. Dlatego, w końcu dokonano fenomenalnego odkrycia, wrogiem stało się wzajemnie dla siebie społeczeństwo.
„Nie możemy pozwolić, by choć przez chwilę przestali nas obserwować, bo dowody niekompetencji i skorumpowania polityków są wszędzie i nie da się ich podważyć.”
Służba zdrowia to katastrofa, poraża ogromna nierówność w dochodach, totalny brak stabilności zawodowej u większości obywateli, rozpad infrastruktury, niewydolność i marnotrastwo władz, epidemia praktyk monopolistycznych, ucieczka przemysłu. Dlatego żeby ludzie o tym wszystkim nie myśleli i nie oczekiwali od władz rozwiązania tych problemów, tak istotne jest ich zaganianie na wieczną wojnę domową.
Obecne newsy to odwrócenie uwagi.
„Obecnie wytwarzamy niezgodę. Tylko tak możemy zapobiec rewolcie ludowej.”
„Szkoli się widzów, by byli potulni, lojalni, chłonęli uproszczony, stronniczy ogląd świata.”
Z drugiej strony autor wskazuje na rolę mediów w doprowadzeniu do wojny w Iraku, Afganistanie, Libii. Gdy media kreowały rzeczywistość, konfabulując fakty na użytek rządu i manipulując opinią publiczna tak, by ta popierała zaatakowanie tych krajów. Jednocześnie media zajadle atakowały i ośmieszały wszyskich, którzy wątpili w wojenną narrację i byli jej przeciwni. Pojawiały się argumenty ostateczne w porównywaniu do nowych Hitlerów, Stalinów, Chamberlainów. Jeżeli mimo wszystko ktoś nadal nie wyznawał ogólnonarodowej wiary w wojnę, media wyciągały argumenty o konieczności cenzury, ograniczenia praw obywatelskich i innych faszystowskich metod. Gdy po wkroczeniu do Iraku, wszelkie informacje o broni masowego rażenia okazały się zwykłymi kłamstwami, nikt nigdy za nie nie przeprosił.
Żeby utrzymać ludzi w wiecznej polaryzacji nie można wpuścić na antenę obcych idei.
„Jeśli już wpuścimy na antenę obce idee, nigdy nie wysłuchamy ich uprzejmie. Nie pozwolimy na wyczerpujące odpowiedzi. Pytania formułowane są tak, jakby prokurator przesłuchiwał świadka obrony.”
„Nowoczesne programy informacyjne dają obietnicę, że widza nie spotka wyzwanie intelektualne. Nigdy nie będzie musiał kwestionować własnych poglądów. Nie spotkamy tych, których sposobu myślenia nie da się skarykaturować. Nie ma odcieni szarości. Jesteśmy my, są oni i ani chwili nie można poświęcić na pytania o nas.”
Co należy zrobić aby się wyrwać z tego kręgu?
Odpowiedź Taibbiego jest bardzo prosta, przestać oglądać wiadomości.
„Zaprzestanie oglądania wiadomości powoduje u większości ludzi natychmiastową zmianę na lepsze. Po prostu wyłączcie telewizor.”
Taibbi swoją książkę kończy wywiadem z Noamem Chomskym.
Chomsky zwraca uwagę na obecny brak zaufania nie tylko do mediów ale również wszelkich instytucji . Jego zdaniem to wina przede wszystkim neoliberalnej agresji.
„Płace realne są obecnie niższe niż pod koniec lat siedemdziesiątych. Mieliśmy wzrost gospodarczy, ale spływało to do niewielu kieszeni. Wydajność produkcji wzrasta, ale pensje nie. Ludzi oburza to. W Europie tak samo, przynajmniej pojawia się gniew, nienawiści do instytucji. W każdych wyborach partie centrowe padają, ludzie idą ku skrajnościom. Ludzie są tak wściekli, że chcą się z tego wyrwać.”

Comentários