top of page

Strefa czytelnika. Obóz Świętych - Jean Raspail

  • 10 cze
  • 20 minut(y) czytania

„Prawdziwa prawica nie jest poważna. Dlatego lewica jej nienawidzi. Lewica jest jak pożoga, która wszystko pochłania i pożera na ponuro.”


„Czy prawa człowieka, na których nam tak bardzo zależy, mogą być przestrzegane ze szkodą dla praw innych ludzi?”


„W szczególności nie wolno wzorować się na czymś, co jest choćby odrobinę ponadprzeciętne, wyższe, indywidualne, bo to bardziej męczy.”


„Zachód przybrał kształt domku z kart, chwiejącego się pod wpływem wstrząsów w Trzecim Świecie i jeśli u podstaw tej zagrożonej budowli zabraknie nagle karty z napisem Francja, wszystkie pozostał runą jedna po drugiej.”


„Jest już póżniej, niż myślisz..” - Thierry Maulnier


„Jeśli nasz Zachód stał się klaunem, jego końcowa tragedia byłaby tylko błazeństwem. Dlatego ta straszna książka  jest w istocie komiczna..” - Jean Dutourd


„Cesarstwo Rzymskie umierało podobnie, właśnie powoli, ale tym razem tlący się ogień może wzniecić gwałtowną pożogę. Powiadają, że historia się nie powtarza. To niedorzeczność. Historia naszej planety to cykl następujących po sobie spustoszeń, które pozostawiają po sobie tylko ruiny. Te z kolei zaludniają następne pokolenia, niektórym udaje się je nawet odbudować i ożywić.” - Jean Raspail


„Co za nędza ! Zdrajcy stali się nietykalni. Tak wielu garnie się do zdrady, że na nikim nie robi już wrażenia myśl, iż oto na naszych oczach dokonuje się jedna wielka zbiorowa zdrada.”


„Zachód bowiem jest pusty, nawet jeśli w pełni jeszcze tego sobie nie uświadomił. Ta niebywale pomysłowa cywilizacja, z pewnością jedyna, która zdolna byłaby podejmować niemal nieprzezwyciężalne wyzwania  trzeciego tysiąclecia nie ma już duszy. A tymczasem - czy to w skali narodów, ras, czy kultur, czy też w skali jednostki - to dusza zawsze wygrywa decydujące bitwy. Ona i tylko ona jest tarczą ze złota i spiżu, która chroni mocne narody. Nie widzę już w nas duszy. Przyglądając się mojej ojczyźnie, Francji, mam często wrażenie, że rodowici Francuzi to dziś wymierający gatunek, który w niczym nie przypomina i w żaden sposób nie zapowiadał obecnego gatunku, który pod koniec wieku - wskutek nie wiadomo jakiej tajemnicy genetycznej  - przybrał sobie jego imię. Tym ostatnim wystarczy samo istnienie, Machinalnie zabezpieczają sobie przetrwanie jak najmniejszym wysiłkiem. Pod szyldem wewnętrznej solidarności i iluzji poczucia bezpieczeństwa nie są już solidarni w niczym, ani nawet świadomi niczego, co stanowi tę podstawową wspólną istotę każdego narodu.” - Jean Raspail


„Jestem pisarzem. Nie proponuję ani nie bronię tu żadnej teorii, systemu czy ideologii. Jedyna alternatywa, która staje przed nami jest taka: musimy albo nauczyć się tej zrezygnowanej odwagi bycia biednym, albo znów odnaleźć w sobie te nieugiętą odwagę bycia bogatym. W obydwu przypadkach miłosierdzie zwane chrześcijańskim okaże się bezsilne. Nadchodzą okrutne czasy.” - Jean Raspail (1985 rok).


„Rozśmieszacie mnie, bo inaczej bym się rozpłakał. Wolałbym być ostatnim z imigrantów indyjskich. W ogóle nie znacie mojego narodu, jego brudu, fatalizmu, idiotycznych przesądów i atawistycznej ociężałości. Nie wyobrażacie sobie tego, co was czeka, kiedy flotylla tych prymitywów spadnie wam na kark. Wszystko zmieni się w waszym kraju, który stał się moim krajem, zatracicie się w nich i razem z nimi.”


  • „Na kogo więc możemy liczyć?

  • Na nikogo. Ta partia jest przegrana.

  • Ale do ludobójstwa i tak dojdzie, tylko że to my będziemy ofiarami.

  • Wiem. Ale to jest ten rodzaj przekonania, którym nie może się pan z nikim podzielić, bo nikt nie jest w stanie go zaakceptować. Będziemy umierać powoli, toczeni przez miliony mikrobów wprowadzonych do naszego ciało. Będzie to trwało długo.”



Tym razem chciałem przedstawić słynną powieść Raspaila. Niesamowite, że książka napisana w 1973 roku była tak prorocza i przenikliwa. Autorowi udało się niemal dokładnie przewidzieć postępujący upadek Europy i to 53 lat temu. Co więcej papież w książce, nosi imię Benedykta XVI. Czytając powieść wprost jest niewiarygodne z jaką dokładnością autor przewidział to co się dzieje dzisiaj. Stało się to w czasach gdy nic nie wskazywało dzisiejszego upadku. Oczywiście za napisanie tej książki lewactwo zareagowało z furią obrzucając Raspaila wszystkim czym się tylko dało. A mimo to książka stała się świadectwem tego, jak lewactwo niszczy naszą cywilizację.

To właśnie Raspail jako pierwszy użył sformułowania Bestia, dla sił stojących za rozkładem cywilizacji zachodniej, bo przecież dla każdego po jednym rzucie oka wiadomym jest, że lewacy są po prostu za głupi aby to zrobić. Lewica jest jedynie tępym i prymitywnym narzędziem wykorzystanym przez siły stojące w cieniu. Jedynym jasnym punktem różniącym to co się dzieje od wizji Raspaila, to rosnący i wzmagający się opór społeczny przed systemowym rozkładem.  Jest jeszcze jedno, autor nie przewidział rozwoju gospodarczego Azji i tego, że stanie się ona potęgą, głównym rozgrywającym, a imigranci skupią się jedynie do dwóch grup: muzułmanów, rozbitych na klany i równie podzielonych Murzynów. To właśnie ich rozbicie i wzajemne zwalczanie dają nadzieję na opanowanie upadku. Pewne rzeczy całe szczęście przerosły siłę Bestii.


Główna akcja powieści dzieje się w ciągu trzech dni od Wielkiego Piątku do Wielkanocy, jednak cała fabuła obejmuje okres kilku miesięcy i związana jest z płynięciem armady zdezelowanych statków z Gangesu do francuskiego Lazurowego Wybrzeża.


Zachód upada, roztacza smród zgnilizny. Zgnilizna dopadła również Kościół. Papieżem jest Benedykt XVI, jego poprzednik rozdał cały majątek Watykanu.

„Gestem śmiesznym z punktu widzenia wieczności wrzucił wszystko w przepaść bez dna: uzyskana suma była mniejsza niż roczny budżet rolnictwa Pakistanu. A z moralnego punktu widzenia dał tylko dowód swego bogactwa. I odtąd Jego Świątobliwość błąkał się po pałacu, opustoszałym wskutek dobrowolnego ubóstwa. Zmarł na żelaznym łóżku, w pustych apartamentach, pomiędzy stołem a trzema wiklinowymi fotelami, jak proboszcz z ubogiego przedmieścia.”


Cała fabuła zaczyna się w Indiach, w konsulacie belgijskim gdy zostają zablokowane adopcje zastępcze hinduskich dzieci ze slumsów. Ponieważ całe rodziny oddawały wszystko aby te dzieci wychować dobrze odżywione, zdrowe i ładne, kosztem reszty rodziny, wybuchają demonstracje. Demonstracje bardzo szybko się radykalizują pod wpływem białych, biskupa katolickiego, i pisarza, którzy zaczęli podburzać tłumy.


Konsul belgijski, który jako jedyny wiedział co się stanie, powiedział:

„Wspaniale sprawujecie posługę rzymskiego biskupa katolickiego ! Staliście się kondotierem pogan. Dobrze wybraliście moment. Biednych nie brakuje. Głód ogrania już połowę tej prowincji. Władze w tym regionie są kompletnie bezradne. Cokolwiek się stanie umyją ręce. I w tym czasie wy dajecie świadectwo, bo takiego wyrazu używacie, prawda? Dajecie świadectwo czego? Waszej wiary? Waszej religii? Waszej chrześcijańskiej cywilizacji? Nic z tych rzeczy. Wy świadczycie przeciw samym sobie jako rozczarowani Zachodem, bo tacy jesteście.”


Pod ich wpływem tłum organizuje się i podejmuje decyzję o popłynięciu do Europy. Milion biedoty wchodzi na tysiąc zdezelowanych statków u ujścia Gangesu. W trakcie wchodzenia na statki wielu spadło do morza i się utopiło, tysiące zostało zadeptanych. Odrzucony został również Balian, pisarz renegat, zdrajca Zachodu. Tłum zadeptał go i zepchnął do wody


„Balian umarł bardzo szybko. Gdy pogrążał się w ciemnej wodzie, niespodziewanie odżyła w nim miłość do Zachodu i zaraz poczuł dojmujący żal. To ostatnie uczucie, przed którym dotąd się wzbraniał, wydało mu się tak niemożliwe, że dobrowolnie otworzył usta i łapczywie zachłysnął się śmiercią.”


Flota wypłynęła.

„Stwierdzenie, że wiadomość o wypłynięciu floty szczególnie zaniepokoiła zachodnią opinię publiczną, byłoby sprzeczne z prawdą. I dlatego tak wielu ludzi początkowo napawało się biciem piany. Te mleczne krowy współczesnej myśli zachodniej, machając ogonami, zabrały się do powszechnego zajęcia.

Jeśli chce się zrozumieć reakcję zachodniej opinii publicznej na wiadomość o flocie imigrantów, trzeba sobie uzmysłowić pewien podstawowy fakt, otóż ta opinia ma wszystko w nosie. O tak, naturalnie, opinia publiczna doznaje wzruszeń, ponieważ chodzi do kina i ochoczo zasiada do telewizyjnego serialu, z własnej woli albo ogłupiona przez specjalistów od rozrywki. Światowy spektakl serwowany w domach przez dziwkę zwaną mass mediami po prostu tylko porusza tę nicość, w której zachodnia opinia publiczna pogrążyła się już dawno. Sądząc, że myśli tylko się ślini.”


Przez pierwsze dni ludzie zostali zalani „wielką, humanitarną muzyką”.


Rząd francuski wpadł na pomysł żeby wykorzystać ONZ. Postanowiono, że flotylla zostanie na morzu, będzie jej dostarczana zaopatrzenie, a ona sama będzie traktowana jako nowy naród.

„W krzesłach ONZ zasiadają przedstawiciele setki narodów niezdolnych do samodzielnego bytu. Wymyśli się więc sto pierwszy, ot i wszystko.”


Sekretarz Stanu Francji dał proste rozwiązanie, po prostu zatopić flotyllę.

Jednak wygrali tzw humaniści i minister Jean Orelle, mówiąc o misji Francji prowadzącej oświecone narody.

„I tak ruszył, zawarczał motor tej maszyny do poprawnego myślenia, ostatni krzyk nowoczesnej techniki, niklowana inteligencja, mózg powleczony ochronnym plastikiem przeciw rdzy zwątpienia, seryjne serce skłonne do tandentnych wzruszeń, w wersji popularnej do nabycia na kredyt, w wersji udoskonalonej przeznaczony dla najwyższych kadr urzędniczych , a w wersji luksusowej - dla socjalistycznych milionerów i dyrektorów gazet.”


„Kainie, co uczyniłeś swemu bratu? Czy nie sądzicie Panowie, że Francja zobowiązana jest odpowiedzieć na to pytanie jasno, po bratersku, proponując przejęcie tej flotylli na miarę naszych bogactw materialnych i moralnych?”

Pod wpływem szantażu moralnego Orelle’a ustalono, że Francja jest zobowiązana do udzielenia pomocy.


We Francji zaczął nakręcać proemigrancką histerię dziennikarz Ben Souad, zwany Clementem Dio.


„Był sługą bestii, kimś w rodzaju kucharza przyrządzającego zatrute napoje, wlewane w poniedziałek - jeszcze dymiące  - do mózgów sześciuset tysięcy czytelników jego tygodnika, czekających niecierpliwie, jakby na narkotycznym głodzie, na kolejną porcję trucizny, którą podawał im elegancko, na pięknie nakrytym stole.”


Dio był pochodzenia północnoafrykańskiego, potomkiem czarnej niewolnicy sprzedanej do oficerskiego burdelu w Rabacie. Jego zoną była Azjatka, autorka poczytnych powieści. W rzeczywistości napędzał go rasizm.


„Szczególnie niebezpieczny był w zastawianiu pułapek na współczesną narodową społeczność francuską. Stawał się anty Joanną d’Arc.

Ta anty-Joanna darć stawała się zatem kolejno pogardzanym robotnikiem arabskim, prześladowanym wydawcą pornografii, wyzyskiwanym murzyńskim murarzem, reżyserem gnębionym przez cenzurę, czerwoną świętą dziewicą ze slumsów, ulicznym wandalem, chamem z baru, uniwersyteckim terrorystą, uczennicą, która poddała się aborcji, zwolnionym dyrektorem domu kultury, prorokiem marihuany, oskarżycielem z ludowego trybunału, żonatym księdzem, piętnastoletnim erotomanem, pisarzem kazirodcą, czarownikiem pop muzyki, profesorem - pedofilem, kimś kto sprofanował grób nieznanego żołnierza, znerwicowanym uczestnikiem strajku głodowego, dezerterem, przywódcą bandy z przedmieścia, usankcjonowanym medycznie pederastą, licealistą torturowanym moralnie, biednym gwałcicielem uzależnionym od pornografii, złodziejem lub porywaczem ze szlachetnych pobudek, dziedzicznym przestępca lub z powodu presji społecznej, mordercą dzieci, wołającym o swej ludzkiej godności, Indianinem który zaraził się odrą od turysty i zmarł, zbrodniarzem domagającym się wzorowych więzień, biskupem publikującym marksistowskie listy pasterskie, złodziejem samochodów kochającym szybką jazdę, uwodzicielem dziewic ogarniętym sesją seksualnej wolności, Bengalczykiem, który umarł z głodu - i tyloma innymi, starannie wybranymi  bohaterami wypraw krzyżowych małego Dio.”


„Dio dobrze wiedział, że wcześniej czy później wyważy drzwi. Wolność sprowadzona do poziomu instynktów i antyspołecznej anarchii jest wolnością martwą.”


Gdy tak czytałem, to co Raspail napisał o Dio, nie mogłem powstrzymać się przed wnioskiem, że dla niejakiego Michnika, przy tworzeniu Wyborczej, książka Raspaila dostarczyła bezcennych wskazówek.


„Ci którzy działają na Zachodzie, znają go dobrze. Mierzą po prostu w samą głowę, w te głębokie płaty i warstwy mózgu, gdzie wyrzuty sumienia, skłonność do samooskarżania się i niesmak wobec samego siebie, udręczone miesiącami nakłuć, nie wytrzymają już i rozprzestrzenią się po całym zdrowym ciele, jakby nagle dotkniętym białaczką, zanikiem odporności.”


Do Dio dołączyło się dwóch dziennikarzy radiowych, Albert Durfort i Boris Vilsberg.

„Albert Durfort „robił w ludzkość”.”

Słuchacze uwielbiali słuchać jego kolejnych odcinków powieści:

„Durfort u chuliganów. Durfort u Arabów. Durfort w slumsach. Durfirt przeciw rasistom. Durfort a policja. Durfort a przemoc. Durfort przeciw więzieniom. Durfort a kara śmierci” itd.


Dziwnym trafem zawsze wywarzał drzwi już otwarte. Mówił dokładnie to co miliony słuchaczy wyobrażali sobie, że myślą.


„Sumienia nurzały się do woli w tym nielogicznym systemie, jak kał w szambie. Cała prasa, lub prawie cała, grała w tego pokera i wygrywała za każdym razem. To się podobało. To się sprzedawało. Nic innego się nie sprzedawało. Czemu się krepować? Bądźcie ludźmi swej epoki, kupujcie fałszywą świadomość ! Oczywiście ludzie produkujący tylko idee muszą z czegoś żyć. A jeśli nawet czasem sprawiają wrażenie, że piłują gałąź, na której siedzą, bądźcie spokojni. Bo zerkają już jednym okiem na inną gałąź, aby przesiąść się na nią w ostatniej chwili, gdyż nowy świat nie będzie się mógł bez nich obejść, to byłoby zbyt piękne. To nie są ludzie, którzy pracują za darmo, i pośród tej maskarady, którą odgrywają, to oni ustrojeni w zamsze i złotą biżuterię pojawiają się na Lazurowym Wybrzeżu.”


„Trzy tysiące dwustu sześćdziesięciu siedmiu księży, piszących w pospiechu kazania na najbliższą niedzielę, mające na ogół niewiele wspólnego z Ewangelią na ten dzień, ale co to ma za znaczenie… - zastrzygło uszami.

Odnotujmy pośród nich obecność żonatego księdza katolickiego, a zarazem rogacza, obnoszącego po chrześcijańsku swe rogi - była to dla niego sytuacja całkiem nowa i wprowadzała tak wielki zamęt do jego myśli, że ów nieszczęśnik od ponad miesiąca zacinał się i gubił podczas niedzielnych kazań. Swym końskim lekarstwem Albert Durfort wyratował go z tego umysłowego wyjałowienia. Lekarstwo okazało się tak skuteczne, że rogacz o namaszczonych dłoniach zapomniał o swych rogach i natychmiast odzyskał moc ciskania gromów i oskarżeń, i tak odzyskał magnetyzm przyciągania wiernych masochistów z całej diecezji.”


„Trzydzieści dwa tysiące siedmiuset czterdziestu dwóch nauczycieli odkryło w tej samej sekundzie temat poniedziałkowego wypracowania: „Opisz życie nieszczęsnych pasażerów tej armady, opisz swoje uczucia wobec nich, wyobrażając sobie, że jedna z tych zrozpaczonych rodzin poprosiła was o gościnę”

Propozycja nie do odrzucenia.

Kochany mały aniołek o wrażliwym serduszku i naiwnej duszyczce zasmaruje cztery stroniczki swym dziecinnym patosem rozczulającym konsjerżki, będzie pierwszy, jego wypracowanie odczyta się na głos w klasie i wszyscy koledzy się wściekną, że sami poskąpili łez.

W ten sposób fabrykuje się dzisiaj ludzi. Gdyż straszny dzieciak bez serca, który ma akurat wszystko, by dojść do czegoś w życiu, zmuszony jest także do poddania się tej seryjnej produkcji, bo dzieci nie lubią się wyróżniać.”


Wszyscy zaczęli prześcigać się w okazywaniu troski i współczucia. Nie wolno było okazywać nie tylko trzeźwego myślenia ale nawet braku entuzjazmu i współczucia.


„Ta deportacja jest córką nędzy w opuszczenia. Wszyscy jesteśmy za to odpowiedzialni. Bogaty świat wydał wyrok na Trzeci Świat, Skazani uciekli. W liczbie miliona, bez broni i bez nienawiści, przybywają, prosić po prostu o sprawiedliwość.”


Raspail zwraca uwagę, że ten bezsensowny bełkot o wykorzystaniu przyjęli nawet zwykli robotnicy ciężko starający się związać koniec z końcem.


„Wmówiono mu, że on nic nie straci, bo to inni, ci co mają, powinni ustąpić i zapłacić, w imię równości, sprawiedliwości, powszechnego braterstwa, praw człowieka i nieważne, w imię czego jeszcze, także w imię bestii.”


Typowy obywatel „Nie potrafi już samodzielnie myśleć. Pozbawiono go instynktu samozachowawczego.” Dlatego nie zamierzał bronić swojego świata.

Nie wszyscy oszaleli, część wiedziała co się stanie

„Czy zastanowił się pan nad konsekwencjami? Pomieszanie ras, kultur, stylów życia. Nierówność kompetencji. Koniec naszej tożsamości narodowej, czy jak pan woli, etnicznej.”


„Po znachorach, jasnowidzach, psychiatrach, doradcach sercowych teraz modni są obrońcy pokrzywdzonych.”


„Kapitaliści, którzy w pogoni za doraźnym zyskiem przesadnie subwencjonowali truciznę, sami padli jej ofiarą.”


Z kolei drugi z prasowych autorytetów, Boris Vilsberg, wątpił we wszystko.

„Subtelny sługa bestii, więzień grzechu przeciw duchowi, nieodpowiedzialny za swoje czyny. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, z biegiem zwątpienia, które rozsnuwał jak pająk pajęczynę, ład stawał się „pewną formą faszyzmu”, edukacja - „przymusem”, praca - „alienacją”, rewolucja  - „bezmyślnym sportem”, czas wolny - „przywilejem klasowym”, marihuana - „zwykłym tytoniem”, rodzina - „czynnikiem hamującym rozwój”, powodzenie - „wstydliwą chorobą”, konsumpcja - „zniewoleniem”, seks - „przyjemnością bez konsekwencji”, młodość - „permanentnym trybunałem ferującym wyroki”, dojrzałość - „nową formą uwiądu starczego”. Boris Vilsberg wątpił, Trwało to całe lata. Wokół niego przybywało ruin, ruin starego kraju. Może to jest jakieś wyjaśnienie?”


W mediach pojawili się na poczekaniu specjaliści z różnych dziedzin, ci znani nam dzisiaj eksperci pouczający wszystkich dookoła i nie ponoszący żadnych konsekwencji. Tylko nieliczni wiedzieli oczywistość, że właśnie doszło do wojny.


„Trzeba także odnotować, gwoli ścisłości, nagle zakończenie strajków i ustanie żądań socjalnych na terytorium całego kraju. Oto zachodni robotnik raptownie przetransportowany do raju. A czy urządza się strajki w raju? Nie, postanowili myśliciele z największych związków zawodowych, pomiędzy którymi dwóch czy trzech, dobrze wiedziało co robią, inne centrale związkowe jak zwykle bezmyślnie się dostosowały.”


„Bestia po prostu. Pociągała za sznurki nieświadomych niczego kukiełek.”


„Wbijali strzykawki w wielkie i miękkie pośladki opinii publicznej. Wszyscy zgadzali się z wszystkimi, i pytający i pytani.”


Sielską atmosferę zepsuł jeden ze słuchaczy, Hindus, mówiąc:

„Rozśmieszacie mnie, bo inaczej bym się rozpłakał. Wolałbym być ostatnim z imigrantów indyjskich. W ogóle nie znacie mojego narodu, jego brudu, fatalizmu, idiotycznych przesądów i atawistycznej ociężałości. Nie wyobrażacie sobie tego, co was czeka, kiedy flotylla tych prymitywów spadnie wam na kark. Wszystko zmieni się w waszym kraju, który stał się moim krajem, zatracicie się w nich i razem z nimi.”


Najbardziej się udzielał Clement Dio.

„Sztuka, literatura, historia, medycyna, moralność, obyczaje społeczne i rodzinne, wszystko tam było, i to sygnowane przez najwybitniejszych specjalistów. Najpierw uświadomili czytelnikom to wszystko, co ludzie znad Gangesu już nam dali: muzykę sakralną, teatr, choreografię, jogę, mistycyzm, nowy styl mody, biżuterię, rękodzieło, a na koniec postawiono wyjątkowo szczere w tym kontekście pytanie: jak to w ogóle możliwe, że możemy obywać się bez tych ludzi”


„Zachodni raj, armada ostatniej szansy, wkład cywilizacji Gangesu w samorealizację człowieka - po tych trzech tematach pływała cała prasa, a ufna opinia publiczna razem z nią.”


Początkowo wszyscy mieli nadzieję, że armada popłynie do niemal pustej Australii, lecz gdy ta wydala oświadczenie, że nie przyjmie nikogo, armada skierowała się w kierunku Europy. Ambasady australijskie w Europie zostały otoczone przez aktywistów skandujących „Wszyscy jesteśmy ludźmi Gangesu !!!”.

Manifestacje odbywały się bez przemocy, „gdyż od pewnego czasu bestia już rozumiała, że przemoc działa przeciwko niej i budzi strach pośród opinii publicznej, co stwarza ryzyko, że ta opinia może wreszcie się obudzić pod wpływem strachu i stanąć wreszcie na równe nogi.”


Zaczęły się wszelkiego rodzaju zrzutki na pomoc humanitarną.

„Była to przemoc humanitarna. Jedne ze sposobów, dobry jak każdy inny, organizowania miłosiernej kwesty w skali międzynarodowej. Ludzie z poczuciem zdrowego rozsądku chwytali się za głowę, bezsilni wobec tych bulwersujących moralni faktów.”


Rozpoczęło się terroryzowanie i pobicia niepoprawnych, śledztwa były tuszowane a sprawy zamykane przez sędziów.

„Tak czy owak, bestia miała w kieszenie policję i wymiar sprawiedliwości. Dobrze chroniona mogła spokojnie zajmować się tym, co nazywała „zdobywaniem świadomości opinii publicznej”. W rezultacie opinia publiczna nabrała przekonania, że „rasistowska” samoobrona jest klęską ludzkości.”


We Francji uaktywnili się miejscowi imigranci, muzułmanie, Hindusi, pracujący za grosze.

Na flotylli w tym czasie rozwijała się całkowita degeneracja seksualna. A smród armady ciągnął się kilometrami ponieważ z braku opału suszono ludzki kał i na nim gotowano ryż.

„O niektórych porach pokłady statków przypominały te świątynne płaskorzeźby tak cenione przez turystów. Unosiły się więc ręce, usta, pośladki, męskie członki. Młodzi przechodzili z rąk do rąk. Dziewczęta ledwo dojrzałe do małżeństwa drzemały nago pośród tych wilgotnych splotów ramion, nóg i rozpuszczonych włosów. Wpychane po nasadę spiczaste języki odnajdywały cielesne futerały, kobiety masturbowały swych sąsiadów. Pary już nie były parami, ale triami, kwartetami, całymi rodzinami ciał frenetycznie kopulujących i popadających w ekstazy, mężczyżni z kobietami, mężczyżni z mężczyznami, kobiety z kobietami, dorośli z dziećmi i dzieci między sobą, oddając się tej odwiecznej zabawie cielesnych rozkoszy.”


Gdy armada zaczęła zbliżać się do Morza Czerwonego a za nim do Kanału Sueskiego, zareagowali Egipcjanie, obawiając się, że milion Hindusów może zatrzymać się w Egipcie. Wysłano okręt wojenny, który zagroził flotylli zatopieniem. W wyniku tego armada obrała kurs wokoło Afryki. Egipt zdobył się na to, na co nie mogła zdobyć się bezwolna Europa.

Również Południowa Afryka zablokowała swoje porty, wysłała jednak pomoc żywnościową i lekarstwa. Wszystko to zostało przez Hindusów wrzucone z powrotem do oceanu.


„Czy ktoś widział głodnego nędzarza zachowującego się w ten sposób?”


„Ta armada ostatniej szansy płynąca na Zachód karmiła się nienawiścią. Nienawiścią prawie filozoficzną, tak czystą i głęboką, że nieprzekładalną już na kategorii odwetu, śmierci czy krwi, ale po prostu odsyłająca w niebyt tych, którzy są jej przedmiotem. W tym przypadku - wszystkich białych.”


We Francji w tym czasie wydawano ogromne pieniądze na olbrzymie reklamy armady.

„Młodzi artyści zostali specjalnie wyróżnieni. I nikt nie zwrócił uwagi, że te arcydzieła dzieciaków, wpół szalonych karzełków, aż prosiły się o diagnozę psychiatryczną.”

Obrazy były rozchwytywane przez kolekcjonerów.


Gdy flotylla nędzy i smrodu dopływała do Wyspy Świętego Tomasza, Komisja Rzymska, Watykan, rząd francuski, celebryci postanowili dostarczyć pomoc humanitarną.

„Wzniosła sztuka altruizmu. Arcydzieło humanitarnego cukiernictwa, ciastko z kremem antyrasizmu, oblane słodkim syropem egalitaryzmu, naszpikowane waniliowymi wyrzutami sumienia, przyozdobione lukrowym napisem na karmelowej girlandzie „Moja wina!” Wyjątkowo mdłe ciastko. Każdy chciał być pierwszy aby je ugryźć.”


„Biały samolot z Watykanu stał samotnie, nieco oddalony od pozostałych. Zawsze i wszędzie samolot z Watykanu przybywał pierwszy. Sympatyczny dla mediów, ten papież był dzieckiem swojej epoki. Dobry na okładkę.”


„Oto właśnie ląduje samolot błazen, pomalowany w kwiaty i hinduskie sentencje, jak citroen hipisa z przedmieścia. Idole promieniują szczęściem. Kabotynizm błazna chorego od popularności czy przemyślane działanie - nikt się nigdy nie dowie, kto ich tu sprowadził.”


We Francji przeprowadzono ogólnokrajową zbiórkę. „To był prawdziwy tryumf. Milion ludzi na ulicach. I Machefer płakał także w swojej mansardzie. Ale ze śmiechu !”


Jak na to zareagowała armada? Wszystkie skrzynie zostały automatycznie wrzucone do morza, dodatkowo zrzucono coś jeszcze.

„Z mostku kapitańskiego wyrzucono jakieś nagie zwłoki, które z okropnym, głuchym odgłosem plasnęły na pokład barki, tuż u stóp dominikanów. Ciało było jeszcze ciepłe i nie zesztywniałe. Biała skóra, niebieskie oczy, broda i blond włosy. Człowiek ten został uduszony. Gdy już zdjęto mu z szyi zaciśnięty postronek, zidentyfikowano trupa. W osłupieniu rozpoznano tego, który brał udział w ostatnim soborze zaproszony osobiście przez papieża jako reprezentant laikatu - był uważany za jednego z najwybitniejszych pisarzy katolickich oraz wielkich reformatorów katolickich. Watykan po tajnych konsultacjach zaaprobował decyzję przemilczenia jego śmierci. Z pewnością papież osądził, że zbrodnia tak ohydna i bezzasadna, popełniona na jednym z najinteligentniejszych ludzi stulecia, niosła - gdyby została ujawniona - ryzyko zmiany nastawienia opinii publicznej Zachodu i potraktowania tej śmierci jako zbiorowego mordu.”


Po krótkiej konsternacji, intelektualiści znaleźli odpowiedź:

„Trzeba nauczyć się oswajać tę nędzę.”


Gdy pojawiły się relacje tych co byli tam na miejscu, bestia zadziałała. Niepoprawne gazety zostały zamknięte, najpierw strajki sparaliżowały ich nakłady, a następnie zostały zablokowane ich wydania. Jednocześnie rozpoczął się na nie wściekły atak wszystkich mediów.


Gdy armada minęła Gibraltar, rząd francuski wysłał okręt aby przetestować zdolność żołnierzy do reakcji, czyli ewentualnego zatopienia armady. Załoga okazała się niezdolna do wykonania rozkazów.

Andaluzyjscy rybacy znaleźli wyrzucone przez morze dwadzieścia ciał, wszystkie były uduszone sznurkiem i wszyscy byli białymi. Śledztwo zostało umorzone a wiadomość nie przedostała się do mediów.

„U bram Zachodu armada pozbywała się zdrajców i manipulatorów, którzy jej zbyt gorliwie służyli. Klasyczny mechanizm, w którym zawsze znajduje swój wyraz fundamentalna ludzka sprawiedliwość.”


Durfort w tym czasie zabrał kilkadziesiąt tysięcy franków w złocie, młodą kochankę z Martyniki i zaczął uciekać do Szwajcarii, która właśnie ogłosiła mobilizację.

W tym czasie w Indonezji, Filipinach, Malezji i Australii nikt już nie potrafił zapanować nad masami biedoty. Wszędzie tłumy zaczęły zajmować kolejne statki.


Na południu Francji, gdy stało się jasne, że flotylla ominie Hiszpanię i zmierza w kierunku Lazurowego Wybrzeża, wybuchła panika. Całe południe Francji zaczęło uciekać na północ. Pozostawiono firmy, domy, pakowano co się dało do aut i w panice uciekano. Prezydent w nadmorskich departamentach ogłosił stan wyjątkowy i skierował na południe armię i policję.

Podążająca jednak na południe armia, nie była armią.


„Nieźle się prezentuje ta armia ! - mówi z uśmiechem Dio - Nie można powiedzieć aby szła na wojnę z pieśnią na ustach.” Jest zadowolony. To trochę i jego zasługa. Ach, jaka to była wspaniała walka, kiedy włóczono armię po sądach za to, że odmawiała rozpowszechniania niektórych gazet w koszarach i kantynach wojskowych.”


Dio udał się na południe z przepiękną żoną Iris Nan Chan.

Południe Francji opanowały lewackie bandy warchołów, takie jak Front Wyzwolenia Homoseksualistów lub Proletariacki Ruch Oporu.

Policja zaczęła masowo uciekać.

„To był trzeci batalion zmotoryzowany, znamy ich. W zeszłym roku strzelali do nas na takiej fajnej manifestacji pokojowej. Nas było więcej, trochę ich przygnietliśmy i zaczęli strzelać, dranie ! Dwóch naszych zabili, tak wyszło. Od tamtego czasu ludzie spluwają, przechodząc obok koszar. Sklepikarze obsługują gliniarzy gorzej niż czarnego w białym sklepie w RPA. Ich dzieciaki nie mają już w kumpli, w szkole nikt z nimi nie gada. Ich komendanta wyrzucono. Zostali zgnojeni. Do niczego już się nie nadają. Czekają tylko na emeryturę.”


Armia zaczęła również się rozsypywać. Dezercje stały się plagą.

Dio wraz z żoną udali się do Grenoble, gdzie więźniowie wysadzili bramy więzienia i po jego opanowaniu, po prostu wyszli. Jedyną zdyscyplinowaną jednostką pozostali jeszcze elitarni spadochroniarze.

Paryż został opanowany przez imigrantów.

W Wielki Piątek Watykan opublikował oświadczenie papieża Benedykta XVI:

„Błagamy wszystkich braci w Chrystusie, aby otworzyli swe dusze, serca i zasoby dóbr materialnych dla wszystkich tych nieszczęśliwych ludzi, których Bóg posyła, aby zapukali do naszych drzwi. Nie ma dla chrześcijanina innej drogi, jak droga miłosierdzia. Miłosierdzie nie jest pustym słowem, jest niepodzielne, jest niezmierzone, jest całkowite - albo jest, albo go niema.”


Cały czas w lewicowym szaleństwie rozkładającym cywilizację, prym wiódł Kościół katolicki, papież, kardynałowie, biskupi, księża.


„Armia! Oczywiście… to znaczy są tysiące żołnierzy, oficerowie, generałowie. Od dawna już ta armia bawi się tylko w armię i nikt nie wie, co ta armia naprawdę znaczy, jaką ma wartość, ponieważ nikt nie ma odwagi użyć jej ze strachu, że zaraz wyjdzie na jaw jej kompletna nicość. Narody zachodnie mniemają, że posiadają silne armie. W rzeczywistości nie mają już armii. Od lat podżega się nasze narody, aby wstydziły się własnych armii. Całkowicie wypaczono sens wojen toczonych o to, kto przeżyje, przedstawiając je jako dążenie białych barbarzyńców do ustanowienia hegemonii białych. A że nie ma już wielu żywych uczestników tych wojen, aby przeciwko nim kierować nienawiść, rzucono się na te wojenne zjawy z przeszłości, których nie brakuje.”


„Martwi i niemi nie mogą zaprotestować, a tak spreparowane propagandowo wojny poddaje się pod osąd ludu. Nie mówimy o literaturze, sztuce teatralnej czy oratoriach przeznaczonych dla wąskiej publiczności. Mówimy o mass mediach, o skandalicznie wypaczonym, fałszującym rzeczywistość i historię używaniu środków masowej komunikacji przez tych, którzy pod maską wolności uprawiają intelektualny terroryzm. Wbrew przestrogom ocalałego zdrowego rozsądku i jasnej, przenikliwej myśli, dopuściliśmy żeby jakieś masochistyczne szaleństwo pchało nas ku złudnym awanturom i właśnie dlatego, że chcieliśmy wszystko wziąć na siebie, wystawiliśmy się na bezrozumne ryzyko stawiania teraz czoła temu wszystkiemu naraz. W taki sposób przez działania demoralizujące naród, przez świadome i dobrze zaplanowane rozprzężenie społeczne, iście pod diabelsku zsynchronizowane, doprowadzono do zakończenia rzekomych wojen kolonialnych. Jeśli chodzi o policję, to jej los został przypieczętowany w 1968 roku, i nasuwa się pytanie, jak to się stało, że tak długo wytrzymała i nie rzygała na to wszystko. Ale teraz to robi. I armia pójdzie w jej ślady. Zawodowa czy z poboru, armia wstydzi się samej siebie. Niech pan nie liczy na armię, panie prezydencie, skoro znów grozi jej oskarżenie o ludobójstwo…

  • Na kogo więc możemy liczyć?

  • Na nikogo. Ta partia jest przegrana.

  • Ale do ludobójstwa i tak dojdzie, tylko że to my będziemy ofiarami.

  • Wiem. Ale to jest ten rodzaj przekonania, którym nie może się pan z nikim podzielić, bo nikt nie jest w stanie go zaakceptować. Będziemy umierać powoli, toczeni przez miliony mikrobów wprowadzonych do naszego ciało. Będzie to trwało długo.”


Flotylla przybyła i osiadła na mieliźnie w nocy z soboty na niedzielę wielkanocną. Rozkład Francji przyśpieszył, armia się buntowała i zaczęła tworzyć wielorasowe komuny proletariackie. Powstawały rady studencko-robotniczo-żołnierskie.


„Większość żołnierzy wraca po prostu do siebie, do cywila, najczęściej każdy osobno, na własną rękę.”


Część polityków już się przygotowywała do dogadania z imigrantami, oferując im swoje usługi. Inni przygotowali się do ucieczki do Szwajcarii, aby móc korzystać z ulokowanych majątków na kontach.

Bezwład ogarnął Anglię. Ludzka fala imigrantów zalała Londyn, a Anglicy po prostu się wycofali i oddali wszystko bez oporu.

Australia jeszcze nie musiała się nikomu przeciwstawiać, lecz już było wiadomo, że armia australijska nie zatrzyma formującej się floty nędzarzy w Dżakarcie.


Clement Dio, ten autor rozkładu Francji siedział zamknięty przez hołubionych przez siebie kryminalistów, w toalecie na trzecim piętrze.

„Jeszcze koło dziesiątej wieczorem Iris Nan Chan wydawała słabe jęki. Najpierw krzyczała, ale niedługo, gdy Dio zamykano w łazience, gdzie leżał teraz od czterdziestu godzin. Potem wyła, często, ale jej skowyt nie mógł zagłuszyć głośnych śmiechów tych, którzy ją otaczali w hotelowym barze. Potem błagała. Wreszcie zaczęła się śmiać, bo zmuszono ją do picia.”

Żona Dio wypiła fiolkę barbituranów. Nigdy się już nie obudziła.


Albert Durfort, ten siewca zarazy, wybrał trudniejszą drogę do Szwajcarii aby ominąć uciekające tłumy. Został obrabowany, „jego pokłute nożami ciało wrzucą do rowu, a młoda Murzynka w starannie zaplecionych warkoczykach stanie się główną atrakcję dzikiej orgii seksualnej ludzi wreszcie uwolnionych od społeczeństwa”.


W tym czasie komandosi zajmowali pozycje na wybrzeżu.

„Dowódca komandosów jest zdania, że wszelka odnowa musi zacząć się od porządnej wojny domowej. W wojnie domowej przynajmniej wiadomo, kogo się zabija i dlaczego.”


W czasie wzrastającego rozkładu „Francja się odnalazła. Odnalazła nawet swą policję.”


„Porwano córeczkę, panie brygadierze, błagam pana, proszę, liże panu buty, zgwałcono żonę, panie sierżancie, któremu jestem teraz gotów lizać buty, zgwałcono ją, jak w tych filmach sado-porno, które można kupić w sex-shopach, cała banda ohydnych łobuzów, wyrwano mi portfel z wszystkimi dokumentami, panie komisarzu, którego rączki całuje teraz ze skruchą.

Te dawniej pogardzane policyjne nory, areszty dla ogólnych na łyso „biedaków”, ci głupi gliniarze - to teraz warowne klasztory.”


Wszyscy czekali na orędzie prezydenta. To była ostatnia szansa na obronę cywilizacji. Lecz prezydent w ostatniej chwili się wystraszył by wezwać ludzi do walki. Poddał się. To był koniec.

Związki zawodowe rozkładające kraj straciły jakiekolwiek znaczenie. Imigranci przejęli fabryki, biali robotnicy i brygadziści uciekli. Dyrektorzy również uciekli, Trzeci Świat przejął Francję.


„Odnotujmy również nieuniknione pojawienie się, także tej nocy, idiotów i szaleńców. Psy zostają spuszczone ze smyczy. Prawdziwa galeria umysłowo chorych wyzwolonych teraz z oków społecznych. Zamachy na poczucie wstydu były tak liczne, że nigdy dotąd nie widziano tylu męskich członków zwisających z otwartych rozporków. Od satyrów do sadystów - szybko przekroczono tę granicę. Jeszcze teraz odkrywa się w głębi opuszczonych hal fabrycznych liczne zwłoki kobiece i dziecięce.”


W tym czasie na wybrzeżu, na plażę udają się zakonnicy z pobliskiego opactwa.

Przeor powiedział do opata:

„Przejrzałem cię, ojcze. Kiedy utraciłeś wiarę?

Opat się uśmiechnął i odpowiedział łagodnie:

-Nie utraciłem wiary. Nigdy jej nie miałem, jak wielu z naszych najlepszych kapłanów i naszych największych papieży. Jeśli Benedykt XVI jest udręczony swoją wiarą, to świadczy to o rozmiarach spustoszenia.”


Rano w Wielkanoc, na wybrzeże runął milionowy tłum imigrantów. Witający ich i rozkładający kraj lewacy zostali dosłownie startowani. Jako pierwsi jednak w ziemię stali wdeptani zakonnicy bez wiary. Inni, którzy myśleli, że będą niezbędni dla nowych władców, szybko się dowiedzieli, że są znienawidzeni.


„Dziś tworzą nową kastę pariasów, całkowicie zasymilowanych, a zarazem izolowanych. Nie mają już żadnych wpływów. Żadnego politycznego znaczenia.”


„Lydie umarła nędznie jako dziwka pewnego Hindusa w Nicei, pełna odrazy do wszystkiego i do samej siebie. Każda dzielnica imigrantów posiadała własne pogłowie białych kobiet, których każdy mógł używać. Lydie, zgwałcona wśród białych prześcieradeł, które wywiesiła na powitanie, początkowo błąkała się po okolicy z grupą jurnych Hindusów, którzy uznali ją za wspólną własność, bo była bardzo piękna, a jej skóra bardzo biała. Póżniej zamknięto ją w pewnej wilii w Nicei, razem z innymi dziewczynami. Żywił ją strażnik, otwierając drzwi każdemu chętnemu. W ten sposób wyzbyły się dumy ze swej białej skóry.”

Clement Dio został uduszony przez olbrzymiego imigranta.


Na Lazurowe Wybrzeże z Watykanu został wysłany papieski biały samolot. Los chciał, że nadeszła potężna burza, drugi samolot wysłała Rada Ekumeniczna Kościołów Protestanckich.


„Obydwa samoloty roztrzaskały się na pasie startowym. Samolot biały - to raz ! Samolot szary - to dwa ! Eksplozja. Pożar. Nikt nie przeżył. Tych kilka nędznych minut, poskąpionych swemu ludowi, Pan Bóg, mimo wszystko, jakoś sobie wynagrodził.

Niektórzy historycy wysunęli dziwną hipotezę, że na pokładzie białego samolotu znajdował się sam papież Benedykt XVI, który zginął w tej katastrofie. Może tylko fakt, że nikt już potem nie mówił o Benedykcie XVI, jak gdyby zwyczajnie ulotnił się on z labiryntu kolumnad Watykanu. Od wygłoszenia swego wielkopiątkowego orędzia, przepełnionego uniwersalnym miłosierdziem, nie dał znaku życia.

Hipoteza, że właśnie ten papież poleciał na spotkanie armady ostatniej szansy i spłonął w samolocie, tak bardzo mnie nie zaskoczyła. Szczerze mówiąc, z wielu względów uważam ją za niebywale zabawną.”


„Niezastąpiony kardynał arcybiskup Paryża, całując publicznie wielkiego muftiego, ofiarował mu trzydzieści kościołów, które można było zamienić na meczety.”


Zaczęła się przebudowa rasowa. Białe kobiety miały czarnych mężów.

„Tylko biała kobieta może urodzić białe dziecko. Niech wyrzeknie się poczęcia białego dziecka, a genetyka szybko zrobi swoje.”


Na końcu chciałbym zacytować słowa tego Hindusa, który ostrzegał:

„Nie znacie mojego narodu, jego brudu, fatalizmu, idiotycznych przesądów i atawistycznej ociężałości. Nie wyobrażacie sobie tego, co was czeka, kiedy flotylla tych prymitywów spadnie wam na kark.”


Teraz powiedział:

„Bycie białym, w moim rozumieniu, nie jest kwestią koloru skóry. To kwestia stanu ducha.”



Komentarze


Kontakt

Thanks for submitting!

© 2023 by Train of Thoughts. Proudly created with Wix.com

bottom of page