top of page

Strefa czytelnika. Salon 2. Alfabet szulerów. Część druga M-Z. - Waldemar Łysiak

  • Dariusz Zdebel
  • 3 dni temu
  • 20 minut(y) czytania

„W historii nic nie ma na zawsze.” - Waldemar Łysiak


„W demokracji do władzy niemal zawsze dochodzą populiści i miernoty, czyli ludzie podobający się tłumowi, który polityki nigdy nie rozumiał, nie rozumie i nie zrozumie.”


„Podwładny ma mieć wygląd lichy i durnowaty, aby swoim wyglądem i zrozumieniem spraw nie peszył przełożonego.” - ukaz Piotra I Wielkiego


„Nieszczęściem stołeczności jest zalęganie się w metropolii elit. W dawnych czasach elity wyłaniały się ze społeczeństwa same, a naturalnym procesie selekcji. Były to elity moralne i intelektualne, a przynależność do nich nie wymagała mieszkania w Warszawie, ani w ogóle żadnym miejscu. Można było mieszkać w Drohobyczu i być uznanym członkiem elity intelektualnej; można było w Warszawie być umysłowym parobasem i moralną gnidą. Dziś elity są z nominacji albo autokreacji. Mamy w Warszawie wszystkie możliwe elity tego chowu: polityczną, pieniądza, artystycznego snobizmu, poprawności politycznej, feminizmu i wszelakich odmian intelektualnej prostytucji, zlewające się w jedną wielką superelitę kabotyństwa. Elity moralnej ani elity intelektualnej nie ma. Mamy więc w Warszawie zaludniającą salony elitę, złożoną z polityków klasy Iwińskiego, z finansistów, którzy zgodnie z amerykańską zasadą pierwszy milion ukradli, a ponieważ poszło im dobrze, to ukradli następne, z pozbawionych głosu i słuchu piosenkarzy, z grafomanów ze stażem (jak wiadomo, grafoman ze stażem zostaje pisarzem), spikerek telewizyjnych, paru sportowców, aktorów z Teatru Jednego Widza, którzy zdobyli popularność, bo należycie wymawiali słowo „kurrrwa”, oraz panienek i policjantów z obyczajówki. To jest ta elita, która przewala się po Warszawie, i w którą wlepione są gały całego narodu, bo o tej elicie sprawozdają stacje telewizyjne.

Mamy jeszcze elitę importowaną, na szczęście bezdewizowo. Są to zachodnie autorytety moralne, tłumaczące Polakom, którzy przeżyli pół wieku w PRL, jak wspaniałą rzeczą jest socjalizm.” - Maciej Rybiński


„Nie należy ich zwalczać. Przeciwnie, trzeba im dać gabinety, sekretarki, palmy przy biurkach i służbowe samochody. Wtedy sami zagryzą się na śmierć.” - sekretarz KC PZPR towarzysz Andrzej Żabiński


„Twierdzenie, że lud jest najlepszym strażnikiem swoich praw, to bzdura niczym nie usprawiedliwiona. Jest on najgorszym, wręcz żadnym ich strażnikiem.” - John Adams


„Wszyscy tyrani niewątpliwie pójdą do piekła, ale trafią tam również ich poddani, gdyż obok ciemiężenia ludu - drugą największą zbrodnią jest znoszenie tego stanu” - Napoleon Bonaparte


„Pełen respektu europejski relatywizm kulturowy nie był niczym innym niż klęską - ostatnim fatalnym darem dla Trzeciego Świata.” - Alan Finkielkraut


„Antyrasizm pełni dzisiaj identyczną rolę co komunizm w XX wieku - jest źródłem przemocy.” - Alan Finkielkraut


„Francja nurza się w kompletnej schizofrenii” - Mario Vargas Llosa


„Wrogiem cywilizacji jest błędne rozumienie pojęć takich, jak „postęp” i „wolność”, co prowadzi do załamania się standardów cywilizacyjnych. Liberałowie propagują, albo przynajmniej bronią, prymitywizmu, pornografii, wielokulturowości i innych przejawów barbarzyństwa.” - Jacek Bartyzel


„Ci kosmopolityczni ateiści i wolnomyśliciele najrzadziej decydują się mieć dzieci, więc przestają się rozmnażać. Wskutek braku ich potomstwa  - wiodącą rolę w społecznościach przyszłych generacji zacznie odgrywać potomstwo konserwatywnych związków, wyznające wartości bardziej tradycyjne, patriarchalne.” - Philip Longman


„Żenująca mizeria zawładnęła europejską oświata wyższą” - Centrum Reform Europejskich 2006 r.


To jest druga część opisywanego już przeze mnie Alfabetu szulerów. Książka została wydana w 2006 roku ale jest pozycją obowiązkową dla każdego kogo interesuje najnowsza historia Polski. Łysiak odbrązawia kluczowe postacie polskiej sceny politycznej. Jest bardzo niepoprawny, bo wali na odlew po pyskach wszystkie nasze święte salonowe krowy. Uwielbiam go czytać ponieważ ma bardzo lekkie pióro, przez jego książki się płynie, dzięki czemu podczas czytania się odpoczywa.


Pierwszą literą jest M i hasło Muzułmatyzm o smoku kultywującym terroryzm.

Łysiak przypomina, że islamiści mówią wprost, że w dżihadzie chodzi im o wojnę przeciwko kulturze i cywilizacji Zachodu, która jest dla nich uosobieniem zła i dziełem szatana.

Feliks Koneczny w „O wielości cywilizacji”, pisał, że różnicę pomiędzy cywilizacjami chrześcijańską a islamską są zbyt wielkie by nie dochodziło pomiędzy nimi do konfliktów, a „zgodna koegzystencja jest właściwie niemożliwa”. Niemożliwa jest asymilacja muzułmanów w Europie.

„Wszystkie te buzi-buzi, tak długo lansowane przez lewicujący Salon, to oczywiste kretyństwa, niemożliwe do zrealizowania wskutek barier etycznych, estetycznych, pedagogicznych, socjologicznych.”


The Spectator już w 2005 roku przewidywał, że „za 10-15 lat muzułmanie będą mocno przeważać, a więc rządzić wedle szariatu”. Niebywałe jak bardzo prorocze okazały się te słowa.


W każdym kraju zachodnim gdzie nastąpił napływ muzułmanów pojawiają się te same problemy i brak jakiejkolwiek asymilacji.


Alan Finkielkraut wskazuje, że źródłem obecnych (2005 rok) problemów Francji jest nie tyle ekonomia co wielokulturowość.

„Francuscy muzułmanie uważają się za zmarginalizowanych, czyli za ofiary, podczas gdy w istocie nie są ofiarami, tylko beneficjentami błędnego systemu, państwa nadmiernie opiekuńczego.”

Muzułmanie domagają się specjalnych praw a jednocześnie nie chcą się integrować.

„Na muzułmańskich przedmieściach francuskich miast szerzy się rasizm przeciwko białemu człowiekowi przybierający formy brutalne.”

„Francuski establishment wyrozumiały wobec tych bandytów, to defetyści, którzy nie wierzą w fundamentalne wartości, jakich powinni bronić.”

„Antyrasizm lansowany przez francuski establishment doprowadził do notorycznego fałszowania statystyk kryminalnych, by ukrywać kto szerzy przestępczość”


Salon europejski jest z definicji tolerancyjny, kocha wielokulturowość i zwalcza rasizm.

Łysiak jest zaskoczony postawą europejek. W islamie kobieta jest pozbawiona praw i dyskryminowana, więc zdawałoby się, że powinny być przeciwne muzułmatyzmowi. Jednak o dziwo są głównym motorem zalewania Europy przez islamistów. Salon uwielbia dzielić islamistów na tych dobrych, rzekomo zasymilowanych i tych złych, czyli fanatyków.

„Po każdym zamachu stoją przed kamerami eszelony lokalnych przywódców muzułmańskich w zmuzułmanizowanych miastach Zachodu, aby recytować swój ból i żal z powodu tych strasznych rzeczy, ciskać gromy na terrorystów, z którymi prawdziwi muzułmanie się nie identyfikują, tłumaczyć, że islam to religia pokoju, zaś dżihad głosi tylko odnowę duchową.”


Ta bajka się świetnie sprzedawała, dopóki w Anglii u dyżurnego, telewizyjnego krytyka ekstremizmu, nie znaleziono materiałów wybuchowych i planu wysadzenia lotniska Heathrow.


Już Włodzimierz Lenin pisał:

„Powiesimy ich na sznurze kupionym za pieniądze, które nam daje ta gromada użytecznych idiotów.”

Wbrew obiegowej opinii, że za zamachami stoją wyłącznie terroryści pochodzący z Bliskiego Wschodu, okazuje się w Londynie, w 2006 roku terrorystami chcącymi wysadzić samoloty, byli „normalni brytyjscy obywatele pochodzenia muzułmańskiego”.


Robert Leiken z Centrum Nixona przedstawił dane o islamskich terrorystach aresztowanych w Europie i USA, w latach 1993-2004, 87% było „zintegrowanymi” obywatelami państw zachodu (47% urodziło się w Europie).


W 2005 roku New York Post napisał o Francji „Jej współczesna historia to ciąg błędów, zbrodni, zdrad i kłamstw”.


Najlepiej oddał istotę problemu Paul Johnson:

„Nieśmiertelne zjawisko - kłamstwo - ma dziś nową odmianę. To bujda islamska. Każdorazowo, gdy muzułmański samobójca - zamachowiec wysadzi się w powietrze - rządzący uciekają się do jawnych łgarstw, trując, że ci zaślepieni fanatycy są całkowicie niereprezentatywni dla pokojowej większości wspólnoty muzułmańskiej, a islam jest całkowicie przeciwny tym aktom. Nie istnieje ponoć nic takiego jak islamski terroryzm, nie ma islamskich terrorystów. Takie określenia będą zakazane prawem, jeśli tylko przejdzie rozpatrywana obecnie przez parlament ustawa, której projekt wcisnęły labourzystom islamskie grupy nacisku w zamian za obietnicę głosów brytyjskich muzułmanów.”


„Ostatecznością będzie pełna muzułmanizacja Europy. Wówczas muzułmanie porachują się ze swymi sympatykami i sojusznikami, tak jak hitlerowcy rozprawili się na końcu z żydowską policją, która wyczyściła dla nich getta, pakując współbraci do bydlęcych wagonów, z biletami w jedną stronę. Muzułmanizm ma pewien plus, nie tylko zastrasza, lecz wywołuje też efekt przeciwny - ruch oporu.”


Niestety jak widać po Zachodniej Europie, Łysiak się w tej kwestii mylił, po dwudziestu latach od napisania tej książki okazuje się, że w muzulmanizowanych krajach nie stwierdza się żadnego nawet najmniejszego oporu, wręcz przeciwnie, islamiści zagarniają kolejne przestrzenie. Na straży bezbronności Europy stoi Salon wymuszając „polityczną poprawność” dla wielokulturowości i tolerancji. Autor był niepoprawnym optymistą sądząc, że Europa się budzi. Póki co takiego przebudzenia nie widać, Europę opanowała eunuchowatość.


Litera O to Odbrązowianie o złocie zdrapywanym z gipsu.


„Salon jak każda religia ma swoich świętych.” Którzy mają brzydkie sekrety, które w końcu wcześniej czy później wychodzą na wierzch.


„Salonowi idole to pogańskie bałwany lewicy - libertynizmu, komunizmu, różowego liberalizmu, wszelakiego goszyzmu itd.”


Sztandarowym idolem lewicy jest Che Guevara, to dzięki jego wizerunkom znienawidzeni przez niego kapitaliści zarabiają miliony. Che Guevara nie był żadnym „seksualnym rycerzem rewolucji”, w rzeczywistości był bestią, sadystą i zwyrodnialcem. „Osobiście zamęczył na śmierć kilkuset żołnierzy Batisty w więzieniu La Cabana, kochał tortury”. Nikt nie ma pojęcia ilu chłopów rozstrzelał. „Zakładał na Kubie obozy koncentracyjne, gdzie wykańczano ludzi, i chciał w imię doktryny mordować miliony ludzi bronią atomową.” Nalegał na zbombardowanie USA rosyjskimi rakietami. The New York Observer napisał: „ Był bezwzględnym zabójcą, bandytą, mordującym w imię dobrej ideologii.”

Dla Salonu jednak fakty się nie liczą, dla amerykańskiej lewicy pozostaje świętością.


Drugim amerykańskim lewackim świętym jest prezydent Chile, Salvador Allende. Zamordowany w 1973 roku przez żołnierzy Pinocheta. Lewicy umknęło to, że doprowadził gospodarkę w błyskawicznym tempie do ruiny i stosował terror. Jednak przestał być idolem, gdy okazało się, że popełnił lewacki grzech śmiertelny - „był zoologicznym antysemitą”.

Doktor Allende bowiem głosił: „Określone formy przestępczości są charakterystyczne dla Żydów: oszustwo, obłuda, oszczerstwo, a przede wszystkim lichwa”.


Łysiak wskazuje, że zbieżne poglądy miał w tek kwestii Marx, który mimo, iż sam był Żydem, był chorobliwym antysemitą.

Innym bohaterem lewicy jest słynny plagiator Bertold Brecht, który żywcem kradł całe utwory innych, łącznie z Kiplingiem, Hemingwayem, Haszkiem, Schillerem i wieloma innymi.


Świecką świętą była również lady Diana, której po śmierci towarzyszy kult quasi religijny. Póżniej się jednak okazało, że zmieniała kochanków jak rękawiczki, ze szczególnym upodobaniem do egzotycznych. Po nocy z synem Kennedy’ego, Johnem F. Kennedy Juniorem zwierzyła się terapeutce „Niesamowity jebut ! W pierwszej dziesiątce moich kochanków !”


Kolejna litera, czyli P, to Postęp, o świecy dla ludu i megaogarku dla Salonu.


Postęp jest z definicji salonowy. Kiedyś postęp był celem całego społeczeństwa, jednak obecnie „konserwatywno - prawicowa część ludzkości uważa lansowany przez Salon „postęp” (od uzbrojenia atomowego i klonowania biologicznego, do relatywizmu moralnego i rozpasania erotycznego) za gangrenę postępową.”

Cudowne dziecko lewicy, „społeczeństwo otwarte” miało być ultratolerancyjne ale stało się jedynie ultratolerancyjne na wszelkie zboczenia i aberracje seksualne.


Ciekawą sytuacją jest to, że na temat lewicowego postępu takie samo zdanie ma zarówno zwalczana przez salon Prawica, jak i hołubieni przez niego islamiści.

Obecnie postęp stanowią trzy aspekty: postęp ustrojowy (polityczny), postęp naukowy i postęp obyczajowy.


Kluczem do postępu politycznego miały być trzy DE: demokracja, denacjonalizacja i dekolonizacja. Pierwsze dwa hasła Łysiak opisuje w ramach innych, więc tutaj skupia się jedynie na dekolonizacji. O ile w przypadku Azji dekolonizacja zakończyła się sukcesem, to w przypadku Afryki jest jedną wielką katastrofą. „Afrykańska hekatomba trwa już pół wieku, rzeź goni rzeź”.

Zdaniem autora Salon oddając Afrykę autochtonom popełnił trzy błędy: kartograficzny, ustrojowy i rasowy. Wytyczone linijką granice nie brały pod uwagę różnic plemiennych, co spowodowało ciągłe megamasakry plemienne. Drugą katastrofą było narzucenie demokracji strukturom plemiennym. „Katastrofa rasowa to - cywilizacyjna, administracyjna (czy może generalnie intelektualna) niedyspozycja tubylców afrykańskich. Murzyni Afryki po postu nie nadają się do rządzenia.”

„Afryka to dzisiaj ropiejący wrzód na ciele świata”.

Mimo miliardów pomocy nie ma żadnej poprawy, gdyż wszystko jest rozkradane przez plemiennych kacyków.

„Lecz głód to nie wszystko - jest również antydziecięca obyczajowość trybalna. Rytuały czarownicze wymagają dzieci do sadystycznych obrzędów. W Anglii ujawniono liczne przypadki: dzieci niemiłosiernie kątowane, żywcem krojone, podpalane, dziurawione na wylot.”

Analogiczna bieda zapanowała w Oceanii.


Postęp naukowy, czy też techniczny nie skutkuje postępem obyczajów, wręcz przeciwnie. Im lepsze maszyny tym gorsze obyczaje. „Przestępczość i głupota także zyskały na rozwoju technicznym.”


W przypadku obyczajów mamy do czynienia raczej z postępem negatywnym, postępującym zepsuciu obyczajów. „Na takim postępie zyskały trzy grupy: rozpustnicy, homoseksualiści i kobiety. Zwłaszcza sytuacja kobiet i pedałów uległa radykalnej zmianie dzięki postępowi tolerancji dla zachowań nieobyczajnych lub wręcz ekshibicyjnych.”

Wolny seks stał się normą, co stało się głównym czynnikiem anihilującym tradycyjną rodzinę.


„Wrogiem cywilizacji jest błędne rozumienie pojęć takich, jak „postęp” i „wolność”, co prowadzi do załamania się standardów cywilizacyjnych. Liberałowie propagują, albo przynajmniej bronią, prymitywizmu, pornografii, wielokulturowości i innych przejawów barbarzyństwa.”


Zniknęło tradycyjne pojęcia tabu, dzisiaj to co jest tabu określa elita polityczna za pomocą poprawności politycznej, która jest niczym innym jak „zakazem myślenia”.


Postęp „nie tyczy się wyłącznie kontaktów między osobnikami pełnoletnimi lub prawie pełnoletnimi, ale również między pełnoletnimi a smarkaczami. Tutaj postęp, zdziałał dużo.”

Nie dotyczy to tylko pedofilii ale także wychowania dzieci, gdzie państwo weszło pomiędzy rodziców a dzieci, tłumacząc to poskromieniem przemocy rodzicielskiej ale w gruncie rzeczy „prawami dziecka” objęto również zdrowe rodziny.


Inne zwycięstwo postępu dotyczy więźniów. Łysiak wskazuje jednak na jeden pozytywny aspekt obecnego postępu.

„Motorniczowie postępu, salonowcy, tak bardzo nie lubią sobie zakłócać hedonizmu wychowywaniem dzieci, iż fatalnie się rozmnażają.”


Jako pierwszy zauważył to amerykański demograf Philip Longman:

„Ci kosmopolityczni ateiści i wolnomyśliciele najrzadziej decydują się mieć dzieci, więc przestają się rozmnażać. Wskutek braku ich potomstwa  - wiodącą rolę w społecznościach przyszłych generacji zacznie odgrywać potomstwo konserwatywnych związków, wyznające wartości bardziej tradycyjne, patriarchalne.”


Właśnie z tym procesem mamy wyraźnie dzisiaj do czynienia w Izraelu.


Pod literą Q, kryje się hasło Quisquiliae, o kundlach łaszących się i aportujących.


„Łaciński termin quisquiliae ma trzy znaczenia:

  1. Śmiecie

  2. Nikczemnicy, ludzie podli, źli

  3. Rzeczy podłe, godne wzgardy

Ogromna większość (prawie 100%) członków tudzież miłośników Salonu to ludzie wredni, bez zahamowań produkujący i oklaskujący śmiecie, twory podłe i głupie, a przy tym pretendujący do olimpizmu i elitaryzmu. Mizerną jakością swego człowieczeństwa o swej działalności mentorskiej dawno już ośmieszyli wzrosły termin „elita”.”


Maciej Rybiński skwitował elitkę stołeczną:


„Nieszczęściem stołeczności jest zalęganie się w metropolii elit. W dawnych czasach elity wyłaniały się ze społeczeństwa same, a naturalnym procesie selekcji. Były to elity moralne i intelektualne, a przynależność do nich nie wymagała mieszkania w Warszawie, ani w ogóle żadnym miejscu. Można było mieszkać w Drohobyczu i być uznanym członkiem elity intelektualnej; można było w Warszawie być umysłowym parobasem i moralną gnidą. Dziś elity są z nominacji albo autokreacji. Mamy w Warszawie wszystkie możliwe elity tego chowu: polityczną, pieniądza, artystycznego snobizmu, poprawności politycznej, feminizmu i wszelakich odmian intelektualnej prostytucji , zlewające się w jedną wielką superelitę kabotyństwa. Elity moralnej ani elity intelektualnej nie ma. Mamy więc w Warszawie zaludniającą salony elitę, złożoną z polityków klasy Iwińskiego, z finansistów, którzy zgodnie z amerykańską zasadą pierwszy milion ukradli, a ponieważ poszło im dobrze, to ukradli następne, z pozbawionych głosu i słuchu piosenkarzy, z grafomanów ze stażem (jak wiadomo, grafoman ze stażem zostaje pisarzem), spikerek telewizyjnych , paru sportowców, aktorów z Teatru Jednego Widza, którzy zdobyli popularność, bo należycie wymawiali słowo „kurrrwa”, oraz panienek i policjantów z obyczajówki. To jest ta elita, która przewala się po Warszawie, i w którą wlepione są gały całego narodu, bo o tej elicie sprawozdają stacje telewizyjne.

Mamy jeszcze elitę importowaną, na szczęście bezdewizowo. Są to zachodnie autorytety moralne, tłumaczące POlakom, którzy przeżyli pół wieku w PRL, jak wspaniałą rzeczą jest socjalizm.”


Dzisiejsze wzorce dla salonu zostały wypracowane za Bieruta i Gomułki, i uwznioślają kłamstwo, chamstwo, oportunizm i lizusostwo. Dzisiejsze salonowe elity trafnie określił Mickiewicz, to kundle i świnie. Przedwojenny pisarz Andrzej Strug uważał, że to kanalie o wielkich nazwiskach, lecz nie szuje, ponieważ szuja to „zwyczajne bydle”, a kanalia „jest twórcza”.

Najbardziej skundlili się Gałczyński, Brzechwa i Szymborska, łasząc się jak psy do czerwonych łajdaków.


Kolejną literą jest R, i hasło Równość o wirach i piruetach emancypowania.


„Świat jest dziś pełen równości zwalczającej nierówność, żeby zapanowała jeszcze większą równość, która wszakże pogłębia nierówność (czyli elitaryzm tudzież dyskryminację), i tak to się kręci.”


Łysiak trafnie wskazuje, że równość to „pieścidełko” Salonu. Wszyscy jej wielcy propagatorzy od jakobinów po komunistów, ostatecznie znali tylko jeden sposób aby ją wprowadzić „niszcząc kark gilotyną lub kulą”.


„Wszyscy, którzy to robili byli archaniołami kochającymi całą ludzkość”.


Wymyślona przez jakobinów ideologia egalitaryzmu otwarła drogę do najpotworniejszych zbrodni.

Autor słusznie zauważa, że „sprawiedliwy system powinien zapewniać wszystkim obywatelom tylko dwa rodzaje równości: równość szans i równość wobec prawa”.

Wszyscy fanatycy równości robią coś wręcz przeciwnego z całą bezwzględnością łamiąc obydwa prawa.

W Polsce zarówno w Konstytucji PRL jak i w Konstytucji III RP mamy artykuły mówiące: „Wszyscy są wobec prawa równi..”, a przecież doskonale wiemy, że to farsa, zresztą jak i z wieloma innymi rzeczami jak się coraz częściej okazuje.


Obecnie w całej Europie wprowadza się kult praw człowieka.

W kulcie tym „„prawa człowieka” są bardzo korzystne dla człowieka, pod warunkiem, że nie jest się człowiekiem płci męskiej (lub kobietą islamską), skóry białej, religii chrześcijańskiej, kultury zachodniej i orientacji hetero.”


Litera S to hasło Sztuka, o bagnie tfu!rczości salonowej.


Pod tym hasłem autor chce „omówić degenerujący wpływ Salonu na wszelkie twórczość artystyczną - od malarstwa, rzeźby i literatury do filmu, teatru i TV-spektaklu”.


Kultura jest zastępowana przez kontrkulturę. Stała się ona „zabójczo groźna”


Antoni Libera napisał:

„Skłonność do totalizmu tkwi w naturze człowieka, i coraz to w każdym pokoleniu się odradza. Obecnie taką totalistyczną ideologią jest „polityczna poprawność” we wszelkich jej odmianach, kostiumach i maskach, a takoż postmodernistyczny relatywizm. Ten cały trend to samobójstwo kultury. Choroba rozwija się błyskawicznie i czyni spustoszenie. Powtarza się syndrom rewolucji marksistowskiej: pod szyldem nowoczesności i postępu promuje się łatwiznę i tandetę; pod hasłami równości i sprawiedliwości sprowadza się wszystko do parteru i winduje miernoty. „Wyklęty powstań grafomanie”. Tak to w praktyce wygląda.”


Łysiak obecny zalew shitu skwitował:

„Kluczem sukcesu salonowej strategii promowania szajsu kulturowego było i będzie mnożenie głupców metodą ogłupiania publiki. Im prymitywniejszy produkt - tym mniejszy wysiłek konieczny jest, by ów produkt absorbować. Syty współczesny człowiek, choćby i nie był tak bogaty, żeby zapewnić sobie materialny luksus i hedonizm - stara się przynajmniej zafundować sobie brak potu umysłowego. Jak najmniej myślowego wysiłki, minimum harówki mózgu !”.


„To ogłupianie ma charakter galopujących suchot.”


Zdaniem Łysiaka największym złem, które Salon wyrządził kulturze jak i jej odbiorcom, „było zatarcie granicy między kulturowym olimpizmem a kulturowym menelstwem”.


Przejęcie kultury przez lewicę, postulował Antonio Gramsci w okresie międzywojennym i trzeba przyznać, że cel został zrealizowany.

W 1990 roku James F. Cooper nawoływał:

„Odzyskajcie kulturę ! Sztuka nowoczesna dostarcza tylko destrukcyjnej, zdegenerowanej, wstrętnej, pornograficznej, marksistowskiej ideologii.”


Hollywoodem od dekad rządzą kryptokomuniści, a 90% aktorów deklaruje lewicowe poglądy.

Ukoronowaniem promowania i uwznioślania lewactwa jest Nagroda Nobla.

Już w 1973 roku Georges Menant wystąpił z krytyką:

„Przyznaje się literackiego Nobla ze względów prawie wyłącznie pozaliterackich, głównie politycznych  - przez sympatię dla lewicy - co jest osobliwą interpretacją „idealizmu”, czyli warunku jaki postawił fundator. Tak więc Nobel literacki stał się orężem politycznym, a im większy lewak, tym łacniej dostaje laur.”


Łysiak podsumował:

„Wśród noblistów literackich tego ćwierćwiecza - lewicowcy, lewacy, komuniści, „walnięci komuniści” czy „kopnięte feministki” stanowią 87% laureatów. Nawet gdy laureat (William Golding, 1983) nie był formalnie związany z lewicą, to dostawał nagrodę, bo uprawiał „bezkompromisową krytykę cywilizacji Zachodu.”


Od 1979 roku rozpoczęły się kontrlewackie rezygnacje członków Akademii Szwedzkiej. W 2004 roku zrezygnował prof Knut Ahnlund gdy:

„Przyznali najbardziej liczącą się nagrodę literacką pani Jelinek, autorce książek ubogich estetycznie i myślowo, pozbawionych artystycznej konstrukcji, pasożytniczych, stanowiących mieszankę pornografii i gwałtu, zresztą nawet nie czytając tych wypocin - starczyła jej nihilistyczno- ekshibicjonistyczna i lewacka renoma.”


„Gdyby Zbigniew Herbert był piewcą stalinizmu i pupilem michnikowszczyzny (jak Szymborska) pewnie dostałby Nobla.”


Obecne dzieła sztuki to: pejcz wetknięty sobie do odbytu - Robert Mapplethorpe, cięcie żyletą gejowskiego partnera - Roń Athey, wielki metalowy srom - Holly Hughes.

Sztuką jest wszystko, pod warunkiem że jest w galerii, w piwnicy już nią nie jest.

Oczywiście ulubionym temat przez lewicowy salon jest krzyż, Jezus i inne symbole chrześcijaństwa, które są profanowane na wszelkie możliwe sposoby.


Ten rozdział, autor kończy wierszem Mariana Hemara „Kto rządzi światem?”

Światem rządzi sekretna pomiędzynarodówka

Agresywnego durnia i nadętego półgłówka,

Trade union grafomanów, tajna loża bęcwałów,

Klub ćwierćinteligentów, konfederacja cymbałów,

Areopag jełopów, jałowych namaszczeńców,

Pompatycznych ważniaków, indyczych napuszeńców.


To oni - sprzymierzeni w powszechnym związku,

Który rozstrzyga o powodzeniu teatru, literatury.

Gramofonowej płyty, filmu, obrazu, symfonii.

To oni decydują o kulturze, to oni

Przydzielają posady, stypendia, nagrody, szanse

Ordery, rekomendacje, bonusy i awanse.


Samym instynktem głupoty odnajdują się wzajem.

Rozumieją się wspólnym językiem i obyczajem

I hasłem, które woła z ochotą raźną i rączą:

„Kretyni wszystkich krajów, łączcie się !” - więc się łączą


My skłóceni, więc słabi - durnie zgodni, więc silni.

My się często mylimy, durnie są nieomylni.

My sceptycy, zbłąkani na ziemi i na niebie -

A ONI tak aroganccy i tacy pewni siebie

I tacy energiczni, że serce z trwogi mdleje


Ach nie znam żadnej rady… Mam tylko nadzieję.

Żyję tylko tą drobną otuchą i nadzieją,

Że my umiemy śmiać się. A durnie - nie umieją

Kto wie… może po wiekach

Kto wie… może w oddali to jedno przed durniami obroni nas i ocali.


Pod kolejną literą, T kryje się telekracja o cieniach elektronicznej demokracji


Telekracja zdaniem autora jest dzisiejszą formą demokracji, wykorzystującej internet.

Dla rządzących internet nie jest traktowany jako ułatwienie dla elektoratu, tylko jako potężne narzędzie wpływu na elektorat.

Dzisiaj to telewizja kreuje zwycięzców, którymi zostają tylko medialni kandydaci. Nie liczy się kompetencja lecz sympatyczność.


Przechodząc do analizy polskiej demokracji zadziwiające jest to, iż to co teraz widzimy, czyli jej upadek było już widoczne dwadzieścia lat temu. Dominik Zdort napisał:

„Do niedawna wydawało nam się, że to było demokratyczne państwo prawa. Tymczasem pod powierzchnią sloganów i demokratycznych procedur kryły się bardzo głębokie pokłady postkomunistycznego totalitaryzmu, nienaruszone przez rządy po 1989 roku, a być może nawet przez nie wykorzystywane.”


„To właśnie czerwono-różowy Salon III RP praktykował paratotalizm.”


To w jakim kierunku zacznie rozwijać się pomagdalenkowy układ przewidział już w 1980 roku sekretarz KC PZPR towarzysz Andrzej Żabiński, proponując Jaruzelskiemu strategię wykończenia Solidarności:

„Nie należy ich zwalczać. Przeciwnie, trzeba im dać gabinety, sekretarki, palmy przy biurkach i służbowe samochody. Wtedy sami zagryzą się na śmierć.”


„Tumaniony telewizją elektorat często wyraża kartkami do głosowania swoje zdanie niezależnie od sensu i od rzeczywistości czyli od prawdy. Często więc przegrywa wybory rząd, który się świetnie sprawował i zapewnił dobrobyt społeczeństwu.”


John Adams jeden z ojców założycieli Stanów powiedział:

„Twierdzenie, że lud jest najlepszym strażnikiem swoich praw, to bzdura niczym nie usprawiedliwiona. Jest on najgorszym, wręcz żadnym ich strażnikiem.”


Kluczem do prawidłowej demokracji jest oświata, czyli „oświecanie ludzi głupawych, aby byli mniej głupimi”.


Niestety demokracja odstręcza od siebie „dawaniem praw wyborczych durniom, którzy dominują”.


„Demokracja to ustrój, w którym miliony głupich ludzi podejmują decyzje w sprawach, na których się kompletnie nie znają.”


Nicolas Tender stwierdził:

„Istnieją sposoby walki z tym, co można by nazwać współczesną, nasilającą się demokratyczną głupotą. Pierwszy środek obrony polega na domaganiu się i tworzeniu systemu oświaty faktycznie kształtującego krytyczne umysły za pośrednictwem zaniedbywanych dzisiaj przedmiotów: literatury, historii i filozofii. Jeśli mamy kształtować mądrych i krytycznych obywateli, których potrzebuje demokracja - nasze szkoły muszą przestać schlebiać najnowszym modom, a zacząć rozwijać w uczniach zdolność myślenia krytycznego.”


Obecna oświata pod kierownictwem niejakiej Nowackiej robi coś wręcz przeciwnego, fabrycznie produkuje całe stado mediotów. Kim jest mediota?

Opisał go Marian Czarnecki:

„Kim jest mediota? Jest bezkrytycznym, bezwolnym odbiorcą mediów. Funkcjonalnym analfabetą, który potrafi czytać i pisać, lecz samodzielnie nie myśli, nie ocenia zjawisk, faktów i ludzi, poddaje się medialnemu zaćmieniu, formowaniu mózgu, niezależnie od cenzusu swojego wyksztacenia, klasy społecznej, środowiska zawodowego. Jest to schorzenie nazywam mediotyzmem, czyli plastelinową uległością temu wszystkiemu, co media piszą, głoszą, pokazują. Mediota konsumuje podsunięte mu przez media towary, seriale, horrory, komedie, reality shows, nie jako wtórne dobra, lecz jako potrawy najsmakowitsze - jak mówi najfajniejsze.”


Salon cały czas stosuje wobec demokracji, relatywizm. Istnieją dwie demokracje - dobra i zła. Dobra jest wtedy, gdy władzę obejmuje Lewica, zła, wtedy gdy wybory wygrywa Prawica.


Elementem powiązanym z demokracją jest wolność. Z tym, że demokracja nie wyklucza braku wolności. Istotą wolności jest państwo minimum, jednak dzisiejsze demokracje to państwo maksimum, w których biurokracja terroryzuje obywatela. Obecnie demokracja to już nie rządy ludu, lecz rządy mniejszości.


„W demokracji do władzy niemal zawsze dochodzą populiści i miernoty, czyli ludzie podobający się tłumowi, który polityki nigdy nie rozumiał, nie rozumie i nie zrozumie.”


Pod literą U, kryje się hasło Unia, o Starego Kontynentu pansalonowaniu.


Już w 1999 roku prezydent Czech, Vaclav Havel określił państwo narodowe jako „niebezpieczny anachronizm”.

Od samego początku plan powstania Unii Europejskiej zakłada likwidację państw suwerennych. Problem w tym, że nie ma czegoś takiego jak tożsamość europejska. Od samego początku największymi entuzjastami Unii są Niemcy.

Proces integracji Unii miał dwa etapy. Pierwszy do traktatu z Maastricht. Podczas niego likwidowano bariery gospodarcze i liberalizowano handel, jednak celem etapu drugiego jest odgórna homogenizacja, standaryzacja, regulacja i rosnąca kontrolna całego życia obywateli krajów UE. Co gorsza nie ma nic wspólnego z wolnością i demokracją.


Przypominam, że autor pisał te słowa dwadzieścia lat temu.

David Cameron twierdził, że Unia ma sens jedynie jako strefa wolnego handlu.

Jednocześnie po wprowadzeniu euro, to że było ono przyczyną drastycznych podwyżek cen, TAK, stwierdzało 95% Greków, 97% Hiszpanów a średnia europejska wynosiła 93%.


„Choroby Unii Europejskiej, pilnie wymagające interwencji medycznej, to przede wszystkim lewackość, biurokratyczność i fatalna gospodarka finansami. Są to zresztą naczynia połączone.”


W Unii panuje bizantynizm, „czyli system, w którym warstwa hiperbiurokratów uzależnia społeczeństwo od superpaństwa”.


Celem Unii, na co wskazywał George Weigel, jest „ustanowienie sekularyzmu jako europejskiej religii” (2006).

Od ponad dwudziestu lat w Unii funkcjonuje socjalistyczny model gospodarczy i społeczny.

„Bruksela rezerwuje dla nuworyszów (nowych członków ze Wschodu), którzy mają stanowić swoisty bantustan (parakolonialny rynek, wchłaniający towary produkowane przez gigantów Unii), sama zaś praktykuje gospodarczą lewicowość i socjalną nadopiekuńczość”


Iwan Krastem napisał:

„Ta stara UE, rozszerzając swoje granice, nie zaoferowała „państwa socjalnego” nowym członkom, tylko sprzedała im model gospodarczy, jakiego sama nie chciała u siebie „dziki kapitalizm”. (2004)


Fatalna gospodarka finansami skutkuje gigantycznym marnotrawieniem środków jak i niemal mafijną korupcją.

Niewydolny jest również system edukacji. Postęp technologiczny jest tak szybki, że uzyskiwana na studiach wiedza, już kilka lat po ich ukończeniu często staje się prehistorią.


„Lepiej wzbogacać szeroką wiedzę i skupiać się na wypuszczaniu z uczelni sprawnych, kreatywnych mózgów miast doktrynalnych fachmanów. Europa jest tym kontynentem, któremu najciężej przychodzi zrozumienie tych prawd.”


Komentator Newsweeka, Stefan Theil podsumował:

„Poziom edukacji wyższej nie podnosi się, lecz wręcz obniża. Jest to szczególnie widoczne w największych gospodarkach Europy. Niedofinansowane i zbiurokratyzowane uniwersytety wypuszczają za mało absolwentów, często z niezbyt aktualną wiedzą. To oczywiste zagrożenie dla dobrobytu Europy, ta nędza edukacyjna grozi zmniejszeniem kompetencji kadr europejskich, co spowoduje porażkę w konkurencji na globalnym rynku. Słabość oświaty może również oznaczać osłabienie tkanki społecznej. Bez energicznych, nasyconych wiedzą gospodarek, runą fundamentu europejskiego państwa opiekuńczego. Kraje, które inwestują w oświatę mają wyższy wzrost i coraz niższe bezrobocie.” (2006)


Andreas Schleicher z OECD ujął istotę problemu:

„Żaden unijny kraj nie prowadzi strategicznej debaty na temat tego, gdzie jego edukacja będzie po dziesięciu latach. Żaden nie chce też łamać sobie głowy prawdziwymi przyczynami zapaści. I dopóki to się nie zmieni - przyszłość Europy będzie rysować się ponuro.” (2006)


Zmiany są blokowane przede wszystkim przez ideologię.

Na obniżanie standardów największy wpływ ma lansowanie wszechtolerancji dla wszelkich zboczeń i patologii jak i wdrożenie tej tolerancji na siłę do szkół. Kolejnym powodem jest kultura wysokiej samooceny.


Robert Scrutton opisał ją:

„Kultura wysokiej samooceny dąży do tego aby każdy był z siebie kontent bez względu na swe zasługi. Niechlujną mowę nobilituje się jako prawidłową, a ignorancję stroi się w szaty różnic poglądów. Wszelkie formy wiedzy, wymagające wrodzonych predyspozycji plus pracy, lub zakładające osiągnięcie wyższego niż uliczny poziomu kulturalnego - gani się jako elitarne i usuwa na margines edukacyjnych programów. Ten antyelitaryzm przynosi skutek odwrotny do zamierzonego, gdyż zatrzymuje młodych ludzi w takim położeniu, w jakim się urodzili. Po zniszczeniu szkół, niszczy się uniwersytety, zmuszając je, by przyjmowały na studia głupawe ofiary tego egalitarystycznego dogmatyzmu, będącego wandalizmem.”


The Spectator pisał:

„Kształcenie polega na dawaniu erudycji i umiejętności, a nie iluzji. Praktyka wmawiania uczniom, że są absolutnie w porządku takimi, jakimi są - nie zasługuje na miano edukacji. Przyswajanie wiedzy wymaga wysiłku, jest to prawda tak oczywista, że tylko dziesięciolecia egalitarystycznej propagandy mogły doprowadzić mnóstwo ludzi do negowania jej.”


„Wymuszone przez Salon zaniechanie klasycznego wykształcenia, z językami obcymi, gramatykę i  historią, produkuje tępawych bałwanów (głupich polityków, tępawych biznesmenów, dyletanckich dziennikarzy itp.). Niemal każdy dzisiejszy maturzysta jest gorzej wykształcony niż maturzyści pól wieku temu.”


Daniel Binswanger skwitował:

„Problem nie polega na tym, że wskutek poprawności politycznej ludzie nie czytają już klasyków, tylko na tym, że duża liczba uczniów kończy szkołę będąc analfabetami.”


Pod kolejną literą V, kryje się hasło: Vestigium, o dzieciach heroicznego miasta lwa.

Pod tym hasłem tak naprawdę znalazł się Lwów, z powodu braku w alfabecie łacińskim litery Ł, oznaczającej Łyczaków.


Lwów był polskim miastem od 1349 roku, po wojnie po namyśle i za podszeptem Wandy Wasilewskiej, Stalin uznał, że Lwów będzie odebrany Polsce.


„Teraz Lwów nazywa się Lviv, a Ukraińcy twierdzą, że Lviv to miast ukraińskie od wieków, co jest bardzo dowcipne, zważywszy że sama Ukraina jeszcze niedawno nie istniała jako państwo.”


Etniczną ukraińskość Lwiwa Ukraińcy osiągnęli szybko przy wykorzystaniu wagonów bydlęcych i w ten sposób centrum polskiej kultury konkurujące jedynie z Krakowem przestało istnieć. Materialne świadectwa polskości Lwowa, nasi ukraińscy bracia szybko i dogłębnie usunęli.


Łysiak przypomina Orlęta Lwowskie, dzieci których historia została wymazana z podręczników.

Pod koniec października 1918 roku Austriacy opuścili Lwów, który zaraz zajęli Ukraińcy. Do walki z nimi przystąpiły dzieci i młodzież, kilkunasto i kilkuletnie. Przez 22 dni walczyły o każdą ulicę, dopóki 22 listopada z odsieczą nie przybyły oddziały polskie z Krakowa. Dwa tysiące dzieci zginęło.

Uczczono ich budową monumentalnej nekropolii w latach 1918-1939, według projektu Rudolfa Indrucha zwanej Cmentarzem Orląt. Po powstaniu Ukrainy, nasi bracia nie zezwolili na odbudowę cmentarza i przywrócenia go do pierwotnego kształtu.


Haniebną jest lokajska postawa polskich kolejnych rządów w stosunku do Ukraińców i Litwinów.


„Szanuje się jedynie silnych i dumnych, nie szanuje się tych, którzy kiepsko dbają o swoją godność. Gwoli dobrosąsiedztwa oraz świętego spokoju zezwalamy notorycznie Polskę upokarzać, czego przykładem jest plugawienie Cmentarza Orląt przez Ukraińców.”


„Z Litwą dzieje się analogicznie. Litwini nienawidzą Polaków bardziej niż Sowietów, diabłów czy kogokolwiek. Litwa współczesna ma nas za swych dawnych ciemiężycieli, ta choroba psychiczna nazywa się: polski kompleks.”


„Szczególnie ohydną praktyką VIPów III RP jest przemilczanie aktów ludobójstwa. Symbolem tej hekatomby są na Litwie Ponary, gdzie litewscy szaulisi dokonali okrutnego mordu 70 tysięcy Żydów i 30 tysięcy Polaków.”


„Zapomnieliśmy wszystko. Naród, który gubi swą przeszłość, może czekać niewesoła przyszłość. Nasza niewierność jest HAŃBĄ !”


Pod literą W, znajduje się Watykan, o kulcie, konflikcie i prawdzie.


Łysiak zaczyna od hymnów pochwalnych dla Jana Pawła II, który jego zdaniem był bardzo podobny do pierwszego papieża polskiego pochodzenia, którym był Pius X, syn polskiego rzemieślnika Jana Krawca, który po Powstaniu Listopadowym wyemigrował do Włoch, gdzie zmienił nazwisko na Sarto (czyli Krawiec). Jan Paweł II zdaniem Łysiaka miałby stać na straży katolickiej doktryny stawiając odpór modernizmowi. Naprawdę zaskakujący jest poziom niewiedzy autora zaskakującego co krok swoją erudycją. Można to wytłumaczyć jedynie zaślepieniem faktem, iż Jan Paweł II był Polakiem. W istocie Wojtyła od Soboru Watykańskiego II był zachwycony modernistami, czego dawał przykład na każdym kroku. To on również był pierwszym ekumenicznym papieżem. Czytając opisy wielkich walk pomiędzy Janem Pawłem II a ówczesnym prefektem Kongregacji Nauki Wiary kardynałem Ratzingerem, wczytując się w słabe tłumaczenia rzekomych powodów ekumenizmu Jana Pawła II, jasno widać, że Łysiak nie ma zielonego pojęcia o neomodernizmie w Kościele Katolickim, nie ma najmniejszej wiedzy o jego założeniach a postępowanie Jana Pawła II tłumaczy tak prosto, niemal po chłopsku, na zasadzie wici, rozumicie.. Dla niego Ratzinger jawi się jako „dog Watykanu”, co z perspektywy czasu jest niemal śmieszne gdy sobie przypomnimy wiecznie wystraszonego, niezdolnego do zdecydowanego działania, płaczliwego Benedykta XVI, który nota bene też był modernistą.


W odróżnieniu od zachwyconego Soborem Watykańskim II, Wojtyły, prymas tysiąclecia kardynał Stefan Wyszyński określał Kościół posoborowy:

„Kościołem, którego Credo staje się elastyczne, a moralność relatywistyczna.”

„Kościołem na papierze, a bez Tablic Dziesięciorga Przykazań.”

„Kościołem, który zamyka oczy na widok grzechu, a za wadę ma bycie tradycyjnym, zacofanym, nienowoczesnym.”


Łysiak jak wielu innych zachwyca się tym, że Jan Paweł II przyciągnął do Kościoła miliony, jakoś umknął mu fakt, iż ich wiara była jak wadowickie ciastka, kremówkowa. Jej niewiarygodną powierzchowność widzimy dzisiaj, gdy rzekomi katolicy w Polsce walczą o wolne prawo do aborcji, gdy dzieci tych kremówkowców wypisują się z religii, a oni sami stają się wrogami Kościoła.


Kolejną literą jest X, a hasłem Xenokracja, o obecności, zaborczości i fałszywości.


Ksenon to po grecku obcy, a kratos władza, czyli Xenokracja to władza obcych.


Zbliżając się do końca, dochodzimy do litery Y i hasła Yankees, o cyrku poprawności „made in USA”.


„Celem Salonu jest globalna ludodebilność i globalna ludopowolność”


Ostatnim rozdziałem jest Zepsucie, o psuciu rozwiązłości przez Salon.


Szczerze polecam każdą książkę Łysiaka. Jego lekkie pióro, dowcip i niezwykle obszerna wiedza powodują, że czytanie jego książek sprawia niezwykłą przyjemność. Przez tekst się płynie i odpoczywa w odróżnieniu od obecnych antysystemowych gramot.



Komentarze


Kontakt

Thanks for submitting!

© 2023 by Train of Thoughts. Proudly created with Wix.com

bottom of page