top of page

Strefa czytelnika. Sto lat modernizmu. Źródła II Soboru Watykańskiego - ks. Dominique Bourmaud

  • 29 lip
  • 34 minut(y) czytania

„Zło rozprzestrzenia się w miarę rozpadu dobra.” - ks. Dominique Bourmaud


„Dramat zamienia się w szaloną tragedię.” - ks. Dominique Bourmaud


„A gdybym zdradził Tradycję, którą przekazali mi moi poprzednicy, niech mi Bóg nie będzie sędzią miłosiernym w dniu ostatecznym.” - przysięga składana przez stulecia przez papieży w czasie swojej koronacji


„Bardziej niż kiedykolwiek przedtem katolicy mają teraz bezwzględny obowiązek być bardziej papieskimi niż sam papież, być prawdziwymi obrońcami papiestwa przez stawianie oporu papieżowi, kiedy ten nie postępuje „zgodnie z prawdą Ewangelii.” - ks. Dominique Bourmaud


„Nowa jest przede wszystkim taktyka przeciwnika. Mistrzowskie posunięcie szatana polega na niszczeniu Kościoła pod pozorem posłuszeństwa, które jest cnotą katolicką par excellence. Stosując się do poleceń władz rzymskich, które podkopują wiarę i strukturę Kościoła, wszyscy - biskupi, kapłani i wierni - świadomie lub nieświadomie współpracują w dziele utraty prawdy i wiary. Dzięki temu podstępowi ślepego posłuszeństwa władze w służbie zła mogły przeprowadzić rewolucję w tiarze i kapie pod znakiem ekumenizmu.” - ks. Dominique Bourmaud


„W tym celu zawarto Triplice pacto previo (potrójne porozumienie wstępne), podpisane przed rozpoczęciem soboru z żydowską lożą wolnomularską B’nai B’rith, z komunistami oraz protestantami.” - ks. Dominique Bourmaud


„W 1958 roku umarł papież Pacelli, wraz z nim do grobu położył się praktycznie cały Kościół katolicki.” - ks. Dominique Bourmaud


„Gdy modernistyczny nowotwór wżera się w same podstawy Kościoła Chrystusowego, nie wolno iść na kompromis ani debatować. To sprawa życia lub śmierci. Nie jest możliwe żadne ekumeniczne porozumienie z modernistyczną sitwą. Nie można stosować półśrodków, mając do czynienia z ukrytym zdrajcą we wnętrzu Kościoła.” - ks. Dominique Bourmaud


„Gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy, niech będzie przeklęty.” - Ga 1.8


„Gdy człowiek przestanie wierzyć w prawdę, uwierzy w cokolwiek” - G. K. Chesterton


„Modernizm to ściek, do którego spływają wszystkie herezje” - św. Pius X


„Pokładam są nadzieję w Buddzie. Pokładam są nadzieję w nauce o wyzwoleniu. Pokładam są nadzieję we wspólnocie.

Prawdziwy katolicyzm to nie schrystianizowany judaizm Nowego Testamentu. To schrystianizowane pogaństwo, czyli religia światowa, a to oznacza zamianę przyciasnych szat na nowe, elastyczne.” - jezuita o. George Tyrrell


„Modernizm jest systemem myślowym o charakterze ignorantystycznym, egocentrycznym i rewolucyjnym, który głosi filozofię bez bytu i Objawienie bez podstaw historycznych, by wreszcie doprowadzić do teologii bez Boga.” - ks. Dominique Bourmaud


„Modernizm jest nie tylko herezją albo apostazją, jest prawdziwą piątą kolumną. Zdrada i dwulicowość stanowią integralne części systemu modernistycznego. Prawdziwy modernista potrafi najpierw z wysokości katedry potwierdzać osobistą wiarę, a zaraz potem zanegować ją jako uczony i historyk w swych pismach.” - ks. Dominique Bourmaud


„Żywa tradycja nazywa dzisiaj fałszywym to, co wczoraj było prawdziwe, a prawdziwym to, co wczoraj było fałszywe.” - ks. Dominique Bourmaud


„Paweł VI był dotknięty prawdziwą psychozą ekumeniczną „ekumenią”, obsesyjną myślą o zjednoczeniu wszystkich Kościołów i wszystkich religii.” - ks. Dominique Bourmaud


„Papież gra swoją melodię w dwóch różnych skalach jednocześnie: ortodoksyjnej i modernistycznej. Już św Pius X zdemaskował tą taktykę modernistów, polegającą na mieszaniu głosu racjonalisty z głosem katolika.” - ks. Dominique Bourmaud o Janie Pawle II


„Kościół znajduje się w kryzysie tożsamości. Przekracza próg trzeciego tysiąclecia z pewnymi przejawami optymizmu. Jest to jednak optymizm przesadzony i rozpropagowany przez dziennikarzy. Nieudolnie zakrywa on obecny stan nędzy Kościoła. Przejawy świadczące o duchowej żywotności Kościoła są bardzo nikłe. Bo o jakim życiu religijnym mowa, jeśli nie o ruchach charyzmatycznych i o Światowych Dniach Młodzieży, które są prostą i czystą kopią pentokostalnych aberracji protestanckich? W rzeczywistości powołania w wielu krajach rdzennie chrześcijańskich zbliżają się do zera absolutnego. Wiara praktycznie wszędzie jest martwa i nic nie wskazuje na jakakolwiek odnowę. To nie Kościół ma się teraz dobrze, ale właśnie kryzys. To kryzys przetrwał, podczas gdy Kościół obumiera. Odnowiono wszystko bez wyjątku, ale zawsze pod kątem ułatwienia i demokratyzacji. Zabrania się zabraniać ! Wolność dla wszystkich i do wszystkiego. Przypieczętowano koniec autorytetu, obowiązków i przykazań. Czyż może być jakiś oczywistszy przejaw upadku danej społeczności niż poluzowanie dyscypliny w jej elitarnych oddziałach? Choroba, żeby mieć zasięg uniwersalny, musiała wyjść z samego Rzymu. Wszystkie przesłanki wskazują na II Sobór Watykański jako na epicentrum tsunami, które zatopiło Kościół. II Sobór Watykański stał się rokiem zero Kościoła „neokatolickiego”. Kolejni papieże nie cytują tekstów sprzed soboru, a wszystko opierają na nowej doktrynie Vaticanum II. Kościół staje się niezdolny do definiowania dogmatów wiary i moralności, nakładania kar, uleczania i zbawiania. Kryzys z całą mocą uderza w to, co Kościół ma najcenniejszego: w wiarę w Jezusa Chrystusa, w Trójcę Świętą, a także w Kościół jako jedyny środek zbawienia. Wiara schowana została pod korcem w imię ekumenizmu; nie chodzi już o to, aby nawracać, ale by wspólnie zmierzać w tym samym kierunku.

Czymś nowym jest widok papieża wykraczającego przeciw pierwszemu przykazaniu Dekalogu „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną !” - papieża, który ustanowiony jest przez Boga obrońca Jego przykazań. Nigdy wcześniej nie widziano, aby papież zapraszał heretyków i wszelkiego rodzaju pogan, by na placu św. Piotra przedstawiali swoje fałszywe nauki i magiczne obrzędy. Nie słyszano też, aby papież wychwalał herezjarchów takich jak Luter, aby w synagodze w Rzymie ogłaszał, że chrześcijanie i żydzi wierzą w tego samego Boga, aby w ekumenicznym martyrologium przedstawiał swoim wiernym heretyków, jako świętych.

Soborowa rewolucja wzięła obrót barbarzyński i obrazoburczy. Zdewastowała nasze najbardziej czcigodne obrzędy. Msza Święta została doszczętnie zniszczona i sprowadzona do ekumeniczno-kalwińskiej modlitwy. Chorał gregoriański skazano na zapomnienie. Udziela się więcej Komunii, ale konfesjonały pustoszeją. Nowa nauka o celach Sakramentu Małżeństwa sprzyja mnożeniu orzeczeń o nieważności.

W rzeczywistości całe życie łaski danej nam przez Jezusa Chrystusa odesłano do lamusa. Obecny Rzym powołuje się na argument, że laska jest w pewien sposób czymś przyrodzonym, a zbawienie czymś niejako automatycznym, ponieważ Chrystus zjednoczył się z każdym człowiekiem, nawet bez jego wiedzy i woli.

Obecna burza nie jest po prostu jednym z wielu kryzysów. W tej chwili Kościół niezdolny jest do reakcji samoobronnej. Obecny kryzys wyniszczył jego system immunologiczny, mający go chronić przed atakami wewnętrznych i zewnętrznych wrogów. Nasuwa się myśl, że bramy piekieł przemogły nieskalaną Oblubienicę Chrystusową.

Wierny lud chrześcijański stopniowo utracił poczucie prawdy i fałszu w dziedzinie wiary.

Powiedzieć, że wszystkie religie są sobie równe, znaczy tyle, co powiedzieć, że wszystkie są na równi prawdziwe, a jeśli tak, to trzeba też przyznać, że wszystkie są na równi fałszywe, ponieważ pod wieloma względami zaprzeczają sobie wzajemnie.

Modernizm przypomina bezkształtną magmę, prawdziwe monstrum, ponieważ zniekształca w chrześcijańskiej doktrynie wszystko. To regularny atak przeprowadzony na rozum i religię. Modernizm jest z zasady zniszczeniem wszelkich zasad. Jest to monstrum zrodzone wbrew naturze, ponieważ chce być religią bez religii, bez Objawienia, a ostatecznie bez Boga. Opiera się na filozofii bez bytu, wierze w objawienie bez Chrystusa, prowadzi do teologii bez Boga.” - ks. Dominique Bourmaud


Pokaźnej objętości książka ukazała się w 2021 r dzięki wydawnictwu DeReggio. Jest to ciężka w czytaniu pozycja, i wynika to nie z języka autora lecz samej istoty tematu, ponieważ Bourmaud bardzo szczegółowo analizuje istotę i źrodła samego modernizmu, zagłębiając się w skomplikowane kwestii filozoficzne. Jednak jeżeli ktoś chce naprawdę zrozumieć co się stało, co się dzieje i dokąd zmierza obecny Kościół katolicki jest to pozycja obowiązkowa. Zapewniam, że po jej przeczytaniu przestanie was dziwić dziwaczne postępowanie posoborowych papieży. Tu nie ma przypadku, to jest jedno konsekwentne działanie zmierzające do całkowitej przebudowy Kościoła w duchu modernistycznym. Wszyscy papieże od Pawła VI po Leona XIV są modernistami, to oni czuwają nad tym, aby Kościół podążał szlakiem do budowy Kościoła Jutra, Kościoła, który ma niewiele wspólnego z Kościołem Rzymskokatolickim.


Książka składa się z pięciu części omawiających powstanie i ewolucję katolickiego modernizmu.

Została napisana w czasie pontyfikatu Jana Pawła II, którego ogłoszenie świętym było złamaniem wielu kanonów, „samo zajście cudu było wątpliwe, ponieważ diagnoza uzdrowionej zakonnicy nie była pewna, a jej rzekome uzdrowienie nie okazało się trwałe i całkowite, nie poddano analizie licznych, obszernych i zawiłych pism Jana Pawła II, złamano nakaz wstrzymywania procesu na kilkadziesiąt lat, zabrakło przede wszystkim adwokata diabła, nie skonfrontowano nauczania Jana Pawła II i jego bałwochwalczych gestów z Ewangelią i z tym, czego strzegł Kościół”.


Modernizm jako herezja zaznaczył się na początku XX wieku w czasie pontyfikatu Piusa X. Celem modernizmu jest dostosowanie nauk Kościoła do nowych idei, dotyczy to zwłaszcza filozofii i krytyki biblijnej. Obecnie modernizm przejmuje Kościół. „Kościół znajduje się w kryzysie tożsamości”.


Pierwsza z pięciu części dotyczy dziedzictwa chrześcijańskiego.

Cywilizacja chrześcijańska została zbudowana na prawdzie. Natura rzeczy może być poznana przez rozum. Przedmiot teologii, czyli rozum i wiara, pozostają ze sobą w doskonalej harmonii.

Modernizm zaprzecza tym pewnościom aby być naprawdę wolnym.


Bourmaud swoje rozważania zaczyna od V w przed Chrystusem, i nauczających w Atenach sofistów. Sofiści, czyli zabójcy mądrości, byli bardziej niż poszukiwaniem mądrości zajęci zdobywaniem pieniędzy. Sednem ich filozofii była krytyka wszystkiego. Ich główny przedstawiciel, Gorgiasz, głosił „Nic nie istnieje naprawdę. Nawet gdyby coś istniało, nie moglibyśmy tego poznać, gdyż przedmiot jest zmienny a myśl stała. Nawet gdybyśmy mogli coś poznać, nie moglibyśmy tej wiedzy przekazać, ponieważ myśl jest stała, a słowo ulotne”. Zdaniem Protagorasa „Prawdziwe jest to, co się komu wydaje, tak że jedna i ta sama rzecz może być biała dla jednego i czarna dla drugiego. Człowiek jest miarą wszystkich rzeczy: istniejących, że istnieją, i nieistniejących, że nie istnieją”.


Poprzednikiem sofistów był Heraklit, który odrzucił byt. Dla niego wszystko nieustannie się zmienia, w wyniku czego jest niepoznawalne. „Jesteśmy i nie jesteśmy. Dobro i zło to jedna i ta sama rzecz. Ten sam byt jest żyjący i martwy”.


Arystoteles uważał natomiast, że rzeczy istnieją naprawdę, a intelekt może je poznać w sposób pewny. To Arystoteles zbudował fundamenty naszego poznania.

„Aby przyjąć, że Bóg mówi prawdę, trzeba rozumowo dowieść, że istnieje”. A żeby tego dowieść musi być możliwe poznanie w sposób pewny faktu Objawienia. Żeby wiedzieć, że Bóg objawia się przez cudowne znaki, trzeba znać naturę i jej prawa. Ludzki intelekt jest stworzony do poznania prawdy. Zdaniem Arystotelesa istnieją prawdy wieczne, mające oparcie w konkretnych naturach: że prawda jest jedna i wyklucza fałsz, że to, co w danym momencie jest bezwględnie prawdziwe, nie może być nigdy uznane za fałszywe.


W V wieku opierając się na Arystotelesie św Augustyn poświęcił całe życie aby dać podstawy filozoficzne chrześcijaństwu. Przede wszystkim uznał, że „Pismo Święte to Chrystus”. Proroczo napisał „Jeśli autorytet Pisma się zachwieje, zachwieje się sama wiara”, „Jeśli sądzisz, że znalazłeś błąd w tekście, to dlatego, że albo odpis został sporządzony niestarannie, albo tłumacz się pomyli, albo ty nie rozumiesz tekstu właściwie”.

Do pełnego Objawienia się Boga ludziom komplementarnie przyczyniają się dwa składniki: Pismo Święte i Tradycja apostolska. Te dwa składniki są związane ale nie równe. Ważniejsza jest Tradycja, dlatego że Pismo Święte zostało spisane jakiś czas po ustnym głoszeniu Ewangelii, oraz że jest niekompletne i nie opisuje wszystkich czynów i słów Chrystusa. Ewangelia bez Tradycji byłaby zawieszona w powietrzu. Podstawa autorytety i nauczania Pisma jest Kościół.

„Nie uwierzyłbym w Ewangelię, gdyby autorytet Kościoła mnie do tego nie zobowiązywał.”

Kolejną zasadą, jest to, że Bóg jest dobry i pragnie zbawienia.


Po upadku Cesarstwa Rzymskiego przez kolejne tysiąc lat panuje ruch doktrynalnych zwany scholastyką. Jej podstawą było rygorystyczne dowodzenie rozumowe.

Największym stuleciem w historii chrześcijaństwa zdaniem autora był wiek XIII, stulecie św Ludwika, Dantego, św Franciszka z Asyżu, św Dominika, św Alberta i św Tomasza z Akwinu.


Na uniwersytecie w Paryżu pojawił się Siger z Brabancji. Bazując na komentarzach do Arystotelesa, uznał że wiara ma swoją domenę, a rozum swoją. Stał się twórcą rozdzielenia dwóch porządków poznania: rozumu i wiary.

„Kościół na pewno ma rację z punktu widzenia teologii, ale może być w błędzie z punktu widzenia nauki.”

Wtedy pojawił się św Tomasz, który ponownie połączył obie mądrości. Nie może być pomiędzy nimi różnic, gdyż obydwie pochodzą od tego samego Boga

„Bóg jest wszystkim, człowiek niczym. Każde stworzenie ma istnienie, ale tylko o Bogu można powiedzieć, że jest.”

Prawdziwe Objawienie może być tylko jedno.

„Jeśli prawdą jest, że istnieje tylko jedno Objawienie, to prawdą jest również to, że Objawienie można wyrazić w formie naukowej teologii tylko wówczas, gdy jest ono badane przez ludzki intelekt posługujący się skodyfikowanymi przez Arystotelesa zasadami zdrowego rozsądku.

„Nie widzimy Boga, ale widzimy z całą pewnością, że powinniśmy w Niego wierzyć.”

Prawda ma trzy właściwości: jest zawsze w pełni określoną i konkretna, ma więc charakter wykluczający, a zatem jest niezmienna w swej istocie. Prawdziwe są jedynie rzeczy realne, zaś urojone idee i wyobrażenia są fałszywe. Prawdziwe jest to, co proste i jednostkowe, a nie powszechnik. Prawda jest wykluczająca, nie ma kwadratowego koła, ponieważ to co jest prawdziwe, musi być przynajmniej możliwe. Jeśli przyjmuje się, że Jezus przyszedł i ogłosił się Bogiem, to odrzuca się jako fałsz tezę, że Jezus nie istniał.

Niezmienność prawdy oznacza, że przeszłości nie można zmienić.

„Skoro prawda jest niezmienna, to jest również absolutna i odrzuca wszelki relatywizm. Nie dopuszcza ani wyjątku ani stopniowania.” Dlatego fakt Objawienia Boga człowiekowi jest wieczną i absolutną prawdą.


„Chrześcijańska prawda w żadnym wypadku nie dopuszcza takiego zjednoczenia, które dokonywałoby się z pominięciem prawdziwego Boga i konkretnego Objawienia. Nie dopuszcza sztucznego spotkania różnych Kościołów w pakcie o nieagresji, który spuszcza zasłonę milczenia na punkty sporu. Religijny synkretyzm może zrodzić tylko czysty sceptycyzm i sprawić, że nikt już nie będzie w nic wierzył. Zapominając o pierwszym przykazaniu, doktrynalny relatywizm jest najcięższą obrazą Boga, jakiej może dopuścić się człowiek.”


W drugiej części Bourmaud zajmuje się modernizmem protestanckim.


Ojcem teologii reformacji był Marcin Luter. Luter urodził się w skromnej, chłopskiej rodzinie. Jego matka dopatrywała się wszędzie diabła, ojciec z kolei nigdy nie wybaczył mu, że porzucił rodzinę i wstąpił do zakonu. Luter wstąpił do zakonu augustianów w Erfurcie. W ciągu kilku lat został podprzeorem i doktorem teologii. Ponieważ jak sam zauważył, wszystkie dzieła pobożności i dobre uczynki nie spowodowały w nim żadnej zmiany, uznał, że uczynki nie mają żadnego znaczenia w oczach Boga. Żeby dostąpić zbawienia, człowiek potrzebuje tylko wiary. Człowiek nie jest wolny, wszystkie jego uczynki naznaczone są grzechem, a on jest tylko jucznym zwierzęciem kierowanym przez Boga, albo diabła, w zależności od tego, kto go akurat dosiada. Dobre uczynki nie mają sensu, bo wszystkiego za nas dokonał Chrystus. Zbawienie zależy od tego czy człowiek całą swoją wiarę złoży w Chrystusie.

„Grzesz mocno, wierz jeszcze mocniej.”

Cała natura człowieka jest zepsuta nieodwracalnie przez grzech pierworodny. Podobnie skażony jest rozum, a w wyniku tego wszelkie nauki spekulatywne są błędem. Ponieważ Luter był niezdolny do przyjęcia czegokolwiek, co nie pochodziło z jego własnego doświadczenia, odrzucał wszystko co przychodzi z zewnątrz: sakramenty Kościół i Objawienie. Odrzucił Tradycję pozostawiając jedynie Pismo św. Jednocześnie jednak dowolnie zmieniał sens tekstu a także skład ksiąg.

Jedyny Objawieniem jest dla niego Jego objawienie.

Istotą doktryny jest to, że człowiek jest niewolny, nic od niego nie zależy, wszystko pochodzi od łaski, a dar łaski jest dziełem samego tylko Boga.

„Wszystko jest od wieków postanowione; jedni rodzą się po to, by dostąpić zbawienia, inni - by otrzymać wyrok potępienia, bez względu na ich własny wybór, który w rzeczywistości nigdy nie jest wolny.”


Wkrótce Luter zrezygnował z wolnej interpretacji Pisma Św i zaczął się domaga stosów dla anabaptystów. W Genewie Kalwin wysyłał na stos każdego, kto ośmielał się formułować dogmaty niezgodne z jego własnymi.


Kolejnym krokiem była filozofia Kanta.

Kant to wiek XVIII, wiek Oświecenia. Urodził się w 1724 r w Królewcu. Zdaniem poety Heinego, trudno byłoby napisać historię jego życia, gdyż nie miał on ani historii, ani życia. Był starym kawalerem z uregulowanym jak w zegarku trybem życia.

Uznał, że rzeczy istnieją realnie, ale nie możemy poznać ich takimi jakimi są same w sobie. Jedyną pewną nauką jest fizyka eksperymentalna Newtona.

„Obaliłem rozum, aby zrobić miejsce dla wiary.”

Życie wieczne, Bóg, „Ja” z wolnością, są poza zasięgiem poznania fizycznego i duchowego, ale muszą istnieć, ponieważ są moralnie konieczne. Kant odrzuca wszelkie rozumowe poznanie świata rzeczy, ale uważa że człowiek ma obowiązek postępować tak, jak gdyby dobrze go znał. Pozbawia rzeczy natury i ich istoty. Rozum nie poznaje niczego realnego. Rzeczy są dla intelektu nieprzenikalne. „Wydaje się, że myśl ujmuje i ogląda przedmiot zewnętrzny, ale w rzeczywistości ujmuje i ogląda samą siebie.

Istotą idealizmu jest to, że myśl nie dosięga rzeczy, a tylko ideę.

System ten odrzuca doświadczenie, a ludzki umysł nadaje kształt temu, co poznaje. Umysł poznaje własną myśl, a nie rzeczywistość.

Prawda definiuje się jako zgodność myśli z samą sobą, prawdziwe jest to, co wewnętrznie koherentne.

Idea Boga wypływa z porządku moralnego, jednak nie jest jego podstawą, ponieważ moralność jest ważniejsza od Boga. Jeśli Bóg istnieje to tylko dlatego, że jest potrzebny. Całe Objawienie zostało sprowadzone do poziomu czystego rozumu. Jedynym Bogiem, jakiego możemy poznać, jest bóg w naszym wnętrzu.


Kolejnym filozofem był Hegel. Według niego to, co jest racjonalne, jest rzeczywiste, a to, rzeczywiste, jest racjonalne. Myśl i rzeczywistość są jednym. Cały świat zgodnie z jego systemem porusza się w trzech krokach: teza - antyteza - synteza.

Według Hegla, Boga nazywanego Absolutem, jeszcze nie ma, będzie dopiero na końcu swej ewolucji. Absolut zanim się stanie w pełni sobą, czyli ostatecznym kresem, jest procesem powstawania uniwersum. Wszyscy co następuje, jest z konieczności wyższe od tego co je poprzedza.

„Jest to modernistyczny postulat nieubłaganego postępu historii.”

„U Hegla człowiek krok po kroku staje się Bogiem i dokonuje tego mocą własnych sił. Od świadomości zmysłowej przechodzi do świadomości intelektualnej, a następnie osiąga świadomość boską.”

Ten zmierzający nieprzerwanie do ubóstwienia ruch jet tezą panteistyczną, dogmatem wspólnym Teilhardowi de Chardin i Karlowi Rahnerowi. Rahner przejmie tezę, „że pojęcie Boga, a także sam Bóg jest projekcją ludzkiej świadomości. Bóg nie istnieje przed człowiekiem. Jest tylko wytworem ludzkiego umysłu”.

Heglizm jest panteistycznym ateizmem

„Przez refleksję nad samym sobą, człowiek zdobywa świadomość swojej boskości. Jest więc bogiem, który jeszcze nie jest Bogiem i nigdy nim nie będzie.”


Kolejnym analizowanym przez Bourmauda modernistą jest biblista David Friedrich Strauss. Jego nauczycielem był Ferdinand Baur, który głosił, że pierwsi chrześcijanie byli podzieleni na dwa zwalczające się obozy: judaizantów powołujących się na nauki św Piotra i nawróconych pogan, zorientowanych na św Pawła, a teksty Nowego Testamentu były manifestami tych grup.

Strauss w 1835 r w luterańskim seminarium w Tybindze napisał Żywot Jezusa, w którym odrzucił jako nieautentyczne lub bezwartościowe wszystko w co do tej pory o Jezusie wierzył Kościół. Jego Jezus, to młody żydowski wizjoner wytykający zepsucie obyczajów. Ewangelie napisane długo po jego śmierci stworzyły system mało prawdopodobnych dogmatów. Nawet Zmartwychwstanie miało być wymyślonym poźniej mitem.


Pogląd, że apostołowie głosili Ewangelię nie z uwagi na Prawdę, ale w sposób dostosowany do słuchaczy, głosili już gnostycy.


Ostatnim z opisywanych modernistów protestanckich jest Friedrich Schleiermacher, syn wojskowego kapelana kalwińskiego.

Jego zdaniem źródłem religii jest świadomość. Religia polega na uświadomieniu sobie własnej zależności i faktu bycia zaledwie małym kołem zębatym w wielkim mechanizmie świata. Ta świadomość stanowi istotę pobożności i religii, z niej rodzi się kościół, czyli wspólnota tych, którzy wiedzą, że są zależni od uniwersum postrzeganego jako Wielka Całość. Dopiero później kościoły wypracowują własną dogmatykę. Każda religia odwołuje się do objawienia, które jest subiektywnym pojęciem Boga.

Chrześcijaństwo jest dla niego najczystszą formą religijności. Definiuje się przez Chrystusa i Jego odkupieńczą misję. Chrystus jest Odkupicielem i Pośrednikiem między Bogiem a ludźmi. Kwestia boskości Jezusa sprowadza się do Jego samoświadomości. Grzech to choroba uczucia religijnego, która sprawia, że nasza świadomość Bożej obecności w nas zostaje zahamowana.

„W konsekwencji Odkupienie definiuje się jako przejście ze stanu świadomości zahamowanej do stanu świadomości osiąganej bez przeszkód. Przejście do dokonuje się przez wiarę w Jezusa Chrystusa.”

Religia ma być religią pojednania. Świadomość jest ostatecznym sędzią wiary, ponieważ religia jest autentyczna jedynie wtedy, gdy zaspokaja wrodzone dążenie człowieka. Doktryna i obrzędy Kościoła są jedynie symbolami, nie mają intelektualnego znaczenia, ale mogą stanowić regułę życia.

Schleiermacher jest prawdziwym ojcem ekumenizmu.


Dla Kanta cuda, grzech pierworodny, Boskość Jezusa Chrystusa zostały sprowadzone do poziomu czysto przyrodzonego i pozbawionego oparcia w rzeczywistości. Religia miała się opierać na sumieniu.

Strauss rozwijał te idee w egzegezie podkopując wiarę w historyczność Ewangelii.

Dla Schleiermachera dogmat nie zawiera żadnej treści. Wartość dogmatów i religii polega na ich praktycznej pożyteczności. Jej wartość nie zależy od tego, czy jest prawdziwa, ale od tego czy rodzi w człowieku uczucie pobożności. Indywidualne doświadczenie jest równoczesne z Objawieniem, wiarą, źródłem i celem całej religii.

Boga doświadczamy tylko przez uczucie religijne, bo tylko przez nie Bóg istnieje. Człowiek zbawia się sam, uświadamiając sobie coraz bardziej Boga i idąc w tym śladami Jezusa Chrystusa, który jako jedyny posiadł pełną świadomość Boga.


Hegel napisał do Schleiermachera:

„Jeśli religia opiera się wyłącznie na uczuciu, to może być okresowa tylko przez uczucie całkowitej zależności. W takim razie za najlepszego chrześcijanina powinniśmy uznać psa, ponieważ pies w najwyższym stopniu przejawia poczucie zależności i żyje nim.”


Moderniści protestanccy przechodzą od symbolu wiary do wiary symbolicznej. Dogmat jest tylko symbolem, wypracowywanym i rozwijanym przez człowieka i dla człowieka, nie stanowi ograniczenia jego wolności, ale wyraża ją.


Trzecią część książki ksiądz Bourmaud poświęca analizie modernizmu „katolickiego”.

Musimy się przenieść z Niemiec do Francji.


Jako pierwszy na scenę wchodzi Henri Bergson, syn żydowskich imigrantów.

Bergson opiera się na ewolucji. Rzeczywistość nie jest bytem stałym, poznawanym przez intelekt, ale czystym stawaniem się, w którym wyjaśnienie wszystkich rzeczy odkrywane jest przez intuicję. Uważa, że intelekt nie jest w stanie poznać absolutnej natury rzeczy, ale można go poznać przez władzę i metody odgadujące intuicję. Intuicji życiowej odpowiada pęd życiowy. Absolut bowiem jest czystym stawaniem się. Wszystko powstaje, nic nie pozostaje tożsame z samym sobą, nic nie różni się od niczego. Materia sam w sobie jest cofaniem się, odwrotnością psychiki, regresją pędu życiowego. Potrzebuje jakiejś siły prącej naprzód. Ten pęd życiowy, ten wielki strumień świadomości jest absolutem, prostym altem i siłą, syntetyzującą całe uniwersum, można więc go określić mianem Boga.

Bergson opiera się na dualizmie: poznanie intelektualne i poznanie intuicyjne, świat materialny i świat pędu życiowego, moralność i religia statyczna wobec dynamicznej. Bytu nie ma, wszystko jest czystym stawaniem się. Rzeczywistość jest płynna. Jest stwarzaniem ciągnącym się w nieskończoność. W tej rzeczywistości nie ma osoby, która przechodzi z dzieciństwa do wieku dojrzałego. Jest „Stawanie Się”. Absurd nie jest oznaką błędu, lecz stanowi podstawę całej rzeczywistości w naturze.


Podstawowa różnica pomiędzy scholastykami a modernistami dotyczy prawdy.

Moderniści sprowadzają wiedzę i poznanie do chcenia i pragnienia. Po drugie, nie może być mowy o prawdziwym poznaniu rzeczy, jeśli nie ma już samych rzeczy. Nie ma prawd ostatecznych, wszystko staje się, ewoluuje. Prawda jako dobro człowieka jest równie zmienna jak sam człowiek. Prawda ewoluuje wraz z człowiekiem, w człowieku i dzięki człowiekowi. Prawda nie jest aspektem rzeczywistości, dana rzecz może być prawdziwa, nie będąc przy tym rzeczywista.


„Prawda to zgodność intelektu z życiem”

Nie ma bytu jest czyste trwanie. Ignorantyzm tego systemu polega na tym, że burzy sam przedmiot poznania intelektualnego, a także że realny absolut nie może być poznany przez władzę intelektu, ale przez intuicję. Z tego wynikają kolejne konsekwencje: nie istnieje nieśmiertelna dusza, materia i duch są rozbieżnymi kierunkami tego samego działania. Przeczy się realności cudów, skoro jednolite prawa wyjaśniające naturę istnieją tylko w naszym umyśle. Bóg nie jest możliwy w tej wizji. Bóg jest twórczym uczuciem, czynną miłością, życiem w ciągłym stawaniu się, centrum w którym skupia się trwanie.


Kolejnym filozofem jest ksiądz Alfred Loisy, który w nocy poprzedzającej dzień święceń kapłańskich, doświadczył watpliwości co do absolutnej prawdy chrześcijańskiej i zaczął podejrzewać, że u źródeł chrześcijaństwa leży oszustwo. Wyrażał wątpliwości do do ewangelicznych opisów narodzenia i Zmartwychwstania Chrystusa, których nie mógł pogodzić z historię. Łudził się, że w dziedzinie biblistyki zdoła zachować złoty środek miedzy postawą uczonego a wierzącym chrześcijaninem.

W 1883 r Loisy zaprzyjaźnił się z modernistami Laberthonnierem i Denisem, oraz wspierającym modernistów baronem Friedrichem von Hugelem.

W 1886 r uważał już, że wiara katolicka stanowi przeszkodę na drodze umysłowego rozwoju ludzkości. Jedyną prawdą był jego zdaniem relatywizm i symbolizm prawd religijnych. W wyniku studiów porównawczych nad asyryjskimi religiami, wyraził wątpliwości dotyczące Pisma św, które przerodziły się w sceptyczną krytykę Objawienia w ogóle.

W 1893 r papież Leon XIII wydał encyklikę Providentissimus, w której zganił Loisego i francuski Instytut Katolicki.

W ciągu pięciu lat spędzonych na uboczu tworzył swoją „nieopublikowaną książkę”. Poddał w niej analizie trzy postulaty wiary w jego przekonaniu nie do utrzymania w świetle nowoczesnej nauki: krytyki, biologii i teorii społecznej. Postulat teologiczny utrzymujący, że Bóg i stworzenie to pojęcia, które nigdy nie ulegały zmianom i nigdy im nie ulegną - „autorzy ci z pewnością nie przewidzieli Darwina”. Postulat mesjański twierdzący, że Chrystus i i Kościół zostali zapowiedziani w Starym Testamencie i postulat eklezjologiczny zapewniający, że Kościół z hierarchią, sakramentami i dogmatami został założony bezpośrednio przez Jezusa Chrystusa. Loisy chciał pogodzić te trzy postulaty z prawdami historycznego rozwoju.


Loisy stwierdził:

„Jeżeli religia jest dla mnie czymkolwiek, to jestem bardziej panteistyczno - pozytywistycznym humanistą niż chrześcijaninem.”


Publikowanie pism przez Loisego pod pseudonimem A. Firmie, zdemaskował jezuita ojciec Fontaine w książce: „Infiltracja protestancka a duchowieństwo francuskie”. Loisego popierali wysocy dostojnicy Kościoła.

W 1908 r jako heretyk został ekskomunikowany, przyjął wtedy od władz katedrę historii religii w College de France.

Loisy zaczął głosić, że Ewangelie opowiadają historię człowieka imieniem Jezus, który głosił nadchodzące królestwo powszechnego panowania politycznego, którego oczekiwał Izrael, oraz pokutę jako warunek konieczny wejścia do tego królestwa. Uważał również, ze jest Mesjaszem. Ponieważ ogłosił się królem żydowskim został skazany na śmierć i pogrzebany w zbiorowej mogile, w wyniku czego nigdy go nie odnaleziono. Wtedy wiara zastąpiła rzeczywistość, a Kościół - Ewangelię.

Loisy przeciwstawił Chrystusa historycznego i Chrystusa wiary, co było odzwierciedleniem przeciwstawienia fenomenu i rzeczy samej w sobie u Kanta. Z panteizmu przyjął, że uczyniliśmy Boga na nasz obraz, głosił również konieczność dostosowania kościelnego Credo do postępu nauk.

Loisy zakłada historyczny rozwój Kościoła, ponieważ Kościół jest życiem.


„Prawo życia jest takie, że każdy organizm ma osiągnąć kres rozwoju, by następnie umrzeć i przetrwać jedynie w swoim potomstwie. Podobnie, czyż chrześcijaństwo nie powinno obumrzeć, by odrodzić się na nowo w obszerniejszej i doskonalszej formie?”


Dzięki temu kluczowi Loisy może wytłumaczyć wszystko. Terminy pozostają, ale dzięki nieustannej ewolucji ich znaczenie zmienia się całkowicie.


„Bóg jest odrębny, a zarazem nie jest odrębny od świata, dusza jest i nie jest nieśmiertelna, Chrystus jest Bogiem, ale początkowo nim nie był.”


Jego książki zostały potępione przez Leona XIII i św Piusa X, Święte Oficjum umieściło je na Indeksie Ksiąg Zakazanych a sam Loisy został ekskomunikowany.


Kolejnym katolickim modernistą był jezuita George Tyrrell, urodzony w Dublinie w rodzinie kalwińskiej, który sam dokonał konwersji na katolicyzm. Z pracami Loisy’go zetknął się za pośrednictwem barona von Hugela. Tyrrell pisał, że przez całe życie bawił się religią, rozmontowując ją na części, a potem składając, tak jak to robił w dzieciństwie z lokomotywą.

W 1891 r przyjął święcenia kapłańskie. Przez pierwsze lata bronił katolicyzmu prowadząc polemiki z wszystkimi jego przeciwnikami. Już wtedy zaprzyjaźnił się baronem von Hugelem, przyjacielem Loisy’ego.

Od 1899 r zaczyna przechodzić na pozycję modernistyczne.


Pogardzał formułami dogmatycznymi. Norma wiary musi być określana przez normę modlitwy. Definiował wiarę jako doświadczenie pewnej wewnętrznej siły w ludziach, popychającej ich do stawania się dobrymi mimo tkwiącego w nich zła. Ostatecznie został wydalony z Jezuitów, gdzie jak sam stwierdził „zaczynała się już roznosić woń popiołu i siarki”.

Istotą problemu dla niego był nie katolicyzm, lecz sam Chrystus, chrześcijaństwo i idea Boga. Celem dla niego było mistyczne, egocentryczne i symboliczne chrześcijaństwo. Mimo pozorów dążył do likwidacji całego historycznego chrześcijaństwa.

Jego zdaniem religia jest więzią, która jednoczy człowieka z Bogiem. Należy wyjść naprzeciw potrzebom współczesnych, wykształconych ludzi, by stworzyć dla nich religię na miarę ich potrzeb. Religia jest spontanicznym rezultatem potrzeb ludzkiego ducha, który pełne zaspokojenie znajduje w uczuciowym doświadczeniu Boga w naszym wnętrzu.

Chrystus nigdy nie był naprawdę Zbawicielem.

„Pomylił się, ponieważ oczekiwał Królestwa Niebieskiego, a zamiast tego nadszedł Kościół.”

Chrystus jest dla niego tylko cieślą.


Objawienie dla Tyrrella opiera się na panteistycznej koncepcji człowieka, który jest Bogiem, albo zakłada koncepcję człowieka zamkniętego we własnym wnętrzu i pozbawionego Boga. Nie ma w niej miejsca dla Boga objawiającego jakąś doktrynę i dającego przykazania. Powody tego są dwa. Po pierwsze, takie Objawienie nie jest depozytem prawd, które możemy poznać rozumowo. Jest tylko irracjonalnym doświadczeniem odczuwanym w sercu. Po drugie, głos Boży jest równocześnie głosem wierzącego, wewnętrznie zjednoczonego z Bogiem. Objawienie. Jest owocem świadomości, ponieważ człowiek jest cząstką duchowego uniwersum i porządku nadprzyrodzonego.

Dogmat jest żywy i zmienny jak uczucie, które się nim karmi. Formuły dogmatyczne opracował człowiek, są wytworem ludzkiego życia. Dogmaty są jak mapa, prostym przewodnikiem do celów praktycznych.

Kościół to nie instytucja, to niescentralizowane, klerykalne cesarstwo, lecz życie pielgrzymującego Ludu Bożego.


„Oficjalny katolicyzm jest już przedawniony. Mimo to nie należy go porzucać, ponieważ wciąż zawiera wiele skarbów życia duchowego. Trzeba tylko rozróżnić między żywą materią a martwą teologią, między prawdziwym Kościołem, a władzą, która nim zarządza. Judaizm przetrwał i znalazł chwalebne życie w chrześcijaństwie i w nim zmartwychwstał. Czy jak kiedyś judaizm, tak teraz katolicyzm nie musi obumrzeć, aby odrodzić się w szerszej i wznioślejszej postaci?”


Tyrrell przedstawia koncepcję Kościoła przyszłości, który będzie zawierał elementy wszystkich religii, a dzięki temu stanie się religią światową. Kościół „prawdziwie katolicki” nie będzie instytucją, a szkołą Bożej miłości, pewnego sposobu życia.

„Pokładam są nadzieję w Buddzie. Pokładam są nadzieję w nauce o wyzwoleniu. Pokładam są nadzieję we wspólnocie.

Prawdziwy katolicyzm to nie schrystianizowany judaizm Nowego Testamentu. To schrystianizowane pogaństwo, czyli religia światowa, a to oznacza zamianę przyciasnych szat na nowe, elastyczne.”


Dzięki Bogu w tych trudnych dla Kościoła czasach, papieżem został św Pius X.

Charakterystycznym rysem jego pontyfikatu było posłuszeństwo wobec nakazu, by wiernie strzec depozytu wiary.

Pius X bardzo trafnie odkrył istotę modernizmu.

„Pod przykryciem krytyki, postępu nauk i cywilizacji moderniści dążą do ruiny rozumu i religii. Głoszą całkowite zniszczenie wszelkiej prawdy pod pretekstem, że prawda ewoluuje wraz z człowiekiem, dzięki człowiekowi i w człowieku. To człowiek określa prawdę. Odrzucając prawdę i realność rzeczy, odrzuca się Objawienie Jezusa Chrystusa, rzeczywistość Boga i jego autorytet.”


Papież wydał w 1907 r encyklikę Pascendi, która wyjaśniała czym jest modernizm i jak postępują moderniści. Problem z modernistami polega na tym, że w odróżnieniu od wszystkich innych herezji nie chcą wystąpić z Kościoła, lecz zamierzają go zmienić od wewnątrz.

„Modernizm jest nie tylko herezją albo apostazją, jest prawdziwą piątą kolumną. Zdrada i dwulicowość stanowią integralne części systemu modernistycznego. Prawdziwy modernista potrafi najpierw z wysokości katedry potwierdzać osobistą wiarę, a zaraz potem zanegować ją jako uczony i historyk w swych pismach.”


„Przywódcy modernistów bardzo szybko nauczyli się skrywać swoje prawdziwe poglądy. Tyrrell uważał, że kłamstwo może niekiedy służyć ochronie prawdy.”


Trzy lata pod wydaniu encykliki Pascendi, Pius X zauważył, że moderniści nadal są obecni w Kościele i formują „coś na kształt tajnego stowarzyszenia”, dlatego ułożył specjalną przysięgę antymodernistyczną, która musieli złożyć wszyscy duchowni. Zatwardziali duchowni zostali obłożeni ekskomuniką.


Czwartą część książki Bourmaud poświęca neomodernizmowi.


Jako pierwszy pojawia się kolejny jezuita, Pierre Teilhard de Chardin, na poglądy którego wpłynęły biologia i paleontologia.

W „Fenomenie człowieka” zajmuje się genezą rodzaju ludzkiego. Jako punkt wyjścia przyjmuje ewolucję biologiczną. Wyprowadza z niej „prawo złożoności i świadomości”, zgodnie z którym na drabinie istot żywych, stopień świadomości życiowej odpowiada stopniowi złożoności mózgu.

„Człowiek to jedyna istota obdarzona zdolnością do refleksji reprezentuje najwyższy poziom świadomości.”

Prawo to Teilhard stosuje również do minerałów, które mają posiadać cząstkę „energii psychicznej.”

Wynika z tego opis formowania się stworzonego wszechświata, czyli kosmogenezy. Świat powstał w trzech etapach, oddzielonych dwoma przeskokami, czyli głębszymi przekształceniami energii.

Pierwszy przeskok to przejście od materii nieożywionej do istot żywych.

Drugi to przejście od zwierząt do ludzi.

Ewolucja biologiczna będzie biec dalej w kierunku konwergencji wszystkich umysłów ludzkich, aby doprowadzić do spotkania całej ludzkości. Powstanie Superumysł, byt osobowy, preegzystujący przed wszystkimi innymi. Ten punkt szczytowy, to będzie Punkt Omega, obdarzony przymiotami samego Boga. Konwergencja zmusi całą ludzkość do kolektywnego wyjścia poza materię.To będzie koniec świata.


Drugą książką było „Środowisko Boże”. Punkt Omega zostaje utożsamiony z Wcieleniem Chrystusa.

„Chrystus jest kresem ewolucji - nawet naturalnej - bytów: ewolucja jest święta.”

Ludzie zrodzą Chrystusa dzięki postępującej ewolucji: kosmogeneza staje się chrystogenezą, formowaniem Chrystusa totalnego, rozumianego jako biologiczna i fizyczna jedność.

Ten Chrystus to nie Jezus z Nazaretu, to „trzecia natura Chrystusa w prawdziwym znaczeniu, która nie jest ani boska, ani ludzka, ale kosmiczna. Aby stać się Alfą i Omega, Chrystus musi - nie tracąc swego ludzkiego wymiaru - stać się koekstensywny z fizycznymi wymiarami czasu i przestrzeni.”


Proces ten doprowadzi do powstania religii synkretycznej, czyli do powszechnej konwergencji wszystkich religii w stronę Chrystusa kosmicznego, w którym znajdują spełnienie. To jedyne możliwe nawrócenie całego świata i jedyna wyobrażalna forma przyszłej religii.


Teilhard otrzymał zakaz pisania, mimo to jego pisma rozpowszechniano potajemnie. Sam Teilhard został zesłany do Pekinu, skąd wrócił dopiero w 1945 r. Jego poglądy potępił papież Pius XII, a generał jezuitów, ojciec Janssens chciał go wydalić ze zgromadzenia, jednak obawiając się rewolty !!!, ostatecznie zesłał go w 1951 r do Stanów Zjednoczonych. Jego książki nie zostały nigdy potępione.


Człowiek jako pojedyncza jednostka jest ograniczony i ułomny. Jednak Nadczłowiek czy Człowiek idealny jest wyjęty spod prawa grzechu pierworodnego. Zbawienie przez Nadczłowieka, odkupienie o którym marzy Teihard, to nic innego jak hominizacja, zjednoczenie wszystkich ludzi w powszechnym braterstwie, przyszłe, kolektywne ocalenie.

Przyjecie tej koncepcji wymaga całkowitego porzucenia wiary.


„Jestem z istoty panteistą, tak myślą jak i temperamentem. Zdaję się całkowicie na mglistą wiarę w świat stanowiący nieomylną Jedność i na to, dokąd mnie ta wiara zaprowadzi.”


„Apokaliptyczne Jeruzalem to mistyczne Ciało Chrystusa, „Superczłowiek”, który właśnie kształtuje się na naszych oczach mocą wysiłków samego człowieka, dzięki odkryciom technologii i powstaniu Superpaństw.”


Teilhard miał wielu kontynuatorów. Był nim De Lubac, von Balthasar. Cytował go Ratzinger, z wielkim szacunkiem odnosił się do niego Paweł VI, a Jan Paweł II był autorem najczęściej go cytującym. Podzielał jego wizję eschatologiczną, wierzył w kolektywne zbawienie ludzkości a także w to, co nazywał historycznością dogmatu. Swój podziw dla heretyka wyraził w liście z okazji jego setnych urodzin wysłanym do Instytutu Katolickiego w Paryżu.


„Teilhard de Chardin popełnił grzech Lucyfera. Ustawił człowieka na ołtarzu, a oddając mu cześć, nie mógł równocześnie oddawać czci Bogu.”


Kolejnym filozofem jest Heidegger. Jest egzystencjonalistą. Świat-sam-w-sobie jest absurdalnym chaosem, jedynym światem jest świat-dla-siebie, który zaczyna istnieć dopiero w odniesieniu do człowieka.

Podstawowa zasada egzystencjonalizmu to „Myślę więc jest”. Byt to myśl, a myśl stwarza byt. Byt podporządkowany jest świadomości, a świadomość podporządkowana jest wolnej woli. Istnienie utożsamia się całkowicie z wolnością.

Bóg jest rywalem wolności absolutnej. Jego przyjęcie oznacza utratę wolności i wyzbycie się samego siebie. Byty są pozbawione tożsamości i trwałości. Człowiek jest tylko sytuacją.

Wszystko co wykracza poza poziom postrzegania zmysłowego, jest martwe i zostało zastąpione przez wolę, która jest dynamiczna. Objawienie chrześcijańskie, dane raz na zawsze, jest czymś absurdalnym. Słowo Wcielone, to po prostu niebyt. Poznawalne jest tylko „Ja” w mojej świadomości.


Na bazie tych przekonań, teolog Karl Rahner uznał, że chrześcijaństwo jest religią przyszłości - przyszłości, która jest absolutem, w perspektywie „jeszcze nie”.


Następną postacią jest przyjaciel Teilharda de Chardin, był kolejny jezuita, ojciec Henri de Lubac. Zdaniem księdza Bourmauda, o ile „Teilhard był wojownikiem przedniej straży, człowiekiem działania, to de Lubac jest mózgiem, człowiekiem zimnej krwi, zamknięty szczelnie w głównej kwaterze dowodzenia rozmieszczał swoich ludzi i kalkulował ryzyko”.


De Lubac nie ściągnął na siebie uwagi cenzorów bo skupił się na nauczaniu i unikaniu polemik. W czasie wojny walczył w ruchu oporu. W 1946 r ściągnął na siebie podejrzenie o neomodernizm i został zmuszony do wyjazdu do Paryża. W 1960 r papież Jan XXIII mianował go teologiem komisji przygotowawczej soboru. Pracując w komisji wzbudził podziw późniejszych papieży Pawła VI i Jana Pawła II. To Jan Paweł II w 1983 r mianował go kardynałem.


De Lubac specjalizował się w historii dogmatu i twórczości Orygenesa, mówił, że powrócił do św Tomasza.

Jednak w „Nadprzyrodzoności” wywyższał wiarę kosztem rozumu. Starał się inicjować dialog z niekatolikami i ateistami. Na długo przed II Soborem Watykańskim był zwolennikiem wolności religijnej i dialogu między religiami. Twierdził, że buddyzm jest największym fenomenem duchowym w historii samego chrześcijaństwa. Pisał książki w obronie Teilharda, dzięki czemu jego tezy nie zostały potępione.

Uważał, że jeśli prawda jest życiem, a tradycja ma za zadanie przekazywać prawdę, to albo tradycja musi być żywa, albo nie będzie jej wcale. „Mówiąc inaczej, to, co przeszłe jako takie nie jest prawdziwe, ponieważ nie żyje w chwili obecnej”.


„Późniejsze wierzenia Kościoła nie muszą koniecznie być powiązane logicznie z tym, co Kościół zawsze i wyraźnie wyznawał od pierwszych wieków swojego istnienia.”


Ratzinger i Wojtyła dostosowali się do tej koncepcji, żywa tradycja stała się równoznaczna z Kościołem posoborowym.

„Żywa tradycja nazywa dzisiaj fałszywym to, co wczoraj było prawdziwe, a prawdziwym to, co wczoraj było fałszywe.”


Dzięki temu neomoderniści mogą osiągnąć  dwa cele: obronić modernizm i złamać Tradycję apostolską w imię żywej tradycji.

Uważa, że Bóg nie mógłby stworzyć czystej natury bez przyporządkowania jej nadprzyrodzoności, czyli człowiek jest sam z siebie nadprzyrodzony i z konieczności ubóstwiony. „Granica między Bogiem a człowiekiem staje się płynna.”


Taka nadprzyrodzoność czyni pośrednictwo Kościoła zbędnym. Zbawienie jest poza Kościołem.” Z tego powodu de Lubac uważany jest za pioniera współczesnej teologii katolickiej. Wracał do tradycji patrystycznych, ale pierwsze miejsce zajmował Orygenes, który zaproponował teorie, które stały się modernistycznymi dogmatami: człowiek nie popełnił grzechu pierworodnego, jest upadłym aniołem, kara piekła nie jest wieczna dla nikogo, ostatecznie wszyscy zostaną zbawieni.

Gwoli przypomnienia, Orygenes został ostatecznie ekskomunikowany.


Dla de Lubac żywa tradycja, to żywa interpretacja Pisma św, która się wzbogaca stopniowo z biegiem czasu, ponieważ tekst ma odniesienie również do czytelnika. Dalszy los tekstu zależy od kolejnych czytelników. W osobie czytającej powstaje twórczy dynamizm.


Uczniem de Lubasa jest Karl Rainer, kolejny jezuita, profesor Ratzingera. Mimo spięć ze Świętym Oficjum został wybrany na osobistego teologa kard. Franza Koniga na obrady Soboru. Był autorem około 4 tys publikacji.

Zdaniem autora twórczość Rahnera stanowi apogeum modernizmu i główny klucz do lektury tesktów II Soboru Watykańskiego oraz Jana Pawła II.

Filozofia Rahnera opiera się na Kancie, Heglu i Heideggerze.


Fundamentem jego teologii jest:

„Trójca ekonomii (Bóg dla nas w historii) jest Trójcą immanentną (Bóg wiecznie w samym sobie) i na odwrót.”

Bóg jest Trójcą tylko wtedy, gdy udziela się stworzeniu przez posłanie Słowa i Ducha Świętego. Syn to udzielający się Ojciec.

Aby obaj więc się samemu sobie, Bóg musi wypowiedzieć swoje Słowo, które jest Bogiem odmienionym, stąd dialektyczna formuła: Bóg - Słowo wcielone - Bóg objawiony samemu sobie.


„Każda pobożność szczerze zgodna z sumieniem ma charakter zbawczy, jest wspierana przez łaskę i w pewnym sensie jest już w sposób anonimowy pobożnością chrześcijańską.”


Ateista może być zbawiony jako anonimowy chrześcijanin, nawet jeśli odrzuca więzi z Kościołem. „Lud Boży to nie Kościół - getto. Do czego więc potrzebny jest Kościół katolicki?”


Rahner kwestionuje również pojęcie władzy w Kościele. Kościół składa się z osób, których godność polega na nienaruszalnej wolności. Zadanie władz kościoła polega na tym, aby jednostkom natchnionym bezpośrednio przez Boga dostarczyć środków umożliwiających wyrażanie zdrowej i uporządkowanej opinii publicznej w Kościele.


Jak to możliwe, że ateista może być zbawiony? W tym miejscu pomaga Rahnerowi Kant. Ponieważ wewnętrzna sfera świadomości jest podzielna na przedmiot jasno znany, który ukazuje się świadomości, ale z drugiej strony jest też zasadnicza struktura świadomości, która automatycznie otwiera się na łaskę jako miejsce, w którym Bóg objawia się samemu sobie. Dlatego można równocześnie jawnie odrzucać Boga i miłować go w głębi duszy.


Grzechem śmiertelnym jest taki, który całkowicie przekreśla osobę w jej najgłębszych fundamentach. Ale w rzeczywistości takiego grzechu nie da się rozpoznać.


„W gruncie rzeczy nikt z nas nie może wiedzieć, czy naprawdę jest grzesznikiem”.


Płynność i nieokreśloność to charyzmatyczne cechy egzystencjonalistycznej moralności.

Zdaniem Rahnera w ostatecznym rozrachunku nie jest możliwem aby człowiek definitywnie odrzucił Boga, gdyż wówczas podmiot przestałby istnieć.


Ponieważ Bóg jest wszechmogący i chce zbawić każdego człowieka, wszyscy faktycznie będą zbawieni. Samo uświadomienie sobie wielkości Boga jest ipso facto aktem zbawczym. Poza Kościołem jest zbawienie. Królestwem Bożym na ziemi jest cała ludzkość, więc nie ma potępionych. Z tego powodu „jeśli piekło istnieje, jest puste”. Lud Boży to nie Kościół-getto. To szeroki Kościół, który „trwa w” kościele katolicki, ale nie sprowadza się tylko do niego. Teza powszechnego zbawienia powoduje, że wszelki wysiłek misjonarski jest zbędny. Po pierwsze, utożsamienie natury i łaski sugeruje, że każdy człowiek jest w stanie łaski. Po drugie, każdy człowiek może być bratem Chrytusa, czyli może być chrześcijaninem nawet gdy jest antychrześcijaninem. Nie ma więc sensu nawracanie.


„Bóg zbawia, choć nie znają Ewangelii.”


Teologia antropocentryczna Rahnera, nie jest teologią odgórną, w której Bóg objawia się człowiekowi, ale myślą oddolną, pochodzącą od człowieka, który wykracza poza samego siebie i w rzekomo naturalny sposób dopasowuje się do Boga.


Rahner był oskarżany o panteizm ponieważ sednem jego systemu jest ewolucja.

„Bóg ewoluuje z nieokreślonego ku określonemu w procesie, który jest równocześnie teogonią, kosmogonią i antropogenezą historii świata i Boga. Ludzkość jest Bogiem rozwiniętym w pełni swych możliwości, a Bóg staje się jednym ze światem. Ten model zamazuje wszelkie rozróżnienia. Promuje synkretyzm religijny, ponieważ zbawienie pochodzi z ludzkiej świadomości.”


„Każdy, kto przyjmuje całkowicie swój ludzki byt, ten przyjął Syna Człowieczego przez sam fakt, że w Nim Bóg przyjął człowieka.”


„W systemie Rahnera znajdujemy wszystkie herezje.


Neomodernizm potępił papież Pius XII. W 1950 r wydał encyklikę Humani Generis. Podzielona jest na trzy części.

Pierwsza dotyczy teologii.

Papież odrzuca relatywizm dogmatyczny zgodnie, z którym formuły dogmatyczne miałaby się dostosowywać do tendencji epoki, potwierdza władzę nauczycielską Kościoła, który jest jedynym interpretatorem depozytu wiary. Pismo Święte jest natchnionym słowem Bożym, wolnym od błędu we wszystkich jego częściach.

Druga część dotyczy filozofii. Papież potępia nowe nurty filozoficzne bronią tomizmu.

Trzecia część dotyczy nauk przyrodniczych. Jej celem są teilhardowskie aberracje.


Papież nie wymienił jednak konkretnych osób, odpowiedzialny za to jest jego spowiednik, późniejszy kardynał Augustin Bea. Z tego powodu jezuici przeszli nad nią do porządku dziennego. Francuscy dominikanie postanowili zachować pozory dyscypliny. Dwa główne zakony we Francji zostały opanowane przez modernistów.


„W 1958 roku umarł papież Pacelli, wraz z nim do grobu położył się praktycznie cały Kościół katolicki.”


Piąta część książki, to modernizm triumfujący.


W 1965 roku zamknięty został II Sobór Watykański. Wystarczyło 15 lat aby encyklika Humani generis został zdezawuowana przez tych, których potępiała.

„Vaticanum II stanowi wyraźne zerwanie z nauczaniem Kościoła katolickiego.”

Dla papieży posoborowych Kościół zaczął istnieć dopiero w roku 1962.


„Pod pretekstem odnowy sobór rozmontował kawałek po kawałku całą budowlę wzniesioną przez Naszego Pana, a to, co jeszcze z niej ocalało, miało zostać obalone przez kolejne pontyfikaty.”


„Nowa jest przede wszystkim taktyka przeciwnika. Mistrzowskie posunięcie szatana polega na niszczeniu Kościoła pod pozorem posłuszeństwa, które jest cnotą katolicką par excellence. Stosując się do poleceń władz rzymskich, które podkopują wiarę i strukturę Kościoła, wszyscy - biskupi, kapłani i wierni - świadomie lub nieświadomie współpracują w dziele utraty prawdy i wiary. Dzięki temu podstępowi ślepego posłuszeństwa władze w służbie zła mogły przeprowadzić rewolucję w tiarze i kapie pod znakiem ekumenizmu.


Jan XXIII powiedział, że do zwołania soboru powszechnego skłoniło go jak gdyby nadprzyrodzone natchnienie. Chciał aby Kościół otworzył się na świat i przeprowadził aggiornamento - uwspółcześnienie. Nad zwołaniem soboru zastanawiali się zarówno Pius XI jak i Pius XII, ostatecznie zrezygnowali gdyż „wznowienie obrad soborowych jest z upragnieniem wyczekiwane przez najgorszych wrogów Kościoła, to znaczy przez modernistów, którzy już teraz przygotowują się, by wykorzystać te stany generalne Kościoła do przeprowadzenia rewolucji, do zorganizowania nowego roku 1789”.


Jan XXIII chciał dostosować Kościół do świata, odnaleźć utraconą jedność, zmazać stulecia herezji i schizm, zacząć wszystko od nowa, w braterstwie. „W imię czego? W imię ekumenizmu. Za jaką cenę? Za wszelką cenę.”

Ekumenizm to praca zmierzająca do promowania powszechności Kościoła, ale katolickiego. Dla modernistów ekumenizm oznacza, że wszystkie Kościoły są prawdziwe, a sprzeczność nie jest problemem. Jedność definiująca Kościół katolicki ma jednak trzy wymiary, obejmuje jedność władzy, wiary i sakramentów. Moderniści mają kilka koncepcji ekumenizmu.


Pierwsza to Kościół przyszłości Teilharda, który jest niewyobrażalny i nieopisywalny.

Druga opcja to, luźne połączenie różnych religii, powstałby Kościół, w którym różnice między wyznaniami uległyby zanikowi, aby ustąpić miejsca punktom wspólnym, które stanowiłyby kręgosłup nowego Kościoła. W tym przypadku prawdy wiary sprowadziłyby się do czystych symboli, a w ostateczności to urojeń, w które nikt by nie wierzył. O takim Kościele marzył Tyrrell.

Trzecia opcja, opcja ekumenistów na Soborze, to Kościół-panteon, wieża Bąbel wszystkich religii, nieskończenie pojemna i zróżnicowana. Elastyczna unia wszystkich religii. Byłby to szeroki Kościół Rahnera.


Moderniści na soborze stosowali dwie drogi: sprzeczność i relatywizm, co doprowadziło do sceptycyzmu. Stwierdzono, że „Kościoły odłączone także należą do Kościoła Chrystusowego, co jest czystą herezją”.


Sobór został zwołany bez żadnego konkretnego celu poza „otwarciem się na świat”. „Dlatego ojcowie soborowi łatwo dali się pokierować przez „oświeconą” mniejszość. Najważniejsze było osiągnięcie kompromisu: nieważne czy w prawdzie, czy w fałszu.”

Nadużywano głosowań na wszelkich szczeblach. Miały one na celu zniechęcenie opornych, „tak że w końcu nawet najbardziej kontrowersyjne schematy spotykały się ze sprzeciwem już tylko nielicznej mniejszości”. Sformułowania niejednoznaczne były przyjmowane za oczywistość i zawsze przechodziły.

Do soboru uwagi wnosili niekatoliccy obserwatorzy. Prasa była wszechobecna, tak że Jan XXIII mówił o „soborze dziennikarzy”. Dziennikarze wywierali presję na sobór.

„II Sobór Watykański zamieniał się w zwykły sobór zbójecki.”


Papież chciał nadać soborowi charakter duszpasterski i ekumeniczny, dlatego chciał ukazać światu jedność. „W tym celu zawarto Triplice pacto previo (potrójne porozumienie wstępne), podpisane przed rozpoczęciem soboru z żydowską lożą wolnomularską B’nai B’rith, z komunistami oraz protestantami. Porozumienie Rzym - Moskwa zostało zawarte w Metzu 18 sierpnia 1962 r pomiędzy patriarchą Nikodemem, zaufanym człowiekiem KGB, a kardynałem Tisserantem.”

Dlatego sobór nigdy nie potępił komunizmu. Pod wpływem zadań loży B’nai Brith w wyniku działań kardynała Bai, sobór wydał deklarację, że zdejmuje z Żydów odpowiedzialność za śmierć Chrystusa, za którą są odpowiedzialni wszyscy ludzi. Pod wpływem Bei takie samo porozumienie zawarto z protestantami.


Moderniści porozumieli się już przed soborem. Jak wspominał kard. Tisserant:

„Postanowiliśmy zablokować pierwszą sesję, odrzucając tyrańskie reguły narzucone przez Jana XXIII.”

Dominowali biskupi niemieccy, a mózgiem rewolucji był o. Karl Rahner, osobisty teolog kardynała Koniga, mianowany ekspertem soborowym. Jego prawą ręką był Ratzinger.


Congar o wpływie Rahnera napisał:

„Jego wpływ był olbrzymi. Zapanowała atmosfera, w której obowiązywała zasada: Rahner dixit, ergo verum est, Rahner tak powiedział, więc taka jest prawda.”


Odpowiednikiem haseł rewolucji francuskiej braterstwa był ekumenizm, wolności - wolność religijna, a równości - kolegialność.

Największym obrońcą wolności religijnej stali się Bea i Wojtyła.

Wojtyła stwierdził:

„Musimy więc mówić o prawie do poszukiwania i do błądzenia. Domagam się wolności do zdobywania prawdy.”

Sobór przyjął stanowisko potępione przez Piusa IX w Syllabusie z 1864 r. Opór Ojców soborowych przełamał papież Paweł VI.


Równość na soborze oznaczała demokratyzację dotychczasowego Kościoła - monolitu. 30 października 1963 r przegłosowano kolegialność, przewidującą że papież podzieli się z władzą nad Kościołem z resztą biskupów.


Kolejny rozdział poświęcony jest Pawłowi VI, określonemu jako grabarz tradycji.

Giovanni Battista Montini kształcił się poza seminarium. Pod wpływem ojca liberała, uznawał że z lewicą zawsze można się porozumieć, natomiast z prawicą jest to niemożliwe.

Jako papież miał tylko jedną ambicję: zjednoczyć wszystkie narody i wszystkie Kościoły. To właśnie Montini wspierał modernistów w otoczeniu Piusa XII i Jana XXIII. Pracując w Kurii informował Piusa XII o niektórych faktach z dużym opóźnieniem. W czasie II wojny światowej wbrew woli papieża nawiązał kontakty ze Stalinem, o czym Pius XII dowiedział się od arcybiskupa Rygi dopiero w 1954 r. Po potępieniu modernistów w encyklice Humani generis, Montini ją podważał, w odpowiedzi Pius XII usunął Montiniego z Rzymu i mianował arcybiskupem Mediolanu, oraz odmówił kapelusza kardynalskiego. Na kardynała mianował go jego przyjaciel Jan XXIII. Na soborze wspierał modernistów.


„W rzeczywistości papież z metodyczną i wytrwałą stałością, która przeczy pewnej równie wytrwale powtarzanej legendzie, prowadził barkę Kościoła, nie zważając na żadne przeszkody i kierując ją wprost ku ekumenicznemu modernizmowi. Z równą stanowczością Paweł VI łamał wszelki opór ze strony egzegetów, przywracając na urzędy profesorów z Instytutu Biblijnego, który stanowił prawdziwą wylęgarnię modernistów. Congar miał rację, gdy powiedział o Pawle VI, że mówił jedno, a robił drugie.”


To liberalny Paweł VI, wspierając modernistów jednocześnie suspensował abp Lefebvre, dlatego że był przeciwnikiem modernizmu. Swoją drogą widać jasno, że Leon XIV kontynuuje w pełni sposób działania Pawła VI.

Był również gorącym zwolennikiem ekumenizmu.

Zasadniczą cechą jego pontyfikatu było porzucenie prymatu prawdy i objawionych prawd wiary. Podsumowaniem tego było wydanie Katechizmu Holenderskiego, który był w rzeczywistości katechizmem herezji, zaprzeczającemu kapłaństwu, Wcieleniu i rzeczywistej obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Rzym pozwolił aby krążył po świecie pod warunkiem, że będzie dołączony do niego dekret o papieskim potępieniu. Kolejnym był katechizm francuski.

We francuskich seminariach najbardziej poczytnym autorem był Teilhard de Chardin.

Powstała nowa ekumeniczna Biblia.

W 1965 r papież zniósł Kongregację Indeksu i zmienił Święte Oficjum w Kongregację Nauki i Wiary.

To Paweł VI narzekał, że prymat papieski stanowi przeszkodę na drodze do ekumenizmu.

W 1968 r wydał encyklikę Humanae vitae, która w wyniku zasady kolegialności została dowolnie przyjęta przez różne episkopaty a burza, która powstała w jej wyniku, przeraziła Pawła VI na tyle, że już więcej żadnej encykliki nie wydał.

Od 1972 roku Paweł VI praktycznie przestał reagować na to co się działo w Kościele, a jego funkcje przejął w praktyce Sekretariat Stanu, papież zachował jedynie tytuł honorowy monarchy.

Porzucił również prymat społeczny panowania Jezusa Chrystusa, co otwarło drogę do laicyzacji państw katolickich. Jednocześnie starał się polepszyć stosunki z komunistycznymi rządami i to nawet kosztem katolików.

Ostatecznie porzucił prymat Kościoła katolickiego, poza którym nikt nie może być zbawiony. Msza święta została zniszczona przez nową mszę autorstwa Bugniniego.

Jean Guitton wyjaśnił:

„Paweł VI kierował się ekumeniczną intencją porzucenia albo przynajmniej poluzowania tego, co we mszy było zbyt katolickie w tradycyjnym znaczeniu, a to w tym celu, by mszę katolicką zbliżyć do mszy kalwińskiej.”


Prof. Siegwalt, wykładowca dogmatyki na wydziale teologii protestanckiej uniwersytetu w Strassbourgu stwierdził:

„W odnowionej niedawno mszy nie ma niczego, co mogłoby przeszkadzać ewangelicznym chrześcijanom. Pozostaje tylko pytanie, czy taki ryt można jeszcze nazwać katolicką mszą.”


Nastąpił kryzys kapłaństwa, „sami kapłani zdają się zaprzeczać swojemu charakterowi osób poświęconych Bogu”.


Bourmaud wskazuje na jeszcze jeden aspekt. Do tej pory reformy zakonów zawsze zmierzały w kierunku wyższych wymagań. Po soborze powszechnym prawem stała się niezależność.

„Władza przełożonych została ograniczona na korzyść demokratycznych rad zakonnych, zniesiono klauzury i monastyczną zasadę stałości, zniszczono życie wspólnotowe, każdy stał się panem samego siebie, przede wszystkim zaś zatracono ducha poświęcenia Bogu, by oddać się już tylko służbie ludzkości.”


W ciągu pierwszych dziesięciu lat po soborze, Kościół stracił jedną czwartą wszystkich zakonników, a liczba nowych powołań zbliża się do zera.

Dla Pawła VI liczył się tylko ekumenizm.


„Paweł VI był dotknięty prawdziwą psychozą ekumeniczną „ekumenią”, obsesyjną myślą o zjednoczeniu wszystkich Kościołów i wszystkich religii.”


29 czerwca 1972 r Paweł VI powiedział:

„Przez jakąś szczelinę wdarł się do Kościoła Bożego swąd szatana. Pojawiło się zwątpienie, niepewność, kontestacja, niepokój, niezadowolenie. Co się stało? Możemy wyjawić wam nasze myśli: to działanie wrogiej mocy, Diabła.”


Bourmaud daje odpowiedź:

„W rzeczywistości diabeł niewiele mógłby zdziałać w Kościele, gdyby na miejscu nie był już czynny Antykościół, masoneria z jej diabolicznymi, trzymanymi w tajemnicy planami, a także - i przede wszystkim - jej współpracownicy w łonie samego Kościół, którzy te plany wspierali. Trudno zaprzeczyć, że Paweł VI, podobnie jak Jan XXIII przed nim, utrzymywał przyjacielskie relacje z tajnymi stowarzyszeniami.”


Przed 1950 r Montini powiedział ojcu Morlionemu, „że nie minie jedno pokolenie, a obie społeczności, czyli Kościół i masoneria, zawrą ze sobą pokój.”

Kardynał Bea regularnie spotykał się z przedstawicielami loży B’nai B’rith, którzy wywarli duży wpływ na treść soborowego dekretu Nostra aetate.

Paweł VI oficjalnie spotykał się z wysokimi rangą masonami, aby doprowadzić do „ekumenicznego porozumienia między Kościołem a masonerią”.


Paweł VI na zakończenie soboru powiedział:

„Religia Boga, który stał się człowiekiem, spotkała się z religią (bo to jest religia) człowieka, który czyni się Bogiem. Bezgraniczna sympatia dla człowieka całkowicie zawładnęła soborem.”


W kolejnym rozdziale Bourmaud analizuje Ratzingera, który idąc szlakiem wyznaczonym przez swojego mistrza Rahnera, dwadzieścia lat po soborze zadał kolejny „śmiertelny cios

umierającemu Objawieniu”.

Ratzinger jak Luter wyszedł z zasady sola Scriptura. Ratzinger był wszechmocny w Kurii, łączył funkcje prefekta Kongregacji Nauki i Wiary, przewodniczącego Międzynarodowej Komisji Teologicznej i Papieskiej Komisji Biblijnej.


„On także ubolewa nad postępującym dookoła dziełem zniszczenia. Mimo to - podobnie do Pawła VI - działa jak zaślepiony własnymi koncepcjami ideolog, który wyciąga z własnych zasad ostateczne wnioski.”


Dzięki wpływom Ratzingera katedry teologii został zdominowane przez modernistów, a moderniści von Balthasar, de Lubac zostali kardynałami. To Ratzinger stworzył ośmiornicę oblepiającą dzisiejszą „rzymska” teologię. Do Kongregacji Nauki i Wiary włączył Karla Lehmanna podważającego cielesne Zmartwychwstanie Chrystusa, George’a Cottier’a zwolennika dialogu z masonami. W Komisji Teologicznej ulokował Christopha Schonborna, zwolennika koncepcji von Balthasara ekumenicznego Superkościoła. W Komisji Teologicznej działa również przyjaciel Ratzingera, Kasper, który neguje Wniebowstąpienie, podaje w wątpliwość Niepokalane Poczęcie, zaprzecza nieomylności Kościoła, który wielokrotnie jego zdaniem zmieniał Objawienie.


Ostatni rozdział poświęcony jest Janowi Pawłowi II.


Wojtyła był rasowym modernistą. Jako arcybiskup Krakowa wspierał polskie wydanie Communio, a po wyborze na papieża awansował na kardynałów Ratzinger’a, de Lubac i von Balthasara.

W czasie soboru bronił doktryny o wolności religijnej i przeciwstawiał się potępieniu ateizmu. Był również zadeklarowanym ekumenistą.


Bourmaud wskazuje, że często trudno jest zrozumieć, co Jan Paweł II miał na myśli w swoich encyklikach. Jego myśl jest pogmatwana i niejasna. Jego zdaniem jest to celowy zabieg, ponieważ tekst jest zrozumiały tylko wtajemniczonym.


„Papież gra swoją melodię w dwóch różnych skalach jednocześnie: ortodoksyjnej i modernistycznej. Już św Pius X zdemaskował tą taktykę modernistów, polegającą na mieszaniu głosu racjonalisty z głosem katolika.”


Jan Paweł II stwierdził, że piekło nie jest fizycznym miejscem ale sytuacją oddalenia od Boga. Sprzeciwił się w ten sposób katolickiej teologii, która zawsze podkreślała, że Niebo, Piekło, Czyściec są miejscami, a nie stanami duszy.


Zdaniem Jana Pawła II piekło jest miejscem kary dla demonów, ale nie możemy wiedzieć czy człowiek zostanie kiedykolwiek potępiony.

Wojtyła głosił tezę o powszechnym zbawieniu wszystkich ludzi, nawet wbrew ich woli. To otwarcie drogi do herezji pustego piekła, głoszonej przez Rahnera i von Balthasara. Von Balthasar powiedział kiedyś, że Wojtyła i Ratzingera uważają tak samo.

„Negacja piekła prowadzi do odrzucenia grzechu pierworodnego, relatywizowania tajemnicy Odkupienia i do koncepcji Boga tak dobrego, że jest On niezdolny potępić nawet tych, którzy Go odrzucili.”


„Grzech jest tylko niespójnością świadomości. Wolność jako owoc świadomości i fundament godności człowieka jest nienaruszalna nawet w dziedzinie religii. Kościół Chrystusowy utożsamia się w pełni z ludzkością.”


„Jeśli katolik odnosi wrażenie, że doktryna Jana Pawła II jest niezrozumiała lub sprzeczna, do dlatego, że papież jest dogłębnie przesiąknięty tezami Rahnera. Okoliczności zmuszają go do złączenia jego własnych poglądów w całość, ale z powodów podyktowanych roztropnością nie głosi ich otwarcie i wprost z katedry św Piotra. W swoich pismach i gestach jawi się jako przekonany modernista. Nawet jeśli głosi pewne prawdy wiary, to nie tylko zostają one zafałszowane wskutek domieszki błędu, ale - co gorsza - służą za fasadę, mającą umożliwić jesz ze szersze rozpowszechnianie fałszu. Prawda jest tu tylko po to, by działać na korzyść  błędu modernistycznej nirwany.”


W Asyżu 27 października 1986 r. Jan Paweł II oficjalnie uznał pogaństwo, czego symbolem było umieszczenie przez Dalajlamę figurki Buddy na ołtarzu kościoła św Piotra. Na zarzuty odpowiedział, że Asyż trzeba rozumieć w duchu II Soboru Watykańskiego.


W październiku 1999 r papież zdradził po raz drugi, powtarzając spotkanie międzyreligijne tym razem przed Bazyliką Św Piotra.

W 1980 r papież udał się do Frankfurtu jako pielgrzym, by oddać cześć duchowemu dziedzictwu Lutra.

W 1986 r udał się do rzymskiej synagogi.

Wielokrotnie przyjmował przestawicieli żydowskiej loży masońskiej B’nai B’rith.

Został naznaczony świętym popiołem wibhuti i znakiem tilak przez wyznawców Sziwy w 1986 r.

W 1999 r udzielił błogosławieństwa z okazji otwarcia meczetu w Rzymie i pocałował Koran.


Jednocześnie Jan Paweł II przeprowadził rewolucję kulturalną. W 1983 r ukazał się nowy Kodeks Prawa Kanonicznego, który zastąpił poprzedni kodeks św. Piusa X. Nowy ekumeniczny kodeks uznał protestancka eklezjologię „Ludu Bożego”, Kościół Chrystusowy, który jedynie „trwa w” Kościele Katolickim, dopuszcza udzielanie Komunii św protestantom.


To Jan Paweł II jest ojcem synkretyzmu religijnego, nazwanego „uprawnionym pluralizmem”, w którym wszystkie religie są równe sobie. To masońska teza mówiąca, że moralność i religia są bogate, skoro niczego nie wykluczają.


Autor podsumowuje rządy modernistycznych papieży:

„Jeśli Kościół katolicki nie został jeszcze całkowicie pochłonięty przez religię człowieka stwarzającego Boga na swoje podobieństwo to tylko dlatego, że owoc nie jest wystarczająco dojrzały. Odtąd Kościół jest gotowy, by przyjąć model typowy dla buddyzmu, a który najlepiej wyraził Teilhard w formule: wznoszenie się człowieka ku Chrystusowi kosmicznemu.”


Zwłaszcza dzisiaj, gdy kolejny papież modernista wydał wojnę prawdziwym katolikom i ekskomunikował Bractwo Św. Piusa X, chciałbym zakończyć opis tej książki słowami autora:


„Bardziej niż kiedykolwiek przedtem katolicy mają teraz bezwzględny obowiązek być bardziej papieskimi niż sam papież, być prawdziwymi obrońcami papiestwa przez stawianie oporu papieżowi, kiedy ten nie postępuje „zgodnie z prawdą Ewangelii.”


„Gdy modernistyczny nowotwór wżera się w same podstawy Kościoła Chrystusowego, nie wolno iść na kompromis ani debatować. To sprawa życia lub śmierci. Nie jest możliwe żadne ekumeniczne porozumienie z modernistyczną sitwą. Nie można stosować półśrodków, mając do czynienia z ukrytym zdrajcą we wnętrzu Kościoła.”





Komentarze


Kontakt

Thanks for submitting!

© 2023 by Train of Thoughts. Proudly created with Wix.com

bottom of page