Strefa czytelnika. WSI. Żołnierze przeklęci. Nowe fakty - Kafir, Wolf
- Dariusz Zdebel
- 28 gru 2025
- 12 minut(y) czytania
„Tak, zlikwidowaliśmy WSI i jesteśmy z tego dumni.” - Mariusz Kamiński
Średniej grubości książka została wydana nakładem wydawnictwa Bellona. Na okładce widzimy kapitana wojska z czarnym paskiem na oczach symbolizującym jak się domyślam, podejrzanego. Autorami książki rzekomo jest dwóch pułkowników, żołnierzy WSI, rzekomo, co jest ciągle podkreślane, zatrudnionych w WSI już po upadku komunizmu i pozytywnie zweryfikowanych przez Komisję Macierewicza. O ile co do Wolfa, jest to wiarygodne z powodu dużej liczby zdjęć zamieszczonych w książce i dołączonego wywiadu, to w przypadku Kafira wydaje mi się, iż jest to jedynie uwiarygodnienie autora związanego ze środowiskiem michnikowszczyzny. Aczkolwiek jedno z drugim wcale się nie musi wykluczać.
Dlaczego kupiłem tą książkę? Odpowiedź jest prosta, spodziewałem się, że dowiem się o samym powstaniu WSI, ich działalności, ich dowódcach. Słowem, ktoś dokładnie naświetli samą istotę tych służb. Niestety nic takiego się z tej książki nie można dowiedzieć.
Lajtmotiw tej książki, to story o tym jaka to była idealna służba, po czym przyszedł PIS, Kaczyński i Macierewicz i niczym Sargon z Władcy Pierścieni zaprowadzili mrok i ciemność. W ogóle, nie broniąc Macierewicza zauważyłem, że autor powinien iść do psychologa na terapię, bo ma chorobliwą obsesję na jego punkcie. Właściwie jemu się wszystko z Macierewiczem kojarzy.
Czego się dowiedziałem z tej książki?
Po pierwsze, wbrew intencjom autora / autorów, likwidacja WSI była koniecznością, ponieważ jak widać po autorze były przesiąknięte polityczną zgnilizną aż do szpiku kości.
Po drugie, z czym się zgodzę z autorami, Macierewicz powinien dawno siedzieć na leczeniu na oddziale zamkniętym, a likwidacja WSI przypominała likwidację SB i jego dziecka, czyli UOP. Trudno sobie wyobrazić, iż można, to było bardziej spieprzyć.
Po trzecie, rządzą nami idioci, ale to przecież wszyscy od dawna wiedzą.
Po czwarte, rządzą nami partyjne quasi mafijne struktury nie ponoszące za nic odpowiedzialności.
Oraz po piąte, wojsko, służby, policja, aparat sprawiedliwości, czyli wszyscy ci, którzy mają wpływ na to, kto rządzi tym krajem, powinni być od dawna odpolitycznieni i powinien być wprowadzony ustawowy zakaz zarówno przynależności partyjnej jak i okazywania sympatii politycznych. Nie wyobrażam sobie, że ktoś taki jak Kafir może w demokratycznym państwie pełnić służbę w wywiadzie lub tym bardziej w kontrwywiadzie.
Już same zdjęcia wzbudzają dużo wątpliwości, na pierwszych mamy wspólne grupowe i szkoleniowe fotki z Białorusi i Litwy, szkoda że nie z Rosji, to te dostarczone przez Kafira, te od Wolfa to sceny z misji ONZ oraz misji w Afganistanie. W sumie dla SWW i SKW raczej nie powinno być najmniejszego problemu z ustaleniem autorstwa tych zdjęć. Szczególne wątpliwości pojawiają się przy zdjęciach z tej nieszczęsnej Białorusi, autor musi darzyć je wielkim sentymentem skoro postanowił się akurat nimi pochwalić a jak widać innych nie posiada.
W pełni się zgadzam z Kafirem, że politycy nie powinni ingerować w służby specjalne, różnimy się jednak tym, że jemu przeszkadza tylko prawica - za taką uznaje PIS - natomiast PO i Lewica jakoś mu nie przeszkadza. Bardzo również przeszkadza mu lustracja i listy Macierewicza i Wildsteina, co dziwni brzmi jak na oficera rzekomo nie powiązanego ze starym systemem. Takich sprzeczności w tej książce mamy mnóstwo.
W pierwszym rozdziale mamy przedstawioną historię polskich służb specjalnych, nie spodziewajcie się jednak czegoś ciekawego, właściwie więcej znajdziecie przy pomocy AI.
We wrześniu 1944 roku został powołany Zarząd Informacji Naczelnego Dowództwa WP, w listopadzie 1944 roku został przetransformowany na Kierownictwo Informacyjne WP, a następnie w Główny Zarząd Informacji WP, który zaczął ścigać byłych żołnierzy AK, NSZ i Armii Andersa. Autorowi umknęło to, iz GZI był de facto sowiecko - żydowską agenturą mordującą polskich patriotów. W 1957 roku na miejsce GZI powołano Wojskowa Służbę Wewnętrzną pełniącą funkcje zarówno kontrwywiadu wojskowego jak i żandarmerii wojskowej. Wywiadem zajmował się Oddział II Sztabu Generalnego w 1951 roku, przemianowany na Zarząd II Sztabu Generalnego WP. Po Okrągłym Stole, WSW zostało zlikwidowane, a wywiadem i kontrwywiadem zajmowała się Służba Wywiadu i Kontrwywiadu Zarządu II Sztabu Generalnego WP. Z Zarządu II WSW utworzono Żandarmerię Wojskową.
Zarząd II SG został zlikwidowany i 22 lipca 1991 roku powstały Wojskowe Służby Informacyjne, które do 1994 roku podlegały ministrowi MON, a od 1994 do 1995 roku Szefowi Sztabu Generalnego WP, dzięki czemu Wałęsa uzyskał wpływ na działanie WSI, czego autorzy przytomnie nie komentują. Gdy Wałęsa przegrał wybory WSI ponownie podlegały MON aż do swojej likwidacji. Autorzy w tym miejscu piszą, że jakoś nikt nie postulował opublikowania raportu z likwidacji WSW, co niby ma być dowodem, że nie było tam żadnych kluczowych informacji. Chciałbym w tym miejscu przypomnieć, że w tym okresie na skutek prawdziwej lub pozorowanej nieudolności spalono tony akt SB, a samo SB się zlustrowało.
Kadry WSI weryfikował wtedy wiceminister obrony narodowej Bronisław Komorowski, a kryteriami przyjęcia do specsłużb była akceptacja zmian politycznych i społecznych, motywacja do pracy i brak obciążeń sprawami dyskwalifikującymi. Chyba przyznacie, że powyższe kryteria w chwili rzekomego obalenia komunizmu w Polsce to żart, zresztą jaki wiceminister taka weryfikacja, a wiadomo, że Komorowski miał problemy nawet z pisaniem bez błędów ortograficznych.
W 2006 roku Sejm podjął decyzje o likwidacji WSI. Za przyjęciem ustawy głosowało 375 posłów, w tym posłowie PO. Na miejsce WSI powołano Służbę Wywiadu Wojskowego i Służbę Kontrwywiadu Wojskowego.
Następnie autorzy przedstawiają nam niezwykle rygorystyczne wymogi awansu na stopień oficera starszego w WSI, a należały do nich ukończenie studiów drugiego stopnia, czyli magisterki. Chciałbym w tym miejscu przypomnieć, że w tamtych czasach studia były jednorodne i nie było wydzielonych studiów pierwszego i drugiego stopnia. Drugim kryterium było studia podyplomowe, sam mam sześć czy siedem ukończonych oraz znajomość języka obcego na poziomie komunikatywnym. Jak widać niezwykle wyśrubowane kryteria.
W chwili rozwiązania WSI liczyły 2 tysiące osób, z tego 1200 oficerów, z tego operacyjnych 400.
To wszystko jeśli chodzi o informacje na temat WSI zawarte w tej książce, nie ma słowa o ich dowódcach, ich karierach itp. 90% jej objętości jest biadoleniem o ich likwidacji i obrzucaniem błotem PISu, Kaczyńskiego, Macierewicza i wszystkich tych oficerów WSI, którzy współpracowali z Komisją Macierewicza.
Czytając tą książkę, gdyby brać na poważnie stwierdzenia autora trzeba by wyciągnąć wnioski, że oficerowie WSI nie mieli żadnej wiedzy o tym co się działo w Polsce, w tej sytuacji WSI jawi się jako specsłużba zupełnie niepotrzebna, zakładając jednak, że autor pisze to świadomie, jasno widać, że Kaczyński miał rację przystępując do jej likwidacji.
Jak bowiem brać poważnie słowa autora, że UOP był obsadzony przez ludzi związanych z prawicą lat 90-tych. Przecież to bzdury, UOP był przede wszystkim obsadzony przez byłych esbeków, którzy sami się zlustrowali, dzięki Mazowieckiemu. A już bawi do łez ciągłe cytowanie szkolonego przez sowieckie GRU, ówczesnego szefa WSI gen. Marka Dukaczewskiego. Już sama jego osoba powinna być koronnym argumentem za likwidacją WSI. To tak jakby Heydrich został szefem BND po zakończeniu wojny.
Idąc dalej, autor pisząc o Polaszczyku i aferze SKOK Wołomin, argumentuje, że afera wybuchła gdy Płaszczyk odszedł z WSI w 1995 roku. Zdaje się zapominać w tym miejscu o koronnej zasadzie wszystkich specsłużb na świecie, „ze służb specjalnych nie odchodzi się nigdy”. Jego argumentacja nie jest dowodem ani za, ani przeciw.
Do likwidacji WSI powołano ministra koordynatora służb specjalnych, którym został Zbigniew Wassermann. Autor pisze, że zdaniem Kaczyńskich w Polsce rządził układ sieci powiązań pomiędzy byłymi i obecnymi funkcjonariuszami specsłużb, którzy weszli w świat biznesu i polityki. A także to, że okrągły stół był inspirowany przez Kiszczaka, który doprowadził do korzystnych dla siebie i komunistów rozwiązań. Nie wiem czy autor ma naprawdę taki niski poziom inteligencji czy takiego głupiego udaje, skoro nie słyszał o Magdalence, wstępnych ustaleniach pomiędzy Amerykanami a Sowietami, teczkach Kiszczaka i innych faktach znanych ogólnie. Przecież to, że tak właśnie było nie jest wymysłem paranoi Kaczyńskich lecz faktem.
W celu likwidacji WSI powołano dwie komisje: Likwidacyjną i Weryfikacyjną. Komisją Likwidacyjną kierowali Sławomir Cenckiewicz i Piotr Woyciechowski. Cenckiewicz to autor książki "SB a Lech Wałęsa", w której zdaniem autora starał się dowieść, że Wałęsa współpracował z SB. Ponownie, albo autor prezentuje skrajną niekompetencję co jako oficera kontrwywiadu powinno go zaraz eliminować albo reprezentuje komunistyczny punkt widzenia, co tym bardziej powinno go eliminować z pracy w specsłużbach, a wskazuje jedynie na to, że pod względem Macierewicz miał rację. Co do Woyciechowskiego, to jest on wnukiem oficera WP zamordowanego w Katyniu, więc mając na szali postkomunistycznego anonimowego Kafira a wnuka zamordowanego przez Sowietów polskiego oficera, zawsze ten drugi będzie dla mnie bardziej wiarygodny.
Kafirowi jakoś ten fakt umknął jak i wiele innych z jego życiorysu, za to jedyne co przytacza to, to że był za Marcinkiewicza szefem Nafty Polskiej.
Kafir cały czas podkreśla, że hipoteza o współpracy Wałęsy z WSW jest teorią spiskową wymyśloną przez Gwiazdę. Ponownie ciśnie się pytanie czy serio jest takim ignorantem, czy tylko takiego udaje.
Do Komisji Likwidacyjnej włączono żołnierzy WSI.
Przy okazji omawiania prac Komisji, Kafir wyskakuje z tezą, że Komisja uważała, że w WSI mogą istnieć teczki poza ewidencją. Akurat w przypadku specsłużb wydaje mi się taki wniosek czymś naturalnym.
Jednak w przypadku prac Komisji w jednej rzeczy zgadzam się z autorem, jak można było dopuścić do tego, że z dokumentacją zapoznawali się ludzie bez certyfikatów bezpieczeństwa. Za taki numer Macierewicz powinien pójść do więzienia.
W przypadku Komisji Weryfikacyjnej, na jej czele stał Macierewicz, ówczesny wiceminister obrony narodowej. W 2007 roku zastąpił go Jan Olszewski.
W przypadku weryfikacji, Kafir posuwa łzawe kawałki o tym, że większość z oficerów przyszła do WSI po 1991 roku, czyli po upadku komuny, problem w tym, że nie mówi co oni robili przed 1991 roku, ponieważ to nie byli ludzie znikąd, lecz wciągnięci do służby przez były aparat komunistyczny, a trudno raczej się spodziewać, że była esbecja wojskowa zatrudniała opozycjonistów.
Sam autor podaje, że początkowo Komisja działała po omacku, wraz z upływem czasu jednak jej pytania były coraz bardziej konkretne. Dziwne, że nie drąży tego tematu.
Pojawia się natomiast wątek Sumlińskiego, który miał zażądać łapówki za pozytywną weryfikację pułkownika Tobiasza. W 2008 roku Sumliński miał zostać aresztowany, jednak później sąd go uniewinnił. Zdaniem Kafira, powiązanie Komisji z prawicowymi publicystami było czymś bardzo negatywnym. I taka jest cała ta książka, rzekomo niezwiązany z komuną autor dostaje uczulenia na dźwięk słowa prawica. Moim zdaniem jest zwykłym komunistycznym trepem.
16 lutego 2007 roku prezydent Lech Kaczyński zlecił publikację raportu z likwidacji WSI w Monitorze Polskim. Przed publikacją w prasie pojawiały się specjalnie przygotowane przecieki. W tym miejscu znowu Kafir wylewa wiadro pomyj na prawicowych publicystów, tym razem przyszedł czas na Dorotę Kanię, od lat tropiącą powiązania polityków, biznesmenów, publicystów z byłą nomenklaturą komunistyczną.
Autor gładko przechodzi nad zarzutem komisji, że kilkuset oficerów WSI przechodziło szkolenie w Moskwie i innych krajach Układu Warszawskiego. Moim zdaniem każdy z nich powinien być do chwili szczegółowej weryfikacji przez kontrwywiad, przesunięty do innych zadań niezwiązanych ze specsłużbami.
Umknęło mu również, że na podstawie dokumentów odnalezionych przez Komisję Weryfikacyjną WSI, okazało się, że od 1985 roku II Zarząd Sztabu Generalnego (wywiad wojskowy) zaczął tworzyć za granicą siatkę fikcyjnych spółek, które miały służyć do transferu pieniędzy za granicę do ich późniejszego legalnego zainwestowania w Polsce. Spółkami kierowali ludzie współpracujący z wywiadem wojskowym. FOZZ stał się odskocznią dla kariery Z. Sadowskiego i D. Rosatiego współpracownika wywiadu pod pseudonimem Buyer (Kupiec).
O tym wszystkim z tej książki się nie dowiecie.
To co było niewybaczalne to ujawnienie tajemnic wywiadu i dekonspiracja agentów, łącznie z podaniem do publicznej wiadomości ich danych personalnych. Wszystkich odpowiedzialnych za to powinno postawić się przed sądem i oskarżyć o zdradę. Kuriozalne było przetłumaczenie raportu na ukraiński, angielski, niemiecki, francuski, hiszpański i rosyjski. Na rosyjski tłumaczyła go Rosjanka żona polskiego dyplomaty. Nota bene to, że to ujawniła prawicowa Niezależna .pl a nie np. Wyborcza jakoś Kafirowi nie przeszkadza. Ta sama Rosjanka współpracowała z Ośrodkiem Studiów Wschodnich. Do raportu został dołączony Aneks, który jednak do dzisiaj mimo obietnic nie został opublikowany, ostatnio obiecywał jego publikację prezydent Nawrocki. Ponieważ dane agentów zagranicznych zostały zdekonspirowane już w raporcie, więc aneks może zawierać jedynie informacje dotyczące samego WSI, dlatego dziwnym jest brak jego publikacji.
W 2007 roku warszawska prokuratura zaczęła śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez autorów raportu. W 2012 roku prokurator generalny Andrzej Seremet przedstawił opinię, że Macierewicza nie można było pociągnąć do odpowiedzialności. Ostatecznie sprawa została umorzona z powodu braku znamion przestępczości.
Autor cały czas podkreśla, że w dawnym WSI pracowali sami ludzie honoru o jak najwyższych kwalifikacjach, za to do SKW poszli pracować policjanci, pracownicy ABW i SG, którymi byli frustraci, nieudacznicy, ludzie skonfliktowani i pomijani przez przełożonych. Co prawda byli tam też jacyś rzetelni oficerowie, ale wiadomo, stanowili wyjątki. Głównym czynnikiem poza frustracją był czynnik materialny, bo jak wiadomo w WSI pracowali sami wolontariusze. Oburza go również nadreprezentacja generałów, jakby tajemnicą było to, że Polska od wielu lat ma stosunkowo najwięcej generałów ze wszystkich nowoczesnych armii świata.
Oczywiście wszyscy nowi pracownicy zdaniem Kafira byli nieodporni na indoktrynację, wiadomo nie to, co dawne szkolone przez sowiecki wywiad komunistyczne kadry.
Potem znowu mamy bełkot, że nowymi pracownikami kontrwywiadu byli kioskarze, pocztowcy, kelnerzy, pracownicy parków i urzędów. Oczywiście autor dysponuje rzetelnymi i potwierdzonymi danymi na ten temat, poza swoim peowsko-komunistycznym punktem widzenia?
Jedynym prawym człowiekiem z rządu zdaniem Kafira był minister obrony narodowej Sikorski, który dziwnym trafem obecnie jest w PO.
Oczywiście byli również oficerowie WSI idący na współpracę z Komisją Weryfikacyjną. Oczywiście, jakżeby inaczej sami alkoholicy i psychicznie chorzy, którzy do tej pory niczym się nie wykazywali w służbie a stanowili jedynie problem. Nie polemizuję z tym czy to prawda, czy chore fantasmagorie autora, czy też w ogóle bzdury wyssane z palca. Zakładam, że pułkownicy by przecież nie kłamali, mam więc pytanie jak to możliwe, że w tak profesjonalnych służbach jakimi były rzekomo WSI mogli latami pracować alkoholicy i ludzie z zaburzeniami psychicznymi?
No to były te służby profesjonalne czy nie, bo się pogubiłem. Przykładowy oficer doprowadzał się do upojenia alkoholowego zdaniem autora na misjach w Afganistanie, znowu nie będę polemizował, choć sam osobiście znam kilku oficerów, którzy po misjach stali się alkoholikami, ale przecież ten oficer bimbru nie pędził, od talibów również go nie kupił, skąd więc w bazie było na tyle dużo alkoholu, że oficer wywiadu notorycznie doprowadzał się do upojenia alkoholowego?
Następnie autor opisuje wydarzenia z Nangar Khel i w tym miejscu pojawia się coś co byłoby śmieszne gdyby nie dowodziło skrajnej niekompetencji naszych służb. Chodzi o dowódcę kontrwywiadu SKW w Afganistanie, oczywiście jako człowieka Macierewicza skrajnie niekompetentnego, no bo wiadomo kompetentni byli jedynie ci po szkoleniach GRU. To właśnie ten dowódca raportował o ostrzelaniu afgańskiej wioski przez polskich żołnierzy. Nie będę się skupiał na samym wydarzeniu, lecz na jego jednym aspekcie. A mianowicie tenże dowódca, nazywany Adamem przed powrotem do kraju przekazał następcy komputery, na których były dane odnośnie całej działalności kontrwywiadu wojskowego w Afganistanie. Problem w tym, że nie przekazał właściwych haseł. I teraz najlepsze, nie wiem czy ich zapomniał czy nie, ale technicy wezwani z kraju zamiast złamać hasła zresetowali systemy, w wyniku czego dane zostały stracone. Początkowo myślałem, że to jakiś żart, i czytałem to kilkukrotnie. Serio ci ludzie zamiast złamać hasła sformatowali dyski. Naprawdę ktoś tu ma czelność mówić o profesjonalizmie?
W kolejnym rozdziale autor zajmuje się odpowiedzią na niezwykle skomplikowane pytanie:
Komu służy Macierewicz?
I tu pojawiają się ciekawe rzeczy. Czasami miałem wrażenie, że autor ma lekkie luzy na stykach neuronowych.
Otóż Macierewicz to wiadomo skrajna prawica - aczkolwiek moim zdaniem nikt związany z PISem obok prawicy nawet nie stał, PIS to partia socjalistyczna o odcieniu katolickim, ale okazuje się, że w połowie łat 60-tych był wielbicielem Che Guevary i Mao Ze Donga. Dodatkowo w 1968 roku po aresztowaniu Macierewicz podkablował czterech kumpli, to też nie budzi mojego zdziwienia, bo ci wszyscy ludzie honoru sprzedawali siebie nawzajem esbecji gęsto i często, sam Kuroń organizował zebrania w swoim mieszkaniu mimo, iż wiedział, że esbecja go podsłuchuje, zupełnie jakby z premedytacją wystawiał kumpli na odstrzał.
Nie wiem dlaczego wielce zastanawiające dla autora jest to, że Macierewicz jako minister spraw wewnętrznych sporządził listę byłych agentów spośród ministrów, posłów, senatorów, na której znalazł się również Bolek, co zdaniem Kafira doprowadziło do niekontrolowanej lustracji i głębokich podziałów politycznych. Jego podejście jest bardzo zastanawiające i wypisz wymaluj odzwieciedla poglądy michnikowszczyzny. Oficer kontrwywiadu broniący byłych esbeckich kapusiów?
W nocy w wyniku połączenia prawdziwych ludzi honoru i prawdziwych patriotów z KLD, UD, SLD, PSL, Wałęsy a nawet antykomunistycznej Konfederacji Polski Niepodległej kierowanej przez innego esbeckiego kabla, niejakiego Moczulskiego dokonano zamachu stanu, który zdaniem Kafira żadnym zamachem stanu nie był. Normalna rzecz, że do upadku rządu doprowadza się w nocy ustalając to w pokoju.
Snując dalej swoje fantasmagorie Kafir pisze, że trudno sobie wyobrazić, że Macierewiczowi nie założyło teczki KGB i GRU. Serio?
Powiem więcej, nie jest jestem oficerem kontrwywiadu, ale trudno mi sobie wyobrazić, że FSB, SBU, BND i Mossad nie założyli teczek dosłownie wszystkim naszym politykom.
Następnie Kafir opiera się na śledztwie i na autorytecie autora wielu książek i felietonisty Gazety Wyborczej, co już jest całkowitą dyskwalifikacją jeśli chodzi o bezstronność i rzetelność, niejakiego Tomasza Piątka.
Tomasz Piątek śmieszna persona, napisał trzydzieści książek i podsumowując je wszystkie, gość ma konkretnego pierdolca na punkcie PISu, Kaczyńskiego, Dudy, Morawieckiego i Macierewicza. Jemu się wszystko z PiSem kojarzy. Krótko mówiąc paranoik jest autorytetem dla pułkownika WSI i byłego oficera wywiadu. Powiem po wojskowemu, No ja pierdole, jest grubo.
Więc nasz fachowiec, oficer kontrwywiadu na podstawie śledztwa tegoż paranoika doszedł do wniosku, że dookoła Macierewicza kręcą się ruscy agenci, przestępcy i biznesmeni. Serio? To był pułkownik WSI z kontrwywiadu? To jest ta niewiarygodna fachowość? A wie o tym, że Michnik jeździł do Moskwy przed Okrągłym Stołem, a o tym, że Sikorski poklepywał się z Ławrowem wie? A o tym, że Dukaczewski i cała reszta byli szkoleni w Moskwie przez sowieckie GRU, i to żadnych wątpliwości u niego nie budzi? Serio?
Aczkolwiek z jednym się z nim zgadzam, Macierewicz odwalił kawał dobrej roboty z punktu widzenia Ukrainy, Rosji, Izraela rozkładając na łopatki specsłużby i dekonspirując wszystkich agentów.
W dalszej kolejności autor serwuje nam dyżurny bełkot o pożytecznych idiotach, którymi jak doskonale wiemy są wszyscy spoza obecnej uśmiechniętej bandy. To akurat nie zmieniło się od Okrągłego Stołu.
Idąc dalej znowu obrywa się Cenckiewiczowi i Woyciechowskiemu. Obydwaj chorobliwie nie znoszą biednych żołnierzy WSI. Oczywiście obrzucając łajnem obydwu opiera się na niewiarygodnym autorytecie w postaci opisywanego powyżej Piątka. Kolejnym podejrzanym o ruską onucowość przez naszego fachurę z kontrwywiadu, jest Leszek Sykulski. Dowodem na to jest sympatyzowanie z Rosją, krytykowanie Ukrainy i spotykanie się z Aleksandrem Duginem. Powiem szczerze jakoś nie zauważyłem u Sykulskiego sympatyzowania z Rosją, natomiast gdy słyszę, że ktoś krytykuje Ukrainę, nie wiem dlaczego ale zaraz wzbudza we mnie głęboką sympatię.
Książka kończy się wywiadami. Pierwszy jest z orłem intelektu, Bronisławem Komorowskim, nie skomentuję go bo nie ma jak zawsze czego. Drugi jest z byłym szefem WSI, gen. Markiem Dukaczewskim, który nie raczył w ogóle się odnieść do swojego szkolenia w Moskwie przez GRU i kontaktów z Sowietami, zresztą nasz fachowiec przytomnie również tego tematu nie drążył, bo przecież to rzecz nieistotna, nie to, co krytykowanie bezcennej Ukrainy przez Sykulskiego. Trzecią osobą jest były dowódca Wojsk Lądowych gen. Waldemar Skrzypczak, który przez trzy lata wojny na Ukrainie jasno i wyraźnie wszystkim udowodnił, że nie ma zielonego pojęcia o czym mówi. Ostatni wywiad jest z gen. Mirosławem Różańskim.
Kończąc swoje wypociny Kafir jeszcze bardzo boleje nad ustawą deubekizacyjną i obcięciem kominowych emerytur ubekom. Poniekąd jest to bardzo znamienne i jasno wskazuje korzenie autora. Następnie pojawia się wątek Bagsika, jak wszystko w tej książce potraktowany bardzo wybiórczo i jednostronnie.
Cóż mam napisać na koniec opisu tej książki..
Zwykle takie książki nie opisuje i wyrzucam na śmietnik. Książka ta nie dostarcza żadnej, nawet minimalnej wiedzy na temat WSI, jest jednym wielkim stekiem bzdur, zafałszowań, przeinaczeń i antypisowskich paranoi. A jednak dzięki niej zrozumiałem jedną, ważną rzecz.
WSI powinny być zlikwidowane i to, o wiele wcześniej.







Komentarze