top of page

Strefa czytelnika. Żydzi przeciw Żydom - Jerzy Robert Nowak

  • Dariusz Zdebel
  • 8 sty
  • 22 minut(y) czytania

„Gdzie nasza godność starej daty?” - Jan Pietrzak


„Wciąż zdumiewam się, dlaczego dzisiejsze pokolenia Polaków są tak bezbronne? Dlaczego pozwalają na każdym kroku opluwać Polskę, deptać polskie imię i… nie robią nic by temu przeciwdziałać?” - prof. Jerzy Robert Nowak


„Polacy są gotowi w każdej chwili krzywdzić Polskę z obawy, żeby nie skrzywdzić kogoś innego” - prof. Jerzy Konieczny


„Kto kark do ziemi zgina, nie ma prawa dziwić się, że po nim depczą.” - Iza Moszczeńska


„To policja żydowska była najokrutniejsza wobec skazanych” - Chaim A. Kaplan


„Okrucieństwo policji żydowskiej było często większe niż Niemców, Ukraińców, Łotyszy” - Emmanuel Ringelblum


„Ci spośród żydowskich katów, którzy z czasów zagłady wynieśli życie, przez sześćdziesiąt lat, które minęły od zakończenia drugiej wojny światowej, robili i robią wszystko, aby prawda o ich katowskiej roli w czasie zagłady polskich Żydów nigdy nie dotarła do świadomości następnych pokoleń Żydów, i reszty świata.” - dr Ewa Kurek


„Uznałem jednak, że nie można ani chwilę dłużej odwlekać w Polsce sprawy mocnego udokumentowanego poruszenia tematu tak ważnego dla obrazu Polaków, jako narodu, by przerwać falę tak bezkarnej, jak dotychczas kampanii antypolskiej. Być może po tej książce postarają się do końca stłamsić mnie i zagłuszyć. Wierzę jednak, że tym razem podjęty przeze mnie temat przebije się szerzej i już nie uda się go dalej tak łatwo przemilczać.

Do tej decyzji faktycznie zmusiło mnie ostatnie 20 lat coraz agresywniejszego antypolonizmu ze strony części autorów żydowskich, na czele z potwornymi paszkwilami Grossa.” - prof. Jerzy Robert Nowak


„Nie zapomnę krzyku małej, może 6-letniej dziewczynki w zielonym płaszczyku, która przez łzy prosiła policjanta: „Ja wiem, że pan jest dobry, niech mnie pan nie zabiera, moja mamusia wyszła na chwilę. Zaraz wróci i mnie nie będzie, niech mnie pan nie zabiera”, ale lament dziewczynki, który mógłby nawet wzruszyć serce potwora, nie trafił do policjanta. W 2 godziny póżniej widziałam nieprzytomną kobietę biegnącą środkiem jezdni w stronę placu. Rozpaczliwie krzyczała: Moje dziecko, gdzie jest moje dziecko”.” - wspomnienia kobiety z getta.


Książka profesora Nowaka została wydana przez wydawnictwo wPrawo.Pl. Jest bardzo ważną pozycją ponieważ zajmuje się kwestią całkowicie pomijaną przez polską oficjalną historiografię, a mianowicie kolaboracją Żydów z Niemcami, przy eksterminacji własnego narodu. Temat tej kolaboracji w Polsce nie istnieje, nikt z oficjalnych polskich historyków nie odważył się go zanalizować. Profesor Nowak, aby nie być posądzonym o stronniczość lub podawanie fałszywych informacji, opiera swoją książkę całkowicie na żródłach żydowskich. Książka ukazuje w wyniku tego wstrząsający obraz wydarzeń, o których jak się okazuje ogromna większość Polaków ma zerową wiedzę.


„Stosunki polsko-żydowskie, podobnie jak polsko-ukraińskie, wyłamują się w odbiorze społecznym ze zwykłych schematów badań historycznych i podlegają ograniczeniom badawczym: autocenzurze, stosowaniu swoistych utrwalonych stereotypów oraz trzymaniu się pewnego kanonu dogmatycznego, którego powinni przestrzegać autorzy piszący na ten temat. Podejmowanie się badań na tym grząskim gruncie należy do rzadkości, ponieważ badacze zdają sobie sprawę, że każde ustalenie odbiegające od obowiązującego dogmatu może pociągnąć za sobą bardzo nieprzyjemne konsekwencje.” - prof. Włodzimierz Osadczy


„Wspólne pożycie Polaków i Żydów w jednym państwie ma wielowiekową, burzliwą i bogatą historię. Znane jest powiedzenie, że Rzeczpospolita była niebem dla szlachty, czyśćcem dla mieszczan, piekłem dla chłopów i rajem dla Żydów.”- prof. Włodzimierz Osadczy



„Wszyscy królowie, obejmując tron, potwierdzali Żydom przysługujące im prawa, znane jako przywilej generalny. Zgodnie z tym przywilejem Żydzi znajdowali się pod opieką króla, który chronił ich przed wszelkimi krzywdami.”

  • prof. Włodzimierz Osadczy


Przed II wojną światowa w Polsce mieszkało ponad 3,3 miliony Żydów i stanowili około 10% ludności kraju. 30% ludności Warszawy było Żydami. W wielu miastach i miasteczkach województw wschodnich i centralnych stanowili większość mieszkańców. W 1937 roku ukazywało się 250 czasopism żydowskich i wydano 715 książek. W 1937 roku wartość żydowskiego handlu nieruchomościami wynosiła miliard złotych, co stanowiło jedną trzecią całego obrotu.

W 1938 roku Żydami było 33% lekarzy, 53% prawników oraz 24% studentów.


Mimo tego wszystkiego „określenie polskie obozy śmierci stało się normą”, a Nowacka posunęła się do tego, że stwierdziła, że to „polscy naziści zbudowali obozy”.


Żydowskie elity kolaborowały z Niemcami w kilku aspektach. Najgorszą formą była policja żydowska. W Warszawie 2000 policjantów „wywlekło” z getta ponad 300 tysięcy Żydów, zagnało ich na Umschlagplatz, skąd zostali wywiezieni do komór gazowych. Analogiczna sytuacja była w innych gettach żydowskich. Niemcy wyznaczyli policjantom normę, codziennie musieli odstawić siedem osób. Policjanci samodzielnie często przewyższali normę łapiąc każdego, kogo się dało. Temat policji żydowskiej jest całkowicie pomijany zarówno przez Grabowskiego, Grossa, Engelking jak i przez historyków polskich.

Kolejną pomijaną sprawą są setki żydowskich kapo w obozach zagłady. Tak jak policjanci, wyróżniali się bezwzględnością i sadyzmem. Inną grupą są członkowie Judenratów, biorących udział w rabowaniu własnego ludu.


Hannah Arendt napisała:

„Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej historii. Uległość Judenratów wobec nazistów oznaczała skrajną kompromitację żydowskich elit w państwach okupowanych przez III Rzeszą.”

„Bez pomocy Judenratów w zarejestrowaniu Żydów, zebraniu ich w gettach, a potem skierowaniu do obozów zagłady, zginęłoby dużo mniej Żydów, mniej więcej połowa. Niemcy mieliby dużo więcej kłopotów ze spisaniem, wyszukaniem i wyłapaniem Żydów, w czym tak wielką rolę odegrała policja żydowska.”


Profesor Artur Eisenbach napisał:

„Bez wydatnej pomocy kadrowej i organizacyjnej ze strony policji żydowskiej i Judenratów, oddziały SS i żandarmerii hitlerowskiej nie potrafiłyby bez większych przeszkód i w tak szybkim tempie przeprowadzić masowego przesiedlenia Żydów, najpierw do gett, a potem do obozów śmierci.”


W Polsce od 1946 roku w tej kwestii szalała „żydowsko komunistyczna” cenzura. Do dzisiaj nie przetłumaczono pamiętników z getta i książek zajmujących się tym tematem, a których autorami są Żydzi. Półki polskich księgarni są zalewane natomiast antypolskimi śmieciami, których celem jest uczynienie z Polaków współwinnych niemieckich zbrodni. Prym w oczernianiu wiodą polskojęzyczne media dla Polaków. To dziennikarze tych mediów najbardziej przyczynili się do zafałszowania obrazu stosunków polsko-żydowskich podczas II wojny światowej.


Na podstawie wspomnień Barucha Milcha, ukazuje się nam inny obraz getta:

„W ogóle zepsucie było już tak wielkie, że za przykładem judenratowskich łotrów, z powodu rozpaczy, rozczarowania i rezygnacji, całe społeczeństwo stało się do nich podobne. Była to istna sodoma i gomora. Korupcja, zdrady, donosicielstwo, oszczerstwo, złodziejstwo, pijaństwo, cudzołóstwo, prostytucja, karciarstwo i inne podobne perły były na porządku dziennym.”


Z kolei prof. Ludwik Hirszfeld pisał:

„Przeciętny poziom społeczeństwa żydowskiego w dzielnicy nie dorównywał innym. Głód życia zbyt mało stonowany przez współczucie, stwierdzałem brak litości dla nędzarzy, chytrość, pęd do oszukiwania nawet u elity umysłowej. Obozowy Żyd bez litości okradał swoich współtowarzyszy niedoli.”


W gettach kwitł rabunek Żydów przez Żydów.

Prof. Henryk Makower wspominał:

„Blokady wyzwoliły wśród SP (policji żydowskiej), całą masę łajdactwa i draństwa. Opornych bito pałkami, nie gorzej od Niemców. Do tego dołączyło się rabowanie opuszczonych mieszkań pod jakimś pretekstem. Wielu porządnych wyższych funkcjonariuszy SP dorobiło się na różnych tego rodzaju praktykach dużych majątków. Było to zjawisko tak masowe, że nawet tzw. Przyzwoici ludzie się chwalili - ja się na tej akcji dorobiłem lub mój mąż nie nadaje się do dzisiejszych czasów, nic nie zarobił na akcji.”


Zupełnie inaczej wygladała również prawdziwa Lista Schindlera. Goldberg był Odemanem (policjantem) w krakowskim getcie. To właśnie Goldberg, a nie filmowy Sztern, układał z Schindlerem listę Żydów do uratowania. To kto znalazł się na liście zależało od tego ile wpłacił złota lub szlachetnych kamieni. Goldberg pod koniec wojny uciekł i zniknął.

Aleksander Biberstein, dyrektor żydowskiego szpitala zakaźnego w getcie krakowskim pisał:

„Odeman Marcel Goldberg, kierownik Arbeitseisatzu w Płaszowie, umieścił na tej liście wielu Żydów w zamian za ogromne łapówki, oczywiście w porozumieniu i w interesie Schindlera.’


Rzeczywistość obozu opisywała w swojej książce „Z otchłani” Zofia Kossak. W 1946 roku niewygodny fragment został ocenzurowany i nie znalazł się w opublikowanej książce.

„Większość władz łagrowych rekrutowała się z Żydówek, co nie wpływało na popularność semickiej rasy. Ta przewaga semickiej rasy. Ta przewaga elementów żydowskich na stanowiskach odpowiedzialnych i trudnych była jeszcze jednym dowodem zakłamania niemieckiego i prawdziwie szatańskiego rozszczepienia pojęć. W tym samym lagrze, gdzie Żyd tępiony był jak szkodliwy robak, gdzie nie żywiono dlań innego uczucia niż nienawistną pogardę - dwie trzecie funkcji obozowych zajmowały Żydówki: Żydówki jako kapo, oberkapo, Żydówki jako blokowe, fortretemrki, szrajberki, Żydówki w politische, na fermie, w post cenzurzem w szrajszubie… Naczelna lekarka Ewa Żydówka… Wszechpotężną administratorka obozu, Katia, Żydówka. Same Żydówki w przejściówce, kuchni - wszędzie Żydówki, Przeważnie słowackie. Były wśród nich kobiety spokojne, opanowane i współwięźniarkom życzliwe… w olbrzymiej większości jednak były to furie nieznające litości, grabiące z rozkoszą kobiety poddane ich władzy.”


Ton fałszowaniu historii Żydów i stosunków polsko żydowskich w czasie II wojny światowej, nadawał po wojnie historyk żydowski prof. Bernard Mark, dyrektor Żydowski Instytutu Historycznego.

Przekłamywano historię getta. Apoteozowano lewicową Żydowską Organizację Bojową M. Anielewicza i M. Edelmana, a jednocześnie całkowicie przemilczano istnienie znacznie większego, prawicowego Żydowskiego Związku Wojskowego. Podczas powstania w getcie, to ŻZW odgrywał główną rolę, a nie ŻOB. Większość jego żołnierzy zginęła podczas powstania, w tym dowódca kapitan WP Maurycy Appelbaum, odznaczony pośmiertnie krzyżem Virtuti Militari.


ŻZW był ciągle atakowany przez Marka Edelmana, który obrzucał go inwektywami: faszyści, barachło, złodzieje. Problem w tym, że to „barachło” zginęło bohaterską śmiercią, podczas gdy Edelman przytomnie uciekł z płonącego getta.


Nowak przypomina, że religia Holocaustu rozwinęła się dopiero po 1973 roku, gdy Izrael nie wiele brakowało a przegrałby wojnę Jom Kippur. To wtedy powstała potężna machina propagandowa,, jednocześnie zaczęło się zacieranie winy Niemców za zbrodnie i przenoszenie jej na mitycznych nazistów. Równolegle zaczęło się zacieranie śladów jakiejkolwiek kolaboracji Żydów z NIemcami, zbrodni policji żydowskiej, Judenratów i żydowskich kapo.


‚Jeszcze w latach 50-tych i 60-tych większość prac naukowych i popularnych potępiała te rady. Od połowy lat 70-tych doszło do gwałtownego zwrotu w ocenie Judenratów wśród żydowskich badaczy. Zaczęto wyrażać przekonanie, że Judenraty działały dla dobra wspólnoty żydowskiej, zgodnie z tym, co uważały za najlepsze dla niej.”

Już w 1979 roku czołowy badacz Holocaustu, Yehuda Bauer wystąpił przeciw mistyfikacjom apologetów Judenratów. Stwierdził:

„Postawa wobec Holocaustu staje się wręcz liturgiczna. Zgodnie z ta postawą pokolenia po Holocauście nie mają prawa rozważania problemów intencji i społecznej odpowiedzialności w czasie tamtego okresu, ponieważ wszystkie ofiary Holocaustu są święte i nie ma żadnej różnicy między nimi. Ostrzegam was przed stwierdzeniem holocaustology i karierami holocaustologów.”


Publicysta Katar Zar (Edmund Etler) w 2000 roku napisał:

„Aktualnym zadaniem intelektualnych łebskich Izraelitów, historyków i psychologów jest publiczne rozgrzeszanie zbrodniarzy Żydów, oprawców, kapo z hitlerowskich obozów śmierci, mających na sumieniu tysiące istnień ludzkich, policjantów żydowskich Judenratów, organizujących w gettach łapanki i wysyłki Żydów do obozu zagłady. Mało brakuje, żeby rehabilitacji w Izraelu doczekali się członkowie żydowskiego gestapo, skazani na śmierć przez powstańców z warszawskiego getta.”


Spośród tysięcy kapo i policjantów, w Izraelu schroniło się około 800, którzy byli później uniewinniani lub otrzymywali niewielkie wyroki.


W 2001 roku Halina Birenbaum napisała:

„Muszę powiedzieć, że bardzo wielu ludzi w Izraelu nie lubi mojej książki. Przede wszystkim, dlatego że piszę także o tym, jak zachowywała się policja żydowska, jak się zachowywali Żydzi wobec Żydów, jak Żydzi wydawali Żydów.”


Amerykański psycholog żydowskiego pochodzenia John Hartmann wyjaśnił:

„Tak naprawdę Żydzi po wojnie nie mogli skierować swojego gniewu przeciwko bliskim, którzy zginęli, ani przeciwko gminie, która uległa destrukcji. Dlatego swój gniew skierowali na Polaków, obwiniając ich za to, że nie uczynili wystarczająco dużo, aby im pomóc, a więc w pewnym sensie wspólnie z Niemcami byli odpowiedzialni za cały Holocaust. W ten sposób Żydzi przyczynili się do rozwoju paranoi, w wyniku której wrogiem stali się wszyscy Polacy i Polska.”


Z tym postrzeganiem rzeczywistości był zgodny serial Holocaust, w którym żołnierze w polskich mundurach dokonywali egzekucji na mieszkańcach getta na polecenie SS, film Shoah, którego reżyser Claude Lanzmann powiedział „Tak. To Polacy sami się oskarżają. Opracowali do perfekcji sposoby eksterminacji.”

Antypolska była też Lista Shindlera, nakręcona przez Stevena Spielberga i wzorowana na książce Kennealy’ego pod tym samym tytułem. Roi się w niej od dobrych Niemców i polujących na Żydów z kosami i sierpami polskich chłopów. Stwierdzano:

„Nie wiedzą oni [Żydzi] oczywiście… że lepiej im tu za drutami niż wśród żydobójców z polskiej partyzantki.”

Icchak Rubin w książce „Żydzi w Łodzi pod niemiecką okupacją 1939-1945” napisał:

„Stosunek Polski Podziemnej i całej prawie ludności polskiej do Żydów powodował, że getto i obóz koncentracyjny były jedynymi miejscami na świecie, które dawały Żydom nikłą nadzieję i szansę na przetrwanie.”


W 1989 roku The Jewish Press Jack Arbiser pisał:

„Oświęcim jest fenomenem polskim i nie mógłby istnieć poza Polską. Nawet w Niemczech, Racja tego jest prosta. Od wieków politycy polscy, tak jak kardynał Glemp, pod płaszczykiem kapłaństwa nauczali religii, która była w 98% antysemityzmem. Rezultatem jest uzależnienie narodu od antysemityzmu, trudniejsze do wykorzenienia niż uzależnienie od heroiny. Podczas II wojny światowej partyzanci polscy poświęcali więcej energii na zwalczanie partyzantów żydowskich niż na walkę z nazizmem.”


2 maja 2002 roku w szwedzkim tygodniku Allers, Dorota Bromberg, córka szefa PWN w latach 60-tych, stalinowca Adama Bromberga napisała:

„Nie chcę wracać. Wszyscy krewni mojego ojca zostali wymordowani w polskich obozach koncentracyjnych. Przed wojną w Polsce mieszkało 6 mln Żydów, dziś są ich tysiące.”


Z kolei adwokat Epsteina, Alan Dershowitz w książce Chutzpah pisał:

„Ze wszystkich stron Europy więcej niż dwa miliony Żydów, mężczyzn, kobiet i dzieci było zagazowanych w olbrzymich polskich obozach koncentracyjnych.”


W czerwcu 2002 roku ujawniono, że na stronie Centrum im. Wiesenthala używane są sformułowania: „polskie obozy śmierci” i „polskie obozy koncentracyjne”.


Oczernianiu Polaków towarzyszy wybielanie Niemców, które zapoczątkował w 1953 roku układ Adenauer - Gurion, na mocy którego Niemcy wypłacili dziesiątki miliardów dolarów, za które został sfinansowany izraelski program jądrowy.


Powstaje pytanie, dlaczego IPN dziwnie milczy i nawet nie próbuje zbadać żydowskiej kolaboracji z Niemcami. Odpowiedzią zdaniem prof Nowaka może być to, że sprawami stosunków polskożydowskich zajmował się związany z Żydowskim Instytutem Historycznym dr Andrzej Żbikowski, zakłamujący te stosunki.


A jak było naprawdę? W kilkutomowej monografii Polskiego Państwa Podziemnego „Polska Walcząca”, Jerzy Śląski pisał: „W okresie od 22 lipca do 21 września 1942 roku z getta w Warszawie wywieziono do komór gazowych Treblinki ponad 300 tysięcy Żydów. Tę gigantyczną robotę wykonała Żydowska Służba Porządkowa pod kierownictwem adwokata Jakuba Lejkina. Żydowscy policjanci blokowali poszczególne kwartały domów, wyciągali mieszkańców, pędzili ich na Umschlagplatz. Niemcy trzymali się na uboczu. Prób zorganizowanego oporu nie było. Przyczyniła się do tego Rada Żydowska, wydając w dwa dni po rozpoczęciu deportacji obwieszczenie, które miało przeciwdziałać krążącym w getcie pogłoskom na temat miejsca, do którego kieruje się naprawdę transport z placu przy Stawkach.”


Nowak zadaje ważne pytanie:

„Dlaczego znając wiele wypadków ostrzegania przez Żydów Polaków zagrożonych aresztowaniem lub wywózką przez NKWD w latach 1939-1941, jednocześnie nie znam ani jednego wypadku, aby rodzina żydowska ukrywała u siebie zagrożoną rodzinę polską?”


Warto przypomnieć sobie stwierdzenie polskiego naukowca z Polonii amerykańskiej, Iwo Pogonowskiego: „Na Umschlagplatz w Warszawie policja żydowska dawała strawę w wagonach śmierci, żeby do nich zwabić wygłodzonych mieszkańców getta. Tragedia żydowska podczas II wojny światowej podlegała również na tym, że władze niemieckie dokonały ludobójstwa Żydów głownie żydowskimi rękami. Ten właśnie fakt jest skrupulatnie ukrywany w muzeach holokaustu.”


Włoski dziennikarz Alce Volcini przebywający podczas wojny w Warszawie, w swojej książce wskazywał na brak jakiejkolwiek solidarności pomiędzy bogatymi a biednymi Żydami.

„Bogaci Żydzi, którzy dysponowali dużą ilością gotówki, przedmiotów ze złota i wartościową walutą, mogli we własnych luksusowych mieszkaniach wieść dostatni tryb życia na co dzień. W porozumieniu z Polakami, a czasem i Niemcami pilnującymi wejścia, organizowali na wielką skalę czarny rynek. Wielkimi autokarami przyjeżdżało do getta wszystko, czego dusza zapragnie. Także sklepy były pełne towaru. Szynka, słonina, masło, kiełbasa, jaja, mąka, słodycze. Wszystko to wystawione na sprzedaż po wygórowanych cenach. Jak na całym świecie ten, kto miał duże pieniądze, mógł żyć w dostatku, ale biedny umierał z głodu. Faktycznie brak było poczucia solidarności w tym wspólnym nieszczęściu. Najniższe i najliczniejsze warstwy ludności skazane były na śmierć. Wychudłe, obdarte dzieci chodzące boso po zlodowaciałej ulicy zwijały się w kłębek na chodniku, by więcej nie wstać. Śmieciarze znajdowali je nazajutrz rano wyciągnięte pod drzwiami, pod murem odgradzającym od miasta, zmarłe z głodu.”


Bardzo trafne pytania zadaje Ewa Kurek:

„Ilu dziesiątków tysięcy niemieckich żołnierze musieliby użyć Niemcy w latach 1939-1941 do przesiedlenia idącej w Polsce w miliony ludności żydowskiej do dużych miast i utrzymania w autonomiach (gettach) posłuchu dla swych rozkazów, gdyby tej części planu nie wykonali za Niemców sami Żydzi? Ile dziesiątków tysięcy niemieckich żołnierzy musieliby w 1942 roku ściągnąć z frontów Niemcy, aby schwytać trzy miliony ukrywających się w lasach lub we własnych domach polskich Żydów, a następnie doprowadzić ich i załadować do wagonów, gdyby tej najbrudniejszej z brudnych robót nie wykonali za nich sami Żydzi?”


Bardzo ważne słowa Kurek napisała na temat tuszowania zbrodni kolaborantów:

„Ci spośród żydowskich katów, którzy z czasów zagłady wynieśli życie, przez sześćdziesiąt lat, które minęły od zakończenia drugiej wojny światowej, robili i robią wszystko, aby prawda o ich katowskiej roli w czasie zagłady polskich Żydów nigdy nie dotarła do świadomości następnych pokoleń Żydów, i reszty świata.”


Socjolog Paweł Śpiewak, obecny dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego, bez jakichkolwiek dowodów oskarżył Polaków o wymordowanie 120 tys Żydów. Po nim podobne oskarżenie wysunął lewicowy amerykański historyk Tony Snyder, zarzucając, że Polacy podczas wojny wymordowali 100 tys Żydów.


Nie potrafimy się bronić, nie potrafimy opierać się na faktach, a tymczasem, Żydówka Rose Zar pisała:

„Nikt nie potrafi wykryć Żyda szybciej niż inny Żyd.”

A Henryk Zvi Zimmerman pisał:

„Niestety żydowscy donosiciele najlepiej rozpoznawali współbraci, najgroźniejsi byli agenci niemieccy żydowskiego pochodzenia.”


Na temat policji żydowskiej na świecie znajdują się tysiące relacji a jednak dziwnym trafem żaden z naszych nadwornych historyków nie wspomina o tym ani słowa. Nastąpiło połączenie sił wpływowych antynarodowych publicystów, politycznie poprawnych wydawców i karygodna bierność i bojaźliwość historyków.

„Rola policji żydowskiej jest wielkim tematem tabu traktowanym jako szczególnie niebezpieczny dla naukowej i publicystycznej kariery każdego, kto ośmieliłby się coś napisać i powiedzieć w tej sprawie.”

Szczególnie zaskakujące jest milczenie IPN. Od samego początku króluje ten sam argument co w przypadku rzezi wołyńskiej, to nie ten czas na ten temat.


Artur Eisenbach, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego w latach 1966-1968, pisał:

„Kronikarze warszawskiego getta piszą w swych dziennikach, iż bez pomocy policji żydowskiej, organy SS i policji nie mogłyby tak szybko i bez większych przeszkód dokonać masowego wysiedlenia Żydów do obozów, a następnie latem 1942 roku do obozu śmierci w Treblince.”


Członek podziemia w warszawkim getcie, Icchak Cukierman pisał:

„Nie ulega wątpliwości, że Niemcy nie wykonaliby swego zadania z taką łatwością, tak szybko, bez pomocy żydowskiej policji. Bo przed Niemcami Żydzi, bez wątpienia, uciekaliby, ukrywali się. Natomiast, gdy widzieli żydowskiego policjanta, nie przychodziło im na myśl, że poprowadzi ich na śmierć.”


Emmanuel Ringelblum pisał:

„Policja żydowska miała bardzo złą opinię jeszcze przed wysiedleniem. W przeciwieństwie do policji polskiej, która nie brała udziału w łapankach do obozu pracy, policja żydowska parała się tą ohydną robotą.”


Abraham Lewin z kolei pisał:

„Rosyjskie pogromy nigdy nie powiodły się tak gruntownie i tak przytłaczająco jak pogromy przeprowadzane przez policję żydowską.”


Bernard Goldstein:

„Żydowska policja spadała na getto jak banda dzikich zwierząt.”


Prof. Ludwik Hirszfeld:

„Zaszczyt mordowania swojego narodu przypadł w udziale całkowicie Służbie Porządkowej.”


Żydowscy policjanci aby wypełnić swe limity łapali każdego, przyjaciół, krewnych nawet członków rodziny.

Baruch Milch wspominał:

„Policjant ten własnymi rękoma wywlókł swych rodziców w szczytowym okresie nagłej Aktion i doprowadził ich do miejsca kaźni na cmentarzu.”

Samuel Rothenberg z kolei wspominał:

„Policja żydowska bardzo skrupulatnie ten rozkaz spełniała i były wypadki odprowadzania własnych matek przez naszych policjantów.”


W sierpniu 1942 roku żydowski policjant Calel Perechodnik w getcie w Otwocku wyciągnął z bezpiecznej kryjówki swoją żonę i córeczkę i odprowadził je do transportu śmierci.

We wrześniu 1942 roku Joseph Zelkowicz opisywał, jak Niemcy przekupili żydowskich policjantów bochenkiem chleba, kiełbasą i cukrem, by zaostrzyć obławę na żydowskie dzieci.


Emmanuel Ringelblum, Rubinlicht opisywali, jak „członkowie żydowskiej Ordnungsdienst albo gwałcili młode żydowskie dziewczyny, albo wymuszali na nich usługi seksualne przy Umschlagplatzu. Młode kobiety, schwytane w Aktion i z desperacją szukające ratunku, gotowe były zgodzić się na wszystko w zamian za uwolnienie z tego piekła. Oczywiście nigdy ich nie zwalniano. Ale strażnicy robili z nimi to, czego chcieli.”


Do zbydlęcenia dopuszczali się członkowie Sonderkommando. Wybierali nagie już dziewczęta idące do komory gazowej, a po wykorzystaniu, z powrotem wpychali jej do szeregu.

Hermann Langbein opisuje wspomnienia członka Sonderkommando, 14 letniego Jehudy Bacona.

„Członkowie Sonderkommando mówili temu jeszcze dziecku, że kobieta nieżyjąca od trzech minut jest jeszcze jak żywa - i wyżywali się na zwłokach.”


Tenże Hermann Langbein opisuje kapo w obozie w Jaworznie, litewskiego Żyda, Mosze

„Podczas pracy nie rozstawał się z atrybutem swojej funkcji - kijem. Bił na oślep. Mosze był pobożny. Codziennie modlił się i codziennie bił.”


Żydowska policja szabrował również na potęgę.

Jechiel Górny stwierdzał:

„Wykorzystywali sytuację i za uwolnienie brali pieniądze. Nie zadowalali się małymi sumami, do ich kieszeni wpadały tysiące, złoto i brylanty - taka była opłata za uwolnienie Żyda z żydowskich rąk.”


Żydowscy policjanci początkowo mieli normę 5 schwytanych, a następnie 7 schwytanych dziennie. Wszyscy przebijali te normy „przygotowując rezerwy na kolejny dzień”.

15 listopada 1942 roku „zostały opróżnione żłobek i bursa przy ulicy Dzikiej 3, razem około 150 dzieci i młodzieży spośród uchodźców. Policja gettowa dokonała tego dzieła, mimo że nie było żadnego oficjalnego nakazu władz niemieckich.”


Hannah Arendt w swojej „Eichmann w Jerozolimie” potępiała zarówno Judenraty jak i policję żydowską.

„Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej historii.”


Chaim Kaplan odpowiada na pytanie dlaczego w tej kluczowej chwili w społeczności żydowskiej zabrakło autorytetów i ludzi z charakterem. Jest to kolejna pomijana sprawa. Zbrakło ich ponieważ zdecydowana większość czołowych działaczy żydowskich zdążyła uciec z Polski tuż przed wojną. „Uciekli, ratując życie.”


Leni Yahil pisał:

„Bardzo wielu przywódców wspólnoty ortodoksyjnej uciekło z Polski po wybuchu wojny i nawet zdołało dotrzeć do bezpiecznego schronienia w Stanach Zjednoczonych czy w Palestynie.”

Skutkiem braku liderów było to, że na czele gmin żydowskich stawały największe kanalie.


W Łodzi na czele Judenratu Niemcy postawili Chaima Mordechaja Rumkowskiego, przedwojennego działacza syjonistycznego, który sprawował rządy dyktatorskie i utworzył 3 więzienia.

Prezesem Centrali Żydowskich Rad Starszych Wschodniego Górnego Śląska został syjonista z Sosnowca, Mojżesz Merin

Szefem Judenratu w Wilnie, został inny syjonista, Jakub Gens.

Konrad Charmatz opisał Merina:

„On chciał być królem Żydów jak ironicznie nazwali go Niemcy. Zachowywał się jak dyktator. Posyłał na śmierć kogokolwiek chciał, a innych zależnie od swej woli zostawiał przy życiu czasowo. Niemieccy patroni przyznali mu władzę w zamian za pomoc w likwidowaniu Żydów z Zagłębia. Chciał nawet zatrudnić u siebie młodego człowieka jako oficera od kobiet. Oficer ten rekrutował najpiękniejsze kobiety. Wszystkie były uzależnione od łaski Merina. Jeśli przeszkadzał mąż, to szybko był kierowany do następnej grupy wysyłanej do przymusowej pracy.”


Mordechaja Chaima Rutkowskiego nazywano Królem Ghetta. Kazał wprowadzić do obiegu własne banknoty tzw rumki. Dzieci pisały do niego wierszyki. W jednej z will urządził swój własny harem.


Czołowym i najbardziej niebezpiecznym agentem gestapo w getcie warszawskiem - słynnej trzynastki - był Abraham Gancwajch. Były nauczyciel hebrajskiego i dziennikarz, człowiek „wysokiej kultury”, „wielki znawca literatury hebrajskiej”, „człowiek bardzo inteligentny i obdarzony fenomenalną pamięcią”. Przed wojną był współpracownikiem wydawanego w Wiedniu antyhitlerowskiego „Gerechtigeit”. Po wybuchu wojny Niemcy uczynili go administratorem 100 domów oraz przyznali mu miesięcznie 30 przepustek. Następnie powierzyli mu kierownictwo Urzędu do Walki z Lichwą i Spekulacją, dzięki czemu szybko wzbogacił się na korupcji i zorganizował siatkę informatorów dla Gestapo. Należało do niej 318 osób. Agenturę nazywano „Trzynastką” od numeru domu na ulicy Leszno, gdzie znajdował się jej urząd.


Gancwajch był bardzo popularny w getcie z powodu sponsorowania kultury i dużych datków dla biednych. Płacił miesięczne stypendia grupie pisarzy i artystów.

Alexander Donat pisał o nim: „Praca jego polegała na demoralizowaniu getta przez perswazję i tłumaczenie, że zwycięstwo Hitlera jest nieuniknione, więc opór bezcelowy. Rozsiewał kłamstwa, że w ostatnim etapie Żydzie będą przypuszczalnie przesiedleni na zdobyte tereny i wobec tego instytucja getta jest konieczna, ponieważ chroni nacjonalizm żydowski i autonomię kulturalną.”


Kim byli policjanci żydowscy? Opisywał ich Stefan Ernst:

„Stanowiska oficerskie obsadzane były w znakomitej większości przez adwokatów. Przeważa na stanowiskach oficerskich inteligencja zawodowa, na podoficerskich - młodsi jej przedstawiciele lub kandydaci oraz przede wszystkim zamożniejsza kupiecka lub przemysłowa młodzież.”


Emmanuel Ringelblum opisywał: „Skąd taka demoralizacja, skąd aż tylu hyclów? Jakiś adwokat przechwalał się wobec mnie, że załadował na wozy 1000 Żydów.”

Alicja Zawadzka - Wetz pisała: „Iluż to przedwojennych adwokatów, powszechnie szanowanych, stało się członkami żydowskiej milicji i gotowych było do najwiekszych podłości z szantażem włącznie… Ilu nich biło do krwi dzieciaki, które usiłowały przedostać się poza mury, by zdobyć trochę żywności dla głodującej rodziny.”


Inną grupą kolaborującą z Niemcami byli lekarze.

William Kornbluch opisywał: „W Płaszowie była klinika, kierowana przez dr Leona Grossa. Miała ona podwójną funkcję, jeśli przeżyłeś surowe traktowanie i wyzdrowiałeś w kilka dni, miałeś szansę przeżycia. Jeśli twoje wyzdrowienie postępowało wolniej i nie mogłeś wrócić do pracy, dr Gross dawał ci zastrzyk z benzyny i wysyłał na śmierć. Był brutalem najgorszego typu i służył SS manom pod każdym względem, zarówno w klinice jak i poza nią. Gdy znalazł ludzi leżących na podłodze kliniki, wykopywał ich z niej swymi butami.”


Jack Weber wspominał:

„Niewielu kolaborantów wyszło z życiem z Buchenwaldu. Jednym z nich był lekarz. W mieście zebrano 500 Żydów i poddano miesięcznej kwarantannie w synagodze z powodu tyfusu. SS zawołało doktora i zapytało, czy Żydzi ci są zdrowi i czy można posłać ich do pracy. Doktor odpowiedział „Oni wszyscy są gównem”. W konsekwencji wszystkich Żydów wyciągnięto z synagogi i rozstrzelano.”


Rachela Kaufmann, która ocalała z Zagłady wspominała, że „nigdy nie spotkała dobrego żydowskiego policjanta”.


Na temat policji żydowskiej ukazała się tylko jedna książka w Izraelu, była to opublikowana w 1973 roku praca doktorska Aarona Weissa. Nigdy jej nie przetłumaczono z hebrajskiego.


Profesor Nowak zwraca uwagę na wyraźną blokadę literatury wydanej na Zachodzie a dotyczącej Judenratów, policji żydowskiej i żydowskich kapo. W zamian za to, w Polsce mamy zalew książek szkalujących Polaków.

Jednocześnie zaginęły w dziwny sposób pamiętniki Mieczysława Ettingera, pierwszego Rzecznika Dyscyplinarnego Gminy Żydowskiej w Warszawie. Następowało czyszczenie dokumentów, wykastrowano pamiętnik dr Barucha Micha. Zniknął cały zeszyt poświęcony latom 1939-1941, przechowany w Żydowskim Instytucie Historycznym.

Przez lata blokowano film Aleksandra Bernfesa o getcie warszawskim zmontowany z materiałów do tej pory w Polsce nieznanych. Nalegano na cięcia w materiale scen dotyczących policji żydowskiej. Reżyser wrócił do Londynu, gdzie został zamordowany we własnym domu.


Natomiast u Marka Edelmana nastąpiła dziwna przemiana. W 1999 roku opisywał policję żydowską: „Niektórzy zmienili się w diabłów, skurwysynów. Niektóre skurwysyny okazały się przywoitymi ludźmi.”

Te słowa powtórzył dziesięć lat później.

Szkoda, że zaraz po wojnie pisał coś innego:

„Nikt jeszcze nigdy tak zawzięcie nie przeprowadza akcji, jak Żyd policjant, nikt jeszcze nigdy tak nieustępliwie nie wypuszcza z rąk złapanego, jak jeden Żyd - drugiego Żyda. Dla zdobycia 7 łebków zatrzymują policjanci żydowscy lekarza w białym fartuchu (fartuch sprzeda się później za drogie pieniądze na Umschlagu), matkę z dzieckiem na ręku, lub samotne, zagubione dziecko, szukające domu.”


Chaim A. Kaplan pisarz i dyrektor szkoły hebrajskiej w Warszawie, stwierdzał w swoim niepublikowanym w Polsce dzienniku, że żydowscy policjanci „nie mieli litości nawet wobec dzieci i osesków”. Po getcie krążył żart „Pozwól nam wpaść w ręce agentów gojów i nie daj nam wpaść w ręce żydowskiego agenta”.

26 lipca 1942 roku zapisał:

„Wydano dyrektywę dla Judenratu, aby deportował 6000 osób dziennie. Faktycznie deportują około 10000. Żydowska policja, której okrucieństwo jest nie mniejsze niż nazistów, odstawia na punkt transferowy przy ulicy Stawki więcej niż ilości, do których Judenrat sam się zobowiązał. Czasami kilka tysięcy ludzi czeka dzień lub dwa na transport z powodu braku wagonów kolejowych. Mówi się, że naziści są usatysfakcjonowani tym, że eksterminacja Żydów dokonywana jest z wymaganą efektywnością. Czyny te są wykonywane przez Jewish slaughterers  (żydowskich rzeźników).

27 lipca 1942 roku

„Getto przekształciło się w piekło. Mężczyźni stali się bestiami. Każdego dzieli tylko krok od deportacji, na ludzi poluje się na ulicach, jak na zwierzęta w lesie. Najokrutniejsza wobec skazańców jest policja żydowska.”

Początkowo Kaplan w swoim dzienniku był wrogi w stosunku do Polaków, stopniowo tak jak i Ringelbluma zaczyna zachowanie Polaków oceniać wyżej niż zachowanie samych Żydów.

13 stycznia 1940 roku zapisał:

„Naród polski jako taki nie pozwoli sobie w momencie depresji czy duchowej pasywności na stanie się narodem pogromów w ręku zdobywcy swego wiecznego wroga.”


Pamiętnik Kaplana ukazuje, że do ataku Niemiec na ZSRR, Niemcy terroryzowali o wiele bardziej Polaków niż Żydów, o wiele rzadziej ich aresztowali. Łapanki na roboty do Niemiec również dotyczyły jedynie Polaków.

12 sierpnia 1940 roku Kaplan napisał:

„Dzisiaj Aryjczycy są wyłapywani na roboty ! Są to dni żniw na polach Rzeszy i dla tego powodu wyłapuje się niewinnych przechodniów jak psów na ulicach i posyła na pola żniwne. Gdy piesi zniknęli z ulic po rozpoczęciu polowania, tamci zatrzymywali trolejbusy i wyciągali z nich męskich pasażerów, tak Polaków, jak Żydów. Po przesłuchaniach Żydów wypuszczono do domu, a Polaków uwięziono. Jak dobrze być Żydem!”

9 maja 1940 roku:

„W celu uniknięcia przymusowego złapania w biały dzień i przetransportowania do Rzeszy wielu Polaków przyozdabia się oznaką hańby i maskuje jako Żydzi, aby uniknąć wywózki na przymusowe roboty.”


Zaskakującym jest fakt, iż dziennik Kaplana nie został wydany w Polsce.


Abraham Lewin, nauczyciel i historyk, syjonista, zginął w styczniu 1943 roku w Treblince, był autorem również niewydanego w Polsce dziennika.

21 sierpnia 1942 roku napisał:

„Wczoraj, po szóstej, żydowska policja wpadła do mieszkań, które były wyznaczone do ewakuowania ich mieszkańców. Policjanci zmusili mieszkańców do wyjścia, wtargnęli do zamkniętych apartamentów, rabowali i niszczyli wszystko, co im wpadło w ręce, nie zapomniawszy zabrać ze sobą kobiet. Skąd u Żydów aż tyle brutalności? Zdegenerował ich duch niemiecki?”

23 sierpnia 1942 roku z kolei:

„Dzikość policji żydowskiej przeciw nieszczęśliwym ofiarom, okładają je okrutnymi ciosami, kradną, niszczą i rabują jak bandyci z gościńca. Jakaż degeneracja !”


Kolejnym świadectwem są pamiętniki Emanuela Ringelbluma, skrajnie lewicowego historyka żydowskiego i organizatora Archiwum Getta. W marcu 1944 roku został zamordowany przez Niemców wraz z ukrywającą go, polską rodziną.

5 grudnia 1942 roku napisał:

„Policja żydowska miała bardzo złą opinię jeszcze przed wysiedleniem. W przeciwieństwie do policji polskiej, która nie brała udziału w łapankach do obozu pracy, policja żydowska parała się tą ohydną robotą.”

„Okrucieństwo policji żydowskiej było bardzo często większe niż Niemców, Ukraińców i Łotyszów. Niejedna kryjówka została nakryta przez policję żydowską, która zawsze chciała być plus catholique que le papę, by przypodobać się okupantowi. Ofiary, które zniknęły z oczu Niemca, wyłapywał policjant żydowski.”


Prof. Ludwik Hirszfeld autor „Historii swojego życia” napisał:

„Przyszła w pewnej chwili Służba Porządkowa i zażądała wydania dzieci na wywiezienie. Bo łatwiej było wywieźć bezbronne dzieci. Gdy kazano dostarczać dziennie po siedem tysięcy głów, na pierwszy ogień poszły dzieci, ku wiecznej, niedającej się zmyć hańbie Żydowskiej Służby Porządkowej. Służba porządkowa rekrutowała się na ogół z inteligencji. Była potworna. Naczelnym katem zaś mianowano pułkownika Szeryńskiego. Muszę niestety uwiecznić nazwisko tego współczesnego Heroda. Był to oficer przedwojennej policji, Żyd z pochodzenia.”


Jacob Friedmann opisywał:

„Pewnego razu zostałem schwytany przez żydowskiego policjanta o nazwisku Matthias. Był wyjątkowo brutalny. Gdy trwała Aktion przeciw Żydom, policjant ten poszedł do domu, gdzie mieszkała jego rodzina, i zawołał do swych rodziców „Tato, mamo proszę, zejdźcie na dół, bo nadszedł czas waszego ruszenia w drogę. Zawołał ich, a oni zeszli. On wiedział, że pójdą do Sobibora, aby być spalonymi w piecu krematorium. Jakim był człowiekiem?”


Joachim Schönfeld wspomina Sonderdienst współpracującym z gestapo.

„Pozycja Sonderdienst wzrastała z każdą Aktion. Od sierpnia 1942 roku, powoli zyskali przewagę nad Judenratem. W 1943 r osiągnęli zaś całkowitą dominację, funkcjonując ekskluzywnie jako agenci SS i zyskali całkowitą władzę nad resztkami getta, całkowicie zastępując Judenrat. Gestapo pokładało w nich całkowite zaufanie. Doszło do tego, że Gestapo przekazywało każdego Żyda schwytanego poza gettem dla żydowskiej Sonderdienst. Trzymała ona tych Żydów w więzieniu przy ulicy Weissenhofa. A potem przy pierwszej nadarzającej się okazji kierowano ich wraz z innymi na drogę do komór gazowych.”


W dokonanym przez Michała Grynberga wyborze dokumentów, zachowały się wspomnienia kobiety z getta.

„Nie zapomnę krzyku małej, może 6-letniej dziewczynki w zielonym płaszczyku, która przez łzy prosiła policjanta: „ja wiem, że pan jest dobry, niech mnie pan nie zabiera, moja mamusia wyszła na chwilę. Zaraz wróci i mnie nie będzie, niech mnie pan nie zabiera”, ale lament dziewczynki, który mógłby nawet wzruszyć serce potwora, nie trafił do policjanta. W 2 godziny póżniej widziałam nieprzytomną kobietę biegnącą środkiem jezdni w stronę placu. Rozpaczliwie krzyczała: Moje dziecko, gdzie jest moje dziecko”.”


Michael Mosze Chęciński wspominał udział straży ogniowej getta łódzkiego w akcji wyłapywania dzieci:

„Raz, przed jedną z najbardziej dramatycznych shpera (obław) w łódzkim getcie, żydowska policja potrzebowała dodatkowych osób do pomocy w swym potwornym działaniu selekcji wszystkich dzieci dla deportacji do obozów śmierci. Próbowali zmobilizować strażaków ze straży ogniowej w getcie. Każdy kto zgodzi się uczestniczyć w tej zbrodniczej akcji, miał otrzymać wielki bochen chleba. Niektórzy strażacy zaakceptowali chleb i uczestniczyli w akcji.”


Joseph Adler w relacji Chapters of Annihilation opisuje wydarzenia w Bolechowie:

„Do akcji wszedł morderczy gang - Latająca Brygada wspierana przez ukraińską policję, żydowską policję i inne organizacje. Niektórzy żydowscy policjanci wykazywali nadzwyczajną zręczność, entuzjazm i inicjatywę w czasie poszukiwań ukrywających się Żydów. Często byli za to chwaleni przez Niemców i Ukraińców. Przywiązywano również sznurami ofiary do policjantów. Policjanci potem prowadzili ich jak psy na smyczach.”


Abraham Weissbrod opisywał w swojej książce „Death of Shtetl” obóz w Skałacie.

„Obóz w Skałacie otworzono 11 listopada 1942 roku. Chociaż obóz kierowany był przez Żydów wszystko w nim przebiegało tak jak w innych obozach koncentracyjnych, będąc prowadzone z równą dokładnością i bestialstwem jak w innych obozach.

W obozie ludność podzielono na dwie grupy: gnębicieli i gnębionych. W innych obozach członkostwo w tej górnej warstwie było przywilejem gojów lub SS-manów. W przypadku obozu w Skałacie panowały inne warunki. Wszystkie władze składały się z Żydów. SS-mani przychodzili tylko, co kilka dni na kontrolę. Władze w obozie zasłużyły na hańbę brutalnością wobec swych braci. Żydowska policja w getcie, którą oddano do służby władz obozu zapisała krwawy rozdział w bolesnej historii obozu w Skałacie.”


Książka Nowaka jest niezwykle przygnębiającym świadectwem, ukazuje całkowity upadek człowieczeństwa, jest jednak moim zdaniem pozycją obowiązkową, aby uzmysłowić sobie prawdziwy obraz tragedii w gettach. Dostarcza również argumentów przeciw obecnie już systemowemu oczernianiu Polaków nie tylko przez Żydów ale przede wszystkim nasze kolejne rządy.


Na zakończenie chciałbym przytoczyć słowa Icchaka Cukiermana:

„To Żydzi, żydowska policja wykonywała haniebną robotę Niemców. Niektórzy próbują ich bronić, inni oskarżają. Moim zdaniem, naszą największą winą, moją, (bo przecież większość moich towarzyszy nie żyje) największą winą był fakt, że nie zaczęliśmy natychmiast, od pierwszego dnia, wojny przeciw żydowskiej policji ! Czy uratowalibyśmy w ten sposób ludzi? Nie ! W żadnym przypadku. Ale nie ulega wątpliwości, że Niemcy nie wykonaliby swego zadania z taką łatwością, tak szybko, bez pomocy żydowskiej policji. Bo przed Niemcami Żydzi, bez wątpienia uciekaliby, ukrywali się. Natomiast, gdy widzieli żydowskiego policjanta, nie przychodziło im na myśl, że poprowadzi ich na śmierć.

Niemcy nie byliby w stanie wysyłać transportów do Treblinki bez pomocy samych Żydów. To żydowscy policjanci wyłapywali i wyprowadzali masy Żydów.

Naszą winą jest to, że mogliśmy utrudnić Niemcom wykonanie zadania, mogliśmy zmusić ich do sprowadzenia dużych posiłków, dziesięciu tysięcy Niemców, żeby wykonali zadanie realizowane przez 2000-3000 żydowskich policjantów. Niemcy byliby mniej wydajni niż Żydzi.

Nie braliśmy w rachubę możliwości, że Niemcy wprowadzą czynnik żydowski, że Żydzi będą prowadzić Żydów na śmierć.

Nie zdarzyło się jeszcze w historii narodu żydowskiego, by wśród wykonawców zagłady narodu uczestniczyli sami Żydzi. Czegoś takiego nie było !”


Książkę kończą słowa profesora Nowaka:

„Na koniec zapytam: Gdzie są uczeni, ludzie kultury i sztuki, dziennikarze, politycy, wszelcy relatywiści moralni, którzy tak ochoczo zabierają głos w sprawie Jedwabnego? Dlaczego nie stać ich na akt potępienia żydowskich zbrodni, które wręcz wołają o pomstę do nieba?”



Komentarze


Kontakt

Thanks for submitting!

© 2023 by Train of Thoughts. Proudly created with Wix.com

bottom of page