Tusk, Sikorski, Czarzasty, czyli przyspieszony demontaż Polski.
- 14 mar
- 3 minut(y) czytania
Do tej pory cała III RP utrzymywała się na iluzji, którą wbijano do głów zduraczonemu narodowi, i w którą tenże naród wierzył, a mianowicie na demokracji.
Ludzie rzeczywiście uwierzyli w ten teatr, że to od nich wszystko zależy. Oczywiście partyjniactwo skakało sobie - na pokaz oczywiście - do gardeł, ale ogólnie pozory były utrzymywane. Głównym filarem tej iluzji było to, że rządy działają w oparciu o konstytucję, że władzę sprawuje demokratyczna większość a na straży tego wszystkiego stoją praworządne i niezależne sądy, z Sądem Najwyższym i Trybunałem Konstytucyjnym na czele.
Od chwili kiedy jednak uśmiechnięta koalicja dorwała się do władzy, Tusk i jego przydupasy obojga płci, całkowicie zmienili reguły gry. Nagle okazało się, że nie trzeba przestrzegać jakichkolwiek pozorów. Aby rządzić wystarczy mieć większość w sejmie oraz policję i ABW pod kontrolą. Od dwóch lat obserwujemy z jednej strony ciągłe darcie ryja wściekłych fanatyków pod adresem każdej opcji politycznej i każdych poglądów odmiennych od uśmiechniętej koalicji, a z drugiej coraz bardziej oficjalne wprowadzenie stalinowskich wzroców demokracji.
Najpierw nastąpiło siłowe przejęcie mediów publicznych, okazało się, że usłużna policja spacyfikowała jakikolwiek opór i nastąpiło niemal bolszewickie przejęcie telewizji. Następnie zaczęła się walk o całkowite spacyfikowanie systemu sprawiedliwości. Okazało się, że są dwie kategorie sędziów pisowscy i „nasi”, doszło do tak kuriozalnej sytuacji, że unieważniono nawet niektóre wyroki dla bandytów. Ponownie usłużna policja pruła sejfy z dokumentami i umożliwiała siłowe wejście do gabinetów.
Na półmetku zdarzył się jednak wypadek przy pracy. Mimo stalinowskich metod, wzorowanej na bolszewickiej, prymitywnej propagandy, rozpętania fali nienawiści porównywalnej z tą jakiej Polska doświadczyła po wyborze Narutowicza, Trzaskowski, który miał domknąć system przegrał z nikomu nieznanym Nawrockim. Zaraz rozpoczęła się furia i atak całej tolerancyjnej i uśmiechniętej bandy na Nawrockiego i jego rodzinę, i prawdopodobnie Tusk poszedłby na całość łącznie z walkami na ulicach, gdyby nie to, że Nawrocki nie jest tak całkowicie człowiekiem znikąd. Tak się składa, że jest absolwentem Szkoły Liderów przy Departamencie Stanu USA i Jankesi zaraz dali jasno do zrozumienia Tuskowi, że nie pozwolą aby ich człowiek został zdjęty z urzędu.
Tusk zaliczył poważne potknięcie. Okazało się, że jego rola namaszczonego namiestnika IV Rzeszy na Generalne Gubernatorstwo ma jednak ograniczenia.
Teraz jednak wpadł na inny koncept. Przy pomocy SAFE miały zostać upieczone cztery pieczenie na jednym ogniu: ratowanie niemieckiej zbrojeniówki kosztem Polaków, uniemożliwienie poprzez kredyt Polexitu, wsparcie skorumpowanej banderowskiej Ukrainy kosztem Polaków oraz przyspieszenie demontażu Polski ewentualnym jej bankructwem. Nawrocki jednak zawetował SAFE.
Mimo wszystko Tusk idzie na całość nie zamierzając się przejmować jakimikolwiek ograniczeniami prawnymi.
Można się zastanawiać o co właściwie chodzi herr Tuskowi. Uśmiechnięta koalicja de facto już nie istnieje. Nowa Lewica balansuje na progu wyborczym, PSL od dawna już jest poniżej, Polska 2050 nie ma żadnego poparcia społecznego, jedynie PO, a obecnie KO może liczyć na niezmienne 34% swojego wypranego z myślenia betonu. Betonu, który niczym orwellowskie barany bezmyślnie powtarza mantrę „cztery nogi dobrze, dwie nogi źle”. Swoją drogą elektorat Tuska, to bardzo ciekawe zjawisko socjologiczne, ludzie nie wykazujący większych odznak inteligencji, a jednocześnie wyczuleni na punkcie swojego poczucia bycia wykształconą elitą i mający kompleks swojego pochodzenia, maskowanego niemal sakralnym dążeniem do noblitacji i stania się mitycznymi „Europejczykami”, ludzie których najbardziej doprowadza do furii wyśmiewanie ich deficytów intelektualnych.
Wracając jednak do herr Tuska, zdaje się, że jego celem jest przeprowadzenie jak najszybszego demontażu resztek suwerenności Polski, doprowadzenie jej do kolapsu gospodarczego a w jego wyniku całkowitego podporządkowania Niemcom i Ukrainie.
Tusk balansuje na ostrzu brzytwy pokazując, że władzę ma ten, kto ma większość w sejmie i policję ze służbami na smyczy. Jego poparcie w tej chwili to niezmiennie 34%, natomiast dezaprobata jest na poziomie 60%, wojsko poza generalskimi karierowiczami popierającymi każdego, kto w danym momencie rządzi, ma zapatrywania prawicowe, policja również nie jest jak dawne ZOMO wierna rządowi. Gdy nastąpią nieprzewidziane problemy gospodarcze, a jak widać dzięki Trumpowi wszystko ku temu zmierza, gdy ludzie znudzą się Braunem, który moim zdaniem pełni rolę klauna w cyrku, i odwraca uwagę od spraw istotnych, a przy okazji kanalizuje najbardziej niezadowolonych pozwalając utrzymywać ich pod kontrolą, sytuacja szybko może wymknąć się spod kontroli.
Nie mam pojęcia czy Tusk i reszta uśmiechniętych półgłówków zdają sobie sprawę z rosnącej frustracji społecznej. Do niedawna można ją było zawsze łatwo spacyfikować, tworząc partie jednorazowego użytku typu Nowoczesna, Ruch Palikota, Kukiz15, Polska 2050, teraz jednak powołanie partii jak mówi redaktor Michalkiewicz, „Zróbmy sobie dobrze na rękę”, może nie spełnić swojej roli. Coraz więcej osób powtarza hasło, do tej pory nie do pomyślenia, „Wszyscy won”. Zaczynają powstawać samodzielne ruchy oddolne próbujące zmienić zmurszałe, partyjno-feudalne układy w miastach, co widać po kolejnych próbach przeprowadzenia referendów. Dzięki Tuskowi ludzie tracą wiarę w szopkę zwaną pookragłostołową demokracją, dlatego nie wiem, czy zdaje on sobie sprawę z tego co robi.
Od dwóch lat bawi się granatem, oby mu ten granat nie wybuchnął w rękach.





Komentarze