top of page

Uległy jak Polak.

Uległy jak Polak.


Niedawno mieliśmy kolejną rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, na którą nomen omen nałożyła się pierwsza rocznica rządów Uśmiechniętej Koalicji.


Po niemal połowie wieku do władzy doszli potomkowie tych co upodlili i zgnoili Polskę i Polaków. Co prawda, większość z tej antypolskiej hołoty już rządziła Polską, jednak do tej pory zawsze pro forma odcinali się od ciągłości ideologicznej ze swoimi przodkami, tym razem jednak już nic takiego nie nastąpiło i neomarksizm stał się sztandarem ideowym nowej, tym razem Uśmiechniętej Komuny. Swoistym symbolem nowej władzy jest przywróceniem esbecji jej kominowych emerytur. W ten o to sposób zostali uhonorowani ci, co gnoili, mordowali prawdziwych Polaków.


W tym miejscu pojawia się pytanie, które zadaje coraz więcej osób: Dlaczego Polacy się nie buntują?  Mamy coraz większą drożyznę, co piąty Polak żyje na krawędzie ubóstwa, połowa Polaków zarabia poniżej 5 tysięcy, postępuje energetyczne ubóstwo, zaczyna się recesja, Polska utraciła nawet pozory suwerenności i stała się jakimś dziwacznym kondominium amerykańsko - niemiecko - żydowsko - ukraińskim, a mimo wszystko Polacy nie wykazują w swej większości żadnej woli oporu. Po raz pierwszy w historii.


Jest to o tyle dziwne, że kiedyś Polacy zawsze stawiali opór. Mimo, że groziły im więzienia, zabójstwa, wyrzucanie z pracy, bicie, zmuszanie do wyjazdu z kraju, zawsze wychodzili na ulice. 1956, 1968, 1970, 1976, 1980, co kilka lat mimo represji dochodziło do buntów społecznych, które ostatecznie zmuszały władze do ustępstw, teraz nic takiego nie widzimy. Dlaczego?


Moim zdaniem jest kilka głównych powodów.

Po pierwsze ekonomia. Polacy w swym ogóle nie wierzą w kryzys. Wynika to z tego, że od ubóstwa sprokurowanego nam przez Balcerowicza, Polskę ominęły najważniejsze kryzysy, które zdemolowały Zachód. Kryzysy z okresów komunizmu naprawdę niewiele osób pamięta, a z tego co zauważyłem nawet wśród tych, którzy je przeżyli panuje jakieś wyparcie i z rozrzewnieniem wspominają komunę, zapominając, że dosłownie nie było co jeść ani ubrać. Ominęła nas najpierw bańka związana z Dot-com, która w 2000 roku pozbawiła miliony ludzi na całym świecie oszczędności i emerytur. Polska z powodu swej ówczesnej słabości finansowej nie brała udziału w pompowaniu bańki na giełdzie, dlatego gdy wszystko zakończyło się kolapsem, Polacy nawet nie zauważyli, że coś się stało. Ominęła nas również kolejna katastrofa, gdy w 2008 roku nastąpił krach na rynku mieszkaniowym. Ponieważ w tamtym czasie w odróżnieniu od obecnego, rynek hipotek w Polsce był stosunkowo niewielki, gdy nastąpiło załamanie, nasz rynek również tego nie odczuł. Polacy nie odczuli również katastrofy związanej z lockdownem, dzięki drukowaniu i rozdawaniu pustych pieniędzy za siedzenie w domu. Dlatego dzisiaj wielu Polaków z utęsknieniem patrzy na te ich zdaniem dobre lata i chętnie by je powtórzyło. Ogromnej większości ludzi lockdowny się podobały, nie pracowali, siedzieli w domu, oglądali cały dzień TV, chlali wódę a pieniądze wpływały regularnie na konta. Żyć nie umierać.


W wyniku tego Polacy przestali wierzyć w kryzys, zadłużają się na potęgę i dosłownie na całe życie nie biorąc pod uwagę, że coś może pójść nie tak. Oglądają wiadomości, w których zamykane są kolejne zakłady i przeprowadzane zwolnienia grupowe ale nie wierzą w to, co widzą. Płacą coraz większe rachunki i podatki, ale nie wiadomo dlaczego są przeświadczeni, że jakimś cudownym trafem za jakiś czas będą coraz mniejsze.


Dzisiejsi Polacy są również w innej sytuacji niż pokolenie wstecz. Wtedy nie mieli nic, więc nic nie mogli stracić, przy czym samo życie było o wiele prostsze, czynsze i rachunki były niskie, koszty węgla i energii również, o wiele łatwiej było się utrzymać na powierzchni. Teraz ogromna liczba ludzi jest de facto niewolnikami z powodu swoich gigantycznych kredytów mieszkaniowych. Ludzie sami sobie założyli obrożę na szyję. Z jednej strony stopa życiowa bardzo się podniosła, ale z drugiej jest ona utrzymywana wyłącznie dzięki kredytom.


Kolejnym czynnikiem jest brak wiedzy.

Poziom wiedzy ekonomicznej w Polsce jest na żenująco niskim poziomie, naprawdę niewielu i co najbardziej przerażające również tych po studiach ekonomicznych wie co to jest inflacja, jakie są jej przyczyny, co to jest deficyt budżetowy i jakie są jego skutki, co oznacza pieniądz obciążony długiem, co to jest obsługa długu publicznego, w ogóle co to jest dług publiczny, co to są cykle koniunkturalne, jak działają systemy emerytalne, co oznacza podniesienie a co obniżenie stóp procentowych i wiele innych. Niemal dwie trzecie Polaków uważa, że nie płaci vatu, duża część uważa, że nie płaci podatków. I to jest właśnie również powód bierności Polaków, jak mają się przeciw czemuś buntować skoro ni w ząb nie wiedzą o co chodzi. A póki można kupić burgery w Macu, whisky i parówki w Lidlu a na konto wpływa 800 plus, przecież nie może być aż tak źle.

Zresztą z wyciąganiem wniosków jest w ogóle katastrofa, skoro ogromna większość Polaków niczego nie czyta, a kilku linijek tekstu nie jest w stanie zrozumieć. Polacy jednocześnie mają niezwykle wysokie pojęcie o swojej niewiarygodnej wiedzy politycznej, rozumieniu zawiłości polityki międzynarodowej, tajnikach decyzji Donalda Trumpa a nie są w stanie zrozumieć różnic pomiędzy stałą a zmienną stopą procentową kredytu, który właśnie wzięli na całe życie.


Kolejnym czynnikiem są źródła informacji. Za starej komuny społeczeństwo dobrze wiedziało, że ani reżimowa telewizja, ani gazety, ani radio nie mówią prawdy, lecz to co serwują to stek kłamstw. Jeżeli ktoś chciał się dowiedzieć, co się naprawdę dzieje włączał Radio Wolna Europa lub Głos Waszyngtonu i tam szukał informacji. Poza tym, przepisywano i kolportowano gazetki i artykuły. Teraz zdawałoby się, że nie ma nic prostszego niż pozyskanie informacji. A jednak dzieje się coś wręcz przeciwnego. Polacy zaczęli wierzyć jak w prawdę objawioną w każdy bełkot serwowany przez nasze dobra narodowe czyli TVN, der Onet, Okopress, Gazetę Wybiórczą, Wprost i Neewsweek. To, które z nich jest bardziej miarodajne zależy jedynie od środowiska, z którego wywodzi się dana osoba. Natomiast fakt, że wszystkie dostarczają ten sam shit serwowany przez tych samych propagandzistów staje się nieistotny. Co prawda w necie bez problemu można znaleźć szczegółowe informacje na każdy temat, jednak Polaków blokują dwa aspekty i to niezależnie i od wieku i od wykształcenia. Po pierwsze, to intelektualne lenistwo, ogromnej większości Polaków nie tyle, że nie chce się szukać informacji, to po prostu nie chce im się myśleć podczas ich przyswojenia. Po drugie, to obawa przed dysonansem poznawczym. Wielu Polaków z lenistwa przyjmuje na wiarę przekaz, który otrzymują z TV, żeby nie mieć następnie problemu z informacjami zaburzającymi ich wiarę w daną narrację, wolą unikać poszukiwania mogących prowadzić do wątpliwości informacji, bo jeszcze by się okazało, że ich, mających się za intelektualne elity, ktoś wystrychnął na dudka. Podłożem jednak jednego i drugiego jest suma summarum to samo, czyli zwykłe intelektualne lenistwo.


Bardzo istotna jest rownież rola kultury masowej. W TV już nie ma możliwości obejrzenia dobrego filmu dokumentalnego, skłaniającego do refleksji filmu lub teatru. Jedyne co jest podawane poza traktowanymi wybiórczo informacjami, to przyrządzone na różny sposób intelektualne gówno, czy to w formie paradokumentów, czy debilnych konkursów mających za cel ulepienie odmóżdżonych bałwanów. Podobna sytuacja jest w radio. Dla mnie wychowanego na eksplozji punka i na nowej fali, muzyka była czymś najbadziej wpływającym na ukształtowanie się młodego nastolatka. Dziesiątki kapel grających każda inną muzykę, niezależne wytwórnie płytowe promujące zdolnych młodych muzyków, a przede wszystkim teksty, traktujące o moim życiu, mówiące NIE dla zastanej rzeczywistości, skłaniające do buntu i przemysleń, kształtowaly mój światopogląd. A teraz? Kapele jednej piosenki, nie mające pojęcia ani o instrumentach, ani o tekstach. Koncerny przygotowują specjalną, mdłą papkę dla określonych grup społecznych. Dla dziewczynek wyłazi dziewczynka sylabizująca każdą piosenkę, przepuszczona przez konsolę i serwująca głupawe i infantylne teksty o bliku, o maturze, o lustrze itd. Dla prostego ludu mamy disco polo, trzy akordy podawane w koło macieju, i teksty, których nie powstydziłby się prawdziwy debil, dla tych co mieli problem z ukończeniem gimbazy, wchodzi gość i nawija przekaz dla idiotów, który oni odbierają jako głębokie prawdy życiowe i cytują potem na FB, no i w końcu dla intelektualistów, mamy oczywiście specjalnych artystów, których muza jest tak głęboka, że po trzech kawałkach masz ochotę popełnić samobójstwo przez włożenie głowy do sracza. Nieistotne w tym jest co, kto śpiewa, cel jest ten sam, całkowite spacyfikowanie społeczeństwa i odciągnięcie go od jakichkolwiek buntowniczych przemyśleń.


Taką rolę kultury masowej przewidział Orwell

„Co więcej, ministerstwo musiało zaspokoić nie tylko wielorakie potrzeby członków Partii, lecz również dublować swoją działalność produkując materiały adresowane do proletariatu. […] redagowano szmatławe gazety, przynoszące jedynie wiadomości sportowe, opisy zbrodni i horoskopy, tu powstawały sensacyjne powieścidła, filmy ociekające seksem oraz sentymentalne śpiewki komponowane mechanicznie. Była nawet cała podsekcja wydająca najohydniejszą pornografię, którą rozsyłano w zaklejonych opakowaniach.”


Huxley z kolei napisał:

„To jest cena, którą musimy zapłacić za stabilność, Trzeba było wybierać między szczęśliwością a tym, co zwane jest sztuką przez duże es. Poświęciliśmy sztukę. Ale czuciofilmy, one nic nie znaczą ! Znaczą same w sobie, znaczą obfitość miłych doznań u publiczności. To wymaga maksymalnej pomysłowości, produkować dzieła sztuki z niczego, jedynie z czystych wrażeń

Przyroda ma pewną wielką wadę, jest darmowa. Miłość przyrody nie napędza fabryk. Zdecydowano usunąć miłość przyrody, przynajmniej dla kast niższych, ale nie skłonność do korzystania ze srodków transportu. Było bowiem rzeczą istotną, by jeżdżono na wieś, pomimo niechęci do niej. Warunkujemy masy na niechęć do przyrody ale jednocześnie wykształcamy w nich upodobanie do sportów na łonie natury. Dbamy o to by sporty te wymagały użycia skomplikowanych przyrządów. W ten sposób korzystają zarówno ze środków transportu, jak i z artykułów przemysłowych.”


Ostatnim czynnikiem jest brak liderów.

Kiedyś predestynowanymi do kierowania oporem byli przede wszystkim studenci, wykształceni, inteligentni a jednocześnie bez zobowiązań związanych z posiadaniem rodziny. Wolni ludzie. To właśnie studenci non stop wychodzili na ulice, demonstrowali, podgrzewali polityczną atmosferę.

A teraz? Teraz studenci nie są zdolni do jakiejkolwiek akcji. Dlaczego? Doszło do niewiarygodnego wprost intelektulanego spauperyzowania i hiperinflacji intelektualnej studentów.

Dawniej studenci byli elitą intelektualną, teraz studentem może być każdy, na wielu kierunkach łatwiej zrobić magistra niż ukończyć szkołę średnią. Te masy uważające się za elitę, z prawdziwą elitą nie mają nic wspólnego, brak pasji, brak zainteresowań, skupianie się jedynie na konsumpcjonizmie powoduje, że studia kończy coraz większy odsetek funkcjonalnych analfabetów nie rozumiejących i nie co gorsza nie chcących zrozumieć tego, co się wokoło nich dzieje.


„Aby rozumnie mogli pracować , trzeba im dać jakieś ogólne pojęcie, choć możliwie jak najmniejsze, jeśli mają być dobrymi i szczęśliwymi członkami społeczeństwa. Wiedza szczegółowa przydaje cnót i szczęśliwości, wiedza ogólna zaś to dla umysłu zło konieczne. Nie filozofowie. lecz pracowite mrówki i zbieracze znaczków tworzą kręgosłup społeczny. Cała nasza nauka to książka kucharska z pewną prawowierną teorią gotowania, której nikt nie może podważać, oraz z listą przepisów, których nikomu nie wolno stosować bez specjalnego pozwolenia szefa kuchni.”


Liderami również nie są partie opozycyjne. W chwili gdy tworzą się idealne warunki do działania opozycji, gdy wystarczyłoby jedynie podgrzewać atmosferę w celu skłonienia ludzi do stawienia oporu, patrząc na działania partii opozycyjnych ma się coraz częściej wrażenie, że wręcz przeciwnie robią wszystko aby pomóc rządzącym i spacyfikować w zarodku jakiekolwiek oznaki niezadowolenia, starając się je skanalizować na osi walki PIS - Platforma.


Z wyżej wymienionych powodów Polacy bardzo długo nie będą chcieli stawiać oporu. Musi przyjść wielka bieda, która dotknie dosłownie każdego aby coś się zmieniło. Niestety wtedy będzie już za późno i kryzys uderzy bezpośrednio tych co są najbardziej zadłużeni.


Właściwie obecną sytuację najtrafniej opisał swojego czasu Huxley:

„A dziś świat jest stabilny. Ludzie są szczęśliwi, otrzymują wszystko, czego zapragną a nigdy nie pragną czegoś, czego nie mogą otrzymać. Żyją w stanie błogiej niewiedzy o namiętnościach i starości, Nie prześladują ich matki i ojcowie, nie mają żon, dzieci, kochanków ani kochanek, budzących silne uczucia, są tak uwarunkowani, że praktycznie nie są w stanie postępować inaczej, niż powinni. A jeśli coś nie gra. pozostaje soma.”


Chciałbym ten esej zakończyć apelem z dzieła Huxleya:


„A czyż wy chcecie być niewolnikami? Czyż chcecie być dziećmi? Tak, dziećmi, które kwilą i rzygają – dodał zirytowany ich zwierzęcą tępotą, która zmuszała go do ciskania obelgami w tych, których przyszedł wyzwolić. Czyż nie chcecie być wolni? Być ludźmi? Nie rozumiecie pewnie nawet co znaczą słowa Wolność i Ludzkość? Dobrze więc, ja Was nauczę, uczynię Was wolnymi, czy chcecie tego czy nie. I pchnąwszy okiennice okna zaczął garściami wyrzucać fiolki somy. Przez chwilę tłum milczał skamieniały, ze zdumieniem i grozą patrząc na to świętokradztwo. Delty zawały w przypływie zdwojonej furii.”






 
 
 

Comments


Kontakt

Thanks for submitting!

© 2023 by Train of Thoughts. Proudly created with Wix.com

bottom of page