Upadające imperium, wizja Asimova.
- 18 kwi
- 3 minut(y) czytania
W 1951 roku genialny pisarz i jeden z twórców kierunku cience fiction, Isaac Asimov, wydał swoją najsłynniejszą powieść, czyli Fundację. Z biegiem czasu rozrosła się ona do całego cyklu powieściowego.
Jednak sama Fundacja była przełomową książką.
Jej fabuła opowiada o genialnym historyku, a raczej psychohistoryku Hari Seldonie.
Seldon żyje w stolicy wielkiego imperium galaktycznego, planecie mieście Trantorze. Tworzy zespól naukowy złożony z najlepszych matematyków. W wyniku analiz przewiduje, że Imperium Galaktyczne czeka wkrótce nieuchronny upadek, po którym nastąpi 30000 lat chaosu. Aby skrócić ten okres postanawia na odległej planecie założyć Fundację, będącą ośrodkiem wiedzy, z którego nastąpi odbudowa cywilizacji po chaosie. Z powodu jego analizy Komisja Bezpieczeństwa Publicznego zsyła Seldona i cały jego zespół na planetę Terminus, znajdującą się na skraju galaktyki.
Nikt nie wierzy w upadek Imperium zajmującego całą galaktykę, jednak psychohistoria jest nieubłagana.
Imperium musi upaść ponieważ jest zbyt rozległe, zajmuje miliony planet, w wyniku czego są coraz większe problemy z jego zarządzaniem. Planety peryferyjne zaczynają się uniezależniać. Kontrola nad nimi jest coraz słabsza.
Kolejnym nierozwiązywalnym problemem jest gigantyczna biurokracja. Imperium zarządzają miliony urzędników dbających tylko o własne interesy. Biurokracja blokuje wszelkie niezbędne zmiany. Postęp naukowy jest coraz wolniejszy, ale społeczeństwo zamiast się rozwijać, chce żyć na tym samym poziomie.
Co gorsza pojawiają się konflikty wewnętrzne. Kwitnie korupcja. Powoli zaczyna spadać produkcja i handel.
Analizując uzyskane dane Hari Seldon tworzy prawa psychohistorii. Jego zdaniem wszystkie cywilizacje mają swoje cykle życia, w ramach których po osiągnięciu szczytu zaczynają się powoli rozpadać. Upadek jest nieunikniony, jednak nikt nie przyjmuje tego do wiadomości ponieważ upadek nie jest gwałtowny lecz w gruncie rzeczy przypomina rozpad.
Dziwnym trafem Fundacja jest poniekąd bardzo podobna do historycznej książki Johna Glubba „Cykl życia imperium”.
Pamiętam gdy przeczytałem Fundację byłem nią zafascynowany. Zresztą do dzisiaj jestem zafascynowany wszystkimi książkami Asimova, ale jednak Fundacja jest tym czymś unikatowym. Wtedy jednak żyłem w komunie i była to jedynie świetna książka sf.
Czas płynął upadła komuna, weszliśmy do Unii, gospodarka w końcu zaczęła się rozwijać.
Jednak potem coś się zmieniło. Zaczął zmieniać się nasz świat. Wtedy przeczytałem Cykl życia imperium. Patrząc na otaczającą mnie rzeczywistość, czytając opis i przepowiednie Glubba, nakładając na to obraz upadającego Imperium Rzymskiego i widząc w tle Fundację, Asimova, pomyślałem „Do jasnej cholery, przecież to się dzieje”. Teraz wraz z upływającym czasem i kolejnymi wydarzeniami widzę coraz więcej zbieżności.
Imperium upada, Zachód się powoli stacza. Kwitnie korupcja i nepotyzm. Zaczynają się w jednych miejscach napięcia społeczne, a w innych otwarte konflikty. Niestety nie uspokajają się, lecz zaczynają ze sobą rezonować i osiągają coraz większą amplitudę. Produkcja nie spada, lecz upada. Na razie handel jest na wysokim poziomie, ale jego też czekają wstrząsy.
Cały Zachód dusi przerośnięta biurokracja, to Deep state, niezależne od rządów, współdziałające z kompleksem militarno-przemysłowym, przed którym w swojej pożegnalnej mowie ostrzegał prezydent Eisenhower, a do którego powstania, on sam się walnie przyczynił.
Zachodem rządzą miliony urzędników, szczególnie na górze dbających jedynie o własne interesy. Wokół nich kręcą się tysiące lobbystów dbających o interesy korporacji. Postęp naukowy na Zachodzie jest coraz wolniejszy, Europa tak naprawdę już nic nie wnosi do świata. Przypomina, jak to trafnie okreslił Franciszek, "starą, bezpłodną kobietę". Od siebie dodam, że skrajnie zboczoną. Społeczeństwo jest za leniwe na jakikolwiek rozwój, tarza się w skrajnym hedonizmie.
Kraje peryferyjne zaczynają się coraz bardziej uniezależniać od Amerykanów, którzy powoli tracą nad wszystkim kontrolę.
Na Zachodzie zniknął przemysł, w skutek czego cały Zachód nie jest sobie w stanie poradzić z Rosją, a obecnie Amerykanie przegrywają wojnę z Iranem, ponieważ już całkiem niedługo nie będą mieli rakiet.
Zgodnie z prawami psychohistorii Zachód musi upaść. Niestety w upadek, tak jak u Asimova nikt nie chce uwierzyć, ponieważ nie jest to upadek nagły lecz stopniowy rozpad. Zachód wszedł na drogę do nieuchronnej entropii.
Rozpada się wszystko.
Ale przede wszystkim rozpadają się społeczeństwa.
Zanika klasa średnia, a wraz z nią tożsamość kulturowa i narodowa.
Rozpadają się rodziny. Rozpadają się więzi międzyludzkie. Rozpada się nawet coś tak oczywistego jak poczucie płci.
Obecny Zachód przypomina zmurszałą tkaninę. Z daleka piękną i kolorowa, jednak z bliska widać jej rozpad i czuć stęchliznę, a w chwili gdy się jej dotknie rozlatuje się pod palcami.
Asimov opisał to w 1951 roku, różnica w jego wizji, a także w porównaniu z Imperium Romanum jest taka, że o ile Imperium Galaktyczne i Rzym, rozpadały się samoistnie, nie mając większego zagrożenia zewnętrznego, to Imperium Zachodu rozpada się czując na sobie oddech głodnych drapieżników: Rosji, Chin, barbarzyńców. Jego upadek nie będzie taki spokojny. W chwili gdy drapieżnicy poczują jego słabość rzucą się na nie od zewnątrz ale przede wszystkim od wewnątrz.
Upadek Zachodu nie będzie rozpadem, będzie raczej implozją.





Komentarze