Wenezuela, czyli szybka lekcja realpolitik.
- Dariusz Zdebel
- 4 sty
- 3 minut(y) czytania

15 sierpnia na Alasce, Trump spotkał się z Putinem. Spotkanie miało dotyczyć zakończenia wojny na Ukrainie. Po tym co się później zaczęło dziać zaraz pisałem, że prawdopodobnie w zamian za wycofanie przez USA wsparcia dla Ukrainy, Putin dał Trumpowi zielone światło w Wenezueli. Taki scenariusz potwierdziła nowa doktryna wojskowa USA, będąca de facto powrotem do Doktryny Monroe.

Śmieszy mnie naiwność ludzi wierzących w farmazony przyczyn wojny typu niesienie demokracji, walka o prawa człowieka i inne tego typu bajki. Przyczyną wszelkich wojen, no może poza tymi, w które notorycznie wplata się Polska, zawsze były i są pieniądze.
Wojna na Ukrainie, to przede wszystkim wojna o zasoby i gdy się okazało, że Rosja zajęła większość strategicznych złóż, na których zależało Amerykanom i że udział w tej wojnie się nie spłaci, Trump musiał się rozejrzeć, za nowymi łupami.
Świat stoi na rozdrożu, o czym wiedzą wszyscy poza Unią Europejską.
Wchodzi w Czwartą Rewolucją Przemysłową, której przebieg wygląda zupełnie odmiennie od przewidywanego. W tej rewolucji dominują trzy elementy: Sztuczna Inteligencja, Robotyzacja i Humanoidy. Wszystkie trzy potrzebują gigantycznych źródeł energii. Taniej energii. Na światowej scenie jest obecnie kilka mocarstw: dwa największe, czyli USA i Chiny, oraz mniejsze czyli Rosja, Japonia, Indie oraz UE. Jak widać pokrywają się one za wyjątkiem UE z planowaną przez Trumpa, nową strukturą geopolityczną G5. Wszystkie te kraje, poza UE budują gigantyczne energetyczne moce produkcyjne, problem w tym, że paliwa kopalne nie są w nich równomiernie rozmieszczone. Najbardziej komfortowe położenie ma Rosja, dysponująca ogromnymi tanimi źródłami zarówno ropy, jak i gazu i węgla. Chiny i Indie w gruncie rzeczy posiadają jedynie złoża węgla, które eksploatują jak się tylko da. Japonia nie posiada żadnych surowców i jest w tym układzie najsłabszym graczem. Podobna sytuacja przedstawia się z UE, która również nie posiada poza węglem w Polsce i Niemczech żadnych złóż paliw kopalnych, z tym, że Unia, która do tej pory stawia wszystko na jedną kartę, czyli na tani rosyjski gaz właśnie popełnia energetyczne samobójstwo stawiając na całkowicie niestabilne OZE. Stany mają własne złoża gazu i są największym producentem ropy naftowej, problem w tym, że ich ropy pochodzi ze szczelinowania i jest opłacalna jedynie w sytuacji gdy ceny ropy na światowych rynkach są wysokie. W chwili gdy ceny zaczynają spadać jej wydobycia staje się nieopłacalne.

Patrząc na to co się dzieje wyraźnie widać, że te pięć a właściwie cztery kraje zaczynają zabezpieczać dostawy energii. Rosja w wyniku wojny na Ukrainie zabezpieczyła nowe złoża odkryte na Morzu Azowskim i Morzu Czarnym, dodatkowo Rosjanie wykupili część pól roponośnych w Iraku. Chiny zabezpieczają dostawy rosyjskiego gazu dzięki budowie gazociągu z Syberii, dodatkowo chcą wybudować gazociągi i ropociągi z Kazachstanu i Uzbekistanu poprzez Afganistan. Chcą również doprowadzić do wykończenia ostatniego odcinka ropociągu łączącego Iran z ich portem w Pakistanie, w Gwadarze. Indie również pompują na maksymalnych obrotach zarówno rosyjską ropę jak i gaz. Nawet Izrael zabezpiecza sobie złoża w pobliżu Gazy i poprzez Turcją ściąga zarówno ropę jak i gaz z Azerbejdżanu. Amerykanie co prawda położyli łapę na ropie irackiej, libijskiej i kontrolują ropę z Arabii Saudyjskiej jak i Emiratów oraz Kuwejtu, ale w obecnej sytuacji ich dostawy z tych krajów nie są już tak bezpieczne jak kiedyś, w chwili gdyby wybuchła wojna. Dlatego tak kluczowa stała się dla Ameryki, Wenezuela z największymi obecnie złożami ropy na świecie, z zabezpieczonymi tanimi dostawami.
Do tej pory Trumpa w Wenezueli szachowali zarówno Rosjanie jak i Chińczycy, ale po Alasce wszystko się zmieniło. Trump i Putin najwyraźniej dali sobie zielone światło. Oczywiście Show musi trwać, więc Trump teoretycznie dalej wspiera Ukrainę a Putin Wenezuelę, ale fakty mówią zupełnie coś innego.
Trump zaczął eskalację napięć z Wenezuleą pod pretekstem walki z narkotykami. Każdy kto ma minimalne pojęcie w temacie, doskonale wie, że Wenezueli można wszystko zarzucić tylko nie produkcji narkotyków, bo ich zagłębiem są Kolumbia i Meksyk, w których dziwnym trafem amerykańskiej interwencji nie planuje się.

Amerykanom póki co udało się przeprowadzić błyskawiczną interwencję, pytanie czy na tym się skończy, czy raczej czeka ich długi, kosztowny konflikt. Przypominam, że zarówno w Iraku, Libii i Afganistanie początkowo również wszystko przebiegało blyskawicznie, a obecnie Libia przestało istnieć jako państwo, w Afganistanie rządzą antyamerykańscy talibowie a w Iraku również władzę sprawuje antyamerykański rząd.
To czy w Wenezueli sprawa skończy się szybko, czy też czekać nas będzie wieloletnia wojna zależeć będzie od Rosji i Chin, i od ewentualnych dostaw broni z tych krajów.
Neutralność Rosji, Trump może kupić jedynie za cenę Ukrainy, powstaje pytanie czym będzie chciał zaspokoić Chiny.






Nie byłabym sobą, jakbym nie pozostawiła jakiegoś komentarza w związku z obecną sytuacją w Wenezueli, zwłaszcza jako osoba, która przez ostatnie półtora roku poświęciła się dogłębnej analizie historii Wenezueli – od deklaracji niepodległości w 1811 roku, poprzez okres wielkich inwestycji naftowych w XX wieku, aż do obecnego upadku społeczno-gospodarczego, o analizie Chaveza i Maduro od samego urodzenia już nawet nie wspominam. Planuję poświęcić kolejne półtora roku na dalsze badania, co zaowocuje tym razem pracą magisterską poświęconą aspektom ekonomicznym i społecznym wenezuelskiego kryzysu. Piszę ten komentarz także jako głos wenezuelskiej społeczności – tych wszystkich wspaniałych ludzi, których miałam szczęście poznać i którzy stali się dla mnie drugą rodziną mieszkając w Barcelonie, a przez których czuję do tego kraju ogromny sentyment.
W…