Wojna? Ale wiecie, że to będzie koniec Polski?
- 3 sie
- 3 minut(y) czytania
Gdy tak śledzę co ludzie piszą w necie jedno mnie zadziwia, a mianowicie to, ilu psycholom marzy się wojna z Ruskimi.
W sumie nie powinno mnie to dziwić, w kraju wtórnych analfabetów, w którym 70% ludu nie rozumie kilku linijek tekstu, ponad jedna trzecia nie ogarnia własnych rachunków, niemal połowa nie rozumie podatków, co piąty magister jest funkcjonalnym analfabetą, a co piąty student rozumie czytany tekst na poziomie 10 latka.
Co istotne tym wszystkim analfabetom nie przeszkadza to nawet w minimalnym stopniu w uważaniu się za niebywale wykształconą elitę tego kraju, szczególnie gdy jako pierwsi w rodzinie studia skończyli, nieważne że gotowania na gazie.
Jakiś czas temu na money.pl ukazał się artykuł na temat kosztów jakie poniosłaby gospodarka polska w razie wybuchu wojny.
Tej wojny, o której te wszystkie debile marzą.
Jest w nim opisany raport "Ekonomiczne koszty wojny dla Polski", przygotowany przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.
„Według autorów opracowania w najłagodniejszym scenariuszu, zakładającym atak rakietowy, produkt krajowy brutto Polski mógłby zmniejszyć się o 11,5 proc. W wariancie regionalnej inwazji spadek PKB oszacowano na 29,4 proc., natomiast w przypadku wojny o wysokiej intensywności przekroczyłby 50 proc.”
Czyli tłumacząc, w razie wojny wyparowałoby od jednej trzeciej do co najmniej połowy naszej gospodarki.
W przypadku inflacji, „raport wskazuje, że mogłaby ona sięgnąć odpowiednio 80 proc., 160 proc. oraz 850 proc.”
Tłumacząc na prosty język polskich ludzi wykształconych, w ciągu roku znikają wszystkie wasze oszczędności a wy, jako ogół stajecie się zwykłymi dziadami.
„W scenariuszu ograniczonego ataku rakietowego eksport mógłby spaść o 16 proc., a koszty transportu wzrosnąć o 30 proc. Uderzenia w Naftoport i Rafinerię Gdańską oznaczałyby, według raportu, zakłócenia w imporcie ropy i 20-proc. niedobór oleju napędowego. Zniszczenie terminala w Małaszewiczach mogłoby natomiast przerwać lądowy korytarz handlowy z Chinami.”
„Najbardziej pesymistyczny wariant zakłada pełnoskalową inwazję i ustabilizowanie linii frontu na Wiśle i Sanie. Według wyliczeń ZPP w pasie do 100 km od terenów okupowanych zniszczeniu mogłoby ulec 80 proc. kluczowej infrastruktury, a na pozostałym obszarze kraju stopa bezrobocia przekroczyłaby 43 proc.”
Ponieważ jak wiadomo polskie elity rozumieją tekst na poziomie 10 latków więc tłumaczę.
Najpierw ci co żyją z socjalu.
Nie będzie socjalu, będziecie jeść jak kiedyś kuroniówki, nie będzie na piwko, winko, whisky, grilla. I będziecie się cieszyć jeśli jak na Ukrainie nie będą was hycle łapać w siatki jak bezdomne psy i nie wysyłać na przemiał, bo to wy będziecie pierwsi do wysłania na front.
Teraz przekaz dla budżetówki. Wasze pensje zostaną zamrożone a przy inflacji 850% będzie momentalnie dziadami.
Teraz rolnicy, nie cieszcie się że wy zarobicie, ponieważ narzucą wam kontyngenty dostaw a jednocześnie zamrożą ceny żywności, więc gówno a nie zarobicie.
No i teraz przedsiębiorcy.
Myślicie, że was to ominie?
Serio?
Jeżeli całe społeczeństwo zdziadzieje, to jak myślicie na co będzie musiało wydawać te grosze, które będzie miało?
Przede wszystkim jedzenie, potem czynsze i opłaty. Na usługi, poza fryzjerem nikogo nie będzie stać. Pójdziecie tak samo na dno jak wszyscy inni.
I na koniec wszyscy ci, którzy pobrali kredyty hipoteczne do końca życia.
Jeśli będzie hiperinflacja, wiecie, że pójdą stopy procentowe do góry a raty waszych kredytów podwoją się albo potroją, a jednocześnie z powodu wojny ceny nieruchomości polecą na pysk?
Wiecie o tym czy nie wiecie?
A i jeszcze jedno. W chwili wybuchu wojny z Polski zwinie się zachodni kapitał co spowoduje masowe zamykanie firm i generowanie i bezrobocia.
Wzięliście to pod uwagę?
I co dalej wam się marzy wojna z Ruskimi?
Serio?





Komentarze