Wojny, wojny wam potrzeba.
- 30 lip
- 2 minut(y) czytania
Przypominam co się dzieje.
Na Ukrainie wszystko się sypie, zaczyna brakować biedoty do przemiału, więc gdy obrońcy cywilizacji europejskiej, wolności i naszych wartości, łapią ludzi w siatkę, jak kiedyś kacykowie plemienni ziomali w Afryce Równikowej, zaczyna się rodzić coraz większy opór. Raz na jakiś czas ktoś zarobi kulkę, czasami noża między żebra a przeważnie ma obitego ryja.
Dodatkowo po cztero i pół rocznym paśmie niekończących się sukcesów Ukraińcy wzorem Adolfa H. powołują volkssturm i powoli wycofują się na z góry upatrzone pozycje w kierunku Dniepru.
Co gorsza Jankesi przestali dawać na krechę Patrioty, raz że ich fizycznie z powodu Iranu już nie mają, a dwa, po tym jak kijowski penisowy wirtuoz gry na fortepianie urwał się ze smyczy postanowili postawić go w szeregu.
W tym momencie ujawnili się Niemcy i Angole, ale ponieważ ich tęczowe armie jedyne czego mają w nadmiarze, to wibratory, więc zaczęli uaktywniać okoliczne Bantustany. Ale znowu pojawił się problem, bo w Bułgarii obrali kurs na Ruskich, Rumuni się nie wychylają, na Węgrzech Magyar również nie ma zamiaru ruszyć palcem, Fico na Słowacji od dawna zorientowany jest na Ruskich, Czesi palą ale się nie zaciągają, nadbałtyckie karły mają łącznie dwie kompanie wojska, w połowie zresztą złożone z Ruskich, Finowie również nie mają ochoty wchodzić w wojnę, więc został jedynie jeden kraj, którym rządzą po połowie uposie z agentami, Bantustan.
Najpierw Bantustan przekazał jedyne co jeszcze miał wartościowego, oczywiście jak zawsze za free, czyli Patrioty.
Potem byliśmy bombardowani przez Tusku, Appelbauma i Kosiniaka z Kamyszem, że czekają nas prowokacje Ruskich, które polegać będą na tym, że będą nas bombardować ukraińskie drony przechwytywane przez Ruskich.
Po miesiącu robienia shitu z mózgu Polcom i Polakom, Narkofuhrer rozpoczął kolejne światowe tournée pod chwytliwym hasłem „Dej, dej, dej”.
W tym czasie nasi generałowie aż się palą do wojny, co prawda bo dziwnym, nagłym i tajemniczym zgonie z powodu tajemniczej ciężkiej choroby gen. Skrzypczaka, przytomnie trzymają się od Ukrainy na bezpieczną odległość, ale przecież na front do Donbasu, to nie te tuzy pojadą, a zwykłe młode chłopaki, które potem jak Ukraińcy, wrócą bez nóg i rąk, za co oni dostaną protezę a nasi dzielni generałowie Virtutti Militari.
Wczoraj piewca banderyzmu zatrzymał się w Polsce wracając z USA i jak widać przekazał Donaldowi dyrektywy.
I dzisiaj z rana okazuje się, że zupełnym przypadkiem wszyscy byli jasnowidzami, w okolicach Lublina walnęła w nas rakieta.
Co prawda nikt nie wie jaka, bo nasza obrona przeciwlotnicza jak zwykle nic nie wie, ale przecież ostrzegali przed tym i Tusku, i Żeleński, no i Kosiniaki z Kamyszami.
Co prawda pojawiły się zaraz ruskie wiecznie wątpiące onuce, czyja to niby rakieta.
Ale zaraz wszystko stało się jasne, to był ruski pocisk manewrujący Ch-101.
A skąd to wiemy?
Słuchać mi to cholerne ruskie onuce.
To, że to ruska rakieta wiemy na sto procent… Ukraińcy nam to powiedzieli.
No i co? Zatkała kakao? Łyso wam?
A tak szczerze, to już nie jest śmieszne, to zaczyna być żałosne.
Robi się wszystko aby nas wepchnąć do wojny, aby nasze chłopaki wymieniły ukraińską zużytą mielonkę. Jednocześnie coraz jaśniej widać, że nasi rządzący to jedynie lokaje na usługach Ukrainy, Anglii, Niemiec i Ameryki.





Komentarze