Zarazy na zawołanie.
- 22 maj
- 5 minut(y) czytania
Regularnie co sześć lat nawiedzają nas zarazy.
Nieuleczalne choroby, na które jest tylko jedne lekarstwo, a właściwie nie lekarstwo a cud, ratunek, miracle - SZCZEPIONKI.
W 2002 roku mieliśmy akcję z SARS Cov 1, w 2008 roku zaatakowała nas świńska grypa, w 2014 roku pierwszy atak Eboli. Dziwnym trafem od grypy hiszpanki, która sama nie była odpowiedzialna za miliony zgonów, które spowodował głód, fatalne odżywienie i bakteryjne zapalenie płuc w wyniku osłabienia przez wirus grypy, ale oczywiście wirus medialnie lepiej się sprzedaje, więc do dzisiaj mamy wszędzie grypę hiszpankę a nie głód w wyniku wojny, ponieważ głód medialnie z kolei bardzo słabo się sprzedaje, do końca XX wieku, mimo II wojny światowej, Zimnej Wojny, wojen lokalnych jakoś zarazy nas omijały. Nie było ich.
Dopiero w XXI wieku, przy dziwnej koincydencji z wysypem biolabów stawianych przez Jankesów we wszystkich swoich koloniach, nagle pojawiły się regularne zarazy.
Co prawda te pierwsze trzy słabo się sprzedały, ale WHO z jednej, BigPharma z drugiej, politycy z trzeciej i globaliści z czwartej strony, szybko odkryli gdzie było żródło słabej sprzedawalności paniki.
Istotą biznesu jest dobry marketing, a dobry marketing polega na szybkim dotarciu do klienta i przekonaniu go o potrzebie produktu.
Dlatego kolejna zaraza została zmodyfikowana o nacisk na marketing. W 2020 roku pojawił się nowy wirus Sars Cov 2 i pandemiczny cyrk ruszył. Wszystko zaczęło się od Wuhan, gdzie Jankesi prowadzili biolaba zajmującego się wirusami. No ale w przestrzeń poszła historia, że wąż zeżarł nietoperza, człowiek zeżarł węża i w żołądku nastąpiły takie nieprawdopodobne procesy, że powstał wirus mający zupełnie przypadkowo cechy wirusa HIV. Znamienne było to, że kilka miliardów ludzi łyknęło ten kretynizm i do dzisiaj w niego wierzą, mimo że już oficjalnie wiadomo, że wirus ktoś wywlekł z tego biolabu w Wuhan.
Wirus od samego początku nie był jakimś nowym wcieleniem dżumy i cholery. Za miliony zgonów na świecie nie był on odpowiedzialny, lecz polityka rządów sterowana przez WHO i Fauciego, które robiły wszystko aby wygenerować jak najwięcej trupów, w czym pomogli im w wielu przypadkach lekarze kupieni dodatkami covidowymi, a jeśli któryś pyskował, to koledzy go szybko dojeżdzali.
Od samego początku przedstawiano oczywiście tylko jedno lekarstwo - szczepionkę. Zupełnie nową technologię mRNA. Jeśli profesory mówiły, że nie ma ona nic wspólnego z modyfikacją genetyczną to chyba nie mają pojęcia czym jest RNA i jak ta szczepionka miała działać. Przy okazji pojawiły się inne kwiatki w postaci białka kolca, małpiego genu SV40, co pociągnęło działanie tych szczepionek w postaci udarów, zakrzepicy, turboraków, nagłej śmierci, a nawet hantawirusa.
Dziwnym trafem zaraza najbardziej dotknęła czysty i sterylny Zachód, a na takim Haiti, które logicznie rzecz ujmując powinno wymrzeć, odnotowano "cud Haiti". Podobny cud odnotowano zresztą w Afryce i biednych zakątkach Azji. Wirus brzydził się biedą. I tyle. Uwielbiał zarażąc wykształconych Białych.
Pięknie rozwijającą się zarazę zepsuł jednak nieznany nikomu genialny lekarz, niejaki Putin, atakując Ukrainę, w w wyniku czego zaraza zakończyła się w ciągu jednego dnia.
Wykształconym ludziom Zachodu nie dało to dziwnym trafem nic do myślenia.
Minęło sześć lat. Wojna na Ukrainie najwyraźniej dobiega końca. Po drodze pojawiła się małpia ospa, ale niestety z powodu analno-penisowego sposobu zarażania się nie sprzedała. Do dzisiaj nie mam pojęcia dlaczego. Rok temu z kolei, w Indiach pojawił się wirus NIPAH, bardzo straszny. Tak straszny, że w Indiach nikt o nim nie wiedział.
Ale teraz w końcu pojawiło się potrójne uderzenie.
Najpierw hantawirus. Co prawda aby się nim zarazić to nie jest to takie proste, bo trzeba mieć kontakt z wydzielinami szczurów, ale jakoś wybuchły zarazy na megaluksusowych statkach wycieczkowych, na których bawili się sami bogaci ludzie. Ponownie nikomu nie podpadło, że dziwnym trafem nie ma zachorowań tam gdzie szczury biegają ludziom po jedzeniu, czyli np w Indiach, a zaraza zaczęła się tam gdzie szczurów niemal nie ma, czyli w Europie.
Niestety, hantawirus został odstawiony na bok, ponieważ cyrk odpalono rok za wcześnie, gdyż Moderna jeszcze nie ukończyła szczepionki. Dlatego samo WHO zaczęło hantawirusowy temat powoli wyciszać.
Ale zaraz poszło drugie uderzenie. Ebola. Królowa jest tylko jedna. Kandydatka idealna, medialna, wysoce śmiertelna i chwytliwa. Wielki potencjał… do robienia wykształconym ludziom Zachodu shitu z mózgu. Jakoś wszystkim umknął fakt, że aby się nią zarazić trzeba mieć bezpośredni kontakt z płynami ustrojowymi chorego, bo Ebola nie przenosi się drogą oddechową, więc ogólnie ma słaby potencjał pandemiczny. Fakty są nieistotne, Mamy zarazę. WHO wydało ostrzeżenia, że wszyscy jesteśmy zagrożeni. W Afryce podobno zaraza jest nie do opanowania. No nie wiem, liżą się tam nawzajem, czy co. Żeby akcja ruszyła dalej zaimportowano nawet chorych do Berlina i Pragi, no bo wiecie, jeszcze nie daj boże nikt w Europie by nie zachorował. Co prawda miejscowi w Kongo się wściekli i spalili szpital polowy WHO, ale w Europie maski i kombinezony blokujące wirusa nie przenoszącego się drogą oddechową robotę robią dobrą. No i co najważniejsze, mamy już szczepionkę.
Żeby choć trochę podkręcić akcję odpalono w razie czego trzeciego bohatera. W Australii z powodu tych skubańców antyszczepów, mamy epidemię błonicy.
Do tego oczywiście mamy stałych statystów, czyli odrę i resztę emerytów wirusowych.
Wirusy atakują nie tylko ludzi. Na cel wzięły zwierzęta.
Afrykański Pomór Świń. ASF. Szalał na krótko przed covidem. Roznosiły go dziki. Nocami, cichutko otwierały sobie bramy ferm hodowlanych, właziły do środka, i zarażały biedne świnki, które potem szły na odstrzał. Dodatkowo dziki wtedy nauczyły się latać w wyniku czego można je było znaleźć sztywne na drzewach. Akurat tam gdzie były ogniska choroby. Wszystko nagle się skończyło jak Ruscy zajęli na Ukrainie, Jankeskie biolaby i okazało się, że zupełnie przypadkowo pracowały one nad ASF i wirusami dedykowanymi Słowianom.
Sześć lat był spokój.
I nagle ni stąd, ni zowąd, ASF znowu się pojawił i znowu biedne świnki nagle zaczęły chorować, mimo że całe swoje życie nie wychodzą z chlewni.
Ale nie tylko świnki, nagle pojawiła się ptasia grypa zarażająca pozamykane jak w sejfie fermy drobiu. Nie ma innego tłumaczenia jak teleportacja.
I tak sobie przypominam lata swojego dzieciństwa i młodości. Kury łaziły po podwórkach, świnie siedziały w chlewikach i biegały po podwórkach, i dziwnym trafem nigdy żadne nie chorowały.
Gdybym był teoretykiem spiskowym pomyślałbym, że w tych biolabach pracują nad nowymi wirusami, że z tymi wirusami połączone są dedykowane im szczepionki, które dzwinym trafem zawsze akurat są na ukończeniu gdy pojawia się nowa zaraza, że wirusy atakujące zwierzęta mają na celu wybicie tych zwierząt aby diametralnie zwiekszyć cenę mięsa. A przy okazji szczepień ktoś realizuje program depopulacji, o której od lat dziwnym trafem mówią, ci którzy opracowują te szczepienia.
Ale ponieważ nie jestem żadnym teoretykiem spiskowym, to szczerze wierzę w to, że w tych biolabach opracowują nowe sosy, BigPharma nie zarabia na szczepionkach, rządy nie są skorumpowane, a wszystkim zależy tylko na naszym zdrowiu.
Póki co wezmę sobie jednak cynk, witaminę D3, końską dawkę B Complex, pójdę bez filtra na słońce, zjem kilka jajek na bekonie, zagryzę żółtym serem z masłem i zjem kawał mięcha. A w tym czasie popatrzę w spokoju jak stado biegnie się szczepić kolejnym nieprzebadanym gównem, o którym tak naprawdę nikt nie ma zielonego pojęcia i nikt nie wie jaki jest właściwie jego prawdziwym skład.





Komentarze